Putin: amerykański dyktat to droga donikąd (1)

valdai 3.jpeg
„Ostatnio pojawiły się świadectwa, że wobec szeregu liderów wykorzystywany jest również otwarty szantaż. Nie przypadkiem tak zwany wielki brat wydaje miliardy dolarów na inwigilację na całym świecie, w tym swoich najbliższych sojuszników. Zadajmy sobie pytanie, na ile życie nasze w takim świecie jest dla nas wszystkich komfortowe, bezpieczne i przyjemne, na ile jest on sprawiedliwy i racjonalny” – powiedział Władimir Putin na zebraniu Klubu „Wałdaj” w Soczi. Poniżej pierwsza część wystąpienia:

Szanowni koledzy! Panie i panowie! Drodzy przyjaciele! Cieszę się, że mogę przywitać Was na XI konferencji klubu dyskusyjnego „Wałdaj”. Mówiono już o tym tutaj, że w tym roku pojawili się nowi współorganizatorzy klubu. Są wśród nich również rosyjskie struktury pozarządowe, eksperckie, czołowe uniwersytety. Ponadto, pojawił się również pomysł, aby do problematyki stricte rosyjskiej dodać również kwestie polityki i gospodarki globalnej.

Liczę na to, że te zmiany organizacyjne i merytoryczne umacniać będą pozycję klubu, jako jednej z najbardziej autorytatywnych platform dyskusyjnych i eksperckich. Liczę też przy tym, że uda się zachować tak zwanego ducha Wałdaju, a składają się nań wolność, otwartość, możliwość wypowiadania najróżniejszych i zawsze szczerych opinii.

Chcę w związku z tym powiedzieć, że was również nie rozczaruję i mówić będę wprost, otwarcie. Być może, niektóre rzeczy wydadzą się nadmiernie twarde. O ile jednak nie będziemy mówić wprost i uczciwie o tym, co rzeczywiście i naprawdę myślimy, to nie będzie wtedy sensu zbierać się w takim formacie. Spotykać się wtedy trzeba na jakichś rautach dyplomatycznych, gdzie nikt nie mówi niczego konkretnego i że przypomnę słowa znanego dyplomaty, można tylko zwrócić uwagę na to, że dyplomatom język dany jest po to, aby nie mówić prawdy.

Zbieramy się tutaj w innym celu. Zbieramy się, aby porozmawiać otwarcie. Oceny proste i twarde są dzisiaj potrzebne wcale nie po to, abyśmy przerzucali się słowami, lecz byśmy spróbowali zorientować się, co tak naprawdę dzieje się w świecie, dlaczego staje się on coraz mniej bezpiecznym i przewidywalnym, dlaczego powszechnie narastają ryzyka.

Temat dzisiejszego spotkania, dyskusji, które się tutaj odbywały, został podany: „ Nowe reguły gry czy też gra bez reguł?” Z mojego punktu widzenia temat ten, tak sformułowany, bardzo dokładnie opisuje to rozdroże historyczne, na jakim się znajdujemy, wybór, jakiego wszyscy będziemy musieli dokonać.

Nie jest nowa teza o tym, że świat współczesny bardzo szybko się zmienia. I wiem że o tym w trakcie dyskusji mówiliście. Rzeczywiście, trudno nie zauważyć gruntownych transformacji w globalnej polityce, gospodarce, w życiu społecznym, w sferze technologii przemysłowych, informacyjnych, socjalnych.
Z góry proszę o wybaczenie, jeżeli będę szedł śladem niektórych uczestników dyskusji, powtarzając niektóre tezy. Niemożliwe jest uniknięcie tego, niemniej jednak wy mówiliście szczegółowo, ale ja będę wyrażać swój punkt widzenia- w czymś będzie on zbieżny z punktem widzenia uczestników dyskusji, w czymś- rozbieżny.

Analizując stan dzisiejszy, nie możemy zapominać o historii. Po pierwsze, zmianie porządku światowego (a takiej właśnie skali zjawiska dzisiaj obserwujemy), z reguły towarzyszyły o ile nie wojna globalna, zderzenia globalne, to łańcuch intensywnych konfliktów o charakterze lokalnym. I, po drugie, polityka światowa to przede wszystkim przywództwo ekonomiczne, kwestie wojny i pokoju, sfery humanitarnej, z prawami człowieka włącznie.

W świecie nagromadziło się wiele sprzeczności. I musimy otwarcie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy na dole jest solidna siatka asekuracyjna. Niestety, nie mamy gwarancji, pewności, że istniejący system globalnego i regionalnego bezpieczeństwa ochroni nas przed wstrząsami. System ten jest poważnie osłabiony, rozdrobniony i zdeformowany. Międzynarodowe i regionalne instytucje współdziałania politycznego, ekonomicznego i kulturalnego przeżywają niełatwy okres.

To prawda, wiele mechanizmów zapewnienia ładu światowego ukształtowało się dość dawno, w tym również w wyniku II Wojny Światowej i przede wszystkim w wyniku II Wojny Światowej. Trwałość tego systemu ufundowana była nie tylko na równowadze sił, nawiasem mówiąc, co też chcę podkreślić – nie tylko na prawie zwycięzców, lecz na tym również, że „ojcowie-założyciele” tego systemu bezpieczeństwa, odnosili się do siebie nawzajem z szacunkiem, nie próbowali „wycisnąć ile się da”, lecz próbowali umawiać się.

Co najważniejsze, system ten rozwijał się, i przy wszystkich swoich brakach pomagał, jeżeli nie w rozwiązywaniu, to przynajmniej w utrzymywaniu w ryzach istniejących problemów światowych, w regulowaniu ostrości naturalnej konkurencji państw.

Przekonany jestem, że tego mechanizmu powstrzymań i przeciwwag, który w minionych dziesięcioleciach kształtował się z trudem, często w mękach, nie należało burzyć, a w każdym razie nie należało niczego burzyć, nie tworząc niczego w zamian, gdyż w innym przypadku nie pozostały by żadne inne narzędzia, poza brutalną siłą. Trzeba było dokonać rozsądnej rekonstrukcji, zaadaptować system stosunków międzynarodowych do nowych realiów.

Jednak Stany Zjednoczone, które ogłosiły się zwycięzcami w „zimnej wojnie”, z nadmierną pewnością siebie, tak uważam, pomyślały, że po prostu nie ma takiej potrzeby. I zamiast wprowadzenia nowej równowagi sił, która jest warunkiem koniecznym porządku i stabilizacji, na odwrót, podjęte zostały kroki, które doprowadziły do gwałtownego pogłębienia się nierównowagi.

«Zimna wojna» skończyła się. Nie uwieńczyło jej jednak zawarcie „pokoju”, zrozumiałych i przejrzystych umów o przestrzeganiu istniejących lub stworzeniu nowych reguł i standardów. Powstało wrażenie, że tak zwani zwycięzcy w „zimnej wojnie” zdecydowali się wykorzystać sytuację, aby przykroić świat cały do własnych potrzeb, własnych interesów. I jeżeli ukształtowany system stosunków międzynarodowych, system powstrzymań i przeciwwag przeszkadzał w osiąganiu tego celu, to natychmiast ogłaszano iż jest bezużyteczny, przestarzały i podlega niezwłocznej likwidacji.

Proszę o wybaczenie, ale tak zachowują się nuworysze, na których nagle spadło wielkie bogactwo, w danym przypadku w postaci panowania nad światem, przewodzenia światu. I zamiast mądrze, ostrożnie bogactwem tym dysponować, rozumie się, że również dla własnej korzyści, uważam, że narobili dużo bałaganu.

W światowej polityce rozpoczął się okres rozbieżności i przemilczeń. Pod presją nihilizmu prawnego prawo międzynarodowe krok po kroku oddawało swoje pozycje. Obiektywizm i sprawiedliwość stawały się ofiarami przydatności politycznej. Normy prawne zastępowane były przez arbitralną interpretację i stronnicze oceny. Przy tym totalne kontrolowanie globalnych środków informacji masowej umożliwiało, gdy było takie pragnienie, prezentowanie białego jako czarnego a czarnego jako białego.

W warunkach dominowania jednego kraju i jego sojuszników lub, innymi słowy – satelitów,

poszukiwanie rozwiązań globalnych nader często przekształcało się w dążenie do narzucania własnych recept w charakterze uniwersalnych. Ambicje tej grupy tak wyrosły, że podejścia wypracowywane w jej kuluarach zaczęły być prezentowane jako opinia całej społeczności międzynarodowej. Tak jednak nie jest.

Samo pojęcie „suwerenność narodowa” stało się dla większości państw wielkością względną. W istocie zaproponowany został wzór: im większa jest lojalność wobec jedynego ośrodka wpływu w świecie, tym mocniejsza jest legitymacja prawna tego czy innego reżymu władzę sprawującego.

Później będziemy mieli wolną dyskusję, z przyjemnością odpowiadać będę na pytania i pozwolę sobie też na skorzystanie z prawa do zadawania pytań również Wam. Niech ktoś jednak spróbuje w trakcie dyskusji obalić tezę, którą dopiero co sformułowałem.

Sposoby oddziaływania na niepokornych są dobrze znane i po wielokroć były wypróbowane: akcje siłowe, presja ekonomiczna i propagandowa, ingerencja w sprawy wewnętrzne, apelowanie do pewnej „ponadprawnej” legalności, kiedy trzeba usprawiedliwić regulacje nieprawne w takich lub innych konfliktach, usuwanie reżymów niepożądanych. Ostatnio pojawiły się świadectwa, że wobec szeregu liderów wykorzystywany jest również otwarty szantaż. Nie przypadkiem tak zwany wielki brat wydaje miliardy dolarów na inwigilację na całym świecie, w tym swoich najbliższych sojuszników.

Zadajmy sobie pytanie, na ile życie nasze w takim świecie jest dla nas wszystkich komfortowe, bezpieczne i przyjemne, na ile jest on sprawiedliwy i racjonalny. A może nie mamy poważnych podstaw do przejmowania się, spierania się, zadawania niewygodnych pytań? Może wyjątkowość Stanów Zjednoczonych, to, jak realizują one swoje przywództwo, jest rzeczywiście dobrem dla wszystkich, a ich powszechne wtrącanie się we wszystkie sprawy na świecie przynosi pokój, dobrobyt, postęp, rozkwit, demokrację – i trzeba tylko odprężyć się i czerpać z tego zadowolenie? (od tł.: w oryginale nużno rassłabitsa i połuczit’ udowolstwije – jest to końcówka popularnej w kręgach męskich szowinistycznych świń rady dla kobiety gdy ktoś usiłuje ją zgwałcić (w domyśle – większa szansa zachowania życia) – nie opieraj się, rozluźnij się i czerp z tego zadowolenie).

Pozwolę sobie powiedzieć, że nie jest tak. To absolutnie nie jest tak.

Dyktat jednostronny i narzucanie swoich własnych szablonów dają wynik wprost przeciwny: zamiast uregulowania konfliktów – eskalacja, zamiast państw suwerennych, stabilnych – narastająca przestrzeń chaosu, zamiast demokracji – wsparcie nader wątpliwych sił: od otwartych neonazistów do radykałów islamskich.

A dlaczego ich wspierają? Dlatego, że na jakimś etapie wykorzystują jako narzędzie do osiągnięcia swoich celów, potem parzą się – i z powrotem. Nie mogę się nadziwić temu, jak to nasi partnerzy, raz po raz, jak to się u nas w Rosji mówi – nadeptują na te same grabie, to znaczy popełniają ciągle te same błędy.

Swego czasu sponsorowali oni islamskie ruchy ekstremistyczne do walki ze Związkiem Radzieckim, hartowały się one w Afganistanie. Wyrosły z nich Taliban i Al- Kaida. O ile Zachód ich nie wspierał, to przymykał oczy, a ja powiedziałbym – faktycznie wspierał informacyjnie, politycznie i finansowo wtargnięcie terrorystów międzynarodowych do Rosji, nie zapomnieliśmy tego, i do krajów regionu Azji Środkowo-Azjatyckiej. Dopiero po tym, jak straszne akty terroru dokonane zostały na terytorium samych Stanów Zjednoczonych, nadeszło zrozumienie tego, że terroryzm jest zagrożeniem powszechnym. Przypomnę, wtedy, jako pierwsi poparliśmy naród Stanów Zjednoczonych Ameryki, zareagowaliśmy jak przyjaciele i partnerzy na tę straszną tragedię z 11 września.

W trakcie rozmów z liderami USA, Europy, ciągle mówiłem o konieczności wspólnej walki z terroryzmem, jako wyzwaniem w skali światowej. Niemożliwe jest godzenie się z tym wyzwaniem, jak też niemożliwe jest jego lokalizowanie, przy wykorzystywaniu podwójnych standardów. Zgadzano się z nami, ale nie minęło wiele czasu i wszystko znowu wróciło na swoje stare miejsca. Nastąpiła ingerencja w Iraku, w Libii, nawiasem mówiąc, kraj ten stanął na krawędzi upadku. Ale właściwie dlaczego stanął? Teraz stoi na krawędzi upadku, stał się poligonem dla terrorystów. Jedynie wola i mądrość obecnego kierownictwa Egiptu umożliwiły uniknięcie chaosu i uniemożliwiły szerzenie się ekstremizmu w tym kluczowym kraju arabskim.

W Syrii, jak w czasach minionych, Stany Zjednoczone oraz ich sojusznicy zaczęli bezpośrednio finansować i zaopatrywać w broń bojówkarzy, sprzyjać powiększaniu ich szeregów przez najemników z różnych krajów. Przepraszam, że zapytam, skąd bojówkarze mają pieniądze, broń, specjalistów wojskowych? Skąd to wszystko się bierze? Jak to się stało, że ten tak zwany, osławiony ISIL, przekształcił się w potężne ugrupowanie, faktycznie wielkości armii?

Co się tyczy zasilania finansowego, to dzisiaj są to nie tylko dochody z narkotyków, których produkcja, nawiasem mówiąc, w okresie pobytu sił międzynarodowych w Afganistanie wzrosła nie o jakieś tam procenty, lecz wielokrotnie, i o tym wy wszyscy wiecie, ale zasilanie finansowe płynie również ze sprzedaży ropy naftowej, której wydobycie odbywa się na terenach kontrolowanych przez terrorystów. To oni ją sprzedają po cenach dumpingowych, wydobywają, transportują.

Ktoś ją przecież, tę ropę, kupuje, odsprzedaje, zarabia na tym, nie zastanawiając się, że tym samym finansuje terrorystów, którzy wcześniej czy później przyjść mogą również na ich terytorium, przyjdą siać śmierć w ich krajach.

Skąd przychodzą nowi rekruci? W tym samym Iraku, w wyniku obalenia Saddama Husajna, zniszczone zostały instytucje państwa, z wojskiem łącznie. Jeszcze wtedy mówiliśmy: uważajcie, bądźcie ostrożni, dokąd wyganiacie tych ludzi? Na ulicę. Co oni będą robić? Nie zapominajcie, niezależnie od tego, czy to było sprawiedliwe – czy też nie, byli jednak oni w kierownictwie dość dużego kraju w tym regionie- w co ich przekształcacie?

I co się okazało? Dziesiątki tysięcy żołnierzy i oficerów, byłych aktywistów partii „Baas” zostało wyrzuconych na ulicę, dzisiaj uzupełniają oddziały bojówkarzy. Może, nawiasem mówiąc, w tym kryje się skuteczność ISIL? Działają oni, z wojskowego punktu widzenia, bardzo efektywnie, są to prawdziwi zawodowcy.

Niejednokrotnie Rosja ostrzegała przed niebezpieczeństwem, jakie stanowią jednostronne akcje siłowe, ingerencja w sprawy państw suwerennych, flirtowanie z ekstremistami i radykałami, nalegała na wprowadzenie ugrupowań, wojujących z centralnym rządem syryjskim, przede wszystkim ISIL-u na listę organizacji terrorystycznych. No i co, jaki jest wynik? Daremnie.

Czasami rodzi się wrażenie, że koledzy nasi i przyjaciele nieustannie walczą z rezultatami swojej własnej polityki, kierują swoją potęgę na usunięcie problemów, które sami tworzą, płacą za to coraz bardziej rosnącą i rosnącą cenę.

Szanowni koledzy! Jednobiegunowość pokazała przekonująco, że kumulowanie dominacji jednego ośrodka siły nie prowadzi do wzrostu możliwości zarządzania procesami globalnymi. Na odwrót, tego typu niestabilna konstrukcja udowodniła swoją niezdolność prowadzenia efektywnej walki z takimi prawdziwymi zagrożeniami, jak konflikty regionalne, terroryzm, szlaki narkotykowe, fanatyzm religijny, szowinizm i neonazizm. Równocześnie otworzyła ona drogę dla ujawniania się zarozumiałości narodowej, do manipulowania opinią społeczną, brutalnego dławienia woli słabszego przez wolę silniejszego. W istocie swojej jest to świat jednobiegunowy – jest to apologia dyktatury wobec ludzi i wobec krajów.

Nawiasem mówiąc, świat jednobiegunowy okazał się być niekomfortowym, ponad siły i trudnym do rządzenia przez samego lidera, który sam się takim mianował, i o tym teraz też powiedziano na głos, i zgadzam się z tym w pełni. Stąd się biorą dzisiejsze próby odtworzenia na nowym etapie historycznym czegoś w rodzaju świata quasi dwubiegunowego, systemu quasi dwubiegunowego, jako wygodnego modelu odtworzenia przywództwa – w danym przypadku amerykańskiego. I nie jest ważne, kto w propagandzie amerykańskiej zajmie miejsce „osi zła”, miejsce ZSRR jako głównego oponenta: czy Iran, jako kraj dążący do posiadania technologii jądrowych, czy Chiny, jako pierwsza gospodarka świata, czy Rosja, jako supermocarstwo jądrowe.

Ponownie teraz obserwujemy próby rozdrobnienia świata, przeprowadzenia linii demarkacyjnych, klecenia koalicji nie pro, lecz przeciw komukolwiek, ponownego formatowania wizji wroga, jak to było w latach „zimnej wojny” i uzyskania prawa do takiego przywództwa, lub, jeśli chcecie, do prawa dyktowania. Tak przecież traktowano sytuacje w latach „zimnej wojny”, wszystko to przecież rozumiemy i wiemy. Sojusznikom Stanów Zjednoczonych mówiono zawsze: „ Mamy wspólnego wroga, on jest straszny, to oś zła; was, swoich sojuszników, bronimy przed nim, a więc mamy prawo wami dowodzić, zmuszać do poświęcania waszych interesów politycznych i ekonomicznych, do ponoszenia wydatków na obronę zbiorową, ale dowodzić tą obroną, oczywiście będziemy my”. Jednym słowem, oczywiste jest dzisiaj dążenie do realizacji znanych schematów zarządzania globalnego już w świecie nowym, który się zmienił, a wszystko obliczone jest na to, żeby utrzymać swoją wyjątkowość i uzyskać dywidendy polityczne i ekonomiczne.

Równocześnie próby takie nie tylko coraz bardziej rozchodzą się z rzeczywistością, lecz wchodzą w sprzeczność z różnorodnością świata. Kroki tego typu nieuchronnie rodzić będą przeciwdziałanie, reakcję zwrotną i przyniosą również efekt dokładnie odwrotny. My widzimy przecież, co się dzieje, gdy polityka lekkomyślnie mieszana jest z ekonomią, gdy logika celowości ustępuje miejsca logice konfrontacji, nawet, gdy szkodzi to własnym pozycjom i interesom ekonomicznym, w tym interesom biznesów narodowych.

Wspólne projekty ekonomiczne, inwestycje wzajemne obiektywnie zbliżają kraje, pomagają łagodzić bieżące problemy w stosunkach międzypaństwowych. Dzisiaj jednak globalna wspólnota biznesowa poddawana jest bezprecedensowej presji rządów zachodnich. Jakie mogą być biznes, celowość ekonomiczna, pragmatyzm, gdy rzucono hasło: „Ojczyzna w niebezpieczeństwie, wolny świat w niebezpieczeństwie, demokracja w niebezpieczeństwie!”? Trzeba się mobilizować. I to jest właśnie polityka mobilizacyjna.

Sankcje już osłabiają podstawy handlu światowego i reguły WTO, zasady nietykalności własności prywatnej powodują, że chwieje się liberalny model globalizacji, oparty na rynku, wolności i konkurencji – model, którego głównymi beneficjentami, że zauważę, są właśnie kraje Zachodu. Teraz one ryzykują utratę zaufania, jako liderzy globalizacji. Pytam – po co to trzeba robić? Przecież dobrobyt tych że samych Stanów Zjednoczonych w ogromnym stopniu zależy od zaufania inwestorów, zagranicznych posiadaczy dolarów i amerykańskich papierów wartościowych. Ewidentnie zaufanie jest podważane, oznaki rozczarowania co do owoców globalizacji występują teraz w wielu krajach.

Osławiony precedens cypryjski i sankcje politycznie motywowane wzmocniły jedynie tendencję ku suwerenności ekonomicznej i finansowej, dążenie państw lub ich zjednoczeń regionalnych do takiego lub innego sposobu zabezpieczenia się przed ryzykiem presji zewnętrznej. Już teraz coraz większa ilość państw podejmuje próby wyjścia z dolarowego uzależnienia, tworzenia alternatywnych systemów finansowych i rozliczeniowych, walut rezerwowych. Z mojego punktu widzenia, nasi przyjaciele amerykańscy po prostu podcinają gałąź, na której sami siedzą. Nie wolno mieszać polityki z gospodarką, ale to właśnie się dzieje. Uważałem i uważam, że sankcje motywowane politycznie były błędem, który szkodzi wszystkim, ale jestem pewien, że jeszcze o tym porozmawiamy.

Rozumiemy, jak i pod czyją presją decyzje te były podejmowane. Przy czym Rosja nie będzie, chcę zwrócić na to Państwa uwagę, nie będzie się odwracać, obrażać się na kogokolwiek, kogokolwiek o cokolwiek prosić. Rosja jest krajem samowystarczalnym. Będziemy pracować w tych zewnętrznych warunkach ekonomicznych, jakie się ukształtowały, rozwijać będziemy swoja produkcję i technologie, bardziej zdecydowanie będziemy działać w sferze przekształceń, a presja zewnętrzna, jak to już nie raz było, konsoliduje jedynie nasze społeczeństwo, nie pozwala na zbędny luz, powiedziałbym, że zmusza do koncentrowania się na podstawowych kierunkach rozwoju.

Oczywiście, sankcje nam przeszkadzają, sankcjami tymi usiłują nam zaszkodzić, zablokować nasz rozwój, popchnąć ku samoizolacji w polityce, gospodarce, kulturze, to znaczy chcą nas pchnąć w zacofanie. Świat jednak, chcę to podkreślić, już to powiedziałem, ale powtórzę raz jeszcze, świat zmienił się kardynalnie. Nie mamy zamiaru zamykać się przed nim i wybierać jakiejś drogi rozwoju zamkniętego, drogi autarkii, zawsze jesteśmy gotowi do dialogu, w tym również do normalizacji stosunków ekonomicznych i politycznych. Liczymy tutaj na podejście i stanowiska pragmatyczne kręgów biznesowych wiodących krajów świata.

Pobrzmiewają dzisiaj twierdzenia, że niby to Rosja odwraca się od Europy – zapewne i w trakcie dyskusji to pobrzmiewało – że szuka innych partnerów biznesowych, przede wszystkim w Azji. Chcę powiedzieć, że jest absolutnie nie tak. Nasza aktywna polityka w regionie Azji i Pacyfiku nie rozpoczęła się wcale dzisiaj i nie w związku z sankcjami, lecz już więcej niż kilka lat temu. Wychodziliśmy z założenia, tak samo jak wiele innych krajów, w tym kraje zachodnie, że Wschód zajmuje coraz bardziej znaczące miejsce w świecie zarówno w gospodarce, jak i w polityce, po prostu nie można było tego nie uwzględniać.

Raz jeszcze pragnę podkreślić, robią to wszyscy i my też robić to będziemy, tym bardziej, że znacząca część naszego terytorium znajduje się w Azji. Dlaczego nie mielibyśmy korzystać ze swoich przewag podobnego rodzaju? Byłoby to po prostu krótkowzroczne.

Podwyższanie poziomu więzi gospodarczych z tymi państwami, wspólne projekty integracyjne – to poważny bodziec dla naszego rozwoju wewnętrznego. Aktualne tendencje demograficzne, ekonomiczne i kulturalne mówią o tym, że zależność od jednego supermocarstwa będzie się oczywiście zmniejszać, mówią to właściwie zarówno europejscy jak i amerykańscy eksperci, mówią o tym i piszą.
Możliwe, że w polityce światowej czekają nas te same zjawiska, co i w gospodarce globalnej, czyli silna, intensywna konkurencja w tych lub innych konkretnych niszach, częsta zmiana liderów na konkretnych kierunkach. To wszystko jest możliwe.

Nie ulega wątpliwości, że we współzawodnictwie globalnym wzrośnie rola czynników humanitarnych: oświaty, nauki, służby zdrowia, kultury. To z kolei w sposób istotny wpłynie na stosunki międzynarodowe, również dlatego, że zasób tak zwanej siły miękkiej w większym stopniu zależeć będzie od realnych osiągnięć w kształtowaniu kapitału ludzkiego niż od wyrafinowania chwytów propagandowych.

Równocześnie kształtowanie tak zwanego świata policentrycznego, chciałbym na to, szanowni koledzy również zwrócić uwagę, samo w sobie nie wzmacnia stabilności, a raczej nawet na odwrót. Zadanie osiągnięcia równowagi globalnej przekształca się w dość złożoną łamigłówkę, w równanie z wieloma niewiadomymi.

Co nas czeka, jeżeli preferować będziemy życie nie w zgodzie z regułami, surowymi nawet i niewygodnymi, lecz zupełnie bez reguł? A właśnie taki scenariusz jest całkowicie realny, nie można go wykluczyć, gdy uwzględnimy napiętą sytuację w świecie. Obserwując dzisiejsze tendencje można już sporządzić szereg prognoz i niestety, nie są one optymistyczne. Jeśli nie stworzymy zrozumiałego systemu zobowiązań wzajemnych, nie sporządzimy mechanizmów rozwiązywania sytuacji kryzysowych, oznaki anarchii światowej będą nieuchronnie narastać.

Już dzisiaj gwałtownie wzrosło prawdopodobieństwo całego szeregu ostrych konfliktów, o ile nie z bezpośrednim, to z pośrednim udziałem dużych mocarstw. Przy tym czynnikiem ryzyka stają się nie tylko tradycyjne sprzeczności pomiędzy państwami, lecz i wewnętrzna niestabilność poszczególnych państw, zwłaszcza, gdy chodzi o państwa położone na styku interesów dużych państw lub na granicy „kontynentów” kulturowo- historycznych, ekonomicznych, cywilizacyjnych.

Ukraina, o której zapewne również dużo mówiono a rozmawiać jeszcze będziemy – jest jednym z przykładów konfliktów takiego rodzaju, konfliktów oddziaływujących na ogólnoświatowy rozkład sił, i sądzę, że nie jest to wcale ostatni przykład. Stąd się bierze kolejna realna perspektywa zniszczenia działającego systemu układów o ograniczeniach i kontroli zbrojeń. A zapoczątkowały ten niewątpliwie niebezpieczny proces właśnie Stany Zjednoczone Ameryki, gdy w roku 2002 w trybie jednostronnym wyszły z Układu o ograniczeniu systemów obrony przeciwrakietowej, a następnie przystąpiły do tworzenia swojego globalnego systemu obrony przeciwrakietowej, co dzisiaj aktywnie realizują.

CDN
Wystąpienie Władimira Putina na spotkaniu Klubu Wałdaj
Soczi, 24.10.2014
Oryginalny tekst – kremlin.ru
Na j. polski przetłumaczył Bogdan Tymiński