Prawda o Westerplatte

westerplatte 3.jpg
Niemiecka nazwa stosunkowo niewielkiego skrawka ziemi u ujścia Martwej Wisły, stała się jednym z najważniejszych symboli historii Polski. Geograficzna nazwa miejsca, obok takich jak Grunwald czy Monte Cassino, urosła do miana jednego z najważniejszych miejsc w historii Polski. I nie tylko Polski.

To właśnie tu, na Westerplatte, 1 września 1939 r. o godzinie 4.45 padły pierwsze strzały najtragiczniejszej z dotychczasowych wojen, jakie stoczyła ludzkość. Wojna ta, jak żadna inna z dotychczasowych dokonała tak radykalnych zmian w ówczesnym świecie w zakresie politycznym i społecznym państw i narodów Również w kwestiach moralnych w odniesieniu do poszczególnych ludzi, którzy ją przeżyli czy to jako cywile, czy to jako żołnierze na froncie spowodowała ogromne przemiany. I fakt pierwszeństwa Westerplatte, choć były przecież miejsca, które nieco wcześniej zostały zaatakowane (np. Wieluń), jest niekwestionowanym symbolem rozpoczęcia II wojny światowej. Już choćby z tego powodu to wydarzenie z przed 76. lat zasługuje na rzetelną monografię. Właśnie w końcu roku 2014 na półki księgarskie trafiło monograficzne opracowanie złożone z dwóch tomów pióra dr. Andrzeja Drzycimskiego.

Solidna podstawa źródłowa

Już na wstępie prezentacji tego wydawnictwa należy podkreślić podstawową cechę odróżniającą ją od sporej liczby wydawnictw z minionych dziesięcioleci. Niemal wszystkie opierały się na relacjach uczestników tego wydarzenia. A jeśli już to odwoływały się jedynie do polskich zasobów archiwalnych. Były więc skażone piętnem subiektywizmu. Trudno się temu dziwić. Na przeszkodzie do gruntownych badań historycznych stały dwie bariery. Pierwszą był fakt odgrodzenia historyków polskich od zasobów archiwalnych w Niemczech czy Wielkiej Brytanii przez trudną do przebycia granicę. W przypadku tej ostatniej, również tych przechowywanych w instytucjach polonijnych, jak na przykład w Instytucie i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie. A jeśli już któryś z polskich historyków mógł udać się w celach naukowo-badawczych na tzw. Zachód, to niestety wiele dokumentów było niedostępnych z uwagi na cezurę czasowej nieudostępniania archiwów dotyczących II wojny światowej.

A takową były i są obłożone archiwalia zwłaszcza dotyczące kwestii dyplomatycznych czy wydarzeń, które możemy określić mianem „trudnych”, tak jak ma to miejsce np. w przypadku katastrofy w Gibraltarze. W latach 90. XX w. owe wymogi cenzury czasowej zaczęły stopniowo wygasać. Ponadto przemiany polityczne, zwłaszcza w Europie Środkowo-Wschodniej po roku 1989 miały tu swoje niebagatelne znaczenie. Oba te fakty umożliwiły polskim historykom sięgnięcia do niedostępnych do tej pory zasobów i na podstawie kwerendy materiału źródłowego przeprowadzenie nowej interpretacji wydarzeń historycznych.

okl westerplatte.jpg

Z tej szansy skorzystał autor przedstawianej monografii. Napisana przez niego książka, to wyczerpujące, dwutomowe opracowanie. Tom 1 – „Reduta w budowie 1926-1939” to historyczna relacja na temat historii miejsca, na którym w latach 20. i 30. XX w. powstała i funkcjonowała Tranzytowa Składnica Wojskowa. Sam tytuł tomu jest nieco mylący. Autor nie rozpoczyna swojego wywodu w roku 1926. Cofa się o niemal 100 lat wstecz i opowiada o historii tego miejsca jako kurortu dla mieszkańców Gdańska i przybywających licznie turystów.

Składnica

We wspomnianym w tytule roku 1926 zaczęła się historia, która dla Polaków stanowi jeden z ważniejszych symboli niezależności, obrony godności narodowej i bohaterstwa. By jednak tą historię dobrze zrozumieć trzeba ją opowiedzieć od początku z całym podłożem politycznym. Na mocy postanowień Traktatu Wersalskiego w 1920 r. ustanowiono Wolne Miasto Gdańsk. Zgodnie z jego postanowieniami, obie bezpośrednio zainteresowane strony, czyli Rzeczpospolita Polska i Niemcy miały zagwarantowane równe prawa. Piętrzone przez stronę niemiecką przeszkody skłoniły władze polskie do starań o wyodrębnienie terenu na Tranzytowa Składnicę Wojskową z własnym basenem portowym. Zresztą trudności te stały się również argumentem przemawiającym za decyzją o budowie portu i miasta w Gdyni.

Polskie starania w kwestii Składnicy zakończyły się wydzieleniem terenu o powierzchni 60 ha. Swój materialny wyraz decyzja ta zaczęła nabierać po 31 października 1935 r. Był to początek prac budowlanych i hydrotechnicznych (basen portowy) mających na celu stworzenie infrastruktury umożliwiającej działalność składnicy na Westerplatte. Zostały tutaj poruszone aspekty polityczne, militarne a nawet kulturowe. Jest to efekt żmudnych badań archiwalnych autora. Poprzez tą narrację historyczną doprowadza czytelnika do punktu kulminacyjnego tej historii – pierwszych dni września 1939 r.

Przeciwko „poprawiaczom” historii

Historii tych dni został poświęcony cały tom drugi – T. 2 – „Reduta wojenna 1939”. Obronie Westerplatte w polskiej historiografii poświęcono wiele miejsca. W ostatnich latach na bazie przywróconej wolności słowa, wielu autorów próbowało i czyni to nadal, w różny, często oderwany od rzetelności warsztatu historycznego sposób przedstawiać wydarzenia, przez co ich obraz bywa przedstawiany w krzywym zwierciadle. Niejednokrotnie dochodzi nawet do ośmieszającego ukazania tego, co działo się wówczas na Westerplatte. Kroplą, która przelała czarę goryczy w tej sprawie stał się scenariusz nowego filmu fabularnego „Tajemnica Westerplatte”, którego reżyserem jest Paweł Chochlew (film po zmianach w scenariuszu powstał w 2013 r.). Poproszony o jego ocenę Drzycimski wypowiedział się jednoznacznie przeciwko temu projektowi. Ta krytyka stała się jednocześnie bezpośrednim impulsem do podjęcia pracy badawczej, mającej na celu napisanie historii Westerplatte. Niezaprzeczalnym atutem autora był fakt, iż w latach 90. XX w., w wyniku upływu czasu od II wojny światowej nastąpiło odtajnienie archiwów i otwarcie granic, o czym była już mowa na początku tego omówienia.

Wspomniałem też na wstępie, że najnowsze opracowanie zostało oparte na materiale archiwalnym. O bogactwie tego ostatniego przekonać może się każdy, kto choć pobieżnie przyjrzy się zamieszczonemu na końcu zestawieniu bibliograficznemu. Była to niewątpliwie przeogromna praca. Ale tylko dzięki temu mogło powstać tak rzetelne opracowanie naukowe na temat Westerplatte. Dało to również możliwość wyprostowania wielu funkcjonujących w społeczeństwie nieprawdziwych mitów, które przez wiele lat szkodziły środowisku kombatantów – żyjących obrońców Westerplatte.

Na wstępie oceny tej historii, a szczególnie w odniesieniu do postaw moralnych „lwów z Westerplatte” trzeba zwrócić uwagę na fakt, że ów oddział wartowniczy został wydzielony z Wojska Polskiego do działań poza granicami kraju. Ponadto działał on na terenie niezwykle trudnym, by nie rzec, że wręcz wrogim. Stało się to szczególnie odczuwalne po roku 1933. Tą sytuację na pewno doskonale zrozumieją dzisiejsi weterani polskich kontyngentów wojskowych uczestniczący w misjach zagranicznych.
Uzmysłowienie sobie tego faktu powinno pomóc w zrozumieniu owych „kontrowersyjnych” kwestii obrony Westerplatte, a zwłaszcza ich wyjaśnienia nie po myśli niektórych autorów zajmujących się dziś historią. Z powyższego kontekstu wynika choćby kwestia zasad doboru żołnierzy do tego oddziału wartowniczego i to na wszystkie szczeble – od dowódcy po szeregowca. Od wszystkich kandydatów wymagano najwyższych kwalifikacji moralnych i wojskowych. Z przeprowadzonych analiz materiału źródłowego wynika, iż sito, przez jakie przechodzili żołnierze było niezwykle gęste. Z uwagi na reprezentowane wartości moralne, trudno sobie wyobrazić zachowania żołnierzy, które starają się uwypuklić niektórzy dzisiejsi autorzy – załamania, próby dezercji czy zachowań powiedzmy najogólniej o charakterze wybryków chuligańskich.

Kto dowodził?

Jedną z bardziej kontrowersyjnych kwestii, bardzo podnoszoną jest problem dowodzenia obroną Westerplatte. Od pewnego czasu krąży opinia jakoby mjr Henryk Sucharski załamał się, został wręcz uwięziony przez podwładnych a dowodził kpt. Franciszek Dąbrowski. Tak może pisać jedynie ktoś, kto nie ma pojęcia o wojsku, zasadach w nim panujących, a sprawy wojskowe poznawał jedynie z filmów czy literatury, które to przekazy niekoniecznie rzetelnie mówią o tych kwestiach. Pierwszym krokiem prowadzącym do rozwiązania tego zagadnienia jest uzmysłowienie sobie faktu, iż mjr Sucharski dowodził całością Składnicy. Na jego zastępcy kpt. Dąbrowskim spoczywała odpowiedzialność za sprawy wojskowe – przygotowanie terenu do obrony, wyznaczenie obsad poszczególnych placówek (wartowni i placówek polowych), za wyszkolenie żołnierzy, zapewnienie właściwej ilości broni i amunicji. To on miał bezpośredni kontakt z żołnierzem liniowym. W żadnym zachowanym dokumencie, a przeanalizował ich autor wiele, nie znalazł jakichkolwiek śladów zachwiania obowiązującej hierarchii wojskowej. Nigdzie nie znalazł najmniejszego śladu zachwiania pozycji mjr. Sucharskiego. A co chyba istotne, a może najistotniejsze, takiego śladu nie ma również w dokumentach sporządzonych przez samego kpt. Dąbrowskiego.

sucharski.jpg

Kolejnym dowodem jest fakt, iż autor doliczył się dwóch, a możliwe, że była i trzecia, odprawa dowódcza. Każdemu znającemu zasady obowiązujące w wojsku, wiadomo, że takowe może zwoływać jedynie nominalny dowódca jednostki. Jak więc mógł to czynić niższy stopniem i funkcją, a także co w armii II RP miało ogromne znaczenie młodszy służbą. Podstawą do ustalania hierarchii wojskowej były wydawane wówczas Roczniki Oficerskie, które zawierały Listy starszeństwa oficerów. W przypadku równych stopni, np. major – major, o starszeństwie decydowała data awansowania. W wielu opracowaniach dotyczących Wojska Polskiego II RP i PSZ znajdujemy zapis „kpt XXX awansowany do stopnia majora ze starszeństwem od…” Podkreślenie to miało ogromne znaczenie np. przy oddawaniu honorów, zajmowaniu stanowisk służbowych a nawet miejscu w kasynie oficerskim. Tak więc – co stwierdza z całą stanowczością Drzycimski – dowodził od początku do końca mjr Sucharski i on brał odpowiedzialność za to wszystkie podejmowane decyzje.

Niedoszła kapitulacja

Kolejną kontrowersją wzbudzającą wiele emocji jest sprawa domniemanej próby kapitulacji 2 września. Aby w pełni móc przeanalizować to zagadnienie trzeba cofnąć się do ostatnich dni pokoju w sierpniu 1939 r. Plany operacyjne obrony Wybrzeża nie przewidywały włączenia oddziałów Wojska Polskiego z głębi Polski do działań na Wybrzeżu, że Westerplatte i pozostałe punkty obrony na Wybrzeżu nie mogły liczyć na wsparcie z zewnątrz.

O braku wsparcia mjr Sucharski dowiedział się 31 sierpnia we wczesnych godzinach przedpołudniowych od ppłk. dypl. Wincentego Sobocińskiego. Oficer ten pełnił funkcję szefa Wydziału Wywiadu Wojskowego w Komisariacie Generalnego RP w Gdańsku. W tym dniu złożył niezapowiedzianą wizytę w Składnicy. Wiązała się ona prawdopodobnie z otrzymaną rano informacją o odwołaniu planu polskiego desantu w rejonie Gdańska. W rozmowie w cztery oczy poinformował o tym wyłącznie dowódcę. Takie postępowanie wynikało z trzech powodów. Po pierwsze, to mjr Sucharski dowodził całością i w ten sposób tylko on musiał mieć wgląd na całość sytuacji militarnej. Ponadto był on współpracownikiem Oddziału II Sztabu Generalnego WP, czyli wywiadu i kontrwywiadu. I wreszcie chodziło o utrzymanie w szeregach żołnierzy chroniących Składnicy morale. Tak więc jedynie on wiedział, że w przypadku konfliktu będą zadni wyłącznie na siebie.

W świadomości obrońców funkcjonowało przekonanie, że muszą wytrzymać 12 godzin, po czym nastąpi desant z Gdyni dla wsparcia obrońców. Dlatego po ciężkim bombardowaniu w dniu 2 września zrodziła się wątpliwość co do celowości dalszej obrony. I na tym tle zrodziło się przekonanie o domniemanej próbie kapitulacji. Ale to tylko pogłoska. Na podstawie dokumentów autor udowodnił, że po przeanalizowaniu sytuacji, na odprawie dowódczej zapadła decyzja o dalszej obronie.

Westerplatte.jpg

Inną kwestią, która wzbudza do tej pory wiele emocji jest zagadnienie liczebności oddziału broniącego Westerplatte. Po latach padały różne liczby, a ich rozpiętość wahała się od 160 do 210 żołnierzy. Warto zwrócić uwagę, że zagadnieniem tym byli zainteresowani sami Niemcy. Oni również przeprowadzili takie analizy w oparciu o zasoby archiwalne. W ten sposób lista ta została zweryfikowana na 210 osób.
Prezentacja książki o Westerplatte nie byłaby pełną bez omówienia aparatu naukowego. Nie uchodzi tutaj o załączniki, w jakie powinny być wyposażone opracowania naukowe takie jak np. indeks osobowy. Wcześniej była już mowa o Bibliografii.

Ale niezwykle ważnym elementem są przygotowane przez autora tabele. Ich opracowanie nie byłoby możliwe bez dokładnej analizy źródeł historycznych. Zestawienia tabelaryczne – jest ich w książce 6 oraz 4 schematy – stanowią kwintesencję całego opracowania. Tabele prezentują zarówno przygotowania strony polskiej jak i niemieckiej do walk na Westerplatte. W tym pierwszym przypadku obejmują one kalendarium walk w dniach 1-7 września 1939 roku, a także wykazy osobowe załogi. Ponadto autor sporządził schematy organizacyjne systemu obrony. W odniesieniu do strony niemieckiej zostało zaprezentowane zestawienie tabelaryczne przygotowań nieprzyjaciela do planowanej operacji. Pokusił się również analizę zestawień na temat stanu załogi Westerplatte w opublikowanych przez Niemców źródłach i opracowaniach jakie ukazały się w latach 1939-2010.

Dzieło życia

Wydanie tej książki przez dr Andrzeja Drzycimskiego uznać należy za jego opus vitae. Jest to niejako podsumowanie dotychczasowej działalności badawczej autora. Nie ulega wątpliwości, że jest to książka bardzo potrzebna. I to z różnych punktów widzenia. Oczywiście pierwszym i podstawowym jest historia, jej wyjaśnienie i przedstawienie. Można je również ocenić z punktu widzenia metodologii warsztatu historyka. Autor nie skupił swojej uwagi na pierwszych siedmiu dniach września 1939 r. Przedstawił panoramę historyczną sięgając do początków funkcjonowania tego miejsca w życiu społecznym. A więc nie prezentuje obrony Westerplatte jako wydarzenia wyrwanego z kontekstu czasu i przestrzeni. Tak opracowana książka historyczna winna stać się lekturą obowiązkową jako wzorzec dla młodych historyków przygotowujących książki historyczne. Również pod względem rzetelności warsztatu badawczego.

Walory merytoryczne predestynują to opracowanie by funkcjonowało w międzynarodowym obiegu historycznym. Dlatego wydawca, autor i wszyscy, którym ta historia jest bliska powinni zadbać o to, by dokonać jej tłumaczenia przynajmniej na język angielski. Jej przeznaczeniem winno być dotarcie do czytelników w wielu państwach. I nie chodzi tutaj tylko o zwykłą popularyzacje historii. Chodzi o coś znacznie więcej – o upowszechnienie prawdy historycznej bez zacietrzewienia i zabarwienia nacjonalistycznego.
Andrzej Kotecki
Autor jest pracownikiem Muzeum Niepodległości w Warszawie

Andrzej Drzycimski, „Westerplatte. T. 1. „Reduta w budowie 1926-1939”; T. 2 „Reduta wojenna 1939”, Fundacja Gdańska, Gdańsk [b.r.w.]
Myśl Polska, nr 35-36 (30.08-6.09.2015)

Dzial: