Cat w Warszawie

Cat.jpg
Kiedy na lotnisku Okęcie lądował 14 czerwca 1956 roku Stanisław Cat-Mackiewicz, antykomunista, konserwatysta, zwolennik sojuszu z Niemcami w 1939 roku, premier rządu emigracyjnego – emigracja przeżyła szok. Na lotnisku odebrał go Zygmunt Przetakiewicz, prawa ręka Bolesława Piaseckiego.

Opowiadał mi, że natychmiast pojechali do mieszkania Jerzego Hagmajera na ulicę Odyńca. Tam odbyło się pierwsze przyjęcie – na stole stał wielki półmisek z szynką. W pewnym momencie Cat przysnął go do siebie i w błyskawicznym tempie spałaszował całą jego zawartość.

Przyjazd Cata był oczywiście sukcesem władz w Warszawie, ale był także z korzyścią dla polskiego narodu, bo Cat uzyskał możliwość wydawania książek w Polsce, gdzie byli jego czytelnicy. Zaczął pisać stałe felietony w paxowskim „Słowie Powszechnym”. Zachował się zapis z podsłuchu rozmowy Bolesława Piaseckiego z Catem. Szef PAX-u znał go jeszcze z przed wojny, bo wileński żubr był wtedy zafascynowany Piaseckim, rozmawiali więc jak starzy przyjaciele. Piasecki zaproponował Catowi pisanie felietonów, na co ten natychmiast się zgodził: „Ale panie prezesie, jak będę pisał to co ja myślę, a nie będę tuba waszej ideologii…”. „Ależ oczywiście” – zgodził się Piasecki. Bardzo szybko Cat wydał w Instytucie Wydawniczym PAX swoje książki piętnujące politykę emigracji – „Zielone oczy” i „Londyniszcze”, potem następne. Pisał do „Słowa Powszechnego” i „Kierunków”, był obecny na paxowskich kiermaszach książki, jeździł po całym kraju z wykładami. Ten epizod w jego życiorysie po dziś dzień jest wielu nie w smak.

okl berg.jpg

Dzisiaj, kiedy polityka emigracji po 1945 roku jest uznawana jako jedynie słuszna i traktowana jako świętość – opinie Mackiewicza są niepoprawne polityczne. Na koniec zacytujmy fragment jego analizy pochodzący z tomu „Od małego do wielkiego Bergu” (1956):

„Obecnie na emigracji polskiej stosunki są następujące: inteligencja starsza, mogąca działać politycznie, jest w taki czy inny sposób wciągana w tryby agentury, młodzież się wynaradawia.
Ludzie, którzy by chcieli uprawiać samodzielną politykę polską, nie mają możności działania. Rozbicie uniemożliwia skupienie jakichś poważniejszych sił pieniężnych pochodzących ze składek samych Polaków. Wszystko się zaczyna i kończy na kontaktach z obcymi i poddawaniu się ich dyrektywom.
Nie uważam gen. Andersa ani za agenta, ani za złego w swym sercu patriotę, ale polityka, której on hołduje, jest dla emigracji jałowa, dla kraju szkodliwa. Generał Anders jedzie do Ameryki i w dniu 3 maja [1956] jest przyjęty przez prezydenta Eisenhowera, który go zapewnia, że Ameryka nie ustanie w swym dążeniu do odzyskania wolności dla Polski.

Generał Anders niewątpliwie jest bardzo zadowolony z tej łaskawej audiencji, z siebie i z tego, co prezydent Eisenhower powiedział. Jak wszyscy Polacy na emigracji, ma kompleks narodowej niższości. Wydaje się mu rzeczą straszliwie wielką i ważną, że gen. Eisenhower w ogóle go przyjął. Już w tym widzi swoje zwycięstwo, nieomal drugie Monte Cassino. Zresztą wszyscy Polacy zawsze przeceniają znaczenie gestów, wydarzeń, jakichś manifestacji zewnętrznych.

Generał Anders nie zdaje sobie sprawy, że jego wizyta przyniosła korzyść przedwyborczą amerykańskiemu stronnictwu republikańskiemu, a sprawie polskiej wielką szkodę i krzywdę. Generał Anders nie rozumie, że sformułowanie prezydenta Eisenhowera to nie żadna obietnica dana Polakom, żadna zapowiedź, że polityka amerykańska zacznie się stosować do sprawy polskiej inaczej niż dotychczas, lecz przeciwnie – to „nie ustanie” mieści w sobie stwierdzenie, że polityka amerykańska w sprawie polskiej będzie nadal taka, jaką była w okresie od rooseveltowskiej Jałty do zeszłorocznej Genewy.

Generał Anders usłyszał więc nie odpowiedź na pytanie, co Ameryka sprawie polskiej dać może, lecz szyderstwo ze sprawy polskiej. Dalej więc ma być tak, jak było: oni nas łudzą i wykorzystują, my angażujemy się we „Free Europę” i w Bergi”.

Jan Engelgard
Na zdjęciu: Stanisław Cat-Mackiewicz razem z Zygmuntem Przetakiewiczem w Warszawie tuż po przylocie z Londynu (1956)

Myśl Polska, nr 25-26 (21-28.06.2015)

Dzial: