Polsce i Kościołowi

zablocki_0.jpg
„Mimo tych plusów, którymi dysponowaliśmy w stosunku do innych, powołanie partii chadeckiej nie powiodło się. Toteż w 1988 r., na wniosek prezesa Wiesława Gwiżdża, Walne Zgromadzenie podjęło uchwałę o rezygnacji z działalności politycznej” – mówi prezes Polskiego Związku Katolicko-Społecznego dr. Ryszard Gajewski.

Panie Prezesie, 12 stycznia mija 35 rocznica powołania PZKS. Jakie okoliczności zadecydowały o powołaniu Związku?
- Rejestracja PZKS dokonała się na fali solidarnościowego zrywu. Wcześniejsze próby podejmowane przez Janusza Zabłockiego, ówczesnego posła, a później pierwszego prezesa PZKS nie przyniosły rezultatów. Właśnie w środowisku intelektualnym, któremu przewodził, zrodził się pomysł utworzenia ogólnopolskiej organizacji, która realizowałaby na gruncie polskim wskazania katolickiej nauki społecznej. Związek powstał z połączenia organizacyjnego i ideowego dorobku Polskiego Klubu Inteligencji Katolickiej oraz Ośrodka Dokumentacji i Studiów Społecznych (ODiSS).

Czy powołanie Związku było konsultowane z Kościołem?
- Oczywiście. Nasze pojawienie się w życiu publicznym Polski stanowi również zasługę Prymasa Polski ks. Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Jego ojcowskiemu wsparciu jak i akceptacji założeń ideowych i zrębów statutu.

A jak przedstawiał się rozwój organizacji po jej założeniu?
- Pierwsze miesiące po rejestracji charakteryzowały się dynamicznym rozwojem nowo powstałego stowarzyszenia. Po 10 miesiącach działalności zostały zarejestrowane oddziały we wszystkich województwach oraz kilka terenowych, a liczba członków wyniosła 2.547. Ten rozwój został zahamowany zawieszeniem Związku po wprowadzeniu stanu wojennego, ale na krótko, bowiem już w czerwcu 1983 r. PZKS liczył 4423 członków. Obecnie liczymy ok. 12 tys. członków skupionych w 13 oddziałach wojewódzkich.

Wówczas powołana organizacja miała nie tylko charakter społeczny, ale i polityczny. Celem Zabłockiego było założenie na bazie PZKS-u partii chadeckiej. W PRL ten zamiar nie powiódł się, czemu trudno się dziwić. Ale starania te poniosły fiasko również w III RP, gdy ograniczenia natury polityczno-administracyjnej dla takich inicjatyw już nie istniały.
- Ambicje polityczne Związek realizował poprzez 5-osobowe Koło i Klub Poselski PZKS funkcjonujące w latach 1981 – 1991. Pełniło ono funkcję nieformalnego głosu „milczącej większości”. Przypomnę tu, że w 1982 r. Koło wstrzymało się od głosu nad zatwierdzeniem dekretu o wprowadzeniu stanu wojennego. Zapłaciliśmy za tę postawę określoną cenę, bowiem J. Zabłockiemu uniemożliwiono ponowne kandydowanie za stwierdzenie: „Kiedy pęka więź między władzą a społeczeństwem, PZKS jest zawsze po stronie społeczeństwa”. To dzięki Kołu po raz pierwszy został wniesiony pod obrady Sejmu projekt ustawy o prawnej ochronie dziecka poczętego. Na ten temat zorganizowaliśmy w Warszawie, gmachu Sejmu, międzynarodowe sympozjum pod patronatem ONZ i Kościoła. To PZKS w 1989 r. po raz pierwszy po wojnie wprowadził do gmachu parlamentu obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, podarowany Związkowi przez ks. bpa Zbigniewa Kraszewskiego, który obraz poświęcił w obecności pierwszego marszałka reaktywowanego Senatu – prof. Andrzeja Stelmachowskiego. Dla mnie było to ogromne przeżycie, gdyż wtedy byłem posłem i przewodniczącym Klubu Poselskiego PZKS. Pokrótce reasumując ten wątek, można powiedzieć, że Związek zawsze bronił praw ludzi pracy, ludzi pokrzywdzonych oraz praw Narodu i Kościoła.

Dlaczego jednak w III RP nie podjęliście próby utworzenia partii chadeckiej? Wprawdzie takie inicjatywy podejmowały środowiska poza PZKS-em, ale bez większego powodzenia. Natomiast Związek miał już struktury terenowe, założenia ideowe, wsparcie Prymasa Tysiąclecia, zaplecze gospodarcze w postaci „Libelli”, na wysokim poziomie i poczytny tygodnik „Ład” oraz miesięcznik „Chrześcijanin w świecie”. Organizacja Pańska w latach PRL stanowiła schronienie zarówno dla ludzi kierujących się ideologią chadecka, jak i nawiązujących do tradycji Narodowej Demokracji, a więc ideowo przygotowanych. Inicjatywy poza PZKS zaczynały od zera.
- Dodam do tego kontakty zagraniczne, zarówno z Polakami na emigracji oraz chadecją w innych państwach. Mimo tych plusów, którymi dysponowaliśmy w stosunku do innych, powołanie partii chadeckiej nie powiodło się. Toteż w 1988 r., na wniosek prezesa Wiesława Gwiżdża, Walne Zgromadzenie podjęło uchwałę o rezygnacji z działalności politycznej. Podczas jednej z rozmów ze śp. J. Zabłockim, nasz Założyciel zaakceptował tę decyzję i przyznał, ze nie udało mu się powołanie takiej partii. My dalej tkwimy w tym nurcie, uczestnicząc w różnego rodzaju chadeckich inicjatywach. W 2014 r. z inicjatywy mojej i Prezydium powołaliśmy fundację pod nazwą Instytut Myśli Społecznej, której zadaniem jest propagowanie nauczania społecznego Kościoła, jak również podtrzymywanie kontaktów ze środowiskami chadeckimi. Taka fundacja ma większe możliwości – z różnych względów – pozyskiwać pieniądze na te cele niż PZKS. W marcu br. roku zamierzamy zorganizować konferencję nt., encykliki „Laudato si”, poświęconej szeroko pojętej ochronie środowiska przyrodniczego.

Zgodnie z zapisem w założeniach ideowych Związek działa „w łączności z Episkopatem Polski”. Jak to sformułowanie realizuje się w praktyce? Czy wszystkie inicjatywy są konsultowane z Episkopatem? Czy też mamy do czynienia z ramowymi ustaleniami między kierownictwem PZKS a Episkopatem, bądź z biskupem ordynariuszem?
- Rygorystycznie tę regułę stosowaliśmy w latach PRL. Wtedy np. Janusz Zabłocki prezes i przewodniczący koła poselskiego konsultował swoje wystąpienie czy to z Prymasem Polski czy Sekretarzem Episkopatu. Arcyciekawe szczegóły można znaleźć w dziennikach J. Zabłockiego, które stanowią też kopalnię wiedzy na temat współczesnej historii Polski. Dziś wprawdzie zapis ten nadal obowiązuje, ale mniej formalistycznie. Nasze oddziały mają bieżące kontakty z ordynariuszami, poza tym zarówno Zarząd Krajowy, jak i oddziały mają swoich kapelanów.

Jak wygląda działalność Związku?
- Zajmujemy się głównie pracą społeczną, wychowawczą, po części wydawniczą. Staramy się kształtować postawy patriotyczne i obywatelskie katolików polskich zgodnie z nauczaniem społecznym Kościoła. Ogromną rolę intelektualną spełniał istniejący w latach 1967 – 1990 wspomniany już ODiSS. W listopadzie 1986 r. Zarząd Krajowy powołał Ośrodek Studiów Polonijnych i Społecznych w Lublinie, który wydał dotąd kilkanaście pozycji książkowych, w tym J. Zabłockiego „Odwagę łączyć z rozwagą”, omawiającą początki PZKS. Trzeba też podkreślić inny rys naszej działalności – działalność charytatywną.

O ile wiem, ma ona nie tyko wymiar krajowy, ale i międzynarodowy.
- Właśnie. Oddział Śląski PZKS w Katowicach we współpracy z niemieckim „Patenschaft” i holenderską fundacją PAX-Christ-KInderhulp wysyła na wakacje (dziś to już dziesiątki tysięcy) dzieci chore na cukrzycę, z domów dziecka, rodzin ubogich, wielodzietnych czy rozbitych, do rodzin w krajach zachodnich, głównie w Niemczech i Holandii. Holendrzy dofinansowywali też kolonie dla polskich dzieci z Ukrainy i Białorusi.

Skoro mowa o Polakach na Wschodzie, czy PZKS prowadzi jakąś działalność na tym kierunku?
- I to wielostronną. Dla polskich parafii katolickich oraz poszczególnych rodzin dostarczaliśmy niezbędny sprzęt, materiały budowlane, żywność, książki etc. organizowaliśmy również w Makowie Podhalańskim kolonie dla dzieci polskich ze Wschodu. W tej akcji odznaczył się kol. Józef Dziedzina. Braliśmy udział we wspólnym przedsięwzięciu Senatu RP i PZKS inwentaryzacji cmentarny polskich. Blisko współpracujemy z ks. arcybp. Mieczysławem Mokrzyckim ze Lwowa. Został on, podobnie jak bp Marcjan Trofimiak – do niedawna bp diecezjalny łucki, odznaczony „Medalem Trzydziestolecia PZKS”.

Każda działalność czy to polityczna, czy społeczna wymaga środków finansowych. Gdzie PZKS znajduje fundusze na realizację swoich celów?
- Naszą działalność, w miarę możliwości, finansuje „Libella” Sp. z o.o., gdzie PZKS posiada pakiet kontrolny udziałów, co oznacza decydujący głos w powoływaniu zarządu i rady nadzorczej spółki. Trzy lata temu dokonaliśmy podziału spółki. Nasi wspólnicy – KIK-i w Warszawie, Poznaniu i Lublinie oraz „Więź” wzięli część nieprodukcyjną, a my część produkcyjną. „Libella” ma dwa profile produkcyjne – chemię gospodarczą i chemię spożywczą. To trudny asortyment, ponieważ na rynku tych produktów występuje silna konkurencja, częstokroć nieuczciwa. Ale po bardzo trudnych chwilach wychodzimy „na swoje”.

Panie Prezesie, czy w obecnych czasach PZKS ma szanse na dalszy rozwój, czy jest potrzebny?
- Podstawowe kryterium każdej działalności stanowi zapotrzebowanie społeczne. Jak wynika z naszej historii i teraźniejszości, takie zapotrzebowanie występuje. Drugim warunkiem powodzenia jest kadra społeczna. Zapewniam Czytelników pańskiego pisma, że posiadamy wspaniałą, zaangażowaną kadrę. To dzięki nim potrafimy na miarę naszych sił i środków służyć Polsce i Kościołowi
Dziękuję za rozmowę

Rozmawiał: Zbigniew Lipiński
Na zdjęciu: Janusz Zabłocki, założyciel PZKS
Myśl Polska, nr 5-6 (31.01-7.02.2016)

Dzial: