Polak w Donbasie, sprawa w prokuraturze?

hudziec.jpg

Dawid Hudziec ma 29 lat, pochodzi z Żywca. Jest członkiem obozu Wielkiej Polski i od września przebywa w Doniecku, jako dziennikarz serwisu Pl.novorossia.today. Na początku grudnia media poinformowały, że Polakiem oficjalnie zajęła się ABW, a prokuratura w Bielsku-Białej, która od 17 listopada miała prowadzić śledztwo, potwierdziła wszczęcie dochodzenia.

O „namierzeniu” Dawida najpierw poinformowała „Rzeczpospolita”. Ciekawe to „namierzenie” – Dawid bowiem regularnie, od wielu miesięcy, publikuje dokładne informacje na temat miejsca swojego przebywania i relacje z wydarzeń na wschodniej Ukrainie na swoim profilu na portalu społecznościowym facebook – pod własnym imieniem i nazwiskiem oczywiście.

Według informacji medialnych, prokuratura nie posiada dowodów na to, by Dawid brał czynny udział w walkach. Mimo to niektóre media posługują się określeniami „najemnik”, „bojownik” itp. On sam nie kryje swych sympatii dla powstańców i Rosji oraz niechęci do „Ukropów” i „junty kijowskiej” – ale zdecydowanie zaprzecza też, by był bojownikiem w szeregach sił Donieckiej Republiki Ludowej. Żadnych dowodów, by Dawid z bronią w ręku walczył w Donbasie, nie ma – są za to jego relacje o ukraińskich ostrzałach artyleryjskich i rakietowych na osiedla mieszkalne i dzielnice Doniecka, na przedszkola, szkoły i szpitale, na infrastrukturę gazową i elektryczną. Są zaprzeczenia „faktów medialnych”, jakoby w Doniecku panował powszechny głód, nie działały szpitale, nie było prądu czy wody… Czy główną winą Polaka jest to, że przeczy oficjalnej wersji wydarzeń, rozpowszechnianej przez polskie władze i polskojęzyczne media?

W świetle prawa obywatel Polski może służyć w obcych siłach zbrojnych jedynie za zgodą wydaną przez ministra spraw wewnętrznych, a minister taką zgodę może wydać tylko przy spełnieniu kilku warunków, w tym: gdy służba w obcych formacjach nie narusza interesów Rzeczypospolitej Polskiej, nie jest zakazana przez prawo międzynarodowe, a sam zainteresowany ma uregulowany stosunek do służby wojskowej w Polsce. Za podjęcie służby w obcym wojsku bez odpowiedniej zgody grozi kara pozbawienia wolności od trzech miesięcy do pięciu lat. Jest oczywiste, że Dawid zgody nie ma i warunków jej uzyskania by nie spełnił – gdyby faktycznie miał służyć w obcych siłach zbrojnych. Tyle tylko, że Dawid nie jest żołnierzem czy najemnikiem. Jest dziennikarzem.

Jak i kiedy dotarłeś do Doniecka?
- Przyjechałem prawie trzy miesiące temu, drogą okrężną przez Węgry i Rosję.

Co było decydującym impulsem dla takiej decyzji?
- Decyzję podejmowałem przez wiele miesięcy, i nie ma jednego konkretnego powodu czy impulsu. Po prostu wiedziałem, że trzeba coś zrobić, że trzeba pokazać, jak faktycznie tu jest. Moja decyzja była przede wszystkim odpowiedzią na zakłamany przekaz medialny. Polskie media nie tyle fałszowały obraz sytuacji, co po prostu pokazywały coś, co w ogóle nie miały miejsca. Znałem wcześniej jedna osobę z Doniecka, i to dzięki niej wiedziałem z pierwszej ręki, jak naprawdę wygląda życie w Donieckiej Republice Ludowej. Przykładowo – media w Polsce mówiły, że w mieście panuje spokój, a ja widziałem nagrania, jak na miasto lecą rakiety – a potem kompletnie urywał się kontakt telefoniczny czy internetowy.

Twoje sympatie polityczne są znane. Jesteś wyłącznie dziennikarzem – czy brałeś też udział w jakichkolwiek starciach?
- Nigdy nie byłem nawet w bezpośrednim rejonie walk. Owszem, była taka sytuacja, w której jechałem relacjonować w miejsce, które wcześniej zostało ostrzelane, i podczas mojej obecności doszło do kolejnego ataku. Ale jestem tylko dziennikarzem, pracuję dla Noworosyjskiej Agencji Informacyjnej, posiadam akredytację wojskową i cywilną, i od prawie trzech miesięcy konsekwentnie demaskuję brednie na temat sytuacji w Noworosji.

Mówisz o bredniach. Obraz medialny sytuacji na wschodzie Ukrainy jest bardzo jednostronny. Na ile twoje obserwacje na miejscu przeczą tej wersji wydarzeń?
- Tak jak mówiłem: media nie tyle fałszują obraz, ile kreują własną rzeczywistość, powielają bzdury, które nie mają miejsca. Te kompletnie nieprawdziwe informacje to goebbelsowska propaganda. Że nie ma prądu, wody, że ludzie umierają na ulicach z głodu… Albo o ostrzale i atakach „separatystów” – przykładowo na szkołę podstawową w Doniecku, czyli na własne pozycje, na własną ludność, prowadząc ogień za własne linie… Ja muszę demaskować te bzdury, nagrywać i pokazywać, że ludzie mają wodę, że mają prąd, że działają szpitale…

Jak więc określiłbyś prawdziwą sytuację w Doniecku?
- Sytuacja jest ciężka, ale nie tragiczna. I poprawia się. Gdy tu przyjechałem, działało tylko kilka sklepów spożywczych. Teraz funkcjonuje nie tylko to, co jest absolutnie niezbędnym minimum. Otwarte są kawiarenki internetowe, punkty ksero, budki z kebabem… Działa uniwersytet w Doniecku, a władza DRL wypłaca renty i emerytury. Nie są to kwoty oszałamiające, ale pozwalają ludziom żyć.

Od kilku dni stałeś się osobą powszechnie znaną w Polsce, interesują się tobą media, które „bębnią” o tym, że prokuratura w Bielsku-Białej wszczęła śledztwo, że „namierzyła cię” ABW... Czy nie obawiasz się, że nawet, jeśli nie zostaną ci postawione zarzuty prawne, po powrocie do kraju będziesz miał problemy z ułożeniem swojego życia, ze znalezieniem pracy…?
- Przede wszystkim prokuratura nie prowadzi przeciwko mnie żadnego śledztwa, a na razie sprawdza, czy są w ogóle jakieś podstawy czy znamiona popełnienia przestępstwa. Nie postawiono mi żadnych zarzutów, zresztą nie ma na to absolutnie żadnych dowodów. Trwa za to medialna nagonka na mnie, bo jestem niewygodny, bo mówię jak jest rzeczywiście. To jest próba zastraszania, na którą będę odpowiadał pozwami sądowymi wobec wszystkich dziennikarzy, którzy nazywają mnie „najemnikiem” czy „bojownikiem”, którzy wystawili wyrok przed postawieniem jakichkolwiek zarzutów – w pierwszym szeregu znajdą się dziennikarze Radia ZET. A odnośnie powrotu do Polski – nie, nie boję się, umiem sobie poradzić. Zawsze wierzyłem w to, że jeśli człowiek się boi, to nic w życiu nie osiągnie, nie ruszy się z miejsca.

A jak w ogóle teraz postrzega się tam Polaków?
- Jest lepiej, także dzięki telewizji rosyjskiej, która pokazała, że po stronie DRL są Polacy, że są ochotnicy, są dziennikarze, także ja. Przedtem Polacy postrzegani byli bardzo stereotypowo jako bezkrytycznie wspierający nazistowskie siły na Ukrainie i banderowców.

Kiedy planujesz powrót do Polski?
- To pytanie stawiano mi już dwa dni po moim przyjeździe do Doniecka. Nie wiem, kiedy. Zostanę tak długo, jak będzie to miało sens, jeśli będzie trzeba, to aż zapanuje trwały pokój. Ale mam nadzieję, że nie będzie to trwało latami.

I na zakończenie: jakie są twoje życzenia noworoczne dla Donbasu i Ukrainy?
- Pokoju. Pokoju i wolności.

Dziękuję za rozmowę, życzę prawdziwie spokojnych świąt Bożego Narodzenia.

Rozmawiał: Michał Soska