Czas na poważną debatę o Ukrainie

klaus.jpg
Państwo Ukraińskie dzisiaj jest smutnym rezultatem usiłowań Stalina, by zmieszać ze sobą narody i granice, zakłócić naturalne więzi historyczne i stworzyć nowego sowieckiego człowieka poprzez przekształcenie oryginalnych ludów w zaledwie etniczne i historyczne pozostałości. Wzięcie tego pod uwagę stanowi punkt początkowy naszego rozumowana, coś czego niestety brakuje w obecnej debacie politycznej.

Kakofonia komentarzy oraz oświadczeń na temat obecnych wypadków ukraiński zapomina, że pierwszą i głównym przyczyną obecnych dramatycznych wydarzeń jest oczywista polityczna, ekonomiczna i społeczna klęska Ukrainy jako niepodległego państwa. Ta klęska w naszych oczach była spowodowana następującymi czynnikami:

1) Ukraina jaką znamy dzisiaj, nie ma historycznych tradycji. Na przestrzeni zaś ponad dwudziestu lat swego istnienia, krajowi temu nie udało się stworzyć państwa, które byłoby akceptowane przez większość swojej ludności. Państwo nie narodziło się z wysiłków swojego ludu by zdobyć samostanowienie i suwerenność. Powstało w skutek rozwiązania Związku Radzieckiego, przez jego polityczne kierownictwo oraz emancypacji sztucznych sowieckich republik, stworzonych przez Moskwę w ich ówczesnych granicach.

2) Duży sentyment antymoskiewski w większości biernej populacji został wzmocniony przez pierestrojkę Gorbaczowa i jej katastrofalne skutki. Lokalna nomenklatura partyjna bała się również polityki Jelcyna wymierzonej w stary system.

3) Na początku swojej niepodległości Ukraina funkcjonowała pod kierownictwem rosyjskojęzycznej elity sowieckiej ze wschodniej części kraju, jako rodzaj rosyjskiego państwa B, część rozległej przestrzeni postsowieckiej z olbrzymim potencjałem. Przynajmniej na papierze. 52 miliony ludności (druga po Rosji) baza przemysłowa w Donbasie, największy potencjał przemysłowi na kontynencie europejskim, kluczowe porty na Morzu Czarnym, Krym, relatywnie dobrze wykształcona elita i Europa Środkowa pod drzwiami.

4) Nowe państwo powstało z zasadniczo sztucznej administracyjnej części totalitarnego Związku Radzieckiego, który chciał pokazać światu, jak kwestia narodowościowa może być rozwiązana raz na zawsze przez zastąpienie poszczególnych narodów „ludźmi sowieckimi”. Rosyjskie i zrusyfikowane obszary wschodu i południa Ukrainy (z 300 latami rosyjskiej historii za nimi) zostały sztucznie złączone z oryginalnie polską Galicją i Rusią Zakarpacką zdobytą przez Stalina po II Wojnie Światowej, ziem, które nigdy nie należały do żadnego słowiańskiego państwa ze Wschodu.

5) Niezależne państwo Ukraińskie nie istniało przed 1991, chyba, że weźmiemy pod uwagę krótki okres wojny domowej po rewolucji październikowej 1917, kiedy nieudanych prób zdobycia suwerenności przez Ukrainę dokonywały tak kontrowersyjne postacie jak generał Skorpadski, atamani Machno i Petlura, lub Stiepan Bandera. Ich dziedzictwo (antysemityzm, bliskość do niemieckich nazistów) jest uważane za bardzo kontrowersyjne poza nacjonalistyczną zachodnią Ukrainą.

6) Stare tradycje historyczne przemawiają za silnymi więziami z Rosją – okres Rusi Kijowskiej, przyjęcie Prawosławia, tradycja kozaków Zaporoskich, którzy walczyli przeciwko Turkom oraz Polakom i wprowadzili Ukrainę do carskiej Rosji. Wspólne Rosyjsko-Ukraińskie doświadczenie czasów sowieckich, jak też II Wojny Światowej stworzyło silne ludzkie, społeczne, ekonomiczne i polityczne więzi, które nie mogą być łatwo zastąpione

7) Ponad dwadzieścia lat ukraińskiej niepodległości, które nastąpiło, było niewystarczające by stworzyć wspólną ukraińską tożsamość i przekonać ludzi tego bardzo heterogenicznego obszaru, że niepodległa Ukraina jest właściwą formacją społeczną, zaspokajająca ich narodowe aspiracje. Takie ambicje są widoczne szczególnie wśród etnicznych Ukraińców żyjących na zachodzie (Galicja, Wołyń), którzy akcentują tragiczne doświadczenie ery sowieckiej (deportacje, gułagi, głód), pielęgnują antyrosyjskie uczucia i pragną zbudować Ukrainę jako narodowe państwo Ukrainy. Pozycja jako „drugiego” państwa rosyjskiego jak wyrażana przez Prezydentów Krawczuka i Kuczmę jest dla nich nie do zaakceptowania.

Nie jest przypadkiem, że zacofana i słaba zachodnia część Ukrainy stała za Rewolucją Pomarańczową 2004 r., tak jak protestami na Majdanie w 2014 r. Obalając Janukowycza, nacjonalistyczna zachodnia część kraju zdobyła wyłączną władzę, usiłując przerwać dawne tradycyjne ukraińskie więzi z Rosją i zastąpić je wyłączna orientacją na Zachód, Unię Europejską i Stany Zjednoczone. Jakkolwiek doświadczenie pokazuje, że zachodnia Ukraina nie jest wystarczająco silna aby spełnić te planu – ekonomiczny ciężar wschodu przeważał do tej pory za każdym razem.

Ukraińscy Rosjanie – członkowie wielkiego kulturowego narody, niegdyś dominującego w regionie nie mogą i nie podzielają nacjonalistycznych ambicji zachodnich Ukraińców. Zaburzenie bliskich więzi z Rosją, generalnie bogatszą, bardziej efektywną i lepiej uporządkowaną dzisiaj, jest dla nich nie do pomyślenia. Oni nie postrzegają ery sowieckiej jako okupację przez obcą potęgę, uważając się za zwycięzców II Wojny Światowej, nie przegranych.

Sympatycy Bandery są zdrajcami i faszystami w ich oczach a państwo zbudowane na takim dziedzictwie jest dla nich nie do przyjęcia. Tak jak Rosjanie, oni nie ufają Zachodowi oraz nie pragną być częścią bloków wymierzonych przeciwko Rosji. Wojownicza rusofobia zachodnioukraińskich nacjonalistów jest obraźliwa jak też niebezpieczna dla nich. Ze względu na sowiecką tradycję, ta część populacji długo była obojętna na sprawy narodowe. Jakkolwiek obecne wypadki uczyniły ową grupę bardziej świadomą narodowych uczuć a nastawienie wśród nich jest co raz bardziej i bardziej antagonistyczne w tym zakresie,

Po ponad dwudziestu latach niepodległości, Ukraina jest podzielonym krajem na skraju ekonomicznego bankructwa. Jest domem dla dwóch narodów z odmiennymi, zapewne przeciwstawnymi wizjami przyszłości, dwóch narodów oddalających się od siebie każdego dnia. Oba patrzą na świat zewnętrzny z nierealistycznymi oczekiwaniami – jedni na Zachód, drudzy na Rosję.

Ukraina w swym obecnym kształcie mogła by być ocalona przez kilka dekad pokojowego rozwoju z umiarkowaną i rozważną polityką zagraniczną, szanującą lokacje geopolityczną kraju oraz stopniowo poprawiającą jego gospodarkę wraz ze standardem życiem. Nic z tego nie stało się na Ukrainie. Próby radykalnej zmiany reprezentują fundamentalne zagrożenie w tak kruchym, heterogenicznym i wrażliwym politycznie kraju. Niestety to jest to co się rozgrywa na obecnej Ukrainie, ze wszystkimi niebezpieczeństwami jakie niesie dla Europy oraz Świata.

Nieudana transformacja Ukrainy

Tak jak napisano powyżej, Ukraina powstała po upadku Komunizmu jako zasadniczo państwo ahistoryczne, trapione fundamentalnym problemem tożsamości od samego początku. To zawsze było poważnym utrudnieniem w rozwoju kraju i pozostaje nim po dzień dzisiejszy.

Zachodnia Europa oraz USA, albo raczej politycy z tej części świata, myślą, że jest to w porządku. Jedyne co trzeba to „zaprowadzić demokrację i rządy prawa”. Aż po dziś dzień nie nauczyli się niczego z faktu, iż ponawiane próby „exportowania demokracji” poniosły porażkę a nawet dwie dekady mocnego zachodniego wsparcia dla Bośni i Hercegowiny, sztucznie stworzonych po rozpadzie Jugosławii, nie przyniosły owoców. Nie wspominając Arabskiej Wiosny.

Ukraina nie dokonała spójnej transformacji postkomunistycznej, w sposób w jaki została ona przeprowadzona w innych krajach postkomunistycznych. Nie było żadnej transformacji politycznej. Nie wprowadzono standardowego systemu partii politycznych a parlament ukraiński wciąż nie jest zwykłym parlamentem. Powtarzające się materiały telewizyjne deputowanych walczących na pięści są dobrym przykładem. „Pomarańczowa rewolucja: (inspirowana z zagranicy, znowu) miała miejsce dwadzieścia lat po naszym „aksamitnym” odpowiedniku, ale nawet to opóźnienie nie doprowadziło do potrzebnych zmian.

Nie było spójnej transformacji ekonomicznej, jakkolwiek system komunistyczny został opuszczony. Wynikiem tego było zdobycie gospodarki przez klany oligarchiczne, stagnacja, zapaść przemysłu, wysokie bezrobocie, ciągła zależność od Rosji etc. Porównanie z Białorusią jest odkrywcze, niezależnie od tego czy lubimy pana Łukaszenkę, czy nie. Po upadku komunizmu oba kraje zaczynały z podobnymi wynikami a dzisiaj PKB per capita jest o 50% wyższe na Białorusi. To porównanie to niemal „eksperyment kontrolny”. Jest także widoczne, że ponad 5 milionów ludzi lub 10 procent populacji Ukrainy opuściło kraj w przeciągu ostatnich dwudziestu lat.

Nieubłagane walki pomiędzy Juszczenką, Tymoszenko czy Janukowyczem (pomijając drobniejszych graczy) nie doprowadziły do niczego dobrego. Niewyobrażalne bogactwo polityków i oligarchów, jak prezentowane przez media, jest czymś nie do wyobrażenia we wschodniej Europie a jeszcze mniej w Republice Czeskiej.

Poziom frustracji jest wystarczająco wysoki, by być dostrzeganym nawet przez tych, którzy nie są ekspertami od Ukrainy. Według wszystkich standardów, to jest kruchy, niestabilny kraj, wrażliwy na wpływy zewnętrzne. To nie musi być interwencja wojskowa, oddziaływanie polityczne jest wystarczające. Wszystko czego trzeba to wzniecenie nieporządku, zamieszek, spiskowania jednych grup przeciwko drugim, populistycznych gier przeciwko wszystkim miejscowym władzom, podsycania zawiści, wzajemnych zarzutów złodziejstwa i korupcji a ostatecznie konfliktów narodowościowych.
Uważamy, że wszystko to działo się na Ukrainie. I dzieje się wciąż.

Co stało się na Ukrainie i koło niej

Debata ukraińska może być interpretowana w znacznie prostszy i bardziej oczywisty sposób, jeśli przekształcimy ją w schematyczny model, gdzie detale znikną natomiast pozostanie sam szkielet sprawy.

Model A: doszło do autentycznego ludowego powstania dla demokracji, suwerenności i integracji europejskiej
Model ten jest oparty na prawdopodobnie poprawnej tezie, że Ukraińcy są głęboko oraz słusznie rozczarowani sytuacją w ich kraju. Przyczyny tego upatrują w działaniach ich niekompetentnej jak też skorumpowanej reprezentacji politycznej (którą cały czas wybierają w wyborach o podstawowych demokratycznych wyznacznikach, pomimo wszystkich związanych z nimi problemów), rządzie który odmawia traktatu stowarzyszeniowego z UE, miast skupić się na „wprowadzeniu kraju do Europy” i twardo targującym się z Rosją o ceny gazu oraz inne rzeczy.

Ludzie rozpoczęli prawdziwe masowe demonstracje na ulicach. Nie zważali na tygodnie lub miesiące niskich temperatur. Gdy pokojowe protesty nie okazały się wystarczające, demonstracje stały się spontanicznie bardziej intensywne (chociaż rząd czyni wszystkie rodzaje ustępstw i nie podejmuje akcji represyjnych wobec nich). Do protestujących dołączają wyszkoleni oraz dobrze uzbrojeni osobnicy wraz z miejscowymi i zagranicznymi grupami zorganizowanymi, podczas gdy nie istnieje rosyjskie poparcie dla ruchu. Jest ogólne przypuszczenie, że Rosja jest zadowolona z tego procesu destabilizacji u swojego ważnego sąsiada, jeśli nie popiera tego wprost.

Po tym jak demonstranci osiągają zwycięstwo na ulicach Kijowa, demokratycznie wybrany prezydent ucieka z kraju a przypuszczalnie prawdziwie narodowy rząd jest sformowany. Rosyjska armia interweniuje i okupuje Krym, tak jak Hitler zajął Czechosłowację w 1939 (zachodnią część) lub Breżniew w 1968 (tym razem całą Czechosłowację). W 1939 i 1968 demokraci na świecie nie protestowali wystarczająco mocno, więc teraz trzeba to zrobić poprawnie. Aż do dnia zwycięstwa demokracji. Linia Hitler-Breżniew-Putin jest oczywista, a ci którzy jej nie dostrzegają teraz, nie dostrzegali jej również niegdyś.

Model B: Niezadowolenie na Ukrainie zostało wykorzystane dla nowej konfrontacji Zachodu z Rosją

Model B zaczyna się tak samo jak Model A. Ukraińcy są głęboko i słusznie niezadowoleni z sytuacji w ich kraju, co pokazują w różnych formach. Jakkolwiek mówimy o kraju, który:
- nie jest autentyczną Europą (aczkolwiek jest ciężko zdefiniować granicę Europy)
- graniczy z Rosją
- był częścią Rosji lub terytorium przez nią zdominowanym od dekad
- ma miliony Rosjan żyjących w niej (ponad 1/3 populacji) i musi znaleźć pewien modus vivendi z Rosją oraz ciągle go potwierdzać.
Ten powtarzający się kryzys został wybrany jako pretekst do rozpoczęcia nowej konfrontacji pomiędzy Zachodem a Rosją, przez tych wszystkich którzy mają powody by nienawidzić Rosji. Ci ludzie dobrze wiedzieli, że destabilizacja ważnego (największego i najbardziej ludnego) sąsiada jest czymś czego Rosja nie może łatwo zaakceptować.
- dlatego kierowali istniejące niezadowolenie coraz bardziej w stronę Rosji
- dlatego wspierali argumentację wychodzącą z zachodniej Ukrainy
- dlatego podsycali konflikt pomiędzy wschodnia a zachodnia Ukraina, coś co w znacznym stopniu jest konfliktem pomiędzy Ukraińcami a Rosjanami
- dlatego źle zinterpretowali prawdziwe relacje ekonomiczne pomiędzy Ukrainą a Rosją
- dlatego przedstawili Rosję jako ekspansjonistyczne supermocarstwo, niecierpliwie czekające na sposobność by zająć Ukrainę

Nie jesteśmy zdeklarowanymi obrońcami Rosji czy jej przywódcy i wiemy, że byłoby naiwnym oraz absurdalnym być idealistycznymi wobec długo terminowych interesów rosyjskich. Jednak zgadzamy się z obecnymi słowami Henry’ego Kissingera, który powiedział że „demonizacja Władimira Putina nie jest polityką. To jest alibi wobec jej braku.” Jest to dokładnie tym, co się dzieje w USA i Zachodniej Europie.

Po tym jak pucz w Kijowie został przeprowadzony (niekonstytucyjnie dla legalistycznych purystów), po tym jak wszyscy ci, którzy ośmielili się mieć odmienną opinię, spotkali się z brutalną siłą, po wyrzuceniu de facto demokratycznie wybranego prezydenta, który nie odważył się działać przeciwko agresywnym demonstrantom i po tym jak niepokoje rosyjskiej części ukraińskiej populacji zaczęły gwałtownie rosnąć, najbardziej specyficzna oraz wyodrębniona geograficznie, formalnie autonomiczna część Ukrainy – Krym, stał się przedmiotem referendum (oczywiście za zgodą i cichym przyzwoleniem z rosyjskiej strony), w którym przeważająca część ludności wzięła udział i rozważnie wyraziła wolę populacji Krymu by przerwać swoje związku z Ukrainą (do której nigdy nie należała przed interwencją Chruszczowa w 1954 r.). Jest oczywistym, że ci ludzie nie chcieli pozostawać w próżni i pragnęli powrócić do Rosji. Jest równie oczywistym, że Rosja może być szczęśliwa z tego powodu (pomimo poważnych problemów krótkofalowych), ale kolejność wydarzeń była odmienna od tego co znajdujemy w mainstreamowych mediach, twierdzących, że Rosja anektowała Krym ze swej własnej woli.

W zgodzie ze swymi interesami Zachód interpretuje fakt, że Krym stał się częścią Rosji jako przykład odnowionego imperializmu rosyjskiego. W niedawnej rozmowie nasz dobry przyjaciel, który żył w Niemczech od rosyjskiej okupacji Czechosłowacji w 1968, odmówił wysłuchania naszych argumentów, ale przyznał istotny fakt: od zajęcia jego ojczyzny, jego nienawiści do Rosji (jakkolwiek powinna byś skierowana w stronę komunizmu i ZSRR) stała się tak intensywna, że powstrzymuje go nawet od czytania tradycyjnej XIX-wiecznej literatury rosyjskiej. Uznajemy to za irracjonalne, ale naszą obawą jest, że to stanowi główną interpretację sytuacji ukraińskiej i intencji Rosji w Czechach, Europie i prawdopodobnie też Ameryce. Dlatego nasza polemika nie jest obroną Rosji oraz jej prezydenta, ale próbą uniknięcia ryzykownych kroków w kierunku nowej zimnej wojny, której my i nasze wolności byłyby nieuniknionymi ofiarami.

Ten modelowy opis dwóch odmiennych spojrzeń na ukraiński kryzys może być dalej rozwijany, rozbudowywany i wzbogacany, ale jesteśmy przekonani, że jest on wystarczający dla podstawowej orientacji. Pozwólcie nam dodać, iż nie jest zaskakującym dla nas, że większość ludności Krymu (składającej się głównie z Rosjan) nie życzy sobie pozostawać częścią państwa które jest de facto bankrutem oraz jest co raz bardziej kontrolowane przez ludzi i grupy z zachodniej tj. nie-rosyjskiej części Ukrainy. Ludzi których główną polityką jest opozycja wobec Rosji wraz z Rosjanami. Nie jest zaskoczeniem, że ludzie Krymu pragną być częścią bogatszej oraz bardziej efektywnej Rosji.
Jest równie istotne by widzieć, że ukraińska armia na Krymie nie stawiła praktycznie żadnego oporu, pozwalając się rozbroić i w dużej mierze przechodząc na drugą stronę – wojska rosyjskiego. Stanowi to kolejny przykład dezintegracji państwa ukraińskiego.

Legalistyczny fundamentalizm i „prawdziwe życie”

W połączeniu z postępującym rozkładem Ukrainy – separacją Krymu oraz jego inkorporacją do Rosji, trwające deklarację różnego rodzaju separatystycznych rosyjskich „republik” i dalsze żądania referendów w celu oddzielenia innych części wschodniej Ukrainy – zachodni komentatorzy wysuwają rozmaite prawne argumenty za sprzecznością takich kroków z legalnymi oraz konstytucyjnymi ramami dzisiejszej Ukrainy. Z tego powodu są one więc nielegalne i nieakceptowalne. Również to musi być włożone we właściwy kontekst, bez próbowania udawania bycia ekspertem w ukraińskim prawie. Ponieważ to nie ma sensu.

Te głównie akademickie argumenty mogą być poprawne przy analizie nielegalności pewnych posunięć separatystów, ale to jest jedynie połowa prawdy. Prawdziwe życie jest zawsze przed prawem, które to dostosowuje się do niego jedynie retroaktywnie. Zmieniona rzeczywistość wymusza nowe prawa i te są z definicji jedynie tymczasowe. Prawdziwe życie oraz prawdziwe potrzeby zwykle znajdują swoje drogi i bardzo rzadko zmiany w legislatywie nadążają za nimi.

W obecnej historii był tylko jeden przypadek prawdziwie konstytucyjnego oraz legalnie przeprowadzonego podziału państwa, mianowicie federacji Czechosłowackiej. Dezintegracja Jugosławii a potem Serbii, tak jak ZSRR była chaotyczna z natury, często odbywając się z konfrontacjami fizycznymi i przemocą, z licznymi przypadkami fait accompli. Nie ma sensu analizować to. Większość współczesnych krajów w Europie i na świecie, zdobyła swą niepodległość w wyniku brutalnej walki, ignorując ówczesne prawo. Zabranianie ludziom tego prawa przez uznawanie separatyzmu za nielegalny jest niemożliwe. Nie akceptując tego, negowalibyśmy legalność USA albo też nawet własnego państwa, które powstało w sprzeczności z konstytucją Austro-Węgier w 1918.

Międzynarodowe uznanie zmieniających się granic nie jest kwestią prawną przede wszystkim. Zależy bardziej od aktualnego stosunku sił w kraju, regionie i na świecie. Wobec tego obecne czasy różnią się jedynie trochę od historii antycznej. Gdybyśmy nalegali na międzynarodowe oraz prawną ocenę tego typu zmian, znaleźlibyśmy się w fatalnej pułapce podwójnych standardów oraz sprzeczności.

Jest jasnym, że chaos, anarchia i kryzys ekonomiczny czyni ingerencję w sprawy Ukrainy łatwym dla Zachodu, jak też Rosji. Nie jest więc zaskakującym, że większość etnicznych Rosjan, niezadowolonych z powodu niekorzystnych warunków na Ukrainie i lękających się o przyszłość spogląda na relatywnie bogatą, stabilną oraz potężną Rosję. Fakt, że większość z nich nie ma powodu do lojalności wobec Ukrainy i masowo wypowiada się za przyłączeniem do Rosji w referendum może dziwić tylko najbardziej otumanionego obserwatora. Nie ma więc powodów do odrzucania warunków odpowiedniego referendum.

Nadużycie ukraińskich wypadków dla wzmocnienia unifikacji europejskiej (i osłabienia demokracji w Europie)

Ukraińskie zajścia będą miały określoną ilość bezpośredni i pośrednich konsekwencji, długo i krótkoterminowych, tak z politycznego jak też ekonomicznego punktu widzenia.

W krótkookresowe reperkusje gospodarcze są oczywiste dla Republiki Czeskiej – spadek ilości turystów z Rosji i Ukrainy, mniejszy biznes w kurortach Zachodnich Czech, spowolnienie pewnych ekonomicznych oraz inwestycyjnych działań, możliwe komplikacje w dostawach energetycznych ze Wschodu. Jest to z pewnością nieprzyjemne dla pewnych konkretnych czeskich przedsiębiorstw, ale prawdopodobnie nie fatalne dla kraju jako całego. Szybciej lub później aktywność tego typu powróci na stary poziom. Znowu wiemy, że jest trudnym dla tych dotkniętych firm, które robią interesy z Rosją i Ukrainą by przyjąć spokojną postawę. One muszą się martwić i nie oczekujemy, że państwo zaoferuje im jakąś kompensację.

Konsekwencje nieekonomiczne są gorsze i znacznie bardziej niebezpieczne.

Polityka międzynarodowa zradykalizuje się. Konfrontacja pomiędzy Wschodem i Zachodem wejdzie na nowy poziom, a konflikt pomiędzy zachodnią Europą (z którą będziemy się utożsamiać) oraz putinowską Rosją, znacznie bardziej pewną siebie, stanie się jeszcze ostrzejszy. To podwyższone międzynarodowe napięcie jest zdecydowanie niekorzystne dla Czech, małego kraju w pobliżu symbolicznej granicy pomiędzy Wschodem i Zachodem, a my będziemy musieli za to zapłacić.

Europejski polityczny mainstream, reprezentowany przez elity w Brukseli, kalkuluje, że ukraiński kryzys może być wykorzystany dla wzmocnienia europejskiej centralizacji i unifikacji, zwłaszcza w kierunku wspólnej polityki zagranicznej (mającej uciszyć wciąż różniące się polityki poszczególnych krajów UE) oraz utworzenie wspólnej armii europejskiej, której to koncepcji opiera się większość państw członkowskich. Dalsze wzmocnienie europejskiej unifikacji i centralizacji, którą wielu z nas uważa za nieakceptowalne nawet dziś, jest sprzeczne z prawdziwymi interesami Republiki Czeskiej, pomimo tego, iż prezydent Zeman uważa inaczej. Boimy się ograniczenia praw obywatelskich, zwłaszcza wolności wypowiedzi oraz prawa do braku zgody się z oficjalnymi poglądami.

Znaczna część europejskiego politycznego mainstreamu (aczkolwiek znacznie mniej liczna w Niemczech a nawet jeszcze bardziej na południu UE) próbuje, razem z USA zmienić Rosję w „straszaka” na wschodzie, coś co jest w strategicznym interesie Ameryki. Ukraina to jedynie narzędzie w tym przypadku. To także nie jest w naszym interesie i nie ma w tym korzyści dla nas. Może są małe zyski dla nielicznej grupy małych czeskich neokonserwatystów, którzy napędzają swoje kariery spóźnionymi bitwami przeciwko komunizmowi i rosyjskiemu imperializmowi, karier, które są możliwe jedynie przez fakt, iż część naszego społeczeństwa wciąż skłania swe uszy ku takiej propagandzie. Jest to oczywista aktywność zastępcza, świadcząca o jasnym braku pozytywnego programu politycznego.

Vaclav Klaus, Jirzi Weigel
Za: http://www.klaus.cz/clanky/3553
Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl
Tekst został opublikowany 22 kwietnia 2914