Banderyzm pod ochroną

banderyzm.jpg
„My, niżej podpisani, apelujemy do Polaków i Ukraińców, aby nie ulegali jakimkolwiek prowokacjom i próbom podsycania wrogości między naszymi narodami i społeczeństwami. Potępiamy wszelkie formy niszczenia pomników polskich na Ukrainie i ukraińskich w Polsce. Nie dajmy się znowu skłócić. Tyle razy w naszej historii dochodziło do konfliktów podsycanych z zewnątrz przez siły wrogie Polsce i Ukrainie” – jest to kluczowy fragment listu opublikowanego w „Gazecie Wyborczej” w dniu rocznicy apogeum ludobójstwa na Wołyniu.

Można to uznać za motto przewodnie prawie całego establishmentu w Polsce i czołowych mediów. Ta myśl sprowadza się do jednej konkluzji – nie podnośmy sprawy zbrodni na Wołyniu, bo w obecnej sytuacji jest to prowokacja, w domyśle rosyjska. Tak więc, zgodnie z tą obowiązującą doktryną – w roku bieżącym media i politycy solidarnie przemilczeli 72. rocznicę ludobójstwa na Wołyniu. To milczenie było aż nadto wymowne – zwłaszcza kiedy pamiętamy obchody 70. rocznicy. Ktoś uznał, że teraz nie można powtórzyć takiego „błędu”. Mówiono więc o wszystkim, najwięcej o 20. rocznicy Srebrenicy, byle nie o Wołyniu.

Taka postawa oficjalnej Polski jest kapitulacją ideologiczną i polityczną przed recydywą jawnego, ordynarnego i bezczelnego banderyzmu. Gniew rządzących w Polsce obraca się nie w stronę propagatorów i piewców tej zbrodniczej tradycji, ale przeciwko tym Polakom, którzy się z tym nie zgadzają. Widać gołym okiem, że ludzie, którzy sygnują takie listy, jak ten w „Gazecie Wyborczej”, najchętniej przyjęliby oficjalną wykładnię, że za wszystkim mordami na Kresach stoi NKWD.

O tym, że tak myśli wielu z nich, nie mam wątpliwości. Przecież pamiętamy wypowiedź Bronisława Komorowskiego sprzed kilku lat sugerującą, że polskich mieszkańców Wołynia atakowali w 1943 roku enkawudziści przebrani za upowców. Teraz oficjalnie nikt tak nie powie, ale myśli tak nadal wielu. Coraz częściej za to publicznie wypowiadają się różni ludzie przekonujący, że „Ukraińcy przecież muszą mieć jakąś tradycję” a poza tym to polska polityka w czasach II RP i wcześniej jest winna temu wszystkiemu co się stało. Banderyzm powoli zostaje objęty ochroną przez przedstawicieli państwa polskiego – i taki smutny wniosek nasuwa się po tegorocznych obchodach wołyńskich.

Jan Engelgard