Kogo reprezentuje Roman Drozd?

drozd.jpg
Ponieważ nie jestem naukowcem, mogę sobie pozwolić na kilka słów prawdy. Prawda, o której chcę wspomnieć brzmi bardzo smutno, gorzko, czy może jeszcze inaczej. Naukowych terminów podobnych wydarzeń nie mam pod ręką, a szukać w księgach nie chce mi się. Jest to prawda tragiczna.

W 1939 roku tworzyły się pierwsze zalążki uzbrojonych banderowców, oczywiście na terenie ówczesnej wschodniej Polski. Po pierwszym września polała się pierwsza – jeszcze niewielka krew. Były to pierwsze nieliczne przypadki ludobójstwa. Na przełomie lat 1942-1943 i przez cały 1943 rok, banderowcy swoje siły miały już dobrze zorganizowane. Powstała już tak zwana Ukraińska Powstańcza Armia. Polała się obficie krew niewinnej polskiej ludności. Zginęło dziesiątki tysięcy wiejskiej ludności. Na początku 1944 roku banderowcy swoimi siłami stanowili już wyjątkowo zorganizowaną armię, a wojska swoje przesunęli na Podole, czyli na południowo-wschodnią Małopolskę. Jak po różdżce czarodziejskiej lunęła krew na Podolu. W 1945-1947 roku banderowcy przeszli już na stronę nowej powojennej Polski to jest w Bieszczady. Strumienie górskie wypełniły się krwią – również niewinnych ludzi. Operacja „Wisła” zatrzymała płynącą krew. Efekt wszystkich poczynań banderowskich, na terenie Polski, to ponad 200 tys. zamordowanych niewinnych osób. Dzieci, kobiet, staruszków.

Miłośnicy spadkobierstwa dzisiejszych „bohaterów” zaczynają odkrywać Amerykę, odkrywać to, co było znane nie „naukowcom”, a zwykłym ludziom, Polakom, Ukraińcom, Łemkom, Bojkom, Hucułom. Nowością wiedzy „naukowców” są tematy i możliwości współżycia wszystkich grup etnicznych. Wówczas było to po prostu normalnością. Sąsiedzi współpracowali z sąsiadami, rozmawiali ze sobą, po prostu cieszyli się życiem. To jest właśnie to, co dzisiaj raczyli odkryć „naukowcy” i głosić jako naszą zgodną formę współżycia swoich wszystkich obywateli. Ciekawe tylko na jak długo taka opinia przetrzyma czas? W tym przypadku „naukowcom” należy przypomnieć, że przelana krew w latach 1943-1947 to nie była tylko krew, tak zwanych, grup mniejszościowych, czy grup etnicznych, to była również krew nacji ukraińskiej, przelana tylko za to, że właściciele tej ukraińskiej krwi nie chcieli się zgodzić z ideologią „bohaterskich” sił banderowskich. I tu ciekawostka statystyczna: Najwięcej krwi ukraińskiej przelali Ukraińcy!!! Niewiarygodne? To mówią dane statystyczne w materiałach opracowanych już w wolnej Ukrainie.

Wobec tego nasuwa się samorzutnie pytanie: po co są obecnie urządzane, na terenie Polski, międzynarodowe zjazdy „naukowców” z całego świata? Przecież koszty takich zjazdów to nie bagatelny wydatek. A Ukraina wyciąga rękę, i do Polski też, o pomoc materialną. Materiały do tego rodzaju opracowań „naukowych” są na wyciągnięcie ręki. Tylko je wziąć. A okazuje się, i to jest prawdopodobne, że „naukowcy” ukraińscy dążą do zniszczenia tych materiałów.

„Nasze Słowo” (25.10.2015)pisze: „Konferencja ma właściwie międzynarodowy charakter, o ile w niej biorą udział badacze nie tylko z Polski a i Ukrainy, USA, Serbii, czy Słowacji. Spektrum jej stanowi propozycja dla wyświetlenia szerokiej sprawy, dlatego praca naukowców odbywa się w sekcjach: (oprócz omówienia wydarzeń 1945 i po 1945r.) duchowa i materialna kultura…

Ciekawe, że tutaj organizator konferencji naukowej – rektor Akademii Pomorskiej Roman Drozd (na zdjęciu) – nie był taki stanowczy jak w swoim opracowaniu „Ukraińska Powstańcza Armia”, w której podaje, że: „Wierzymy, że przyjaźń Ukraińców i Polaków rozwinie się wbrew plugawym kłamstwom różnych prusów i poliszczuków, wbrew prowokacjom inspirowanym przez obcych agentów. Zaś dokumenty w tym zbiorze – to sama prawda, z którą NIE MA DYSKUSJI”

Pozazdrościć pewności siebie i potraktowania swoich kolegów z dziedziny naukowej – bez stosowania cudzysłowu przy ich tytułach naukowych. Ponadto czy nie wskazanym byłoby podanie do publicznej wiadomości składu członków konferencji, nie koniecznie nazwiskami, ale narodowościami, aby było wiadomo kogo ta konferencja reprezentuje? Bo weźmy tutaj zasadniczy przykład dwuznaczności: Roman Drozd jest rektorem Akademii Pomorskiej. Jest rektorem polskiej akademii, a sam jest narodowości ukraińskiej chociaż posiada obywatelstwo polskie.

Kogo więc reprezentuje Roman Drozd? Polskę czy Ukrainę? Z jego twórczości mogę zrozumieć, że reprezentuję nacjonalistów ukraińskich. Na pewno nie naród polski. Akademię Pomorską? Czy można się rozdwoić? Być zaciekłym wrogiem polskiej sprawy, i ją reprezentować? Wiele rzeczy mi tu nie pasuje? A konferencja obejmuję Zieloną Górę, Słupsk, prawdopodobnie Szczecin (tam też jest rektorem Uniwersytetu Roman Drozd i też Ukrainiec) Wrocław też jest bliski Drozdom. Same znaki zapytania.

Drugi cytat z „Naszego Słowa”: „Dzięki temu, że tutaj spotykają się przedstawiciele różnych nauk, możemy daną tematykę omówić bardziej szeroko, a nasza konferencja nakazuje, że Ukraińcy i Polacy, a także Słowacy i Serbowie, mogą ze sobą dobrze współpracować”.

Kupą mości panowie, powiedziałby niejaki Jan Onufry Zagłoba. Takie opracowania robi się w zaciszu naukowym bez niepotrzebnego rozgłosu, a wyniki publikuje się już „uzgodnione”. Nauka może być tylko i wyłącznie poza propagandą polityczną… Propaganda z góry narzuca jak ma wyglądać finał takiej pracy. Pytanie: gdzie my żyjemy?

„Naukowcy” dochodzą do wspólnego wniosku. Wypisz wymaluj na targu przekupnie przyklepują targowaną cenę. W końcu dochodzą do jakiejś ceny i transakcja zostaje zawarta. Potwierdzeniem jest klaśnięcie dłoni kupującego czy sprzedającego, w dłoń swojego adwersarza. Brawo! To czyni się w kwestiach naukowych niektórych ukraińskich „naukowców”. W ten sposób doszli „naukowcy” do wspólnego wniosku… zwłaszcza w sprawach grup narodowych, żyjących obok siebie. To tak jak było w czasie II wojny światowej. Według takich „naukowców” była to wojna bratobójcza, a nie ludobójstwo. I to mówią „naukowcy”. I czym dalej w czasie od tej wojny, tym mniej słyszy się prawdy. Tej prawdy historycznej.

Polska partyzantka zaczęła się tworzyć, kiedy było już po krwawej Niedzieli, kiedy na Wołyniu właściwie miało się ku końcowi. Tłumaczenie „naukowców” o orientacji banderowskiej, że Wołyń był odwetem za Chełmszczyznę, czy Zamojszczyznę tylko rozśmiesza i wystawia odpowiednie świadectwo głoszącym takie teorie. Bowiem Polacy „zabijali” Ukraińców w 1944 roku, a Wołyń był w 1943 roku. Nie wiem, śmiać się czy płakać. Jest to po prostu niepoważne.

„Nasze Słowo” pisze: „Trzeba zadumać się, czy warto prowokacyjną nazwę wstawiać w nagłówkach konferencji? Dlatego sekcja „identyczność” zaproponowała aby z nazwy konferencji zabrać „ten konfliktogenny termin”, który nie zaprzecza naukowemu stosowaniu tego terminu, i w ramach prac różnych sekcji”.

Chodzi o słowo Rusini. Czy wywodzi się ono z Rosji, czy też jako niewinny, oklepany wyraz. To określenie dość wymowne jest w aspekcie terminologii ludobójstwa. Po co stosować uniki, lub coś w tym rodzaju, kiedy można pominąć ten wyraz jako konfliktogenny. Podumajmy przez chwilę nad takim rozwiązywaniem problemu…

Antoni Mariański
Fot. gryf24
Myśl Polska, nr 45-46 (8-15.11.2015)

Dzial: