Wrocławski Katon, czyli sztuka jątrzenia

niewi_0.jpg
20 września br. odbył się Zjazd Założycielski Kresowego Ruchu Patriotycznego (KRP), który ostatecznie przybrał nazwę Patriotyczny Związek Organizacji Kresowych i Kombatanckich. Przyjęto jeden z dwu zaprezentowanych statutów oraz – w związku z odejściem z funkcji prezesa płk. Jana Niewińskiego ze względu na wiek i poważnie nadwyrężone zdrowie – dokonano wyboru nowego prezesa, którym został p. Witold Listowski.

Jego kontrkandydat, adm. Marek Toczek ostatecznie wycofał swoją kandydaturę. W związku z planowanym zjazdem na łamach „Warszawskiej Gazety” od dłuższego czasu występuje Stanisław Srokowski bezpardonowo atakując dotychczas działający Kresowy Ruch Patriotyczny oraz jego prezesa Jana Niewińskiego (na ogół pośrednio, rzadko wymieniając Jego nazwisko). Powtarza, jak mantrę „zła Warszawa, znakomity teren”. Publicysta ów raczył również przybyć na zjazd i był uprzejmy zdać relację z obrad.

Czytając ten elaborat sympatycznie zatytułowany „Zgniły kompromis. Jednoczenie Ruchu Kresowego” („Warszawska Gazeta”, nr 39/2014), doszedłem do wniosku, że byliśmy na dwóch różnych zjazdach. Tekst ten, pełen przeinaczeń, inwektyw, powtórzeń z innych artykułów o organizacjach kresowych i oszczerstw pod adresem Kresowego Ruchu Patriotycznego, odbiega daleko od tego, co naprawdę działo się 20 września. Autor wyeksponował tu swoją „bohaterską” rolę na zjeździe, w odpieraniu rzekomych ataków „wrażych sił”, a wśród zamieszczonych w tekście czterech zdjęć na dwu (!) widnieje on sam. Chwalebny to przykład skromności.

Nowe „zbrodnie” KRP

Srokowski, który wręcz obsesyjnie atakuje KRP, dorzucił w swoim paszkwilu nowe „zbrodnie” KRP. Pierwsza – zbyt nikła ilość reprezentowanych na zjeździe delegacji. Tymczasem ugrupowania kresowe zostały powiadomione, na forach internetowych ukazywały się ogłoszenia, a przyczyny absencji mogą być różne. Wśród nich niebagatelną stanowi fakt, że Kresowianie to przeważnie ludzie ubodzy i przyjazd z daleka dla wielu z nich stanowi barierę finansową nie do przebycia, co prawdopodobnie autorowi trudno zrozumieć. Ponadto duży odsetek stanowią ludzie wiekowi, częstokroć schorowani lub po prostu za słabi na podróż. Ale to wina KRP – utrzymuje Srokowski.

Druga – „młodych, jak na lekarstwo” – oskarża autor. To prawda. Niewątpliwie założona ongiś przez pana Srokowskiego organizacja to młodzieżówka, ale jakoś nie przybyła na zjazd. Pisze, że nieliczni młodzi obecni na sali dość szybko uciekli. Jako prowadzący zebranie, dokładnie obserwowałem salę i jakoś nie zauważyłem rejterady tych młodych. Wreszcie zarzut trzeci – fatalne przygotowanie zebranie założycielskie. Tu informuję więc, że KRP nie dysponuje aparatem urzędniczym ani budżetem. Zresztą Srokowski nie wyłuszczył na czym owe fatalne przygotowanie polegało.

Kolejna „zbrodnia” przygotowujących zebranie, tzn. KRP, to „półgodzinna prasówka”, jak to zostało określone. Tymczasem rzecz miała się następująco. Prezes Jan Niewiński na wstępie zażądał, zupełnie słusznie, wyjaśnień od Stanisława Srokowskiego na temat stawianych mu zarzutów w kolejnych artykułach, co poparł admirał Marek Toczek. Toczek nie pouczał on, jak należy pisać artykuły, ale zastrzegł, że nie życzy sobie, by list (list – nie artykuł), jaki skierował do Srokowskiego był publikowany bez jego zgody, do czego miał pełne prawo.

Autor zarzuca płk. Niewińskiemu, że go łajał, co jest oczywistą nieprawdą, przeciwnie, jak na ciężar stawianych Mu kompletnie bezpodstawnych zarzutów, Jego wystąpienie było wyjątkowo łagodne. Pamięć jednak zawodzi autora, bo pisze jakobym chciał głosowania czy p. Niewiński został obrażony czy nie. Było inaczej. Zwróciłem się do sali z pytaniem czy płk. Niewiński jest winien inkryminowanych mu zarzutów. Odpowiedź sali była jednoznaczna – nie! „Słowem tworzyła się atmosfera zastraszania i szantażu” – pisze autor. Kto kogo straszył i czym szantażował, p. Srokowski nie wyjaśnia. Słusznie, bo nic takiego nie miało miejsca, ale przecież musiał pochwalić się swoim „bohaterstwem”. Ani adm. Toczka, ani płk. Niewińskiego nikt „nie przywoływał do porządku”. Po prostu temat został wyczerpany, wobec czego realizowaliśmy następne punkty obrad.

Również i moja skromna osoba nie umknęła uwadze wrocławskiego Katona. Pisze bowiem: „Delegaci (…) mieli ufność, że wszystko odbędzie się jasno i prosto, bez kamuflażu i manipulacji. Niestety, nie odbyło się. Przewodniczący zjazdu tak kierował obradami, by warszawskie propozycje były najlepiej widoczne. Zaczęło się od statutu”. Na czym polegała moja rzekoma manipulacja? Otóż poinformowałem delegatów, że istnieją dwa statuty, w związku z czym oddałem głos obu autorom statutów. Każdy miał prawo zgłaszać do nich uwagi i zadawać pytania referującym, na co zebrani zgodzili się. I tak się odbyło. Rzeczywiście manipulacja to była nie lada. A uwagi Srokowskiego do statutu adm. Toczka („okropny, źle napisany, chaotyczny, z koszmarnym językiem,, słowem – bubel prawny i bełkot) traktuję po prostu jako niegodne połajanki. Przeszedł Statut napisany przez p. Zdzisława Malinowskiego jako podstawa do dalszych prac, gdyż zawierał szereg niezgodności z Prawem o stowarzyszeniach, jak również zaistniała potrzeba uwzględnienia postulatów zgłoszonych przez delegatów. Natomiast z obu nazw zebrani wybrali nazwę Patriotyczny Związek Organizacji Kresowych i Kombatanckich, którą to nazwę p. Srokowski nakazuje zmienić, nie bacząc na to, że żaden organ Związku nie ma prawa zmieniać ustaleń zjazdu jako władzy najwyższej.

O wyborze na prezesa p. Witolda Listowskiego autor pisze: „Został prezesem Związku. Ale zanim został, podłych manipulacji nie zabrakło”. Jakich manipulacji? – pytam. Może oburzyło autora paszkwilu, że p. Listowski poprosił o przerwę, w czasie której spotkał się z płk. Niewińskim i adm. Toczkiem? Skutkiem tej rozmowy była rezygnacja p. Toczka, który zgodził się wejść do Zarządu jako wiceprezes i zobowiązał się załatwić wszystkie formalności w Warszawie, aby nie obciążać przyjezdnych. Uważam ten fakt za dowód odpowiedzialności i kultury obu Panów. To słowa Srokowskiego są podłe, bo żadnych manipulacji nie było. A fakt, że zgłoszono więcej niż jednego kandydata stanowi dziś normę, która jakoś nie w smak Srokowskiemu.

Jeden fakt nie mógł przejść Srokowskiemu przez komputer. Na wniosek nowo wybranego prezesa zjazd powierzył Janowi Niewińskiemu tytuł Prezesa Honorowego przez aklamację. Stanowi to odpowiedź na wszystkie zarzuty i oszczerstwa oraz pożal się Boże opinię Marcina Hałasia „Niemniej na „symbol i i legendę” Ruchu Kresowego raczej on się nie nadaje”.
Pełną sylwetkę i dokonania prezesa Niewińskiego przybliżę kiedy indziej.

Jeszcze raz o PSL

Pisałem już w poprzedniej polemice o motywach kontaktów KRP z PSL. Przytaczałem fakty i argumenty. Srokowski jednak hołduje zasadzie: „jeśli teoria jest niezgodna z faktami, tym gorzej dla faktów”.
Z partii reprezentowanych w Sejmie jedynie ludowcy wykazali zainteresowanie sprawą kresową, co zaowocowało zawarciem porozumienia PSL-KRP o współpracy w 2006 r. Ale współpraca ta datuje się jeszcze sprzed zawarcia umowy, kiedy na czele ludowców stał Janusz Wojciechowski. M.in. wspólnie zorganizowano wtedy konferencję na temat ludobójstwa banderowskiego na Kresach. Jednym z prelegentów był śp. dr hab. Wiktor Poliszczuk. Poza tym Zakład Historii Ruchu Ludowego oraz Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego wydawały przez dłuższy czas biuletyn „Głos Kresowian” oraz książki z tego zakresu tematycznego.

Już za czasów prezesury Waldemara Pawlaka najpierw zjazd nadzwyczajny tej partii, a potem Rada Naczelna podjęły uchwałę popierającą budowę pomnika Kresowian pomordowanych przez OUN-UPA. Wniosek ten postawił Tadeusz Samborski, a całą sprawę przeprowadził ówczesny wicemarszałek Sejmu – Jarosław Kalinowski. Również Klub PSL zgłosił projekt uchwały w związku z rocznicą banderowskiego ludobójstwa, gdzie zbrodnia banderowska, została nazwana po imieniu – ludobójstwem i tego sformułowania ludowcy bronili do końca.

Kłamliwy potworek językowy „czystka etniczna o znamionach ludobójstwa” nie jest autorstwa PSL. Również to PSL zgłosił projekt uchwały o ustanowieniu 11 lipca Dniem Pamięci, która jednak przepadła w głosowaniu. Dzięki takiej postawie kwestia trzeciego ludobójstwa na Polakach dokonanego przez banderowców, nabrała rozgłosu. Pisanie więc, że Kresowy Ruch Patriotyczny „skompromitował się wchodząc w alianse z PSL-em” jest grubym kłamstwem.

Oczywiście współpraca ta nie przebiegała sielankowo. Początki były zachęcające, ale potem najwyraźniej ludowcy coraz bardziej ulegali naciskom koalicjanta – Platformie Obywatelskiej. Na krótko przed Marszem w 2013 r. Kalinowski został namówiony do złożenia rezygnacji z funkcji przewodniczącego Komitetu Obchodów przez doradcę prezydenta Bronisława Komorowskiego – Tomasza Nałęcza. W 2014 r. Prezydium Komitetu Obchodów jednogłośnie zdecydowało, że w czasie obchodów Marszu nie będzie. Przypuszczam (choć brak mi dowodów, ale to wniosek oczywisty), że tak jednolite głosowanie było spowodowane decyzją polityczną władz naczelnych PSL, choć w głosowaniu brały udział również osoby spoza Stronnictwa. W rezultacie nikt z dostojników PSL nie wygłosił przemówienia przed tablicą pamiątkową na Krakowskim Przedmieściu. Za to świetnie wystąpił tak znienawidzony przez Srokowskiego adm. Toczek.

W jednym z poprzednich artykułów red. Srokowski zarzuca płk. Niewińskiemu brak publicznego protestu przeciwko rezygnacji z Marszu, bo gdyby to uczynił – jak twierdzi – „powstałoby powszechne larum i Marsz mógłby zostać uratowany”. Przypuśćmy, że p. Niewiński zaprotestowałby publicznie. Tylko gdzie? Taki protest opublikowałyby „Myśl Polska”, „Warszawska Gazeta” (nie jestem już pewny czy „Nasz Dziennik”) i dwa, trzy patriotyczne portale internetowe. Niestety, powszechnego larum nie byłoby. Nie łudźmy się. Media tzw. głównego nurtu oczywiście sprawy by nie nagłośniły, a to one – czy nam się to podoba czy nie – decydują o reakcji społecznej.

Jest kilka rzeczy zastanawiających w licznych artykułach Srokowskiego. Otóż gromi on PSL, a KRP za sojusz z ludowcami, mimo że ze wszystkich partii sejmowych tylko PSL coś uczyniło dla Sprawy Kresowej. Spodziewaliśmy się więcej, to prawda, ale to już inna sprawa. Zabrakło aliści choćby cienia potępienia dla innych stronnictw za brak zainteresowania kwestią ludobójstwa OUN-UPA. Przypadek? W takich sprawach w przypadki nie wierzę. Tym bardziej, że Srokowski domaga się w ostatnim artykule: „Trzeba obliczyć straty, jakie ponieśliśmy w wyniku agresji sowieckiej na Kresy i wystawić odpowiedni rachunek”. Słusznie, ale o potrzebie rachunku za ludobójstwo banderowskie nie wspomniał ani słowem. Też „przypadek”?

„Medice cua te ipsum”

W normalnych organizacjach sprawy wewnętrzne załatwia się we własnym gronie. Tak też było w KRP i innych ugrupowaniach kresowych, dopóki kwestiami tymi nie zajął się p. Srokowski, wywlekając je na forum publiczne. Co czynił i czyni w sposób jątrzący, wyjątkowo napastliwy, podburzający i przeważnie niezgodnie z prawdą. Sam pouczał, że jednym z warunków wpływu organizacji kresowych na życie publiczne jest zaprzestanie „waśni i kłótni wewnętrznych, jałowych sporów, kto jest ważniejszy, a kto mniej ważny …” Tymczasem jego artykuły nt. KRP dokładnie temu opisowi odpowiadają. Są to więc działania wybitnie szkodliwe, jakże na rękę wrogom Ruchu Kresowego, których nie brakuje ani na tzw. prawicy, ani na tzw. lewicy. Toteż zamiast pouczać, gromić i warcholić w Ruchu Kresowym, pan Srokowski powinien zastosować wobec siebie łacińską maksymę „medice cura te ipsum”.

Zbigniew Lipiński
Artykuł zgłoszony do tygodnika „Warszawska Gazeta”, nie został opublikowany. Na potrzeby „MP” został nieco zmieniony.
Na zdjęciu: płk Jan Niewiński i Tadeusz Samborski z PSL