Krokodyle łzy Wildsteina

wildstein.jpg
Bronisław Wildstein w najnowszym tygodniku „Do Rzeczy” rozpisał się o Ukrainie. W tekście „Jestem Polakiem, pomagam Ukrainie” wyłożył swoje credo. Przyznam, że mnie nie zaskoczył:

„Rezygnacja z koncepcji jagiellońskiej, a wiec wspólnoty państw Europy Środkowo-Wschodniej, skazała je na poszukiwanie indywidualnych rozwiązań politycznych. Szczególnie uderzające było to w odniesieniu do Węgier ze względów ideologicznych szykanowanych przez establishment unijny.”
„Rozmaici autoproklamujący się „polityczni realiści” negują etykę w międzynarodowych relacjach i twierdzą, ze powinny być one wyznaczane wyłącznie narodowym interesem, który zresztą traktują niezwykle doraźnie.”

„Pleniący się dziś w Polsce tzw. polityczny realizm wyrasta z endeckiej koncepcji egoizmu narodowego. Idea ta przedstawiana dziś jako konserwatywna z konserwatyzmem nie ma ani nie miała nic wspólnego.”
„Polska ma wspaniałą tradycję Rzeczypospolitej wielu narodów. Ma również piękne hasło: „Za wolność waszą i naszą”, które wskazuje wspólnotę losu narodów. Endecja była „nowoczesnym” zaprzeczeniem tych tradycji”.

„Opowieści o ukraińskich, banderowskich, żądnych krwi faszystach są wyłącznie wymysłem Putinowskiej propagandy.”

Kwiatków tego typu jest w tekście więcej.

Bronisław Wildstein, uśpiony wolnomularz, zdobywający szlify w paryskiej masonerii, a następnie przewodzący krakowskiej loży „Przesąd zwyciężony” namawiając nas do resetu w stosunkach z Ukraińcami, w tym także do resetu – bo tak to trzeba nazwać – dotyczącego zbrodni ukraińskich na Polakach, jest przewidywalny do bólu. Stając w jednym szeregu z polskimi mesjanistami, dla których wszystko co antyrosyjskie jest z gruntu dobre dla Polski, jawi się jako charekterystyczny archetyp całkiem sporego odłamu polskiej prawicy o piłsudczykowskim zacięciu.

Dając upust swoim rojeniom o idei jagiellońskiej i antymajdanowskich agentach Putina, kąsa Wildstein przede wszystkim endeków, wrednych narodowych egoistów otumanionych przez darwinistę Dmowskiego. Leje Wildstein krokodyle łzy, że nie udało się zebrać narodów Europy Środkowej w antyrosyjskim marszu pod polskim berłem, kapiąc szczególnie łzą serdeczną nad moralnym skarleniem Węgier, które z Putinem postanowiły żyć w zgodzie, podobnie jak Czechy czy Słowacja.

Nie może Wildstein widocznie zrozumieć prostego faktu, że Węgry, Czechy i Słowacja układają się na własną rękę z Rosją, bo najwyraźniej nie odpowiada im antyrosyjska histeria, w której tapla się polska polityka i być może wyraźniej widzą funta kłaków warte natowskie gwarancje bezpieczeństwa, aniżeli Polska, zezująca na świat przez jankeskie okulary. Może Czesi, Słowacy i Węgrzy, to nie żadni agenci Putina, ale ludkowie twardo stąpający po ziemi, którzy ani myślą ryzykować przyszłością swoją i swoich rodzin w imię ukraińskiego mordobcia się oligarchów?

Jako niepoprawny realista, diametralnie nie zgadzam się z Wildsteinem. Uważam, że w interesie Polski jest istnienie buforu w postaci słabej, uprawiająca antyrosyjską politykę Ukrainy. Nie jest w polskim interesie, żeby na wschodniej naszej flance wyrosło silne państwo ukraińskie, budujące na micie Bandery swoją historyczną tożsamość.

Debanderyzacja Ukrainy, także w świadomości społecznej, powinna stać się podstawą jakichkolwiek rozmów z Ukrainą. Inaczej będzie nam ciągle tryskało na wschodzie antypolskie źródło o toksycznych dla obu narodów pierwiastkach.

Nie sposób nie zauważyć, że spoiwo antyrosyjskie z pewnością nie jest tym, które by cokolwiek spajało w naszej w polityce wschodniej. Wściekle antyrosyjski kurs przynosi nam póki co największe straty ekonomiczne ze wszystkich państw europejskich. Nie dość, że niczego dotychczas politycznie nie osiągnęliśmy, to na dodatek zdewastowaliśmy Grupę Wyszehradzką, tak mozolnie przez lata budowaną.

Nie mogę pozbyć się wrażenia, że na końcu drogi, którą podąża dzisiaj Polska, spotkamy nienawidzących nas Ukraińców, zniesmaczenych Czechów, Słowaków i Węgrów oraz zadowolonych Niemców. Zamiast psem przewodnikiem Europy Środkowej, staniemy się jej kozłem ofiarnym. Wildstien zapieje zapewne wówczas ze szczęścia, bo w końcu zrobimy to w myśl jego ulubionej zasady – za wolność waszą i naszą.
Maciej Eckardt

eckardt.pl