„Dobra zmiana”

bodak trwam 5.jpg

Czy komendant Straży Pożarnej był w 1981 r. łamistrajkiem, czy może jednak chwalebnie zapisał się w „pierwszym za żelazną kurtyną strajku służb mundurowych”? Kiedy Polska stanie się państwem o potencjale jądrowym? W jakim celu rząd przyznaje specjalne uprawnienia dla Kościoła w nowej ustawie dotyczącej obrotu ziemią? Dlaczego prezes TK zostaje postawiony przed prokuraturą? W jakim celu rozszerzana jest nadmiernie kompetencja służb specjalnych w państwie?

Dlaczego prezesem największej stadniny koni zostaje były masztalerz? W jakim kierunku zmierzają zmiany w projektowanej ustawie o IPN? Czemu ograniczana jest suwerenność instytutów naukowo-badawczych? Dlaczego nowe prawo spółdzielcze ma na celu ograniczenie praw właścicieli mieszkań spółdzielczych? W jaki sposób, niemal oficjalnie już potwierdzone, obciążenie Rosji odpowiedzialnością za katastrofę smoleńską przez najwyższe czynniki w państwie wpłynie na nasze relacje z największym sąsiadem na wschodzie? Wreszcie, na kim opiera swoją politykę obecny rząd, wobec wyraźnego ochłodzenia relacji na linii Waszyngton-Warszawa?

Na te i wiele innych pytań dotyczących niektórych tylko sfer życia publicznego trudno dziś znaleźć precyzyjną odpowiedź. Całość zmian dokonywanych przez obecną ekipę rządową kwitowana jest jedynie krótkim, acz gładkim sloganem o „dobrej zmianie”. Czy aby jednak czegoś to Państwu nie przypomina? W maju 1926 r. grupa rokoszan doszła do władzy właśnie pod rzutkim hasłem „sanacji”. „Sanacja” odmieniana przez wszystkie niemal przypadki miała obejmować dosłownie każdą dziedzinę życia publicznego, od szkolnictwa i sądów po wygódki, zwane od tego czasu na cześć i chwałę jednego z premierów „sławojkami”. Szybko stała się jednak synonimem najbardziej jaskrawych praktyk rządzącego reżimu, będąc w istocie własnym zaprzeczeniem, sam termin stał się zaś jednym z najbardziej skompromitowanych określeń (coś jak „bezpieczeństwo” w PRL). Czy podobna ewolucja czeka także i zapowiadaną „dobrą zmianę”?

Obserwując dotychczasowe kilkumiesięczne rządy PiS-u śmiem twierdzić, że tak właśnie będzie. „Dobra zmiana” jest współczesną wersją rządów sanacji, nie tylko w wymiarze oczywistych odwołań w sferze ideowej, ale także w odniesieniu do codziennej praktyki politycznej. Niestety, konsekwencje „dobrej zmiany” ponosić będziemy wszyscy, jeszcze długo po jej odejściu. Jednym z poszkodowanych będzie zapewne także i Kościół, któremu w przeciwieństwie do doraźnych korzyści czerpanych przez „tron”, sojusz „tronu z ołtarzem” w obecnym kształcie z pewnością na dobre nie wyjdzie.

Maciej Motas
fot. Jan Bodakowski
Myśl Polska, nr 15-16 (10-17.04.2016)