Świat w okowach banksterów

okl szewczak.jpg
„Wszystkie rządy – konserwatywne, liberalne, pracy, faszystowskie, socjalistyczne i komunistyczne są politycznie kontrolowane przez grupę … zdominowaną przez twórców i manipulatorów pieniądza. W ten sposób narodowa władza polityczna, którą, jeżeli jednostki mają cieszyć się maksymalną wolnością osobistą zgodnie z ich sumieniem i obowiązkiem powinna należeć do narodu, została ukradziona bez jego wiedzy i zgody na to.

Prerogatywę tę uzurpowali sobie bankierzy, zarówno lokalni, jak i międzynarodowi, którzy doprowadzili do perfekcji tworzenie pożyczanych przez nich pieniędzy (…) W ten sposób powstała forma długu narodowego …, który fizycznie nie jest możliwy do spłacenia przez społeczeństwo”.

Czyżby reakcja na kryzys, jaki światu zafundowały największe banki w 2008 r.? Ależ nie, słowa te pochodzą z listu, jaki wystosowały w 1943 r. (!) 32 najwybitniejsze osobistości angielskie. Jednym z nich był Frederick Soddy, doktor praw, członek Towarzystwa Królewskiego, laureat nagrody Nobla w dziedzinie chemii, również autor kilku prac z na tematy ekonomiczne. A cytat ten pochodzi z właśnie wydanej książki Janusza Szewczaka pt. „Banksterzy”.

Pozycję tę rzeczywiście należy zaliczyć do „białych kruków”. Stanowi ona obszerne omówienie szalbierstw, przestępstw i „przekrętów”, które od kilkudziesięciu lat, lecz szczególnie od przełomu wieków XX i XXI, uprawiają banki kosztem swoich klientów, narodów, poszczególnych państw i ich gospodarek. Ten bezkarny proceder rodzi cały szereg niesłychanie groźnych implikacji ekonomicznych i politycznych, ustrojowych, a nawet moralnych omawianych na stronach tej książki.

Szewczak sięga do prehistorii bankowości i – jak się okazuje – wpływy lichwy i bankierów na dzieje datuje się od czasów, gdy powstał pieniądz. Ale wpływy te apogeum osiągnęły w czasach nam współczesnych. Protoplastami dzisiejszych bankierów byli Żydzi, którym wprawdzie Tora zakazuje lichwy, tzn. pożyczania na procent, tyle że zakaz ten dotyczy współwyznawców. Bankowość w średniowiecznej Europie rozpoczęli Włosi, niemniej szybko przegrali oni walkę z bankami żydowskimi, a stan ten utrzymuje się do dziś. Autor przytacza list, jaki wystosowali bracia Rothschildowie do przyjaciół bankierów w Nowym Jorku w 1863 r.:

„Tylko mniejszość potrafi zrozumieć zasady działania tego systemu (kredytowego). Owa mniejszość to albo ludzie ogromnie zainteresowani płynącymi zeń korzyściami finansowymi, albo ludzie uzależnieni od jałmużny, którą system ów zapewnia. Ludzie z tych dwóch grup społecznych nigdy się nam nie przeciwstawią. Natomiast zdecydowana większość ludzi nie jest w stanie zrozumieć i pojąć owej władzy i wyższości nad innymi, jaką daje kapitał wytworzony i pomnożony w tym systemie. Ludzie ci znoszą ucisk bez słowa skargi, bez cienia świadomości, bez żadnych podejrzeń wobec systemu, który przynosi szkodę im i ich interesom”. Kościół od zawsze sprzeciwiał się lichwie, potępiał ją, a ludzi zajmujących się nią traktował na równi z zabójcami, świętokradcami czy sodomitami. I chociaż powstawały również banki chrześcijańskie (m.in. w Polsce), to nie odegrały one większej roli. Niestety, przestępczość wdarła się nawet do watykańskiego banku Ambrosiano.

Książka opisuje dość prosty, lecz niezwykle perfidny mechanizm udzielania kredytów. Banki posiadają depozyty pieniężne wynoszące według jednych szacunków 2-3 proc., według innych – 5-8 proc. w stosunku do obrotów. Udzielają natomiast kredytów czy pożyczek przewyższających posiadane zasoby pieniężne nawet 200-krotnie. Ergo pożyczają coś czego nie posiadają, czyli wirtualne pieniądze. Hokus-pocus, pecunia ex nihilo. W ten sposób banki kreują pieniądz elektroniczny, czego koszty wynoszą zero. Natomiast spłata kapitału i procentów przez dłużnika następuje w realnych, niejednokrotnie ciężko zarobionych pieniądzach. W ten sposób powstało gigantyczne zadłużenie wszystkich krajów, które wyniosło w 2014 roku 200 bln USD, czyli ok. 260 proc. światowego produktu brutto, z czego: 40 bln – gospodarstwa domowe, 60 bln – rządy, 55 bln - sektor niefinansowy, 45 bln – sektor finansowy, w tym banki. Są to dane Banku Światowego. Ponadto banki ukrywają w tzw. rajach podatkowych, bagatela, 20 - 30 bln USD, aby okpić fiskus kraju pochodzenia.

Autor prezentuje skutki tej – jak to trafnie nazwał – bankokracji: „Politycy i bankierzy … parając się finansową magią, w ten sposób nie tylko drenują nasze kieszenie, ale skutecznie kontrolują przyszłość całych narodów i państw. A to z kolei powoduje coraz liczniejsze i potężniejsze bankructwa, wyprzedaż resztek posiadanego wartościowego majątku, podboje i rewolty, emigracje i rosnący wyzysk pracowników na całym świecie., często przybierający formy niewolnictwa”.

Jak przypomina Szewczak, banki wolą sprzedać zaległą wierzytelność firmom windykacyjnym („sępie fundusze”) za 30 proc. wartości, niż obniżyć zobowiązanie dłużnika choćby o 10 proc. Uprawianie finansowej magii wychodzi bokiem również bankom. Tak więc zadłużenie banków w stosunku do PKB danego kraju wynosi przykładowo: w Japonii – ponad 200 proc., w Grecji – 170 proc., Włoszech – 140 proc., w Belgii – ponad 100 proc., Niemczech – blisko 80 proc., USA – 19 bln USD. Nie szkodzi, zapłacą szarzy obywatele, tak jak to się stało po kryzysie wywołanym przez banki w 2008 r. Osuszanie bankowego bagna kosztowało (w stosunku do PKB): USA – 4,5 proc., Wlk. Brytanię – 10,5 proc., Grecję – 34 proc., Irlandię – 41 proc., a Islandia zbankrutowała, choć jako jedyna wyciągnęła prawidłowe wnioski i nie zapłaciła banksterom nic, a właściwie zapłaciła – więzieniem. 26 banksterów zostało skazanych w sumie na 74 lata odsiadki. Islandia natomiast wprowadziła nowy system bankowy.
Kryzys, kryzysem, a zyski banków rosnąć muszą. Jak podaje „The Bankers”, tysiąc głównych banków na świecie zarobiło w 2013 r. łącznie 920 mld USD. Z tego najwięcej, bo 30 proc. wzięły banki chińskie – dziś superpotęga na rynku finansowym. Amerykańskie uplasowały się nieco niżej – gdyż zgarnęły ok. 200 mld USD, japońskie też wypadły nieźle – 60 mld USD, w Kanadzie i Australii zarobiły po 40 mld, w Brazylii – ok. 30 mld. Na tym tle „słabo” wypadły banki brytyjskie – 20 mld. Czyli po kryzysie „żyt'je stało łuczsze, żyt'je stało wiesieleje” - jak to powiedział Józef Wissarionowicz po zakończeniu wielkiej czystki. Oczywiście lepsze i weselsze dla banksterów.

Banki zatraciły swoją podstawową funkcję - kredytowania rozwoju przemysłu i usług, zajmując się wirtualnymi operacjami, niejednokrotnie między sobą, co przynosi im krociowe zyski. „Obecnie 90 proc. międzynarodowego kapitału finansowego i bankowego jest zaangażowane w rozwój nie gospodarki realnej, ale działania i operacje spekulacyjne. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że co kilka sekund miliardy, setki miliardów dolarów czy euro na świecie zmieniają właściciela. To banksterzy stają się dziś czarnym snem milionów kredytobiorców i drobnych przedsiębiorców” - pisze Szewczak. Tak czy inaczej jest to jednak bańka mydlana, która raczej prędzej niż później pęknie z większym hukiem niż w osławionym 2008 roku, przynosząc katastrofę całej ludzkości. Ten nowy kryzys, bez porównania straszniejszy od ostatniego i z lat 1929 - 1933 r., już nadchodzi – przewiduje Janusz Szewczak. Jednocześnie nie można wykluczyć wielkiego buntu społecznego. Jak długo bowiem można dłużej tolerować sytuację, w której kilka procent najbogatszych ludzi świata posiada majątek szacowany na 150 bln USD, z czego amerykańscy bogacze oceniani są na 50 bln, indyjscy – na 20 bln, nie licząc już bilionerów niemieckich, rosyjskich, szwajcarskich i brytyjskich. 5 proc. światowej populacji posiada 70 proc. światowego majątku! Bardziej szczegółowo rozkład tej niebywałej nierówności wygląda następująco: 100 ludzi na świecie zgromadziło majątek, jakim dysponuje połowa ludzkiej populacji, czyli kilka miliardów mieszkańców naszej planety. Autor podaje również: „Zaledwie 1500 osób na świecie zgromadziło dobra o wartości 5,5 bln dolarów, a 1 proc. najbogatszej populacji naszego globu posiada majątek przekraczający już grubo 100 bln dolarów, 1 tysiąc najbogatszych Amerykanów ma więcej na kontach, w skarbcach i w rajach podatkowych niż 150 mln niezamożnych obywateli USA”.

Nie tylko tworzenie fikcyjnego pieniądza i prowadzenie wirtualnych operacji stanowi o sile wielkich banków. Posługują się one różnego rodzaju toksycznymi „produktami” i instrumentami „pochodnymi”, a przede wszystkim derywatami. Zbyt długo by opisywać czym jest ten „genialny” wynalazek banksterów. Powiem tyle za Autorem, że to sui generis zakład osoby prawnej lub fizycznej, a nawet banku z bankiem o przyszłe zdarzenie, np. o zniżkę lub zwyżkę stóp procentowych, kurs danej waluty, ale i wygraną w wyborach prezydenckich, mistrzostwa świata w jakiejś dziedzinie sportu, itp. To nie żart, bo np. jedna ze światowych potęg bankierskich – JP Morgan Chase narobił tych zakładów za 50 bln USD, Goldman Sachs za 40 bln, a Bank of America za ok. 50 bln. To taka ruletka banksterów. Rzecz jasna to nie jedyny ich „wynalazek”.

Jeśli posiada się praktycznie wszystko – już nie „jakieś tam” miliony czy miliardy, ale biliony dolarów majątku, czy można czegoś chcieć więcej? Można. Władzy! Władzy politycznej. Już nie nad tym czy innym krajem, tą czy inną gałęzią gospodarki, ale nad światem, ludzkością. I to stanowi kolejny fascynujący wątek nieocenionej pracy Szewczaka. Opisuje on i przytacza przykłady, jak właściwie już zintegrowany świat zdemoralizowanej i skorumpowanej polityki oraz wielkiego kapitału, chce zawładnąć całą kulą ziemską, co czyni konsekwentnie, krok po kroku, nie od dziś. Autor zauważa: „Prawdziwej władzy trzeba dziś szukać nie w parlamentach, rządach czy ministerstwach, a nawet w wojskowych sztabach, ale w zarządach banków, ich radach nadzorczych, pośród współudziałowców i właścicieli wielkich instytucji finansowych”. To dlatego wielkie banki wolą zapłacić wielomiliardowe kary za nadużycia czy wręcz przestępstwa, niż procesować się z władzami, na co te przystają. Szczególnie w Stanach Zjednoczonych można „ułożyć się” na zasadzie: „ja płacę, ty rezygnujesz z dochodzenia”.

To wspaniałe rozwiązanie dla banksterów – przecież miliardy kar zapłacą w tej czy innej formie ich klienci.

Książka Janusza Szewczaka, prócz innych posiada – moim zdaniem - kilka zasadniczych zalet. Po pierwsze, Autor opiera się na faktach i to publikowanych oficjalnie. Po drugie, książka zawiera wiele liczb i danych, które uzasadniają tezy i poglądy Szewczaka. Po trzecie – choć Szewczak jest ekonomistą - pisze językiem zrozumiałym dla laika. Nie potrzeba wykształcenia ekonomicznego, by zrozumieć zawarte w „Banksterach” wywody. Wreszcie, by napisać taką książkę trzeba nie lada odwagi, która wśród polityków i publicystów stanowi dziś towar bardzo rzadki. Odrębne komplementy należą się wydawcy za oprawę graficzną pracy i wspaniałe ilustracje. Gdy ok. dwa miesiące temu rozmawiałem z posłem Szewczakiem powiedział mi, że książka już rozeszła się w 10 tysiącach egzemplarzy. To ewenement na naszym rynku wydawniczym. Jest jeszcze głód prawdy w Polsce. Przeczytaj i Ty.

Zbigniew Lipiński
Janusz Szewczak, „Banksterzy. Kulisy globalnej zmowy”, Kraków 2016, Wydawnictwo Biały Kruk, wyd. I, ss. 192
Myśl Polska, nr 33-34 (14-21.08.2016)

Dzial: