Nikt nie mówi o co chodzi

TK 2.jpg
Jednym z głównych problemów obecnego chaosu wokół Trybunału Konstytucyjnego jest – jak się wydaje – istotna kwestia deficytu komunikacji nowej ekipy ze społeczeństwem. Przypomina ona analogiczną sytuację z lat 2005-07, kiedy tak ważne i jednocześnie podejmowane nagle decyzje jak zmiana premiera latem 2006 czy odwołania ministrów kluczowych resortów nie były w ogóle jasno, a zarazem merytorycznie tłumaczone obywatelom.

Bazowanie wyłącznie na tzw. twardym elektoracie, który parafrazując powiedzenie Stefana Kisielewskiego, w stosunku do działań rządzącej większości będzie jak widownia nowoczesnej filharmonii, gdzie "cierpliwa publika tylko łyka i łyka" niezrozumiałe atonalne symfonie, jest drogą wiodącą na manowce. Teraz mamy co prawda do czynienia z dość nieśmiało artykułowanym tłumaczeniem, że bieżący skład Trybunału mógłby blokować ważne ustawy. Nie mówi się jednak konkretnie jakie uregulowania i nie pokazuje w sposób dostateczny skutków społecznych takiego blokowania. Czy jest to ignorancja i lekceważenie publiczności, czy też może jednak dowód zafiksowania kierownictwa partii rządzącej nie na zagadnieniach społecznych, a narracji o zwalczaniu układu w środowiskach wymiaru sprawiedliwości, służbach specjalnych lub mediach?

W miejsce mimo wszystko niejasnych i wieloznacznych dla ogółu obywateli ujednoliconych przekazów o "przywracaniu państwa prawa" lub jedynie "historycznego wymiaru orzeczenia TK" należałoby wprost i bez ogródek powiedzieć społeczeństwu, że utrzymanie obecnego stanu w TK może zaprzepaścić szansę na już legendarne "500 złotych na dziecko", na bezpłatne leki dla osób po 75 roku życia, na ogólnodostępną, bezpłatną i obejmującą nie tylko ubezpieczonych służbę zdrowia finansowaną z budżetu, na podatki wobec sklepów wielkopowierzchniowych i 70 proc. podatek od opraw kominowych, kwotę wolną od podatku, ewentualną nacjonalizację OFE oraz ewentualne dalsze świadczenia: dla niepełnosprawnych, samotnych matek itp. Dużo łatwiej jest bowiem wciąż poruszać się w optyce krytyki PO brzmiącej jak w kampanii wyborczej, a dużo trudniej powiedzieć w stylu Roberta Fico, iż chcemy zbudować państwo socjalne, nie drżące przed korporacyjnymi lobby.

Podczas kampanii prezydenckiej zarówno komentatorzy z tzw. "mediów niepokornych" jak i mainstreamowych drwiąco odnosili się do Magdaleny Ogórek twierdzącej, że "prawo w Polsce należy napisać na nowo". Z perspektywy czasu widać, że obecnie przejęcie takiej retoryki w połączeniu z podkreślaniem, że celem działań naprawczych państwa pozostają reformy socjalne wcale nie byłoby abstrakcyjnym pomysłem.

Bez problemu mógł więc z niego skorzystać prezydent Duda w swoim wieczornym orędziu telewizyjnym, co pewnie przyjęte zostałoby przez społeczeństwo z dużo większym zrozumieniem, niż powtarzanie używanych już do znudzenia argumentów o "przywróceniu zasad państwa prawa naruszonych przez poprzednią ekipę". Tego typu komunikacja, zamiast eksponować aktywne działania nowych władz, tylko pogłębi w odbiorze społecznym wrażenie, że nie chodzi o rzeczy naprawdę ważne, a jedynie o kolejną odsłonę starcia pomiędzy przysłowiowymi już Brudzińskim i Niesiołowskim.

Łukasz Kobeszko