Polityczna beczka

sejmiki.jpg
W perspektywie nachodzących wyborów nie wolno nam zaniechać przemyśleń nad tragicznym w dziejach polskiej demokracji zjawiskiem rwania postawu czerwonego sukna (Henryk Sienkiewicz).

W atmosferze biadolenia nad własną szlachetnością i perfidią zaborców nie zauważyliśmy, że mamy nieodrobioną lekcję z demokracji, którą kraje europejskie zaliczały w ostatnich 300 latach. Odrabiając te zaległości spróbujmy sięgnąć do podstawowych obowiązków posła (senatora), które dziś egzekwujemy: "Posłowie i senatorowie są reprezentantami Narodu, nie wiążą ich instrukcje wyborców, niedopuszczalne jest ich odwołanie przez wyborców".

Zniesienie wiążącego charakteru instrukcji wyborców dla posłów wprowadziła już Konstytucja 3 Maja, która głosiła, że "wszystko i wszędzie większością głosów decydowane być powinno". Jeżeli nie wyborcy, to któż inny może dyscyplinować posła (senatora)? Żadne czary nad ordynacją wyborczą nic tu nie pomogą, trzeba wrócić do zapisu o realnej możliwości odwołania posła (senatora) przez wyborców w jego okręgu wyborczym. Drzwi powinny jednak móc być zamykane niezależnie z obu stron. Okręg wyborczy mając swoich zdyscyplinowanych posłów (senatorów), może manipulować dobrem całego narodu, blokując ogólnopaństwowe funkcje okręgu, albo na przykład prowokując jego wyborców do walki przeciw całemu narodowi.

Drugą stronę drzwi powinna więc stanowić Konstytucja, oparta obligatoryjnie na Prawie Naturalnym, a więc niepodważalna. Poseł (senator) może wówczas poruszać się swobodnie między dwoma zderzakami: wyborcy – Konstytucja. Klasyczna definicja państwa brzmi, że jest to "ustrój, ludność i terytorium". Wizualizacja państwa jest wówczas bardzo prosta: jest to beczka polityczna, której obręcze (rząd) pozostają w równowadze z klepkami (samorząd). Trwałość beczki, jej szczelność potrzebuje polityki opartej na Prawie Naturalnym, moralny charakter tej polityki może zagwarantować tylko Kościół Rzymsko-Katolicki, jako znawca cywilizacji personalistycznej.

Rozwiązania szczegółowe są w swoich rezultatach najczęściej wcale nieszczegółowe. Zastosujmy więc nasze rozważania do problemu o charakterze pytania, aby wskazać obligatoryjnie na podział kompetencji między obręczami i klepkami naszego państwa – beczki. Pytanie brzmi: czy przypadkiem współczesna demokracja nie zgadza się a priori na paserstwo w klasycznym tego słowa rozumieniu? Przeanalizujmy mechanizm wyzbywania się przez Polskę majątku narodowego za zgodą zwykłej większości w Sejmie i Senacie.

W internecie czytamy, że "paserstwo ma miejsce wtedy, gdy paser wie o przestępczym pochodzeniu przedmiotu (paserstwo umyślne), czy też w konkretnym przypadku mógł i powinien takie pochodzenie rzeczy stwierdzić na podstawie towarzyszących okoliczności np podejrzanie niskiej ceny, sprzedaży bez dokumentów lub w niekompletnym stanie itp." Otóż okoliczności wyzbywania się, często za bezcen, wielkich obiektów gospodarczych mogą stawiać – wolno przypuszczać – posłów (senatorów) w niezręcznej roli przywłaszczycieli majątku, stanowiącego własność wszystkich obywateli.

Po ogłoszeniu wszem wobec upadku socjalkomunizmu przez Centralne Siły Polityczne, z życia gospodarczego "wyparowała" odpowiedzialna jednostka – fundament personalistycznej cywilizacji łacińskiej. W ciągu minionych 26 lat III RP dochody z wyprzedaży gospodarki były gdzieś księgowane. Równolegle kolejne rządy ciułały zupełnie małe wpływy do budżetu, np. uzyskiwane przez obcinanie dodatków typu socjalnego osobom wychowującym niepełnosprawne dzieci. Te miliardowe (choć po zaniżonej cenie) wyprzedaże, a obok te malutkie wpływy budżetowe, być może one razem finansowały domy zastępcze po kilka tysięcy zł na dziecko, odebrane biednej rodzinie biologicznej, nie będącej zapewnić należytego standardu swojemu potomstwu. Czy posłowie i senatorowie zachowywali się wówczas jako reprezentanci cywilizacji łacińskiej?

Polska w całej swojej historii boryka się z mieszanką cywilizacji gromadnościowych, atakującą personalistyczną cywilizację łacińską. Jak będzie funkcjonować polityczna beczka III RP, do której rząd będzie upychał tysiącami imigrantów, przydzielanych nam teraz przez Unię Europejską? Wyjazdy za pracą najzdolniejszych Polaków i przyjmowanie kandydatów do niepewnej asymilacji, to przemyślana blokada odbudowy cywilizacji łacińskiej.

Andrzej J. Horodecki
Myśl Polska, nr 29-30 (19-26.07.2015)