Jak Polacy i Rosjanie niewinnych Ukraińców pod Przebrażem zabijali

upa 23.jpg
Przebraże na Wołyniu – symbol dramatycznej samoobrony zagrożonej zagładą ludności polskiej. Warowny polski obóz, gdzie przerażeni ogromem zbrodni dokonywanej przez UPA i ludność ukraińską Polacy skupili się, żeby ocalić życie. Od 10 do 20 tysięcy ludzi, dzieci, kobiet i starców, skupionych na małym terytorium oczekiwało niemal codziennie ataku, drżąc o swoje życie.

Samoobrona w Przebrażu mogła liczyć tylko na siebie i działający w pobliżu duży oddział partyzancki sofickiej płk. Nikołaja Prokopiuka, z którym nawiązano kontakt. 30 sierpnia 1943 roku kilka tysięcy upowców i miejscowej ludności zaatakowało Przebraże w celu całkowitej likwidacji tego punktu oporu. Porażka zakończyła by się rzezią zgromadzonej tu ludności polskiej.

W rocznicę tych wydarzeń na Wołyniu miejscowe władze i aktywiści partia Swoboda oddali "hołd „zamordowanym” Ukraińcom. W uroczystości wzięli udział przedstawiciele miejscowych władz. Dzisiaj nie ma już wsi Przebraże, jest w pobliżu wieś Hajowe. Oto jak widza te wydarzenia Ukraińcy. Tekst relacjonujący bitwę o Przebraże zamieszczono na stronie internetowej volynrada.gov.ua. Tłumaczenia dokonał jeden z Kresowiaków, a nadesłał Wiesław Tokarczuk. Oto fragmenty:

„Pierwszy zastępca szefa wołyńskiej rady obwodowej Ołeksandr Pyrożyk i deputowany obwodowej rady Mykoła Dawydiuk odwiedzili leśny masyw w pobliżu wsi Hajowe (rejon kiwercki), gdzie latem 1943 roku odbył się masowy mord na Ukraińcach dokonany przez polskich szowinistów i rosyjskich partyzantów. Deputowani chcą uwiecznić pamięć rozstrzelanych żołnierzy UPA i ludności cywilnej miejscowych wsi, stawiając na miejscu tragedii znak pamiątkowy.

„To była jedna z najbardziej dramatycznych i najmniej zbadanych stron wołyńskiej tragedii. Dramatyzm sytuacji polega na tym, że do zbrojnego konfliktu między Polakami a Ukraińcami wtrącili się rosyjscy partyzanci, którzy zaczęli zabijać nieuzbrojonych ukraińskich cywili. W tym nierównym boju prawie 200 żołnierzy UPA próbowało wyprowadzić spod ognia oddziałów polskiej samoobrony nieuzbrojonych ukraińskich mieszkańców, a w tym czasie tak zwani „czerwoni” partyzanci zaszli Ukraińców od tyłu i zaczęli strzelać im w plecy. W rezultacie zabito prawie 1500 bezbronnych Ukraińców. Dokładne miejsce rozstrzelania do tej pory nie było ustalone, na miejscu, gdzie masowo przelewała się krew naszych rodaków, dotąd nie było nawet jednego prawosławnego krzyża” – określił cel poszukiwawczej ekspedycji Ołeksandr Pyrożyk.

Według świadectw historyków, do połowy 1943 roku we wsi Przebraże (teraz Hajowe) żyło w przybliżeniu 20 tysięcy Polaków. Tu przebywała tak zwana samoobrona, która była dobrze uzbrojona. Jako że tych żołnierzy trzeba było wyżywić, ich oddziały, jak mówią świadkowie tych wydarzeń, regularnie zajmowały się grabieżami, maruderstwem i poniżaniem ukraińskiej ludności, która żyła na pobliskim terytorium, w szczególności w rejonie Kołek, Cumania, Zwirowa, Ołyki.

Miejscowi żołnierze UPA postanowili dać nauczkę polskim napastnikom. Po zmobilizowaniu się przy wsparciu oficerów OUN-UPA z Galicji i miejscowych Ukraińców, prawie 200 powstańców podeszło pod Przebraże. Bój odbywał się 31 sierpnia 1943 roku na wschód od polskiej kolonii Przebraże, na uroczysku Józefin. […] W tym nierównym boju Ukraińcy zaznali wielkich strat i odnieśli porażkę. […] W tych latach okupanci rozgrabili, spalili do cna i w pełni zniszczyli tu kilka miejscowości: Józefin, Majdan Jeziorski, Zofiówka, Jaromel, Dobra. Teraz tam gdzie były te miejscowości są lasy, chaszcze i pola.

Do tej pory nic nie upamiętnia wielkiej tragedii, jaka zdarzyła się wtedy na ziemi wołyńskiej. Natomiast na kraju Hajowego jest uporządkowany polski cmentarz i pamiątkowy obelisk. A Ukraińcom na swojej ziemi nie jeszcze nie udało się oddać należnej czci bohaterom. […]

Ołeksandr Pyrożyk uważa, że ustalenie historycznej prawdy pomoże Ukraińcom i Polakom znaleźć porozumienie i uchwycić to, kto naprawdę jest dla nas geopolitycznym partnerem a kto wrogiem. „Wielu historyków skłania się do tego, że „rzeź wołyńska” między Polakami a Ukraińcami była sprowokowana z Kremla. Rosjanie nigdy nie chcieli samoistijnej Ukrainy i byli gotowi tymczasowo oddać nasze terytoria nawet Polakom. Dzisiaj rosyjska agresja na południu i wschodzie Ukrainy pokazała całemu światu, kto jest kim. I dzisiaj Polacy, którzy też zaznali rosyjskiego ucisku i represji, stają się pierwszym sojusznikiem Ukrainy. Jestem przekonany, że wspólna pamięć, wyznanie przez nas, że coś takiego było, że my o tym wiemy i o tym pamiętamy, nie szukając więcej winnych tej tragedii, pozwoli nam odbudować normalne, cywilizowane stosunki” – zauważył zastępca szefa obwodowej rady.

Deputowany rady obwodowej Mykoła Dawydiuk będący historykiem, który od dawna badał opisany temat, także ma własną opinię odnośnie tych wydarzeń. „Jakoś i dla Polaków, i dla radzieckich partyzantów największym wrogiem byli nie tyle Niemcy, ile ukraińscy powstańcy. To świadczy, że ukraiński narodowy ruch był zawsze kością w gardle dla naszych sąsiadów, którzy mają pretensje do naszego terytorium. Powinniśmy mieć wyważony stosunek do tej kwestii, ale musimy patrzeć zgodnie z prawdą na naszą przeszłość i pokazywać przykład naszym sąsiadom Polakom. Trzeba patrzeć na historię nie tylko ze strony propagowanej prawdy swojego narodu ale i z obiektywnej strony historii.” – dodaje Mykoła Dawydiuk”.

Tyle relacja. Tak więc, z napastników mających zamiar dokonania masowego mordu, robi się tutaj ofiary. W artykule nie ma ani słowa o tym, dlaczego powstała samoobrona w Przebrażu. Z kontekstu wynika, że chodziło o mordowanie bezbronnych Ukraińców. No i stary motyw „trzeciej reki”, czyli Rosjan. To oni mieli być sprawcą całej tragedii. Tu od razu warto dodać, że dowodzący oddziałem sowieckim płk. Prokopiuk był… Ukraińcem z Odessy. Pisząc o współdziałaniu Polaków z partyzantami sowieckimi w artykule „Partyzantka sowiecka wobec zagłady ludności polskiej na Wołyniu w 1943 roku” („Niepodległość i pamięć”, nr 43-44/ 2013) tak opisałem ten epizod:

„Największym sukcesem zakończyła się współpraca polskiej samoobrony z partyzantami sowieckimi we wsi Przebraże (pow. Łuck). Było w niej zgromadzonych ok. 10.500 uchodźców i miejscowej ludności (są dane mówiące nawet o 20.000 uchodźców). Od samego początku z dowództwem obrony Przebraża współpracowały trzy radzieckie oddziały partyzanckie: Nikołaja Prokopiuka, Dmitrija Miedwiediewa i Kowalenki. Tak potężna polska forteca, która nie tylko chroniła zgromadzoną tu wielotysięczną rzeszę cywilów, to w dodatku podejmowała ataki na wsie ukraińskie będące zapleczem dla UPA (likwidacja wsi Trościaniec) – była celem aż trzech szturmów ze strony ukraińskich nacjonalistów, w tym największego w dniu 30 sierpnia 1943 roku. Przebraże zostało zaatakowane z trzech stron, tylko na flance południowej nie było oddziałów UPA. W decydującym momencie boju, dowództwo obrony Przebraża wysłało łącznika do stacjonującego kilka kilometrów od pola bitwy oddziału Nikołaja Prokopiuka. Wysłannik dotarł szczęśliwie do celu i przywiózł wiadomość, że w oznaczonym wcześniej miejscu zjawi się oddział partyzantki sowieckiej. Prokopiuk zaatakował atakujących nacjonalistów ukraińskich od tyłu mając do dyspozycji 150 ludzi i 60 konnych. W tym samym czasie Polacy uderzyli na upowców idąc na spotkanie partyzantom Prokopiuka. Bitwa zakończyła się całkowitym pogromem UPA. Od tej pory nie podjęto już ataku na Przebraże. Henryk Cybulski tak opisał nastroje po bitwie:

„Oddział radziecki [Prokopiuka] szykował się do odmarszu. Wraz z Albertem serdecznie dziękowaliśmy pułkownikowi Prokopiukowi za okazaną pomoc. Walka ta jeszcze bardziej zacieśniła naszą współpracę, braterstwo i przyjaźń. Patrząc za oddalającym się oddziałem radzieckim przypomniałem sobie pierwsze tygodnie wzajemnej nieufności i niedowierzania. Przełamywaliśmy je krok za krokiem, uzgadniając wspólne cele i stanowiska, pomagając sobie, służąc radą i pomocą. W Przebrażu przed szkołą oczekiwał nas wielotysięczny tłum. Okrzykom i wiwatom nie było końca. Patrzyłem na rozradowane twarze ludzi i było mi dziwnie dobrze. Jeszcze nigdy w życiu nie doznałem takiego uczucia i jeszcze nigdy w życiu nie widziałem dookoła siebie tylu szczęśliwych ludzi”. Jesienią 1943 roku obrońcy Przebraża, na propozycję innego oddziału partyzantki sowieckiej dowodzonego przez Kowalenkę wzięli udział w likwidacji upowskiej wsi Omelno”.

Pisałem też: „Według najnowszych ustaleń na 142 polskie samoobrony 7 współpracowało z partyzantką sowiecką. Były to: w powiecie Kostopol: Huta Stara (współpraca ze zgrupowaniem kpt. Iwana Szytowa), Peresieki, Rudnia Potasznia, Rudnia Stryj, Huta Stepańska. W powiecie Łuck: Przebraże (współpraca z oddziałami Nikołaja Prokopiuka, Dmitrija Miedwiediewa i Kowalenki). W powiecie Sarny: Staryk. Liczna 7 samoobron na 142 nie oddaje jednak znaczenia tej współpracy. Jeśli bowiem uświadomimy sobie, że większość samoobron liczyła 20-30 obrońców, a tylko dwie samoobrony współpracujące z sowiecką partyzantką, czyli Huta Stepańska i Przebraże, miały razem ok. 1000 obrońców i broniły ok. 15.000 ludności, ocena musi być inna. Wszystkie samoobrony współpracujące z partyzantami sowieckimi, prócz Huty Stepańskiej, przetrwały, w tym największa na Wołyniu w Przebrażu”.

W zgodnej opinii Polaków, którzy przeżyli zagładę Wołynia, partyzanci sowieccy byli jedyną realną siłą, na którą mogli liczyć. Nie jest to w smak banderowcom, którzy po dziś dzień próbują wykorzystywać ten fakt do usprawiedliwienia swoich zbrodniczych poczynań, znajdując czasami (coraz częściej) głosy poparcia w Polsce ze strony obsesyjnych antykomunistów i chorobliwych rusofobów.

Jan Engelgard
Na zdjęciu: ukraińskie uroczystości k. wsi Hajowe.

Dzial: