Amerykański dyktat to droga donikąd (2)

valdai.jpg
„Rosja dokonała wyboru, naszymi priorytetami są: dalsze doskonalenie instytucji demokracji i gospodarki otwartej, przyspieszony rozwój wewnętrzny z uwzględnieniem wszystkich pozytywnych współczesnych tendencji w świecie i konsolidacja społeczeństwa na bazie wartości tradycyjnych i patriotyzmu” – powiedział Władimir Putina na zebraniu Klubu Wałdaj. Poniże druga, ostatnia część jego wystąpienia.

Szanowni koledzy, przyjaciele! Zwracam Waszą uwagę, że nie myśmy to rozpoczęli. Ponownie toczymy się ku czasom, kiedy nie równowaga interesów i gwarancji wzajemnych, lecz strach, równowaga wzajemnej zagłady powstrzymuje kraje przed bezpośrednim zderzeniem.
Wobec braku narzędzi prawnych i politycznych, jako narzędzie polityki powraca broń, stosowana jest ona, gdzie kto sobie zażyczy i jak sobie zażyczy, bez jakichkolwiek sankcji Rady Bezpieczeństwa ONZ. A jeżeli Rada odmawia firmowania decyzji tego typu, to od razu głosi się, że jest narzędziem przestarzałym i nieefektywnym.

Liczne państwa nie widzą innych gwarancji zapewnienia własnej suwerenności poza sprawieniem sobie własnej bomby atomowej. Jest to skrajnie niebezpieczne. Nalegamy na kontynuowanie negocjacji, ale nam nie chodzi o zwykłe negocjacje – nalegamy na kontynuowanie negocjacji w/s redukcji arsenałów jądrowych. Im mniej jest w świecie broni jądrowej, tym lepiej. I jesteśmy gotowi do najpoważniejszej rozmowy merytorycznej w kwestiach rozbrojenia jądrowego, ale do poważnej rozmowy – jak to mówią, bez podwójnych standardów.

Co mam na uwadze? Dzisiaj, ze względu na swoje możliwości, liczne rodzaje broni o wysokiej celności zbliżyły się do broni masowej zagłady, i w razie rezygnacji, całkowitej rezygnacji z potencjału jądrowego lub krytycznego zmniejszenia jego ilości, kraje, wiodące w tworzeniu i produkcji systemów o wysokiej celności, uzyskają wyraźną przewagę militarną. Złamany zostanie parytet strategiczny, a to grozi destabilizacją. Pojawia się pokusa skorzystania z tak zwanego pierwszego rozbrajającego uderzenia globalnego. Jednym słowem, ryzyka nie maleją, lecz rosną.

Następne oczywiste zagrożenie – to dalsze narastanie konfliktów na tle etnicznym, religijnym, socjalnym. Konflikty takie niebezpieczne są nie tylko same w sobie, tworzą one wokół siebie strefy anarchii, bezprawia i chaosu, gdzie dobrze się mają zarówno terroryści, jak i zwykli szeregowi przestępcy, rozkwita piractwo, handel ludźmi, biznes narkotykowy.

Nawiasem mówiąc, nasi koledzy usiłowali swego czasu jakoś tymi procesami zarządzać, wykorzystywać konflikty regionalne, konstruować w swoim interesie „kolorowe rewolucje”, ale dżin wydostał się z butelki. Wygląda na to, że sami autorzy teorii sterowanego chaosu nie wiedzą, co z nim zrobić. W ich szeregach panują zamęt i wahanie.

Uważnie przyglądamy się dyskusjom zarówno wśród elit rządzących, jak i w społeczności eksperckiej. Wystarczy popatrzeć na nagłówki prasy zachodniej za ostatni rok: o tych samych ludziach raz mówią, że są bojownikami o demokrację, a następnym razem, że są islamistami, najpierw piszą o rewolucjach, a potem o pogromach i przewrotach. Wynik jest oczywisty: dalsze narastanie chaosu globalnego.

Szanowni koledzy! W obliczu takiej sytuacji na świecie należałoby rozpocząć dogadywanie się w sprawach zasadniczych. Jest to nadzwyczaj ważne i konieczne, jest to znacznie lepsze od rozchodzenia się każdy w swoją stronę, tym bardziej, że wszyscy zderzamy się ze wspólnymi problemami, znajdujemy się, jak to mówią, w jednej łodzi. I droga logiczna – to współpraca krajów, społeczeństw i poszukiwanie zbiorowych odpowiedzi na mnożące się wyzwania, wspólne zarządzanie ryzykami. Co prawda, niektórzy nasi partnerzy, nie wiadomo dlaczego, przypominają sobie o tym wyłącznie dopiero wtedy, gdy odpowiada to ich interesom.

Doświadczenie praktyczne dowodzi, że wspólne odpowiedzi na wyzwania, po pierwsze, wcale nie zawsze stanowią panaceum, a po drugie, w większości przypadków są one trudne do osiągnięcia. Zbyt trudne jest przezwyciężanie różnicy interesów narodowych, subiektywizmu podejścia, zwłaszcza, gdy mowa jest o krajach z rozmaitymi tradycjami kulturowo-historycznymi. Niemniej jednak mamy przykłady, kiedy to kierując się wspólnymi celami, działając na bazie kryteriów jednostkowych, wspólnie osiągamy rzeczywiste sukcesy.

Przypominam zarówno o rozwiązaniu problemu syryjskiej broni chemicznej, jak i o merytorycznym dialogu w kwestii irańskiego programu jądrowego, a również nasza praca na ścieżce północnokoreańskiej daje również pewne pozytywne wyniki. Dlaczego nie mielibyśmy wykorzystać całego tego doświadczenia również dalej, przy rozwiązywaniu problemów lokalnych jak i globalnych?
Jaka może być baza prawna, polityczna, ekonomiczna nowego ładu w świecie, która zapewniłaby stabilizację i bezpieczeństwo a przy tym sprzyjałaby zdrowej konkurencji, nie dopuszczałaby do kształtowania się nowych monopoli blokujących rozwój? Nie wydaje się, by ktoś mógł teraz dać na to absolutnie wyczerpujące, gotowe odpowiedzi. Wymagana będzie tutaj długotrwała praca z udziałem szerokiego kręgu państw, biznesu światowego, społeczeństwa obywatelskiego i takich, jak nasza, platform eksperckich.

Oczywiste jest jednak, że sukces, rzeczywisty wynik, możliwy będzie do osiągnięcia w takim jedynie przypadku, kiedy to kluczowi uczestnicy życia międzynarodowego zdołają porozumieć się w kwestii uzgodnienia interesów podstawowych, rozumnego samoograniczenia się, dadzą przykład przywództwa pozytywnego, odpowiedzialnego. Dokładnie trzeba określić, gdzie są granice działań jednostronnych i gdzie pojawia się potrzeba uruchomienia mechanizmów wielostronnych, rozwiązania w ramach doskonalenia prawa międzynarodowego, dylematu pomiędzy działaniami społeczności międzynarodowej w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa i praw człowieka a zasadą suwerenności narodowej i nieingerencji w sprawy wewnętrzne państw.

Akurat takie właśnie konflikty coraz częściej prowadzą do samowolnej zewnętrznej ingerencji w złożone procesy wewnętrzne, co i rusz prowokując niebezpieczne sprzeczności pomiędzy czołowymi graczami światowymi. Kwestia utrzymania suwerenności staje się bodaj że najważniejszą dla zachowania i umocnienia stabilności świata.

To zrozumiałe, że dyskusja o kryteriach wykorzystania siły zewnętrznej jest nadzwyczaj skomplikowana, praktycznie niemożliwe jest jej oddzielenie od interesów takich czy innych państw. Znacznie niebezpieczniejszy jest jednak brak umów zrozumiałych dla wszystkich, dokładnych warunków, na jakich ingerencja jest konieczna i legalna.

Dodam, że stosunki międzynarodowe budowane być powinny na prawie międzynarodowym, u podstaw którego powinny tkwić również zasady moralne, takie jak sprawiedliwość, równouprawnienie, prawda. A wydaje się, że najważniejsze to szacunek wobec partnera i jego interesów. Formuła wydaje się oczywista, ale zwykłe jej przestrzeganie zdolne jest doprowadzić do zasadniczej zmiany sytuacji na świecie.

Jestem przekonany, że gdy zaistnieje wola będziemy mogli odbudować efektywność systemu instytucji międzynarodowych i regionalnych. Tutaj nie trzeba nawet czegokolwiek budować w całości, od zera, nie jest to „greenfield” i, tym bardziej, że instytucje stworzone po II Wojnie Światowej są wystarczająco uniwersalne i mogą zostać wypełnione treścią bardziej współczesną, adekwatną do bieżącej sytuacji.
Dotyczy to zarówno doskonalenia pracy ONZ, którego rola centralna jest niezastąpiona, jak i OBWE, która w ciągu 40 lat zaprezentowała się jako pożądany mechanizm zapewnienia bezpieczeństwa i współpracy w Regionie Euroatlantyckim. Powiedzieć trzeba, że również teraz, przy regulowaniu kryzysu na południowym wschodzie Ukrainy OBWE odgrywa rolę nader pozytywną.

Na tle fundamentalnych przemian w środowisku międzynarodowym, narastania niesterowalności i najróżnorodniejszych zagrożeń, niezbędny staje się dla nas nowy globalny konsensus sił odpowiedzialnych. Nie może być tutaj mowy o jakichś lokalnych transakcjach ani o podziale sfer wpływu w duchu dyplomacji klasycznej, ani o czyjejś całkowitej dominacji. Myślę, że potrzebne jest nowe „wydanie” współzależności. Nie trzeba się jej bać. Na odwrót, jest to dobre narzędzie uzgadniania stanowisk.

Tym bardziej jest to aktualne – uwzględniając umocnienie się i wzrost odrębnych regionów planety – że kształtuje obiektywne zapotrzebowanie na przydanie tym biegunom kształtu instytucjonalnego, na stworzenie potężnych organizacji regionalnych i wypracowanie reguł ich współdziałania. Kooperacja tych ośrodków znacznie sprzyjałaby stabilizacji światowego bezpieczeństwa, polityki i gospodarki. Aby jednak dialog taki mógł zostać nawiązany, trzeba wyjść od tego, że wszystkie ośrodki regionalne, kształtujące się wokół nich projekty integracyjne powinny mieć jednakowe prawa do rozwoju, żeby się wzajemnie uzupełniały i żeby nikt ich w sposób sztuczny nie zderzał wzajemnie, nie przeciwstawiał ich sobie. W wyniku realizacji takiej właśnie destrukcyjnej polityki ulegałyby zniszczeniu więzi między państwami, jak również same te państwa poddawane byłyby ciężkim próbom, do całkowitego ich zniszczenia włącznie.

Chciałbym przypomnieć o wydarzeniach roku ubiegłego. Mówiliśmy wtedy naszym partnerom, partnerom amerykańskim i europejskim, że w pośpiechu podejmowane zakulisowe decyzje o, powiedzmy, stowarzyszeniu Ukrainy z UE będą owocować poważnym ryzykiem – nawet nie mówiliśmy niczego o polityce, mówiliśmy tylko o gospodarce – poważnymi zawirowaniami w gospodarce, że tego typu konspiracyjne działania naruszają interesy wielu krajów trzecich, w tym Rosji jako podstawowego partnera handlowego Ukrainy, że konieczne jest szerokie przedyskutowanie problemów. Nawiasem mówiąc, przypomnę w związku z tym, że rozmowy o przystąpieniu Rosji do WTO prowadzone były 19 lat. Była to bardzo ciężka praca i osiągnięty został określony konsensus.

Dlaczego o tym mówię? Dlatego, że przy okazji realizacji projektu stowarzyszenia z Ukrainą, przychodzą do nas kuchennymi schodami nasi partnerzy ze swoimi towarami i usługami, a my nie umawialiśmy się w tej materii, nas nikt o to nie pytał. Prowadziliśmy dyskusje o wszystkich tematach związanych ze stowarzyszeniem Ukrainy z UE, uparcie, lecz co pragnę podkreślić, w sposób absolutnie cywilizowany, przedstawiając oczywiste dowody i argumenty, wskazywaliśmy na możliwe problemy. Nikt nie chciał nas słuchać i nikt nie chciał rozmawiać, nam po prostu powiedziano: to nie wasza sprawa i już, i to była cała dyskusja. Zamiast dialogu, trudnego, ale podkreślam, cywilizowanego, całość doprowadzili do przewrotu państwowego, wtrącili kraj w chaos, doprowadzili do rozkładu gospodarki, sfery socjalnej, do wojny domowej z ogromną ilością ofiar.

Po co? Gdy pytam swoich kolegów – po co, w ogóle nie ma odpowiedzi, nikt nic nie odpowiada, tak się sprawy mają. Wszyscy rozkładają ręce: tak wyszło. Nie trzeba było zachęcać do takich działań – nie wyszło by, przecież, o tym już mówiłem, poprzedni prezydent Ukrainy Janukowycz wszystko podpisał, ze wszystkim się zgodził. Po co było to robić, jaki to miało sens? To ma być właśnie cywilizowany sposób rozwiązywania problemów? Zapewne ci, co bez końca organizują coraz to nowsze „kolorowe rewolucje” uważają się za genialnych malarzy i w żaden sposób nie mogą się zatrzymać.
Przekonany jestem, że funkcjonowanie zrzeszeń integracyjnych, współdziałanie struktur regionalnych, kształtowane być powinny na przejrzystym fundamencie, zrozumiałym i w charakterze dobrego przykładu otwartości służyć może proces kształtowania Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej.

Państwa – uczestnicy tego projektu zawczasu informowali swoich partnerów o planach, o parametrach naszego zrzeszenia, o zasadach jego pracy, które całkowicie uzgadniane są z normami Światowej Organizacji Handlu. Dodam, że chętnie powitalibyśmy początek dialogu merytorycznego na linii Unia Eurazjatycka i Unia Europejska. Nawiasem mówiąc dotychczas również praktycznie stale odmawiano nam tego, również nie rozumiemy dlaczego, co w tym takiego strasznego? I to jest zrozumiałe, że właśnie przy takiej współpracy wzajemnej uważalibyśmy, że trzeba prowadzić dialog, a ja wiele razy już o tym mówiłem i słyszałem zgodę wielu naszych partnerów zachodnich, w każdym razie europejskich, o konieczności kształtowania jednolitej przestrzeni gospodarczej, współpracy humanitarnej od Atlantyku do Pacyfiku.

Szanowni koledzy! Rosja dokonała wyboru, naszymi priorytetami są: dalsze doskonalenie instytucji demokracji i gospodarki otwartej, przyspieszony rozwój wewnętrzny z uwzględnieniem wszystkich pozytywnych współczesnych tendencji w świecie i konsolidacja społeczeństwa na bazie wartości tradycyjnych i patriotyzmu. Mamy agendę integracyjną, pozytywną, pokojową, aktywnie pracujemy z naszymi kolegami z Euroazjatyckiego Sojuszu Gospodarczego, Szanghajskiej Organizacji Współpracy, BRICS i z innymi partnerami. Agenda ta skierowana jest na rozwój więzi między państwami, a nie na ich oddzielanie. Nie mamy zamiaru montowania jakichkolwiek bloków, ani dać się wciągać w wymianę ciosów. Bezpodstawne są również twierdzenia, że Rosja usiłuje odtworzyć jakieś swoje imperium, że łaszczy się na suwerenność swoich sąsiadów. Rosja nie żąda dla siebie jakiego szczególnego, wyjątkowego miejsca w świecie, chcę to podkreślić. My, szanując interesy innych, chcemy po prostu, aby i nasze interesy uwzględniano i aby szanowano nasze stanowisko.

Rozumiemy dobrze, że świat wkroczył w epokę przemian i głębokich transformacji, kiedy to my wszyscy potrzebujemy szczególnego stopnia ostrożności, zdolności unikania kroków nieprzemyślanych. W latach, które nastąpiły po „zimnej wojnie”, uczestnicy polityki światowej utracili nieco te walory. Teraz trzeba je sobie przypomnieć. W odmiennym przypadku nadzieje na rozwój pokojowy, stabilny okażą się niebezpieczną iluzją, a wstrząsy dzisiejsze- przedsionkiem krachu ładu światowego.

Tak, oczywiście, o tym już mówiłem, budowanie bardziej stabilnego systemu ładu światowego jest zadaniem skomplikowanym, chodzi o pracę długą i trudną, jeśli chodzi o jej charakter. Zdołaliśmy wypracować reguły współdziałania po Drugiej Wojnie Światowej, zdołaliśmy się dogadać w latach 1970-tych w Helsinkach. Wspólnym naszym obowiązkiem jest rozwiązanie tego fundamentalnego zadania również na nowym etapie rozwoju.
Bardzo Wam dziękuję za uwagę.

Władimir Putin
Klub Wałdaj – Soczi, 24.10.2014

Oryginalny tekst kremlin.ru
Tłum. Bogdan Tymiński