Zginął na stokach Cytadeli

cyt 1.jpg
Cytadela Warszawska kojarzy się w Polsce z X Pawilonem, wiezieniem śledczym carskiej Rosji. Przebywali tu Romuald Traugutt, Roman Dmowski, Feliks Dzierżyński i Józef Piłsudski. Mało kto wie, że 100 lat temu, w 1915 roku, zginął tu skazany na śmierć płk armii rosyjskiej Siergiusz Miasojedow.

Jego los został w Polsce nagłośniony przez Józefa Mackiewicza w głośnej powieści „Sprawa pułkownika Miasojedowa” (1962). Jednak wiedza na ten temat jest u nas nikła. W Rosji, z okazji 100. rocznicy wyroku na Miasojedowa – nakręcono film dokumentalny wyemitowany w kanale „Rossija Kultura”. Sceny do filmu kręcono we wnętrzach Muzeum X Pawilonu. Poniżej omówienie książki, która odsłania szczegóły ostatnich tygodni życia płk. Sergiusza Miasojedowa.

Praca Williama C. Fullera, amerykańskiego specjalisty od historii carskiej Rosji, profesora US. Naval War College w Newport, jest jedną z pozycji, w których próbuje się dociekać przyczyn upadku Imperium Romanowów. Jej polskie wydanie ukazało się dwa lata po amerykańskim. Autor wziął sobie za cel ukazanie postępującego zepsucia polityki rosyjskiej na początku ubiegłego stulecia, zakończonego krwawymi wydarzeniami lutego i października 1917 roku.

Czyni to przez pryzmat jednej, ale za to wyjątkowego kalibru sprawy, która w swoim czasie rozpalała umysły tysięcy ludzi tak w Rosji, jak też w krajach dla niej ościennych – oskarżenia o zdradę na rzecz Niemiec podpułkownika rosyjskiej armii Sergiusza Mikołajewicza Miasojedowa. Człowiek ten wyrasta na głównego bohatera opracowania Fullera i choć był tylko jednym z wielu graczy na politycznej szachownicy okresu Wielkiej Wojny warto przypomnieć pokrótce ścieżkę jego kariery, zakończonej jakże spektakularnym krachem w marcu 1915 roku.

Sergiusz Miasojedow przyszedł na świat w rodzinie zubożałego właściciela ziemskiego. Rodzice od najmłodszych lat planowali dla syna karierę w armii. „Zarówno dlatego, że dla dzieci pochodzenia szlacheckiego nauka w państwowych carskich szkołach wojskowych była praktycznie darmowa, jak i z uwagi na żołd, który mógł zacząć pobierać tuż po jej ukończeniu i który, stopniowo rosnąc, zapewniłby mu utrzymanie”. Po zakończeniu pobierania nauk Miasojedow znalazł dla siebie miejsce w 105. Pułku Piechoty Orenburskiej, z którym związany był praktycznie przez cały okres służby wojskowej. Cechowała go umiejętność nawiązywania szerokich kontaktów towarzyskich, co skrzętnie wykorzystywał do wstępowania na coraz wyższe szczeble wojskowo-urzędniczej hierarchii. Doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, iż hierarchia w Rosji carów była wszystkim. Konsekwentne trzymanie się raz obranego kursu zaowocowało w końcu poznaniem ministra wojny Włodzimierza Aleksandrowicza Suchomlinowa. Znajomość z nim, początkowo przynosząca Miasojedowowi wyłącznie korzyści, stała się jedną z ważnych przyczyn jego klęski. Oprócz pracy w armii przez pewien czas zajmował się prowadzeniem interesów Północno-Zachodniego Rosyjskiego Towarzystwa Okrętowego.

Ambitny, nie mający skrupułów, znający biegle język niemiecki młody oficer szybko zaczął być posądzany o kontakty z wilhelmińskim wywiadem. Czy może zatem dziwić, iż w sprzyjających warunkach stał się kozłem ofiarnym dla poszukujących przyczyn porażek? Wydaje się, że nie. Lecz stracenie Miasojedowa 18 marca 1915 roku nie zadowoliło opinii publicznej. Wydarzenia wojenne były przyczyną wybuchu „szpiegomanii”.

„Późną wiosną 1915 roku niemieckie i austro-węgierskie siły przełamały rosyjskie pozycje między Gorlicami a Tarnowem, po czym odepchnęły rosyjską armię o jakieś trzysta mil. Zanim ukształtowała się nowa linia frontu, zginęło sto pięćdziesiąt tysięcy rosyjskich żołnierzy, a ponad trzysta tysięcy zostało rannych (…) Praktycznie cały obszar Polski będący pod rosyjskim zaborem oraz praktycznie cała Litwa znalazły się teraz pod niemiecką okupacją. Nawoływania, by wreszcie zrobić coś ze zdrajcami odpowiedzialnymi za wielki odwrót, uruchomiły (…) lawinę aresztowań w związku z procesem Miasojedowa, która trwała od końca 1915 do początków 1916 roku. Tym razem reperkusje sprawy pułkownika sięgnęły najwyższych kręgów politycznych rosyjskiego imperium”.

Miasojedowa sądzono i stracono w Cytadeli Aleksandrowskiej. Dla czytelnika polskiego powinien być to fakt doniosłej treści. Górująca nad Warszawą od 1834 roku potężna twierdza dla trzech pokoleń Polaków była widomym znakiem rosyjskiej dominacji. Stanowiła zamkniętą dla społeczeństwa polskiego enklawę znienawidzonego caratu, nieustannie przypominającą wymierzonymi w stronę miasta lufami pięciuset pięćdziesięciu pięciu armat, kto jest panem, a kto wyłącznie poddanym. Na terenie Cytadeli praktycznie od początku jej istnienia znalazło miejsce centralne więzienie śledcze mieszczące się w otoczonym szczególnie złą sławą X Pawilonie. Wilgotne mury tej posępnej budowli były tym miejscem, gdzie „pokolenia Polaków pokutowały za niespełnione marzenia o odzyskaniu niepodległości”.

I oto do Cytadeli – tam, dokąd trafiać i skąd wyprowadzani być mieli w kajdanach na zesłanie Polacy – trafia Rosjanin; do tego wysoki rangą oficer oskarżony o szpiegostwo na rzecz Niemiec. Mało tego, zostaje w trybie błyskawicznym osądzony i wzięty na szubienicę. Rzecz bez precedensu w dziejach Warszawskiej Bastylii. Dotychczas swych opolaczonych krajan karała carska Rosja rozstrzeliwując ich pod murami Twierdzy Nowogeorgiewskiej (Modlińskiej), zaś stoki Cytadeli Aleksandrowskiej rezerwowano dla Polaków. Jak miało się wkrótce okazać, egzekucja Miasojedowa, była jednym z ostatnich akordów wykonywania carskiej sprawiedliwości nad Wisłą. 5 sierpnia 1915 roku Warszawa została poddana Niemcom bez oddania jednego strzału. Rosjanie nigdy więcej nie mieli już do niej – jako sprawujący władzę – wrócić.

miasojedow.jpg

Fuller bez wątpienia nakreślił interesujący obraz „szpiegomanii” oplatającej mackami Imperium Romanowów w ostatnich latach istnienia. Autor stawia tezę o zapoczątkowaniu końca starej Rosji właśnie w związku ze sprawą Miasojedowa. Nie wyrokuje przy tym jednoznacznie o winie pułkownika, dodając zawsze, ilekroć pisze na temat procesu „prawdopodobnie niewinny”

Książkę czyta się szybko. Autor posługuje się zwrotami w pełni zrozumiałymi dla odbiorcy niebędącego zawodowym historykiem. Niestety przyjemność lektury burzą niedociągnięcia w tłumaczeniu. Nie powodują one, rzecz jasna, u czytelnika odrazy, ale sprawiają wrażenie, jakby wydawnictwo nie do końca rzetelnie przeprowadziło korektę. W rozdziale ostatnim odnajdujemy jednakże bardzo poważny błąd merytoryczny: „ Rewolucja październikowa przyspieszyła uwolnienie Klary Miasojedowej [małżonki Sergiusza Miasojedowa – przyp. M. C]. Z relacji wynika, ze zdołała dotrzeć do Wilna, które stało się stolicą niezależnego państwa litewskiego.” Czyżby autor miał na myśli epizod z 1920 roku, kiedy to w ogniu zmagań polsko – bolszewickich czerwona Rosja wspaniałomyślnie przekazała zajęte przez siebie miasto Litwie? Jeśli tak, powinien zostać umieszczony stosowny przypis informujący o faktycznej przynależności miasta od 19 kwietnia 1919 roku; gdy nie uczynił tego autor, winno w stosowny sposób zareagować wydawnictwo, bowiem zapis o Wilnie, jako stolicy niepodległej Litwy w omawianym okresie rzuca się w oczy najpewniej każdemu, kto weźmie „Prawdziwy koniec carskiej Rosji” do ręki.
„Sprawa (…) Miasojedowa jest kluczowa w politycznej i wojskowej historii Rosji (…), zbadanie owej sprawy mogłoby przyczynić się do rozwoju badań nad historią społeczną i kulturalną, ponieważ może ona służyć, jako okno. Widać przez nie rosyjskie społeczeństwo targane już wstrząsami, które doprowadziły do jego upadku”.

I o tym właśnie jest książka Williama C. Fullera. Sprawa Miasojedowa była iskrą, która w odpowiednim czasie padła na przysłowiową beczkę prochu, lecz to niedomniemana zdrada wyższego oficera armii doprowadziła Romanowów na skraj przepaści, do której zostali wepchnięci przez bolszewików. Rosję ostatnich lat fin de siecle’u toczył nowotwór złośliwy dekadencji oraz rozkładu społeczeństwa i niemalże powszechnej nienawiści do najwyższej władzy państwowej. Casus Sergiusza Miasojedowa tylko ów stan rzeczy ujawnił.

Michał Cieślak
Autor jest pracownikiem Muzeum X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej

William C. Fuller, „Prawdziwy koniec carskiej Rosji. Szpiegomania i zmierzch imperium”, tłum. Maja Kittel, Warszawa 2008, Wydawnictwo Bellona, ss. 360

Aneks: Egzekucja w Warszawie

„18 marca 1915 roku o 10.35 rano w warszawskiej Cytadeli rozpoczęło się specjalne posiedzenie sądu wojennego. Sala, którą wybrano na miejsce rozprawy, była wielka, nieogrzewana i nieumeblowana, nie licząc kilku krzeseł i pokrytego zielonym filcem stołu, za którym siedział przewodniczący, pułkownik Łukirski, oraz czterech innych sędziów. Na ławie oskarżonych znalazł się podpułkownik Siergiej Mikołajewicz Miasojedow, lat czterdzieści dziewięć, tłumacz sztabowy rosyjskiej 10. Armii. Został oskarżony o szpiegostwo na rzecz Niemiec i groziła mu śmierć.

Miasojedow był oszołomiony nagłością aresztowania i tym, jak szybko postawiono go w stan oskarżenia. Udało mu się tylko wysłać list do matki – prosił, by ta zwróciła się z petycją o jego uwolnienie do generała M. W. Ruzskiego, dowódcy Frontu Północno-Zachodniego. „Jestem bezwzględnie niewinny, zarówno w kwestii czynów, jak i intencji – pisał – i nie wiem, co mi zarzucają”. Miasojedow wiedział tylko tyle, że padł ofiarą jakiegoś szalonego nieporozumienia: proces to pomyłka, wszystko z pewnością zostanie wyjaśnione i jego niewinność zostanie potwierdzona. Jednak w miarę jak upływały kolejne godziny, zjawiali się kolejni świadkowie i odczytywano zeznania nieobecnych, Miasojedow powoli tracił pewność siebie. A gdy poinformowano go, że nie będzie mógł skorzystać z prawa do obrony, w końcu zrozumiał, w jak wielkim znalazł się niebezpieczeństwie. O 18.15 sąd przerwał rozprawę, by ocenić materiał dowodowy. Niecałe dwie godziny później sędziowie zebrali się ponownie i wydali werdykt. Miasojedow został uznany za winnego przewinień opisanych w punktach la, 2 i 3 aktu oskarżenia. Karą miała być śmierć przez powieszenie. Po ogłoszeniu wyroku przewodniczący sądu zwrócił się do więźnia i zapytał, czy ten chciałby coś powiedzieć.

Miasojedow początkowo milczał, po czym nagle zaczął krzyczeć, że chce wysłać telegram do cesarza, że żąda, by dano mu okazję pożegnać się z matką. W końcu, zmożony emocjami, runął na podłogę i stracił przytomność. Strażnicy błyskawicznie ocucili więźnia, po czym wyprowadzili do celi na trzecim piętrze wojskowego aresztu w Cytadeli.

Przez kolejne kilka godzin Miasojedow żył nadzieją na akt łaski. W pośpiechu wysłał telegram do córki Musi i jej matki, nalegając, by spróbowały wyprosić łaskę w jego imieniu. „Zostałem skazany przez sąd wojskowy – napisał do córki. – Przysięgam, że jestem niewinny. Błagaj Suchomlinowów [ministra wojny i jego żonę], żeby mnie ratowali. Błagaj cesarza, żeby oszczędził mi życie”. Jednak wraz z upływem czasu gorączkowa aktywność pułkownika przemieniała się w najczarniejszą rozpacz.

O północy do celi Miasojedowa przyszedł pop, ojciec W. W. Kristanier. Kiedy wychodził, więzień poprosił o pozwolenie wyjścia do toalety. Kapitan D. M. Jeremiew otworzył celę, po czym eskortował skazańca do latryny w korytarzu. Miasojedow zamknął się od środka, po czym po kilku minutach nagle usłyszano jego krzyk: „Teraz! Teraz!”. Jeremiew kazał strażnikom wyłamać drzwi. W środku zobaczyli, że Miasojedow stoi pochylony pod ścianą a przód jego koszuli ocieka krwią: udało mu się zdjąć pincenez, roztrzaskać szkła i zadać sobie trzy ciosy w gardło. Gdyby nie interwencja Jeremiewa, z pewnością przeciąłby sobie tętnicę szyjną.

Więźnia odprowadzono do celi, gdzie następnie lekarz wojskowy M. D. Wojciechowski udzielił mu pierwszej pomocy. Po opatrzeniu ran Miasojedow poprosił, by mógł raz jeszcze przyjąć popa. Ojciec Kristanier wysłuchał ostatniej spowiedzi pułkownika, po czym udzielił mu komunii. Niemal natychmiast po zakończeniu sakramentu Miasojedow został pochwycony przez strażników, którzy wywlekli go na korytarz, a stamtąd na rusztowanie usytuowane na pochyłym terenie za wewnętrzną cytadelą. O 3.13 nad ranem zaciśnięto mu pętlę wokół szyi. Ponieważ szubienica liczyła niecałe 4 metry wysokości i nie miała zapadni, relacje głoszą, że Miasojedow dusił się przez piętnaście minut6. Kiedy konwulsje ustały, ciało skazańca zostało odcięte, owinięte szorstkim brezentem i załadowane na wojskową ciężarówkę. Następnie wywieziono zwłoki za miasto i pogrzebano w bezimiennym grobie".

William C. Fuller, „Prawdziwy koniec carskiej Rosji. Szpiegomania i zmierzch imperium”, ss. 13-15

Myśl Polska, nr 37-38 (13-20.09.2015)

Dzial: