Aleksandra I przygoda z Polską

aleks I.jpg

Nasi rusofobi mają jedną ciekawą cechę – bardziej nienawidzą władców Rosji, którzy byli nam przychylni od tych, którzy w stosunku do Polski stosowali politykę knuta. To z ich punktu widzenia logiczne – skoro Polska ma być w wiecznym konflikcie z Rosją nie można dopuścić do żadnego kompromisu, nawet dla naszych interesów korzystnego.

Ojcem tej politycznej paranoi jest Maurycy Mochnacki, nie wiedzieć czemu uznawany u nas za geniusza. Owszem, był to geniusz, ale obłędu. Mając to na uwadze lepiej zrozumieć nasz stosunek do najbardziej propolskiego cara w historii – do Aleksandra I (1777-1825) - na zdjęciu wyżej w polskim mundurze. Ponieważ nie można zaprzeczyć, że prowadził on politykę dla nas korzystną, to najlepiej albo ją zohydzić jako „chytrą grę” i zgoła „pułapkę”, albo zwyczajnie przemilczeć. Dlatego w tym roku milczano w Polsce na temat 200. rocznicy utworzenia w 1815 roku (na Kongresie Wiedeńskim) Królestwa Polskiego, tak samo jak będzie się milczeć w roku przyszłym, kiedy będziemy obchodzić 200. rocznicę utworzenia Uniwersytetu Warszawskiego. Ta wielce zasłużona uczelnia powstała „niestety” z nadania Aleksandra I, wówczas króla Polski.

Najnowsza biografia Aleksandra I autorstwa jednego z najwybitniejszych rusycystów Andrzeja Andrusiewicza jest pracą znakomitą. Nie tylko dlatego, że napisana jest świetnie, łącząc walory naukowe z lekkością narracji, ale przede wszystkim dlatego, że autor jednoznacznie przeciwstawia się dominującym w Polsce tendencjom w nauce i publicystyce. Autor nie czyni intelektualnych wygibasów i uników, nie szuka dziury w całym, nie próbuje za wszelką cenę pomniejszyć zasługi Aleksandra I dla Polski. Pisze jasno, że racją stanu narodu polskiego było utrzymać to co otrzymaliśmy od Aleksandra w 1815 roku. Tymczasem u nas wynajduje się sztuczne problemy, rozdmuchuje się do niebotycznych rozmiarów incydenty i epizody nie mające wielkiego znaczenia, maluje się obraz Królestwa niemal jako państwa terroru. Ta propaganda, bo inaczej tego nazwać nie można, ma swoje źródła w tamtych latach.

okl aleksander.jpg

Autor pisze: „Krytycy Aleksandra powoływali się na rzekomą wypowiedź Mikołaja I, który miał oznajmić, że postępowanie jego brata wobec Polaków było polityczną komedią. W Królestwie narastała konspiracja niepodległościowa, a wraz z nią nienawiść do Rosji i niechęć do tej formy państwowości polskiej, która była dziełem polityki Aleksandra. Postulat niepodległościowe łączono z powstańczymi (rewolucyjnymi). Aleksander obawiał się spiskującego Królestwa i prób przenoszenia polskiej rewolucyjności. Liberalne Królestwo zakresem autonomii górowało nad Księstwem Warszawskim, pod naciskiem jednak „postępowej” części elit i ulicy, wbrew stanowisku konserwatywnej i umiarkowanej opinii, rozpoczął się proces demontażu Królestwa, który zakończył się jego faktyczną samolikwidacją poprzez zakwestionowanie legalizmu kongresu wiedeńskiego i detronizację cara (1831). Zniszczenie Królestwa było jednym z największych błędów polityki polskiej w XIX w., zaprzepaszczeniem szansy dziejowej”.

Jasno powiedziane i precyzyjnie. Autor odpowiada także na pytanie – jak to się mogło stać? Na początku panowania Aleksandra I był on uwielbiany, wręcz czczony, to na jego cześć Alojzy Feliński napisał „Boże coś Polskę”, na jego cześć pisano wiersze i poematy, wreszcie wybudowano kościół na Placu Trzech Krzyży, gdzie ponoć po dziś dzień za ołtarzem wisi jego obraz. Ogromna część opinii była przekonana, że Królestwo jest wielką wartością, jednak w chwili próby nie znalazł się nikt, kto siłą stłumiłby rewoltę. Najbliższy był napoleoński weteran Wincenty Krasiński, ojciec Zygmunta, ale i on nic nie wskórał i ledwie uszedł z życiem. Ten paraliż woli Lech Mażewski uznał za przejaw działania tzw. powstańczego szantażu, w którym mała grupa spiskowców w imię gromkich haseł patriotycznych narzuca swoją wolę większości, która uważa, że jest to szaleństwo.

To jest materiał na analizę psychologii narodu polskiego. Ale w tej sprawie jest też jeden bardzo ważny konkret. Opinia publiczna jest jak chorągiewka, kto ma na nią wpływ, ten panuje nad wydarzeniami. A w Królestwie dokonał się w latach 20. XIX wieku swoisty przewrót umysłowy. Kto za nim stał? Autor książki nie ma wątpliwości – wszystkie antycarskie a potem także antyrosyjskie hasła mają swoje źródło w masonerii. Wtedy była to siła potężna. Początkowo popierała Aleksandra jako władcę „postępowego”, ale kiedy ten, pod wpływem ojca Fotija, dokonał zwrotu ku prawosławiu i uderzył w masonerię – zaczęła się bezwzględna wojna.

Autor pisze: „Zróżnicowanie ideowe rosyjskiej masonerii było ogromne. Poszczególne loże sytuowały się na przeciwstawnych biegunach – od deizmu, racjonalizmu, po reformę prawosławia i mistycyzm. Wpływy wolnomularstwa były tak wielkie, że żaden dokument kancelarii carskiej nie nabierał mocy urzędowej, jeżeli nie przybito na nim pieczęci masonów. W rzeczywistości powstały dwa rządy: jawny — pozbawiony realnej władzy, i tajny — wszechpotężny. Cała Rosja została pokryta siecią lóż, działały one w pięćdziesięciu miastach. Aż czterdzieści cztery organizacje kulturalne (towarzystwa literackie, artystyczne, naukowe) znajdowały się pod wpływem ideowym tego ruchu.

Powstała sytuacja paradoksalna. Mająca poparcie Aleksandra masoneria stała się państwem w państwie. Działała bezpośrednio (ludzie władzy) i pośrednio, przejmując kontrolę nad różnymi sferami życia społecznego, kulturalnego, naukowego, przenikając do wojska i Cerkwi.

To im Fotij wydał walkę. Nalegał na Aleksandra, by podjął antymasońską interwencję. Tak bardzo nienawidził wolnomularzy, że usiłował wmówić cesarzowi, iż każdej loży przewodniczy sam diabeł, który doprowadzi do upadku Cerkwi i zastąpienia jej Kościołem masońskim. Jeszcze groźniej brzmiały ostrzeżenia Metternicha, który w masonerii widział siłę zdolną skutecznie wichrzyć i zburzyć porządek Świętego Przymierza. Na kongresie w Opawie przekonywał Aleksandra, że w Europie istnieje tajna siatka spiskowa zarządzana przez centralę w Paryżu”.

Masoneria uruchomiła ogromną machinę propagandową mającą na celu zdyskredytowanie polityki Aleksandra I, a w następnym etapie doprowadzenie do rewolucji i zabicia cara. Nie ulega wątpliwości, że to wtedy mamy do czynienia z genezą rewolucji 1917 roku. W tej grze rola Królestwa była kluczowa – to Polacy mieli być zaczynem buntu. Inspiracja zewnętrzna była ewidentna. Oddajmy raz jeszcze głos autorowi książki:

„Największa tajna organizacja masońsko-spiskowa w Królestwie, Towarzystwo Patriotyczne, nie umiała się porozumieć z analogicznymi stowarzyszeniami w Rosji. Tylko w jednej sprawie panowała zgodność poglądów: należy wywołać powstanie w Polsce i w Rosji w tym samym czasie. Społeczeństwo Królestwa nie angażowało się w akcje antyrosyjskie tak dalece, jak niektórzy czynni politycy czy loże masońskie i pozostający pod ich wpływem publicyści i poeci. W łonie polskiej szlachty dokonywała się właśnie zmiana pokoleniowa, a wraz z nią także głęboka zmiana mentalna. Jej przesiąknięci duchem staroszlacheckim przedstawiciele stali już nad grobem, a szeregi tej warstwy uzupełniała młodzież, która miała zgoła inne przekonania, inne pragnienia i czuła potrzebę szerszej działalności publicznej. Wielu młodych należało do lóż masońskich i stamtąd czerpało inspirację do zemsty za rozbiory. Nie wszyscy spiskowcy — młodzi oficerowie, ludzie kultury — byli masonami, ale wszystkich łączyło głębokie uczucie patriotyzmu. Szydzono i naśmiewano się z Aleksandra — chochla, jak go nazwał wileński spiskowiec Jan Czeczot. Salonowi malkontenci kreowali się na męczenników „sprawy Niepodległości” i ustawicznie narzekali na „petersburskiego tyrana”. Nienawiść do Rosji i jej monarchy zaczęła uchodzić za najwyższą cnotę, za wyraz postawy patriotycznej. O lojalistycznych Polakach mówiono z pogardą: „gente Polonus, natione Moscoviensis”, potępiano ich za to, że „z Polaka przeszli na Moskala, [a] raz stawszy się Moskalem, nim pozostaną”. W tym czasie większość warstw oświeconych uznawała politykę antyrosyjską za sprzeczną z interesem państwowym, niszczącą polskie aspiracje międzynarodowe, a młodych spiskowców rwących się do buntu traktowano jak szkodliwych maniaków, naiwnie wierzących w odbudowanie Polski przez Francję. Poniżanie Aleksandra, a w jego osobie Rosji, dało początek zgubnemu procesowi przekreślania zdobyczy Królestwa. Odłam odrzucający politykę cesarza był niewielki, ale istniał, miał znaczące wpływy i szedł ręka w rękę z antyrosyjskimi kołami politycznymi na Zachodzie, bezwiednie stając się rzecznikiem obcych interesów”.

Jak wiemy zwieńczeniem tego było nieszczęsne powstanie listopadowe i likwidacja samodzielności Królestwa i jego armii. Nastąpiło to już po śmierci Aleksandra (1825). Jest pewne, że wybuch powstania był inspirowany przez międzynarodowe węglarstwo i masonerię. Polski ruch irredentystyczny w XIX wieku stał się w ten sposób filią międzynarodowego obozu rewolucji, a Polska zakładnikiem w tej wojnie między nim a Rosją.

***

Prof. Adam Zamoyski, w wywiadzie dla dodatku historycznego „Do Reczy” powiedział: „Polska zaś znowu przez kolejne kilkadziesiąt lat była natchnieniem lewicy. Karol Marks uważał naród polski za naród rewolucyjny. Za bojowników o nowy wspaniały świat uwolniony z oków monarchii, ucisku klasowego i religijnego. Polacy udowadniali to na polach bitew. Można ich było znaleźć w szeregach rewolucjonistów całego świata. Bili się na Węgrzech, w Meksyku, pod komendą słynnego Simóna Bolívara „wyzwalali” Amerykę Południową spod władzy monarchii hiszpańskiej”.
Polska była – jak powiedział – Che Guevarą Europy. Na marginesie, kiedy kilka lat temu tenże Adam Zamoyski napisał, że Aleksander I zasługuje na co najmniej popiersie w Warszawie – rzucili się na niego „patrioci” uznając to za niemal zdradę.

Aleksander I jest polskim wyrzutem sumienia, ale jest także ilustracją naszego podejścia do historii. Polega on na negowaniu faktów oczywistych, kreowaniu rzeczywistości alternatywnej i zwyczajnych fałszach. Unosi się nad tym oportunizm świata nauki, który zachowuje się tak jak wymaga tego „opinia”. Znany jest przypadek znanego profesora, znawcy epoki, o której mowa, który 30 lat temu pisał coś zupełnie innego o polityce Aleksandra I niż uczynił to teraz, w nowym wydaniu swojej poprzedniej książki „poprawionej” i przystosowanej do obecnie panującej wykładni politycznej. Dlatego tym bardziej należą się słowa uznania dla prof. Andrzeja Andrusiewicza za to, że nie dołączył do tego grona i napisał książkę ważną nie tylko o Aleksandrze I, ale i o nas.

Jan Engelgard
A. Andrusiewicz, „Aleksander I. Wielki gracz – car Rosji i król Polski”, Kraków 2015, ss. 626.

Myśl Polska, nr 45-46 (8-15.11.2015)

Dzial: