Bohdana Poręby służba polskiemu dziedzictwu

poreba mysl.jpg
„Do Boga ręce podnieśmy
Język rozwiązujmy niemy.
Synowie Bozi jesteśmy
Czym jutro – jeszcze nie wiemy”.

Tymi słowami Juliusza Słowackiego, którego utwory śp. Bohdan Poręba cytował w walnej części z pamięci, oddajemy prawdę o kulturze polskiej, dla której On życie swe twórcze dał.
Powtarzam: służył jej tak dalece, że słusznie do niego odnieść możemy starożytne adagium: „a komu droga otwarta do nieba, to tym, co służą ojczyźnie”, której kość pacierzową stanowi jej kultura wyssana z piersi Matki-Kościoła. A On sam mógłby śmiało powtórzyć inne ważkie słowa, tym razem błogosławionego Jana Pawła II: „Ja, Bohdan Poręba, noszę w sobie to tysiącletnie dziedzictwo, któremu na imię Polska”.
Jeśli kością pacierzową Ojczyzny, Polski, jest jej chrześcijańska kultura, to rdzeniem tej kultury jest prymat człowieka. On wyrasta z Bożego umiłowania świata, ześrodkowanego w człowieku tak dalece, że Bóg Ojciec swego Syna dał, który Ciałem zjawiając się rzetelny, sprawił, że człowiek stał się na ziemi – jak mówi Wieszcz – Boga sąsiadem, a w perspektywie wieczności – dziedzicem nieba.
Nie mógł nie znać tej podstawowej prawdy o polskiej kulturze śp. jej Luminarz, bo jako chłopiec w wileńskiej katedrze słyszał o tym niejedno kazanie z ust światłych kapłanów. Dla nich polskość, polonitas, była obok starożytnych: hellenitasi romanitas, zobrazowanym obliczem Europy. Patrzysz w to oblicze i natychmiast, jak w zwierciadle, widzisz Człowieka, wolne dziecko Boże.
I to dziedzictwo, jako człowiek i jako Polak, otrzymał i nosił w sobie śp. Pan Bohdan.
Ale on wobec kultury polskiej zajął jeszcze inną postawę. Jako dojrzały twórca i artysta był ewangelicznym kupcem poszukującym pięknych pereł. Gdy znalazł jedną, drogocenną, kulturę polską, zrezygnował z innych, dających tanią sławę, obłudne uznanie, wziętość na salonach światowej mody. Dlaczego? Bo zrozumiał, że polskość to skarb najcenniejszy, sypnięty hojną Bożą ręką z wysoka, a przeznaczeniem artysty jest jej propagowanie na areopagu rodzimym i obcym.
Gdy więc słyszę opinię, że śp. Bohdan Poręba był kontrowersyjnym reżyserem, że twórczością swoją uprawiał warcholstwo, to najpierw, jako kapłan świadomy, że w swych artystycznych dokonaniach był z ewangelicznej szkoły, bronię go słowami Wieszcza:
„By duchy, które mają to z Chrystusa
Że veto swoje – na wspak światu kładą,
Nie brała żadna cielesna pokusa
Iść za zwierzęcą i niższą gromadą” (Słowacki).
A znając dosadność jego słowa, wierzę, że tym oskarżycielom dałby ciętą ripostę mową Wyspiańskiego:
„Warchoły, to wy! – Wy, co liżecie obcych wrogów podłoże (…) wy hołota, którzy nie czuliście dumy (z polskiej kultury). Wy lokaje i fagasy cudzego pyszalstwa, którzy wyciągacie dłoń chciwą po łupież pieniężną, zdartą z tej ziemi, której złoto i miód należy do niej samej i nie wolno jej grabić. Warchoły, to wy, co się nie czujecie Polską. Wy sługi obcych. Zginiecie. I pokryje waszą podłość NIEPAMIĘĆ !”
Ale według Chrystusowego prawidła, nie wystarczy być dziedzicem kultury polskiej. Nie wystarcza też rozumny jej wybór. Do jego spełnienia potrzeba jeszcze pomnożenia tego talentu, jakim jest polskość i to zaprzęgając w to dzieło własne zdolności.
Gdy stawiam pytanie: czy twórczość śp. Pana Bohdana pomnożyła chlubną przeszłość i dziedzictwo polskości? to odpowiedź może być tylko jedna: jest to retoryczne pytanie. Dzieła jego artystyczne świadczą, że nie tylko dziedzictwo kultury polskiej pomnożył, ale rozpiął ją na krzyżu historii, pielęgnując w swym artystycznym życiu Wiarę, Nadzieję i Miłość; te trzy Siostrzyce Boskie, które sprawiają, że Polska jest sobą.
W jakiejże to stoi sprzeczności z wysiłkami artystycznymi tych, którzy zatruci jadem nienawiści do tego co polskie, już nie tylko, że plwają na kulturę narodową i zakopują ten talent skrzętnie w przepaści swoich serc, ale sprzedają swoje dusze własne za judaszowskie srebrniki, o nominałach pożądliwości ciała, oczu i pychy żywota.
Więc w obliczu trumny kryjącej ciało Mistrza kultury polskiej pytam cię artysto od siedmiu boleści: czemu plwasz na nią, czemu ograbiasz współczesne pokolenia z tego, co najchlubniejsze? Przecież tu, gdzie dzisiaj ciało jego spoczywa, jutro twoje leżeć będzie, a dusza pójdzie na sąd Boski. I zdasz sprawę ze swoich uczynków wobec polskiej kultury! I jeśli sąd wypadnie na potępienie twoich czynów, pójdziesz w ogień wieczny!
Więc nim staniesz na sądzie Bożym rozważ w swym sumieniu czy warto na swej polskiej duszy szkodę ponieść, chociażby za cenę uznania całego świata!?
A już ta sama trumna zdaje się być wyrzutem sumienia i przemawia krzycząc:
„A kto wlał w ducha twego mowę polską A kto siłę czynów? Czyś ty z przyszłości się urodził? – Wszak nie? – Czymże więc ty, choć bez ojców imiennych, jeśli nie synem Matki Rzeczypospolitej lackiej? – Mów mi, co byś ty mógł mówić na ziemi i czem sprzeniewierzać się przeszłości, gdyby ona właśnie wszystkiego ci nie była dała? Niewdzięczniku, kto by głosu twego za ludem słuchał, czy śród twoich własnych, czy śród obcych, gdyby nie Chrobrych miecz, Jadwigi niepokalaność, Zygmuntów mądra miłość, Batorych hart, Zamojskich rzymska cnota, Żółkiewskich zgon, Czarnieckiego żywot, Sobieskiego trud i europejski czyn.
Nicości bez nich, czemu powstajesz na nich? Czemu się targasz na wiekopomne i niezagubialne – na to, z czegoś ty sam – na to, bez czego i kroku jednego postawić i słowa jednego wyrzec nie zdołasz – na powietrze piersi twoich dziejowe?
Wiedź dalej, jeśli błogosławieństwo Pana z tobą, naród twój! – Lecz nie odnaradawiaj go, jak czynią okrutniki, co go rozebrały! Nie bądź czwartym katem, do trzech onych przydanym przez piekło!” (Krasiński)
Do takich słów wzywa i dusza śp. Bohdana Poręby, i kultura polska, z której wyrastamy, i kapłański obowiązek troski o ludzką duszę.
Czas zakończyć. Oddajemy duszę śp. Bohdana Poręby miłosiernemu Chrystusowi. Czynimy to przez ręce Matki Miłosierdzia. Jako Wilnianin, który od swego domu przy kościele św. Anny w Wilnie do Ostrej Bramy miał niedaleko, musiał do Matki Miłosierdzia przybywać z modlitwą Pokłonną. Więc tą modlitwą ogarniam jego duszę. Ogarniam nią Was wszystkich tu obecnych a zwłaszcza Rodzinę. Ta modlitwa jest codziennie odmawiana w Ostrej Bramie. Niech się spełni na nas będących dziś tu na ziemi, a jutro tam , gdzie – jak wierzymy – poszła dusza śp. Bohdana, w dziedzictwie zbawionych, u Boga w wiecu.
„O Pani moja! Święta Maryjo. Twojej łasce, osobliwej straży i miłosierdziu Twemu dzisiaj i każdego dnia, i w godzinę śmierci mojej duszę i ciało moje Tobie polecam. Wszystkie nadzieje i pociechy moje, wszystkie uciski i dolegliwości. Życie i koniec życia mego Tobie poruczam. Aby przez zasługi Twoje, wszystkie uczynki moje były sprawowane i rządzone według Twojej i Syna twego woli. Amen!”

Kazanie ks. prof. Stanisława Koczwary na pogrzebie śp. Bohdana Poręby – 7 lutego 2014 roku
Myśl Polska, nr 13-14 (30.03.-6.04.2014)