Rozpłochowski: uczmy się polityki racjonalnej

ukraineeufight_590_422.jpg
Wśród działaczy opozycji i Solidarności głosy rozsądku dotyczące polityki wschodniej zdarzają się rzadko. Dominuje chciejstwo, mesjanizm, prometeizm i rusofobia i zwyczajna głupota. Tym bardziej godne uwagi są głosy przeciwne. Co ciekawe zdarzają się one nie wśród obecnie rządzących, tylko tych, którzy są obecnie poza polityką lub na marginesie.

Ostatnio w takim duchu wypowiedzieli się m.in. Zygmunt Wrzodak, Konrad Morawiecki i teraz Andrzej Rozpłochowski, wszyscy kiedyś uchodzący za radykałów. Oto tekst Andrzeja Rozpłochowskiego, byłego szefa Regionu Śląskiego NSZZ Solidarność:

Od lat apeluje o to wielu Polaków, bo tak trzeba. Bo dyktuje to zdrowy rozsądek, jakim również w działalności publicznej kieruje się zawsze większość innych społeczeństw. Dzieje naszej historii jednak dowodzą, że my, Polacy, mamy z tym niestety, za dużo problemów. I dlatego nie bez kozery, wszyscy znamy powiedzenie – mądry Polak po szkodzie. Nie Anglik, Francuz, Niemiec, Amerykanin czy nawet Rosjanin, lecz Polak właśnie. Znamy to powiedzenie, mówimy o nim i... najczęściej znowu popełniamy podobny błąd. Ale żeby tylko na tym stanęło. Szukając potem przyczyn szkody lub nie załatwienia sprawy tak, jak potrzeba, lubimy winić o to wszystkich innych, ignorując postępowanie samych siebie. Złą przysługę w kształtowaniu takiej lekcji z historii, oddaje nam nasze skądinąd wielkie poświęcenie po podjęciu decyzji, które nie zawsze służą dobru naszych interesów, ale za to prowadzą nierzadko do dramatycznych, a nawet tragicznych następstw.
Podobnie mają się sprawy z naszym podejściem do obecnego konfliktu między Ukrainą i Rosją. Prawidłowo potępiamy silniejszego, który bije słabszego i chce go po prostu zniewolić. Tak zresztą ocenia to również cały cywilizowany świat. W odruchu moralnej troski jesteśmy po stronie ofiary. Nasze polskie doświadczenie z Rosją i jej polityką na przestrzeni wieków, upoważnia nas do tych sądów bardziej, aniżeli kogokolwiek innego. Ale mądra postawa polityczna wynikać musi nie tylko z emocjonalnego odruchu chwili, lecz przede wszystkim opierać się musi na racjonalnym uporządkowaniu naszych narodowych interesów. Używając wielkiego skrótu, należy zapytać – czy my Polacy mamy czystą i dobrą kartę także w obecnych stosunkach z Ukraińcami? I czy się to komuś podoba lub nie, odpowiadam – nie mamy! I uczciwie jest powiedzieć, że jest tak nie z winy Polaków.
Nie doszło do naprawienia tych spraw we wzajemnych polsko-ukraińskich relacjach przed okresem rosyjskiej agresji na Ukrainę. Kolejne rządy i różne elity III RP prowadziły wobec Ukrainy ignorującą problemy politykę strusia, a Ukraińcy zwłaszcza ci prozachodni, sami z siebie ani myśleli naprawiać to, co jest ewidentną krzywdą Polaków. Motywuje ich do tego nie tylko brak odpowiedniej wiedzy, ale również odmienne widzenie spraw, wynikające także ze złej woli, a nawet z postawy etnicznego szowinizmu.
Marszałek Józef Piłsudski wskrzeszając wolną Polskę po zaborach, chciał również powstania wolnej Ukrainy. Ale działania te szybko się załamały, z powodu politycznej niedojrzałości samych Ukraińców. Za to potem czczony przez część Ukraińców do dzisiaj szowinistyczny ideolog Stepan Bandera, zasłynął prowadzeniem politycznej i terrorystycznej działalności antypolskiej jeszcze przed wybuchem II wojny światowej, osobiście skrytobójczo mordując ministra spraw wewnętrznych II RP, mimo wielkich praw i swobód mniejszości ukraińskiej w Polsce, jakich choćby cząstki Polacy nawet dzisiaj nie mają na Ukrainie.
Zaś w roku 1943, na od wieków polskich ziemiach, w roku 1939 po agresji oderwanych od II Rzeczpospolitej przez Stalina i włączonych do sowieckiej republiki Ukrainy, aktualnie okupowanych przez niemiecką III Rzeszę, banderowcy OUN i UPA dokonali ludobójczej czystki etnicznej na Polakach, wymordowując ok. 200 tysięcy niewinnej ludności polskiej, w sposób należący do najbardziej barbarzyńskich w dziejach świata. Zbrodnicze zaś bandy i nie tylko ich karabiny, ale również noże, piły, siekiery i widły, na drodze "walki o samostijną Ukrainę" dość powszechnie błogosławili duchowni greckokatolickiego ukraińskiego kościoła. Takiej postawie Ukraińców, nie wolno nawet próbować przeciwstawić niewątpliwie czasem nieuprawnionej i zbyt obcesowej polonizacji kresów wschodnich, prowadzonej w wyniku złej polityki części elit II Rzeczpospolitej.
Po dalszych kilkudziesięciu latach, dzisiejsi ukraińscy spadkobiercy ideologii Bandery, OUN i UPA, tak się składa, że należą też do największych przeciwników prorosyjskiej polityki b. prezydenta Janukowycza, jak i stanowią bardzo ważną część kijowskiego Majdanu. „Prawy sektor” i partia Swoboda to ludzie, należący również do najbardziej zdeterminowanych obrońców Ukrainy wobec obecnej agresji Rosji.
Przyjmują oni z radością wszelką pomoc i poparcie od Polski i Polaków, ale – w żaden sposób nie zmieniają swojej, trzeba to wyraźnie powiedzieć, antypolskiej polityki wobec ocalałych resztek ludności polskiej i rzymskokatolickiego Kościoła we Lwowie, jak i na pozostałej części zagrabionych od roku 1939 Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej. Świadczy o tym niedawna wypowiedź nie pierwszego lepszego Polaka, którego ktoś mógłby powiedzieć, że podpuszczono, aby naiwnie siał niezgodę – ale księdza dr Michała Bajcara, sędziego Sądu Arcybiskupiego we Lwowie i jednocześnie proboszcza parafii – podobnie jak parafia rejonu Kopalni „Wujek” w Katowicach – pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Gródku Jagiellońskim.
W wywiadzie udzielonym 4 kwietnia 2014 roku gazecie „Nasz Dziennik”, niewątpliwie zasłużony kapłan mówi, że także w chwili obecnej agresji Rosji na Ukrainę i niepewnym losie całego państwa, na Zachodniej Ukrainie polskość i Polacy są nieprzerwanie tępieni, zmuszani, aby się nie przyznawać do swoich narodowych korzeni. Nastawienie szowinistyczne i antypolskie zaczyna się od postępowania... greckokatolickiej Cerkwi! Są oczywiście od tego wyjątki, ale w niej tkwiło i tkwi do dziś centrum ukraińskiego szowinizmu. Ukraińcy celebrują pamięć o Banderze, o OUN i UPA, ale nie znają lub nie chcą znać ich zbrodni. Władze Lwowa i zachodniej Ukrainy, odmawiają polskim prośbom o zwrot nawet coraz bardziej zrujnowanych kiedyś odebranych i opuszczonych świątyń, nie mówiąc o zawłaszczonym mieniu osób fizycznych i prawnych.
Niewygodną prawdę przypomina i do zdrowego rozsądku odwołuje się również opublikowane zaledwie wczoraj, 8 kwietnia, Stanowisko Światowego Kongresu Kresowian wobec sytuacji na Ukrainie. Szanując prawo każdego narodu do wolności, spadkobiercy Polaków wypędzonych z bezprawnie zagarniętych ziem połowy Rzeczypospolitej, domagają się prawa Polaków żyjących dziś w granicach Ukrainy do odrodzenia polskiego dziedzictwa na ziemi swoich i naszych przodków. W tej mierze, apelują też o zachowanie jak największej ostrożności w bezrefleksyjnym popieraniu sił ukraińskich tylko dlatego, że uczestnicząc w polityce ukraińskiej stały się one obecnie przedmiotem rosyjskiej agresji, a które prawom Polaków nadal się przeciwstawiają i ich represjonują.
Do czego więc zmierzam ja w konkluzji tego felietonu? Zachęcam do wejścia przez Polskę i Polaków w stosunkach z Ukrainą i Ukraińcami na ścieżkę mądrej i racjonalnej polityki, która kierować się będzie dążeniem do realizacji pełni naszych polskich interesów, odnoszących się zarówno do przeszłości, jak i do czasu obecnego. Skoro w dotychczasowych relacjach tego osiągać się nie udawało, głównie z powodu zbytniej arogancji i niechęci środowisk ukraińskich oraz naszych własnych nieodpowiedzialnych zaniechań, przepraszam, ale nie będzie na to już lepszej chwili niż obecna. Musimy Ukrainie i Ukraińcom jasno powiedzieć:
- wspieramy waszą walkę o polityczną i gospodarczą niezależność od Rosji oraz o włączenie się we współpracę z narodami Europy. Ale – nie możecie więcej jednostronnie wykorzystywać dobrych intencji Polski i Polaków oraz naszej konkretnej pomocy, nie dając w zamian nic co potrzeba od siebie, co naprawi krzywdy z przeszłości oraz te wyrządzane Polakom w waszym państwie dzisiaj.
- możemy nawet zrozumieć, że do niedawna nie mieliście innej tradycji walki o wolność, jak odwoływanie się do działalności Bandery, OUN i UPA, choć dla nas jest to tradycja zbrodnicza. Ale teraz, po przebyciu heroicznej i zwycięskiej walki na Majdanie Niepodległości w Kijowie, na ziemi zroszonej krwią waszej Niebiańskiej Sotni, możecie budować nową tradycję walki o wolność. Nową legendę założycielską wolnej Ukrainy, która jednocześnie może być wolna od upiorów zbrodni z przeszłości, które między naszymi narodami Rzeczypospolitej i Ukrainy tworzą ścianę nieprzezwyciężonego dramatu.
- Polska i Polacy dali i dają dowody niesienia wam dzisiaj pomocy politycznej, duchowej i materialnej. Polacy i polskie sztandary oraz zebrane z serca dary, goszczą na Majdanie obok was od pierwszego momentu waszej tragicznej i niewiadomej walki z reżimem Janukowycza. Chcemy to szczerze kontynuować, ale aby zbudować między nami nowe, prawdziwie braterskie i pokojowe relacje polsko-ukraińskie, potrzeba waszego zaangażowania w zmianę historycznej narracji o przeszłości, jak i w uczciwe uregulowanie krzywd, jakich Polacy i polskie dziedzictwo doznają w waszym państwie dzisiaj. Tak więc macie do załatwienia nie tylko sprawy ukraińsko-ukraińskie oraz ukraińsko-rosyjskie, ale również nie mniej palące i ważne sprawy ukraińsko-polskie.

Katowice, 10 kwietnia 2014 r.
Andrzej Rozpłochowski