Koronkowa robota

zamach.png
„Do najważniejszych wstrząsów ostatniego okresu należy zaliczyć dwa zamachy; ofiarą jednego z nich padł SS-Brigadeführer Kutschera. Członkowie nacjonalistycznego ruchu oporu przygotowali ten zamach tak precyzyjnie, że można by go nazwać koronkową robotą” – mówił Wyższy Dowódca SS i Policji w Generalnej Guberni, Wilhelm Koppe na konferencji w Krakowie 16 lutego 1944 r.

Chodzi oczywiście o słynny zamach na kata Warszawy – Franza Kutscherę, Dowódcę SS i Policji w Dystrykcie Warszawskim, dokonany 1 lutego 1994 r. przez żołnierzy Armii Krajowej zgrupowania „Pegaz” (uprzednio „Agat”).

Wydawałoby się, że w świetle dobrze już przebadanego okresu wojny i okupacji niemieckiej w Polsce nic nowego – w każdym razie w tej sprawie - dodać już nie można. Na ten temat pisali już przecież Piotr Stachiewicz, prof. Tomasz Strzembosz, Marek Dunin-Wąsowicz (nieuczciwie – w jego książce nie ma nic o „Hance” – Annie Szarzyńskiek-Rewskiej, bo była wtedy w opozycji).. W 1959 r. powstał też film "Zamach” Jerzego Passendorfera, tyle że… Nie dowiadujemy się z niego, jaka organizacja przeprowadziła zamach, na kogo, a wszyscy uczestnicy mieli zmienione pseudonimy.

Okazuje się jednak, że uzupełnić można dużo, czego dowiódł Wojciech Parzyński w wydanej niedawno książce „Zabić Franza Kutscherę”. Autor wprawdzie nie jest historykiem, lecz prawnikiem, a mimo to książka spełnia wszystkie wymogi warsztatu historycznego, opiera się nie tylko na opracowaniach, ale także na źródłach – polskich i zagranicznych, niektórych świeżo odkrytych przez W. Parzyńskiego. Bez przesady można powiedzieć, że mamy do czynienia z pracą stricte naukową. Autor nie tylko cytuje, ale i konfrontuje źródła, ocenia ich wartość, niektóre nawet dezawuując. Uwagę zwraca niesłychana, wręcz drobiazgowa dokładność, co bardzo podnosi walor tej pracy.

W książce czytamy nie tylko o samej akcji, mamy w niej tło, opis przygotowań, historię ugrupowań AK, do których należeli wykonawcy i dowódcy oraz uwagi polemiczne. Wreszcie możemy zapoznać się z dokładnymi życiorysami uczestników akcji na Kutscherę. Los chciał, że wkrótce po ukazaniu się książki zmarła łączniczka „Dewajtis” – Elżbieta Dziębowska, ostatnia z biorących udział w zamachu. Już nikt z Nich nie żyje. Toteż „Zabić Franza Kutscherę” stanowi hołd zmarłym i zamordowanym bohaterom tamtego wyczynu AK.

Jak wielkie jest zapotrzebowanie na tego rodzaju literaturę świadczy fakt, że bez żadnej promocji książka rozeszła się błyskawicznie.

Do niewątpliwego sukcesu Autora należy dotarcie do autentycznej biografii Kutschery, przede wszystkim na podstawie ręcznie napisanego życiorysu, dołączonego do podania do Głównego Urzędu ds. Rasy i Przesiedleń w sprawie udzielenia zgody na zwarcie małżeństwa. Przedstawia szczegółowo jego życiorys i błyskawiczny awans w SS. Jak się okazuje nie był on wyjątkiem – awans społeczny stanowił tam częste zjawisko, a przyszły morderca warszawiaków nie ukończył nawet szkoły powszechnej.
W ciągu zaledwie ośmiu lat od stopnia Anwärter – kandydat (1931) awansował do stopnia SS-Brigadeführera (1939) – generała brygady.

okl franz.jpg

Przy okazji Autor prostuje zakorzeniony nawet wśród historyków pogląd, jakoby Kutschera „działał” w wielu okupowanych krajach – Czechosłowacji, Belgii, Holandii, Norwegii i Danii. Żadne źródło bowiem nie potwierdza tej informacji. Wyjaśnia, że swoim bestialstwem wykazywał się „tylko”: w słoweńskiej Krainie jako Gauleiter, w sztabie Russland-Mitte jako odpowiedzialny za akcje antypartyzanckie i jako dowódca SS i policji w Mohylewie. Warszawa stanowiła ostatnie miejsce jego krwawej kariery.

Jak wiadomo, zadaniem Brigadeführera w naszej stolicy było „uspokojenie” miasta. W związku z tym Autor opisuje niezliczone akcje Podziemnego Państwa Polskiego na najokrutniejszych funkcjonariuszach niemieckiego aparatu okupacyjnego. Zaledwie w październiku 1943 r. AK dokonała 72 udanych zamachów. W odwecie Kutschera nasilił łapanki i próbował sterroryzować miasto publicznymi egzekucjami. Autor przytacza różne oceny ilu Polaków zginęło w czasie rządów Kutschery. Według różnych autorów liczba ta wynosi 3.000 – 4.300. Egzekucje niemieckich bestii miały podstawę prawną – wszystkich skazywał sąd Państwa Podziemnego. Niemcy, a wówczas mieszkało ich w Warszawie 16,5 tysiąca (nie licząc żołnierzy i SS-manów), czuli się, jak na beczce prochu.

Autorowi pomogło również dotarcie do raportu „Alego” (Stanisława Huskowskiego – zastępcy dowódcy akcji), niedawno odnalezionego przy dokumentacji gen. Emila Fieldorfa. Uważa on, że materiał ten stanowi najbardziej wiarygodny opis przebiegu omawianego wydarzenia. Co więcej W. Parzyński analizuje dokładnie uzbrojenie uczestników akcji na Kutscherę. Mozolił się również, aby ustalić miejsce pochówku kata Warszawy. Sprawa ta stanowiła tajemnicę, ponieważ kondukt żałobny ostatnio widziano na wysokości Nowego Miasta. Do dziś funkcjonowała informacja jakoby Niemcy przewieźli ciało do Berlina na dalszy ciąg uroczystości pogrzebowych i tam pochowali. Tymczasem z dochodzeń autora wynikało, że szef warszawskiego Gestapo nie został pochowany ani w Berlinie, ani w Niemczech czy Austrii, gdzie się urodził. Jak ustalił, Kutschera został pogrzebany najpierw na Powązkach, a w 1990 r. ekshumowany wraz z innymi pochowanymi tam Niemcami i jego ciało umieszczono na cmentarzu niemieckim w miejscowości Joachimów-Mogiła. Jednak z powodu popełnionych zbrodni nie umieszczono jego nazwiska na tablicy. O tym zawiadomił Autora Ludowy Niemiecki Związek Opieki nad Grobami Wojennymi, z którym W. Parzyński kontaktował się.

W Polsce odzywają się co pewien czas „odbrązawiacze” historii. Oczywiście i ten heroiczny akt chcieli oni „odbrązowić”: czy nie za wielka cena, czy zamach nie został zrealizowany nieprofesjonalnie, itd., itp. W odpowiedzi Autor przytacza opinię Dowództwa Wojsk Specjalnych WP, gdzie czytamy m.in.: „Stosując współcześnie obowiązujące w siłach specjalnych kryteria, operację likwidacji … można uznać za wręcz modelowo zaplanowaną i przeprowadzoną operację specjalną.(…) Zamach … został przeprowadzony na odcinku mniejszym niż 50 metrów, w czasie krótszym niż 90 sekund, w ściśle strzeżonej przez Niemców dzielnicy”.

Autorzy opinii zwracają uwagę na moment zaskoczenia jako decydujący przy uzbrojeniu, jakiego można było użyć wyłącznie w bliskiej odległości od celu. Wprawdzie czterech żołnierzy AK straciło życie, ale nie na miejscu akcji. Co ciekawe, w opinii czytamy, iż szkolenie do tego rodzaju operacji w wojskach specjalnych trwa minimum 3 lata (!). Kursy podchorążówki trwały w czasie okupacji najwyżej 6 miesięcy.
Mimo niesłychanie starannego przygotowania operacji, jedną – i to ważną – sprawę organizatorzy zaniedbali – zabezpieczenia szpitali dla rannych. Autor szczegółowo opisuje to zaniedbanie.

Pozostaje jeszcze kwestia ceny. Po zamachu Niemcy rozstrzelali w ciągu kilkunastu dni 1020 Polaków. Z drugiej strony po tym morderczym szale liczba egzekucji zmalała i nie wykonywano ich publicznie. W. Parzyński przytacza stanowisko następcy Kutschery – Ottona Geibla, który zakazał tego typu zbiorowych represji, uważając, że są one nieskuteczne i prowadzą do eskalacji działań polskiego podziemia.
Wadą książki, za którą winę ponosi Wydawnictwo jest bardzo niestaranna korekta, o ile takową w ogóle przeprowadzono.

Na początku recenzji przytoczyłem niemiecką opinię o koronkowej robocie, jaką stanowił zamach na kata Warszawy. Wojciech Parzyński też wykonał koronkową robotę, za co należy przekazać Mu słowa najwyższego uznania.
Zbigniew Lipiński

Wojciech J. N. Parzyński – prawnik, absolwent UMCS, studiował również na Politechnice Warszawskiej i we Francuskim Instytucie Zarządzania – IFG. Były dyrektor Zakładu Inco-Veritas. Wieloletni zastępca dyrektora, a następnie dyrektor Departamentu Pranego Ministerstwa Skarbu. Dyrektor zarządzający w PGNiG. Członek rad nadzorczych polskich i zagranicznych spółek i fundacji. Działacz i członek Zarządu Stowarzyszenia PAX. Obecnie członek Prezydium Zarządu Głównego Światowego Związku Żołnierzy AK. Autor monografii >>”Zrąb” generał Henryk Kowalówka 1897-1944

Wojciech Parzyński, „Zabić Franza Kutscherę”, Gdańsk 2015, Oficyna Wydawnicza FINNA, wyd. I, ss. 376
fot. Kadr z filmu "Zamach" Jerzego Passendorfera (1958)

Myśl Polska, nr 17-18 (24.04-1.05.2016)

Dzial: