Wolność od niepodległości (1)

li.jpg
Mija właśnie wrzask polityków establishmentu i mediów – zarówno poprawnych politycznie, jak i większości niby-patriotycznych – na temat XXV-lecia odzyskania wolności i niepodległości. Wrzask ten ustępuje hymnom pochwalnym na cześć neobanderowskiej Ukrainy oraz 24-godzinnej, wręcz zoologicznej propagandzie rusofobii.

Co ciekawe, piewcy XXV-lecia więcej mówią o „wolności” niż niepodległości, skądinąd słusznie, bo tej najzwyczajniej w świecie nie mamy, gdyż w ekspresowym tempie zostaliśmy jej pozbawieni przez sprawujący władzę establishment, raz zwący się lewicą, kiedy indziej lewicą. Proceder ten przebiegał etapami. Pierwsze ograniczenie suwerenności nastąpiło, gdy Polska podpisała układ stowarzyszeniowy ze wspólnotami europejskimi w 1991 r. Drugi miał miejsce w 2004 r., kiedy to nasz kraj został przyłączony do Unii Europejskiej, choć – trzeba przyznać – na własne życzenie, gdyż wynik referendum w tej sprawie był przerażający: za Anschlussem głosowało ponad 70 proc. wyborców. Dalsze poważne ograniczenie polskiej suwerenności stanowiło podpisanie w 2007 r. przez ówczesnego prezydenta RP – Lecha Kaczyńskiego Traktatu Lizbońskiego.

Obecnie ponad 80 proc. ustawodawstwa gospodarczego pochodzi z Unii Europejskiej, a Sejm zajmuje się głównie implementacją praw unijnych do naszego prawodawstwa. Unia narzuca nam kwoty produkcyjne, szczególnie w rolnictwie, zakazuje dofinansowywania branż podupadających, naciska na wprowadzenie „małżeństw” homoseksualnych, wtrąca się do ochrony środowiska (słynna sprawa drogi wokół Augustowa), nakłada kary finansowe za „wykroczenia”. Każdy obywatel RP i każda osoba prawna naszego państwa ma prawo odwołać się do Trybunału w Strasburgu (czasami, niestety, słusznie). Gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że niejednokrotnie unio-nadgorliwcy, powołując się na nakazy brukselskie chcą zastosować, względnie wprowadzają w Polsce rozwiązania, których UE wcale nie wymaga lub jeszcze nie wymaga.

Tak wygląda – w największym skrócie – strona formalna zagadnienia, czyli suwerenności. Najpoprawniejsi politycznie publicyści i niektórzy politycy przekonują nas, że im więcej suwerenności oddamy brukselskiemu kołchozowi, tym bardziej będziemy suwerenni. Inni z kolei twierdzą, że tak naprawdę Polska mniej więcej od drugiej połowy XVII wieku niepodległości nie miała, z wyjątkiem 20-lecia międzywojennego, więc do jej braku nawykliśmy (sic!).

Likwidacja niepodległości

Największe partie establishmentu można podzielić na dwie kategorie: realizujące interesy Stanów Zjednoczonych i spełniające wymogi Niemiec. Toteż żadna z nich realnie nie dba o polski interes narodowy, chociaż niekiedy nań się powołują. Granice te nie są zbyt ostre, co można obserwować szczególnie ostatnio, gdy zarówno koalicja (PSL, przyznajmy, najmniej ochoczo), jak i opozycja rywalizują między sobą w rusofobii i popieraniu neobanderowskiej rewolty na Ukrainie. Żadna z nich nawet nie zająknie się, że Polska przystąpiwszy do tej awantury najwięcej traci.

Politycy o zapatrywaniach patriotycznych są w tych stronnictwach bezwzględnie niszczeni i usuwani poza nawias życia publicznego. Wszystkie zaś z lękiem i gorliwością służą nader wpływowemu lobby żydowskiemu, a także postbanderowskiemu lobby ukraińskiemu. Partie, które rzeczywiście chciały realizować interes polski i przedostały się do Sejmu zostały usunięte z życia politycznego i wegetują na uboczu (LPR, Samoobrona). Podporządkowanie partii establishmentu obcym mocarstwom ma swój wymierny rezultat. Tak więc firmy niemieckie przeważają na Ziemiach Zachodnich i Północnych oraz posiadają pakiet kontrolny w mediach, głównie w prasie.

Natomiast USA wystawiają Polskę na sztych rosyjski, gdyż rządzący nami najgoręcej popierają rządy bandero-majdanu, domagają się najostrzejszych sankcji wobec ‘Rosji i najbardziej ochoczo opluwają prezydenta Federacji Rosyjskiej – Władimira Putina. Czasami jednoczesne spełnianie żądań Berlina i Waszyngtonu sprawia kłopot, ponieważ w niektórych przypadkach cele Unii i Białego Domu rozmijają się. Jednak nie ma tu żadnej reguły, gdyż nawet w ramach Unii Europejskiej można prowadzić niezależną (choćby w miarę) politykę, czego dobitnym przykładem Węgry pod rządami premiera Viktora Orbana, które realizują własną politykę zagraniczną i w dużym stopniu niezależną od Brukseli politykę społeczno-gospodarczą.

Aby jednak pozbawić nas suwerenności i niepodległości należało zrealizować szczegółowy program wobec narodu i państwa polskiego, który można streścić w jedenastu punktach. A realizowały ten program we wszystkich dziedzianach życzia narodowetgo, choć z różnym natężeniem, wszystkie ekipy od Tadeusza Mazowieckiego do Ewy Kopacz.

Depolonizacja Polski i Polaków

Natychmiast po objęciu władzy przez ekipę solidarnościową przystąpiono do walki z tożsamością narodową i wykorzeniania patriotyzmu. W proces ten wprzęgnięto media (jak pisałem wyżej w dużym stopniu opanowane przez koncerny niemieckie) oraz system kształcenia na wszystkich szczeblach. Zakres fałszowania historii można porównać tylko do okresu stalinowskiego, tyle że przestawiono wektory. Służy temu również tzw. polityka historyczna. W rezultacie dowiadujemy się o uczestnictwie Polaków w mordowaniu Żydów podczas okupacji niemieckiej, złowrogiej działalności Narodowej Demokracji, zbrodniach polskich popełnianych na Ukraińcach, leje się krokodyle łzy wspominając przesiedlenie Niemców z Ziem Odzyskanych, a zwycięski pochód aliantów (szczególnie wojsk sowieckich) jako gwałcenie kobiet niemieckich.

Z kolei naloty aliantów na miasta niemieckie przedstawia się jako zbrodnię wojenną. Wprawdzie przyznaje się, że na Polakach zarówno Niemcy jak i Sowieci (z reguły mówi się tu o Rosjanach, nie Sowietach) popełnili ludobójstwo, ale nie określa się mianem ludobójstwa rzezi dokonanej przez OUN-UPA na Polakach zamieszkujących Kresy Wschodnie. Patriotyzm utożsamia się z szowinizmem, propagując li tylko tzw. patriotyzm regionalny. Lokalne władze na Ziemiach Zachodnich i Północnych dokonują germanizacji kulturowej i ekonomicznej tej części Polski. Politycy polscy przyjmują odznaczenia nazwane imieniem polakożerczych polityków tego kraju.

Dechrystianizacja i demoralizacja

Pomijając bardzo niepokojące zjawiska zachodzące w Kościele katolickim po Vaticanum II, a szczególnie ostatnio, zwrócić trzeba uwagę na politykę dechrystianizacji Polaków, czemu zresztą Kościół polski przeciwstawia się bardzo słabo lub wręcz milczy. Mamy do czynienia z publicznymi bluźnierstwami w postaci sztuk teatralnych, filmów, wystaw itp., którym władze nie tylko nie przeciwstawiają się, ale wręcz popierają. Obserwuje się zmasowany atak na duchowieństwo, a rzeczywiste przypadki przestępstw lub amoralnych zachowań księży są rozdmuchiwane na niewyobrażalną skalę, aby ukazać Kościół jako źródło zła i występku. W zakresie intelektualnym szeroko propaguje się katolicyzm „otwarty”, czyli modernizm oraz judaizację chrześcijaństwa. Natomiast biskupi o nastawieniu patriotycznym i przywiązani do tradycji katolickiej są bezkompromisowo atakowani w mediach i przez niektórych polityków, czego przykładem lincz medialny i polityczny – z decydującym udziałem braci Kaczyńskich - dokonany na arcb. Stanisławie Wielgusie.

Tej kampanii towarzyszy zorganizowana demoralizacja społeczeństwa, w myśl zasady, że łatwiej rządzi się ludźmi zdemoralizowanymi. Rozpoczęto od ustawy o dopuszczalności produkcji i rozpowszechniania pornografii, co wobec powszechnego dostępu do internetu stanowi zalegalizowane przestępstwo przeciwko dzieciom. Kolejnym krokiem jest promowanie homoseksualizmu i przygotowania do legalizacji tzw. małżeństw homoseksualnych. Ostatnio Ministerstwo Edukacji (czy demoralizacji) Narodowej wprowadza – na razie eksperymentalnie – do szkół i przedszkoli nakazy ideologii gender, co sprowadza się do seksualizacji dzieci.

Dezintegracja narodu i społeczeństwa

Polska po II Wojnie Światowej stała się państwem de facto jednonarodowym. Pozostały jednak nieliczne mniejszości narodowe. Natychmiast po zmianach ustrojowych przystąpiono do nadawania mniejszościom wyjątkowych praw edukacyjnych, kulturalnych, językowych i politycznych. Np. komitety wyborcze mniejszości są zwolnione z osiągnięcia obowiązkowego progu 5-procentowego, by otrzymać miejsca w parlamencie. Kosmopolityczne stronnictwa ponadto przyjmują na swoje listy działaczy mniejszości. Nie stosuje się w przypadku mniejszości zasady wzajemności w państwach, gdzie występuje mniejszość polska. Jednocześnie mniejszości narodowe zwolnione są de facto z lojalności wobec Państwa Polskiego, a ich antypolonizm tolerowany, by nie rzec popierany.

Dotyczy to szczególnie zamieszkałych w Polsce Niemców i Ukraińców, których periodyki finansowane z naszych podatków szerzą nienawiść do Polski i Polaków oraz zakłamują historię. Zresztą antypolonizm nie jest w naszym kraju karany. Dużo się mówi i pisze o rzekomym antysemityzmie i procesach pokazowych w tych sprawach, nie słyszałem natomiast o żadnym wyroku za lżenie Polaków. Jednocześnie władze „polskie” próbują tworzyć u nas nowe „narody” – np. Ślązaków i Kaszubów, nie rozróżniając (z premedytacją) mniejszości etnicznych od narodowych. Cel jest jasny – zdezintegrować, rozbić naród polski.

Nie tylko naród, ale i społeczeństwo. Przede wszystkim antynarodowe rządy wzięły na cel rodzinę. Z lejącej się strumieniami propagandy prasowej, telewizyjnej i radiowej wynikałoby, że ulubionym zajęciem polskich rodziców jest maltretowanie fizyczne, psychiczne i seksualne swoich dzieci, a dotychczasowy model wychowawczy szkoły (do 1989 r.) stanowił katorgę dla naszych milusińskich. Z kolei hobby polskich mężów stanowi bicie żon. Po przygotowaniu propagandowym (kampania trwa nadal, właściwie bez przerwy) władcy III RP wzięli się do tworzenia ustaw, chroniących dzieci. Obecnie karane jest nie tylko danie klapsa dziecku, ale także przemoc psychiczna wobec dziecka (tu wolne pole do interpretacji, co stanowi ową przemoc psychiczną). Coraz częściej sądy pod różnymi pretekstami odbierają dzieci rodzicom. Gdy nie można dowieść tzw. przemocy w rodzinie, wtedy każe się biedę. Czułe sądy chroniąc dzieci przed biedą, zabierają je do domów dziecka, gdzie jak wiadomo będą wiodły rajski żywot. Prócz praw dziecka mamy też „prawa ucznia”, których przyznanie zlikwidowało kompletnie autorytet nauczyciela i wychowawcy szkolnego.

Przeciwstawiono więc dzieci rodzicom i nauczycielom. To jednak nie wszystko. Ruchy feministyczne, kłamliwie mówiąc o braku równouprawnienia kobiet wymogły na Sejmie zapis w kodeksie wyborczym, by jedną trzecia miejsc na listach wyborczych należała do kobiet. Planuje się również, wzorem norweskim, wprowadzić proporcje płci na wyższych stanowiskach zarówno w rządzie i instytucjach państwowych, ale i w firmach prywatnych, np. radach nadzorczych, zarządach itp. Rozbijanie społeczeństwa przejawia się również w niepisanej dyskryminacji pokolenia starszego i średniego w przyjmowaniu do pracy i awansach pracowniczych, bez względu na kwalifikacje i doświadczenie. Innymi słowy – faktyczna pajdokracja.

***

To tylko część osiągnięć 25-lecia „wolności”. Resztę sukcesów przedstawię w drugiej części.

Zbigniew Lipiński
31 października 2014 r.
Myśl Polska, nr 45-46 (9-16.11.2014)