Zanik pamięci

ukraine_1.jpg
„Nasze Słowo” nr 28(3022) z 12 lipca 2015 roku zamieściło sążnisty artykuł Natalii Romaniuk pod tytułem:” Historyczne paralele rosyjskiej geopolityki”. Tytuł artykułu co nieco mija się z tekstem, bowiem w tekście jest także ujęta polityka niemiecka. Według mnie tytuł powinien brzmieć: „W okowach dwóch zbrodniarzy”.

Ale darujmy to, wszak autorowi wolno tytułować swoje artykuły według własnego uznania. Artykuł rozpoczyna się owszem, obiektywnie, a dotyczy prowokacji niemieckiej w radiostacji Gliwice, która miała miejsce tuż przed rozpoczęciem, przez Niemców, II Wojny Światowej. Szczegóły prowokacji wielokrotnie były opisywane przez różne pisma historyczne i publicystyczne. Nic nowego nie podano, chyba tylko to, że do rocznicy wybuchu wojny zostało jeszcze półtora miesiąca, a pisze to w rocznicę apogeum ludobójstwa na Kresach Wschodnich. Można się tylko domyślać, że jest to przykrywka wydarzeń, której 72. rocznicę obchodziliśmy 11 lipca br., to jest rocznicy Krwawej Niedzieli.

Dalej autorka artykułu przechodzi do „spisku” Niemcy-Związek Sowiecki, jakim był podpisany przez te państwa 23 sierpnia 1939 roku pakt Ribbentrop-Mołotow, którego efektem był początek wojny światowej i rozbiór Polski. W całym artykule, o dziwo, używane są określenia Niemcy i Związek Sowiecki, rzadko dziś spotykane określenia. Artykuł jest podzielony na kilka, jakby, podtytułów „Operacja Tannenberg”, „Dwaj agresorzy”, „Wpływ sieci agentury”.
Można by omawiać w szczegółach cały artykuł, jako dość rzetelny zapis. Jednak jak to bywa rzetelnym zapisem osłania się inne tragiczne wydarzenia. Jest to po prostu półprawda, a wiadomo, półprawda to nic innego jak kłamstwo.

Zatrzymam się na jednym z podtytułów „Dwaj agresorzy”. Można by to przyjąć, gdyby w tym podtytule był zapis „wśród innych agresorów” byli właśnie ci dwaj. Tymczasem cała zawartość artykułu sprowadza się do krytyki Niemców i Rosjan. Padają określenia o rozbiorze Polski, chodzi o skutki układu Mołotow-Ribbentrop, a pomija się wcześniejszy „układ”. Po prostu nie ma w pełni wszystkiego, wszak przed paktem z 23 sierpnia 1939 roku był Światowy Kongres Nacjonalistów Ukraińskich w 1929 roku w Wiedniu, któremu przewodniczył Jewhen Konowalec. Kongres dotyczył rozbioru Polski. Przypomnę, że Kongres uchwalił sposób zawładnięcia przez Ukraińców Polskę. Uchwalił też „dekalog nacjonalisty ukraińskiego”, który do dzisiaj nie został unieważniony. Po Kongresie dokonano wiele zamachów w Polsce pod kierownictwem Stepana Bandery, zamordowano między innymi Ministra Spraw Wewnętrznych Bronisława Pierackiego. Wszystko działo się obok Niemców i Rosjan. Niemcy i Rosjanie szkolili się, przygotowywali się do dywersji, a w końcu do wojny, natomiast Ukraińcy tej agresji dokonywali na bieżąco. Oczywiście wszystko to działo się przed wojną.

Po wybuchu wojny zmieniła się metodyka działań. W 1939 roku, po wkroczeniu bolszewików na terytorium Polski, Ukraińcy poczuli się gospodarzami na Kresach Wschodnich i podjęli pełną współpracę z okupantem sowieckim. Współpraca polegała na rzeczywistej pomocy Sowietom przy wywózce Polaków na Sybir. Ukraińcy podawali Rosjanom gotowe listy do wywózki. Sowieci też potraktowali Ukraińców jako gospodarzy na właściwym miejscu. Do kołchozów nie namawiali. Ukraińcy sami ochoczo przystępowali do wspólnego gospodarowania. Oczywiście wykorzystywali opór Polaków. Po prostu zabierali im co lepsze kawałki ziem i włączali do kołchozów ukraińskich.

Wśród społeczności ukraińskiej zapanował wielki smutek, kiedy w czerwcu 1941 roku Sowieci uciekali przed nawałą niemiecką. Ale to trwało krótko. Oto Bandera ogłosił niepodległość Ukrainy i zaczął współpracę z Niemcami. Wprawdzie Hitler szybko unieważnił ów manifest, jednak nie przeszkodziło to we współpracy Ukraińców z Niemcami. Rozpoczęło się szkolenie młodych ludzi ukraińskich. Odbywało się ono pod dowództwem niemieckim. W końcu część szkolonych przez Niemców Ukraińców poszła do lasu, a część poszła na pełną współpracę z Niemcami.

Jako jeden z przykładów współpracy Ukraińców z Niemcami, niech będzie aresztowanie przez Niemców dwóch działaczy polskiego i ukraińskiego. Byli nimi Stepan Bandera i Stefan Rowecki. Jak dla ironii, w obozie dzieliła ich tylko ściana. Na wybiegach spotykali się i rozmawiali ze sobą. Po wybuchu Powstania Warszawskiego Stefana Roweckiego Niemcy zamordowali, a Stepana Banderę skazali na areszt domowy. Powstała 14. Dywizja SS-Galizien składająca się z ochotników ukraińskich pod niemieckim dowództwem. Dokonano uzgodnień Ukraińców z Niemcami i rozpoczęło się piekło na ziemi. O tym wszystkim ani słóweczka w artykule „Naszego Słowa”. Tylko Rosjanie. Kim byli Rosjanie, kim byli banderowcy? Ja wpadłem w ręce Rosjan. Wróciłem do domu żywy. Nawet nie podpisywałem żadnego listu kolaboracyjnego. A proszę mi wskazać jedno tylko nazwisko Polaka, oczywiście który popadł w ręce banderowców i wrócił cały i żywy?

Ja poszedłem na współpracę z Sowietami, tak jak wszyscy żołnierze I i II Armii Wojska Polskiego w Sowietach, z tym, że zamiast podpisu o współpracy przebyłem jakiś odcinek frontu. Część Polaków musiała jeszcze walczyć w Bieszczadach z bandami ukraińskimi, gdzie dopiero w 1947 roku zakończyła i zdemobilizowała żołnierzy polskich akcja „Wisła”.

Wrócę jeszcze do artykułu w „Naszym Słowie”, czy tego rodzaju wydarzenia o wrogości do Polski strony ukraińskiej, można było pominąć? 11 lipca 2015 roku była 72. rocznica apogeum ludobójstwa. Proszę, nie tylko Ukraina, ale i Polska łaskawie pominęła, ale i puściła w niepamięć traktując to jako epizod lub chęć ucieczki od odpowiedzialności za wymordowanie 200 tysięcy niewinnych ludzi, zwłaszcza, że mordercy, którzy jeszcze żyją chodzą w glorii chwały, a którzy już odeszli, mają na swych grobach potężne pomniki, jako wdzięczność za „walkę o niepodległość” Ukrainy. Pytanie tylko gdzie i jakie to były walki? Z oseskami w dosłownym tego znaczeniu?

Autorka artykułu zarzuca Polakom współpracę z Rosją skierowaną przeciwko Ukrainie. Być może tak. Nie znam bliżej tej sprawy, muszę zawierzyć pani Natalii. Jednak ze swojej strony powiem pani Romaniuk, że współpraca Sowietów z Ukraińcami sięga lat trzydziestych XX wieku. Pamiętam doskonale co ludzie mówili o strajkach Ukraińców w zakresie blokady dróg dojazdowych do miast. Blokady przerywały dostawy jadła dla miasta. Mówiło się wówczas, że strajkującymi dyrygują komuniści z ówczesnej Rosji. Pamiętam też jak w 1939 roku Ukraińcy witali Sowietów bramami tryumfalnymi. Pamiętam też jak Ukraińcy wspomagali Sowietów w wysyłce Polaków na Syberię. Na przykład moich wujostwa wskazali na wywózkę, w zamian za donos otrzymali jeden kilogram cukierków. Moi wujostwo, jako 9-osobowa rodzina, była bardzo biedna, ale i bardzo patriotyczna. Pamiętam też współpracę Ukraińców z Niemcami w zakresie mordowania w pień wszystkich Żydów. Cóż więc znaczy dzisiejsza współpraca, o ile rzeczywiście ona istnieje, Polaków z Rosjanami.

Śmiało mogę powiedzieć, że dzisiaj tym tematem można zasłonić obchody 72. rocznicy apogeum ludobójstwa na Kresach Wschodnich. Temat po polskiej stronie, ze względu na wojnę na wschodzie Ukrainy, jest zablokowany, a po stronie ukraińskiej hulaj dusza…

Rosja sowiecka w Katyniu i innych miejscach wymordowała 22 tysięcy kadry wojskowej i inteligencji polskiej, okazała nawet dokumenty z podpisami przywódców, którzy wydali wyrok skazujący niewolników polskich na śmierć. Banderowcy wymordowali 200 tysięcy bezbronnych ludzi – kobiet, dzieci, starców. Nie określono jednak za co, kogo? Nie określono nawet kto to uczynił? W mojej dość bliskiej rodzinie są ofiary Sowietów i banderowców. Proszę powiedzieć, których mam uszanować, a których potępić? Kto jest moim przyjacielem, a kto wrogiem? Komu mam pomagać, a kogo krytykować? Jedni i drudzy powołują się na wiarę prawosławną i greckokatolicką, która z nich nie święciła narzędzi zbrodni? Komu mam wierzyć? Banderowcy dążą do zmiany granic kosztem Polski. Rosja też chce zmienić granice, ale kosztem Ukrainy.
Na zakończenie pytanie, chyba retoryczne: Czy przypadkiem banderowcy nie powinni dziękować Związkowi Sowieckiemu za granicę zachodniej Ukrainy?... Dorośli zdawałoby się poważni, a przynoszą wstyd przedszkolakom, które, czasami, bawią się w wojnę.

Antoni Mariański

Dzial: