Na drodze do tragedii (2)

okulicki.jpg
O tym iluzorycznym podejściu do kształtującej się sytuacji, braku realizmu, odpowiedzialności i odpowiednich kompetencji wojskowych podejmujących decyzję o powstaniu oraz ich słabym rozeznaniu w sytuacji świadczy już chociażby fragment tekstu wcześniej przytoczonej depeszy z 25 lipca, informującej Sztab Naczelnego Wodza w Londynie o planowanym powstaniu.

Prośba o przysłanie do Kraju brygady spadochronowej świadczy o nieinformowaniu wcześniej przez Naczelnego Wodza gen. Kazimierza Sosnkowskiego Komendanta Głównego AK gen. Bora o rzeczywistej sytuacji polityczno-wojskowej poza granicami Kraju. Już wszakże 6 czerwca 1944 r. w oparciu o uchwałę rządu i za zgodą Naczelnego Wodza brygada spadochronowa została podporządkowana naczelnemu dowództwu wojsk alianckich. Ale dopiero w depeszy z 2 sierpnia 1944 gen. Sosnkowski, przebywający wówczas we Włoszech, do którego jeszcze nie dotarła informacja o wybuchu powstania, wysłał depeszę do szefa sztabu gen. Stanisława Kopańskiego, przebywającego w Londynie, z poleceniem o poinformowanie gen. Bora, żeby na żadne wsparcie nie liczył.

W zakończeniu depeszy czytamy: „Ze względu na przewidziane trudności polityczne, które słusznie Pan Generał podkreśla, trzeba natychmiast powiedzieć Dowódcy AK jasno i uczciwie, by na żadne wsparcie nie liczył. Jest to bardzo ważne, gdyż prawdopodobnie dowódca AK w dużej mierze uzależnia swoje decyzje operacyjne od tego wsparcia”. W następnej depeszy do Naczelnego Wodza wysłanej po wybuchu powstania 8 sierpnia gen. Bór, do którego jeszcze nie dotarła depesza szefa sztabu gen. Kopańskiego, m.in. pisze: „Jesteśmy w bardzo ciężkim położeniu. Przysłanie brygady spadochronowej może przesądzić losy Warszawy”.

Znany pilot gen. Ludomir Rayski stwierdzi po wojnie, że przerzut brygady spadochronowej do Warszawy był niemożliwy również ze względów technicznych, gdyż około 15-godzinny przelot transportowych Dakot D2 trwałby około 7-8 godzin przy świetle dziennym nad terytorium nieprzyjaciela. „Ileż strat poniosłyby Dakoty wiozące desant?” – zapytuje gen. Rayski. W przedmowie do książki gen. Stanisława Sosabowskiego pt. „Najkrótszą drogą” gen. Sosnkowski całkowicie odetnie się od pomysłu użycia brygady w Warszawie. Uzna to za niemożliwe również pod względem technicznym i operacyjnym:

„Zrzucenie brygady lub jej części na dachy domów wielkiego miasta (w którym nota bene szalały już liczne pożary) byłoby eksperymentem bez precedensów dla zrzutów spadochronowych, a czymś całkowicie niewykonalnym dla szybowców przewożących ciężki sprzęt bojowy. …W tych warunkach i wobec braku współdziałania brytyjskiego z powietrza brygada spadochronowa, prawdopodobnie pozbawiona broni ciężkiej i zdziesiątkowana podczas dalekiego przelotu i podczas lądowania, mogła jedynie pomnożyć – i to w nieznacznych stosunkowo rozmiarach – siły powstańcze w Puszczy Kampinoskiej bez większego wpływu na przebieg walk w Warszawie”. [1]

O ile wśród części oficerów KG AK pojawiło się pod wpływem agitacji gen. Okulickiego przekonanie, że ze względów głównie politycznych, a nie militarnych zryw zbrojny w Warszawie jest wskazany, o tyle opinie co do czasu jego rozpoczęcia były mocno podzielone. I tak na porannej odprawie KG AK z udziałem Delegata Rządu w dniu 26 lipca 1944 roku, kiedy wszyscy byli jeszcze pod wpływem wycofywania się od 22 lipca pomocniczych wojskowych oddziałów niemieckich, ale nie liniowych, ich magazynów i baz remontowych, ewakuacji niemieckiej ludności cywilnej oraz administracji dystryktu, za rozpoczęciem walk za dwa dni w dniu 28 lipca 1944 wypowiedział się gen. Leopold Okulicki (,,Kobra”) zastępca szefa sztabu, płk inż. Antoni Sanojca (,,Kortum”) szef Oddziału I, płk dypl. Józef Szostak (,,Filip”) szef Oddziału III, płk dypl. Jan Rzepecki (,,Prezes”) szef Oddziału VI-BIP oraz płk Antoni Chruściel (,,Monter”) dowódca Okręgu Warszawskiego.

Atmosferę pewnego zażenowania wśród uczestników odprawy wprowadził płk Chruściel, który przekazując nierzetelne informacje o wzmacnianiu przez Niemców terenów podwarszawskich oddziałami o słabej wartości bojowej, zwrócił zarazem uwagę na fatalny stan uzbrojenia oddziałów AK. Płk dypl. Kazimierz Pluta-Czachowski (,,Koczuba”), szef Oddziału V, zaproponował ze względu na brak współdziałania operacyjnego AK z Armią Czerwoną podjęcie akcji zbrojnej w momencie forsowania przez nią mostów, przeprawiania się przez Wisłę w Warszawie i jej okolicach.

O niejasnej sytuacji militarnej na wschód od Warszawy, koncentracji świeżych posiłków niemieckich w tym trzech doborowych dywizji pancernych mówił na odprawie płk dypl. Kazimierz Iranek-Osmecki (,,Heller”), szef Oddziału II, zalecając jednocześnie szczególną ostrożność, a także nie przyspieszanie decyzji o rozpoczęciu walk, lecz jej odwlekanie w celu wyklarowania się sytuacji. Podobne stanowisko na odprawie, przeciwne próbie podjęcia decyzji o rozpoczęciu walk w dniu 28.07.1944 nieuzasadnionej sytuacją militarną wokół Warszawy, zajęli również gen. Albin Skroczyński (,,Łaszcz”), dowódca Obszaru Warszawskiego, płk dypl. Janusz Bokszczanin (,,Sęk”), II zastępca szefa sztabu oraz ppłk Ludwik Muzyczka (,,Benedykt”), szef kadr. Niektórzy uznali, ale po latach, już po wojnie, w tym m.in. płk Iranek-Osmecki, płk Rzepecki, że najbardziej korzystnym momentem na rozpoczęcie powstania był okres ewakuacji administracji niemieckiej, odwrotu pomocniczych oddziałów wojsk niemieckich, opuszczania w popłochu przez Niemców Warszawy, ułatwiający opanowanie przez powstańców miasta, jego ważnych punktów.

Ostatni dzień tej chaotycznej ewakuacji Niemców przypadający na 25 lipca miał być najkorzystniejszym momentem do rozpoczęcia walk, do opanowania całej Warszawy wraz z mostami, a nie tylko części ulic, oddzielonych enklaw w mieście, co nastąpiło 1 sierpnia. Trudno pogląd ten uznać za w pełni słuszny, gdyż i wcześniejszy wybuch powstania ułatwiający jedynie zajęcie powstańcom większej części miasta, ważnych punktów strategicznych wcale nie gwarantował jego pomyślnego zakończenia, ponieważ w gruncie rzeczy wszystko tutaj zależało od przebiegu ofensywy wojsk radzieckich na lewy brzeg Wisły, lewobrzeżną Warszawę.

Do stłumienia tego wcześniej rozpoczętego powstania niewątpliwie Niemcy użyliby doborowych jednostek wojskowych przerzucanych w tym okresie na prawy brzeg Wisły, a po ewentualnym zajęciu przez wojska radzieckie Pragi, z lewobrzeżnej Warszawy uczyniliby główne centrum swojego oporu na środkowej Wiśle. Już wszakże 26 lipca 1944 r., czyli w dniu omawianej tutaj porannej odprawy Komendy Głównej AK, miał miejsce przemarsz ulicami Warszawy oddziałów spadochronowych dywizji pancernej Herman Göring odwołanej z frontu włoskiego. W swym raporcie do władz GG Ludwik Fischer napisze, że:

„U dowódcy 9 armii generała von Vormana (dowódca 9. armii od 26.06. do 21.09.1944 r., autor między innymi wydanej w 1958 roku w Weissenburgu książki ,,Der Feldzung 1939 in Polen”) wyjednałem rozkaz przeprowadzenia ostentacyjnie wszystkich przybywających oddziałów przez Warszawę w kierunku z zachodu na wschód, ażeby ludność polska, po deprymującym wrażeniu wielotygodniowego odwrotu, ujrzała znowu niemiecką armię rozwiniętą do działania. Nadzwyczaj mocne wrażenie wywarło kilka nowych formacji, które w ciągu dzisiejszego dnia przeszły ze śpiewem ulicami Warszawy w drodze na front, demonstrując świetną postawę”.

W następnym dniu, tj. 27 lipca, na ulicach Warszawy pojawiają się już wzmocnione patrole żandarmerii i SS, żołnierze Legionu Wschodniego oraz wojska Własowa, a Ludwik Fischer, próbując przytłumić powstańcze nastroje wśród ludności, nakazuje ogłoszenie o godz. 17.00 przez uliczne megafony zarządzenia wzywającego do stawienia się następnego dnia 100 tys. ludzi do robót fortyfikacyjnych, jak również odezwy zapewniającej ludność polską, że wojska niemieckie, tak jak polskie w 1920 roku odeprą bolszewików od miasta i że nie wolno opuszczać miejsc pracy.

Okupacyjne władze dystryktu intensywną antyradziecką propagandę prowadziły w Warszawie już od wielu miesięcy w ramach akcji ,,Berta” na łamach prasy niemiecko i polskojęzycznej, w radiu, kronikach filmowych i jej natężenie wzrasta wraz ze zbliżaniem się frontu wschodniego. Wiosną na przykład szczególnie mocno nagłaśniano antyradzieckie memorandum przyjęte na synodzie 14 marca 1944 r. przez 11 biskupów ukraińskich, a złożone uroczyście gubernatorowi dystryktu Fischerowi. Gdy zaś front przesunął się na teren Wołynia, w rejon Tarnopola, całą serię masowych wieców i zebrań w tym w zakładach pracy władze niemieckie zorganizowały pod hasłem ,,Bastion wschodni w walce z bolszewizmem”, na których przemawiali przedstawiciele władz cywilnych i Wehrmachtu.

W samej tylko Warszawie w maju zorganizowano 19 wieców pod hasłem ,,Bastion wschodu”, na których podsycano w społeczeństwie polskim silną wrogość do nadciągających wojsk radzieckich. Ta antyradziecka i antyrosyjska propaganda niemiecka niepokoiła wszystkich realnie myślących polityków i wojskowych. I tak np. w piśmie do prezydenta Władysława Raczkiewicza już z dnia 21 grudnia 1944 roku gen. broni Lucjan Żeligowski, poruszając sprawę powstania napisze, że w „marcu br. jako poseł na sejm warszawski (wydałem) odezwę do rodaków, przypominając im, że jesteśmy Słowianami, wezwałem do czujności wobec fałszerstw niemieckich, zdążających do wywołania zatargu zbrojnego między bratnimi słowiańskimi narodami polskim i rosyjskim... Prawda idei słowiańskiej jest szczególnie wyraźna w dobie obecnej. W niej bowiem tkwi największa siła Polski moralna i historyczna” [2].

Niemcy zresztą nawet po klęsce powstania wykorzystywać będą nie zdobycie wówczas przez armię radziecką Warszawy w swojej propagandzie i swoich działaniach. Mimo popełnionych zbrodni próbują nawet nakłaniać do wspólnych działań przeciwko Armii Czerwonej. Z taką propozycją wystąpi podczas rozmowy 4 października 1944 roku w Ożarowie gen. SS Erich von dem Bach wobec gen. Bora, który wydał już rozkaz ograniczenia do minimum akcji ,,Burza”.

„Nie wątpił (gen. Bach) – pisze gen. Bór – że po ostatnich doświadczeniach Polacy nie będą mieć żadnych złudzeń co do wrogich zamiarów Sowietów w stosunku do Polski. Niemcy i Polacy stoją wobec wspólnego niebezpieczeństwa i mają tego samego wroga. Oba narody powinny zatem zaprzestać waśni i pomyśleć o wspólnej obronie. Odpowiedziałem na to, aby uniknąć wszelkich nieporozumień i wyjaśnić swoje stanowisko, że podpisałem kapitulację oddziałów Armii Krajowej w Warszawie i jestem gotów lojalnie ją wykonać. Kapitulacja nie zmienia jednak w niczym stosunku Polski do Niemiec, z którymi od 1 września jesteśmy w stanie wojny. Jakiekolwiek są nasze uczucia w stosunku do Rosji, pojęcie ,, wspólnego” wroga nie istnieje dla mnie, gdyż wrogiem Polski są w dalszym ciągu Niemcy” [3].

W tym samym dniu, kiedy Ludwig Fischer ogłasza swoje zarządzenie wzywające 100 tys. warszawiaków do prac fortyfikacyjnych i odezwę o obronie Warszawy przed nadciągającą Armią Radziecką, w Moskwie ogłoszono tekst porozumienia z poprzedniego dnia, z 26 lipca zawartego między Stalinem, a PKWN, uznającego Komitet za tymczasową władzę wykonawczą w Polsce, ale nie za rząd tymczasowy, administrującą terenami na zachód od linii Curzona, odpowiedzialną za polsko-radziecką współpracę. Związek Radziecki zobowiązał się popierać prawa Polski do granicy na Odrze i Nysie. W art.4 czytamy: „Rząd ZSRR uznał również, że granica między Polską a Niemcami winna być ustalona wzdłuż linii na zachód od Świnoujścia do rzeki Odry, pozostawiając miasto Szczecin po stronie polskiej, dalej w górę rzeki Odry do ujścia Nysy, a stąd rzeką Nysą do Czechosłowackiej granicy”.

Tę koncepcję przesunięcia polskiej granicy na linię Odry, nie mówiąc już o Nysie Łużyckiej, w okólniku z 26 lipca zaatakuje minister informacji w polskim rządzie w Londynie Stanisław Kot, pisząc: „Komitet Chełmski wysuwa linię Odry jako granicę na zachodzie. Rząd polski w swoich roszczeniach terytorialnych wysuwa jedynie sprawę Prus Wschodnich, Gdańska i Śląska Opolskiego z małym zabezpieczeniem portów bałtyckich i przemysłu śląskiego, nie popierając demagogicznej i nierealnej linii Odry”.

Na przeprowadzonej w dniu 27 lipca 1944 r. odprawie dowódców obwodów, komendant Okręgu Warszawskiego płk Chruściel (,,Monter”) informuje, że w każdej chwili należy się spodziewać rozkazu do walki oraz zarządza pogotowie sztabów, okręgu, rejonów, zgrupowań, wydaje rozkaz alarmu, przygotowawczy do walki, polegający na mobilizacji żołnierzy w miejscach konspiracyjnych, a który zgodnie z wcześniejszymi instrukcjami zastrzeżony był wyłącznie dla Komendanta Głównego AK i nie mógł być odwołany, lecz zakończony wybuchem walk.

Rozkaz ten płk Chruściel wydaje poza plecami gen. Bora po uzgodnieniu z gen. Pełczyńskim, ponieważ sam nie był zdolny do podjęcia tak ważnej decyzji i prawdopodobnie, jak twierdzi płk Pluta-Czachowski, w obawie przed rozbiciem oddziałów AK w związku z zarządzeniem Fischera [4]. Na tej odprawie na pytania dotyczące braków w uzbrojeniu, przyrzekł rozdzielić posiadane zapasy, rozkazując rzucić do walki wszystkie siły, uzbrajając powstańców nie posiadających broni w siekiery, kilofy, łomy [5].

Po wojnie gen. Bór twierdził, że zarządzony bez jego wiedzy przez płk Chruściela stan pogotowia rozkazał, gdy o tym się dowiedział następnego dnia, niezwłocznie odwołać. Rozkaz znoszący stan pogotowia nie dostarczono jednak wszystkim oddziałom i pozostawały one nadal na punktach zbornych, co prowadziło do ich dekonspiracji i często walk z niemiecką policją. Sama mobilizacja, trwająca w nocy z 28 na 29 lipca, ujawniła fatalny stan uzbrojenia, a jej odwołanie poderwało zaufanie żołnierzy do dowództwa AK.

W dniu zarządzenia przez płk Chruściela stanu pogotowia 27 lipca 1944 r., gen. Bór informuje depeszą Naczelnego Wodza gen. Sosnkowskiego, przebywającego wówczas we Włoszech, a która dociera 29 lipca do Londynu, o wzmocnieniu sił 9. armii niemieckiej na przedpolu Warszawy. między innymi oddziałami dywizji pancernej Herman Göring oraz o rozpoczętym przeciwnatarciu wojsk niemieckich w rej. Siedlce-Łuków, w kierunku na Brześć, jak i o tym, że po wyraźnie panicznej ewakuacji Warszawy od 22 do 25 lipca Niemcy okrzepli, niemieckie władze administracyjne powróciły i objęły z powrotem urzędowanie.

Właśnie od wyniku niemiecko-radzieckiej bitwy na przedpolach Warszawy gen. Bór uzależnia wówczas dalsze działania pisząc: „Działania swe o Warszawę uzależniam od wyniku bitwy 2 AOK (9. armii niemieckiej) na wschodnim brzegu Wisły. Dowódca AK uzurpuje sobie tutaj zarazem prawo do podejmowania decyzji odnośnie działań zbrojnych w Warszawie. Decyzja w tej sprawie należała wówczas wyłącznie do kompetencji rządu polskiego w Londynie, przekazana dopiero 28 lipca Delegatowi Rządu na Kraj. W przekazanej depeszy, na podstawie uchwały rządu z 26 lipca, nie precyzującej o jakie powstanie tutaj chodzi, czy powszechne czy strefowe czy w Warszawie, premier Stanisław Mikołajczyk jedynie informuje Delegata że: „Na posiedzeniu Rządu RP zgodnie zapadła uchwała upoważniająca was do ogłoszenia powstania w momencie przez was wybranym. Jeżeli możliwe, uwiadomcie nas przed tym. Odpis przez wojsko dla komendanta AK. Sten [6].

Wraz z przekazaniem depeszą Delegatowi Rządu na Kraj prawa do podjęcia decyzji o wybuchu powstania odpowiedzialność za ostateczne jego skutki przeniesiona zostaje na krajowe kierownictwo cywilno-wojskowe, dla którego rzeczywisty stosunek W. Brytanii i USA do kluczowych zagadnień polsko-radzieckich był nieznany. To przekazanie prawa do podjęcia decyzji o wybuchu powstania Delegatowi Rządu tłumaczono jego lepszym rozeznaniem sytuacji na froncie wschodnim, w tym pod Warszawą. Sądzono, że ewentualna decyzja będzie trafna i podjęta w najkorzystniejszym momencie.
Niewątpliwie ta uchwała rządu z 26 lipca, sprzed wyjazdu premiera Mikołajczyka na rozmowy ze Stalinem, była zarazem pewną zachętą dla kierownictwa krajowego do przeprowadzenia w Warszawie powstania. Powstanie w powojennych opiniach jego zwolenników miało być odebrane jako pewna forma wsparcia militarnego działań wojsk radzieckich, obalić opinię Stalina o bierności AK polegającej na nie atakowaniu Niemców, lecz ,,staniu z bronią u nogi”, czemu jednak przeczą motywy, jakimi kierowały się osoby podejmujące decyzję o jego wybuchu.

W dniu 29 lipca 1944 roku, na odprawie kierownictwa AK, na której uznano, że sytuacja jeszcze nie dojrzała do rozpoczęcia działań zbrojnych, gen. Bór na wniosek płk Chruściela zmienił godzinę wybuchu przyszłego powstania z godzin nocnych, jak przewidywały wcześniejsze plany, na 17.00 oraz skrócił czas mobilizacji z 36 do 12 godzin. Wniosek swój płk Chruściel argumentował tym, że o godzinie 17.00, po zakończonej pracy, na ulicach znajdują się duże tłumy ludzi, co ułatwić miało przemieszczanie oddziałów AK oraz zaskoczyć Niemców. Później okazało się, że przy zdecydowanej przewadze ogniowej nieprzyjaciela, żołnierze podziemia bardzo słabo uzbrojeni, przygotowywani wcześniej do ataku na pozycje niemieckie w godzinach nocnych, atakując w biały dzień o godz. 17.00 ponieśli niepotrzebnie, dodatkowo, olbrzymie straty.

Tego samego dnia duże zaniepokojenie kierownictwa AK wywoła odezwa, która po południu pojawiła się na murach Warszawy dowódcy małej organizacji wojskowej Polskiej Armii Ludowej płk. Juliana Skokowskiego. Skokowskipodając fałszywą informację o ucieczce gen. Bora-Komorowskiego i jego sztabu z Warszawy, ustanawiał się w mieście dowódcą oddziałów podziemia, zarządzając ich mobilizację do walki z Niemcami.

Dowództwo AK uznało to za prowokację mającą na celu odebranie mu inicjatywy walk o Warszawę przez komunistów, co spowodowało, że gen Bór-Komorowski wydal płk Chruścielowi polecenie gotowości, jeżeli zajdzie taka potrzeba do rozpoczęcia walk 30 lipca o godzinie 17.00. W godzinach rannych 30 lipca płk Chruściel miał otrzymać ostateczną decyzję, która mogła zostać odwołana [7]. Wyznaczając termin gotowości do ewentualnego rozpoczęcia powstania na godz.17.00 w dniu 30 lipca gen. Bór-Komorowski wchodził w zakres kompetencji decyzyjnych przekazany przez rząd polski w Londynie Delegatowi Rządu na Kraj.

CDN
dr Jacek Smolarek

[1] S. F. Sosabowski, „Najkrótszą drogą”, Warszawa 1992. s. XII-XIII.
[2] „Zeszyty Historyczne”, Paryż 1990, z. 91, s. 84.
[3] T. Bór- Komorowski, „Armia Podziemna”, Londyn 1985 r., s. 349.
[4] Relacja z rozmowy z płk Pluta-Czachowskim z 28.10.1972.
[5] A. Borkiewicz, „Powstanie Warszawskie 1944. Zarys działań natury wojskowej”, Warszawa 1957, s. 24.
[6] Studium Polski Podziemnej, „Armia Krajowa w Dokumentach …”, t. IV s.13-14.
[7] Tamże, s.12

Myśl Polska, nr 31-32 (3-10.08.2014)
Na zdjęciu – główny architekt tragedii (Leopold Okulicki)