Nauka wymaga nakładów

blum.jpg
Kilkuset studentów, doktorantów i naukowców protestowało 10 czerwca br. w Warszawie przeciwko sposobowi finansowania nauki i szkolnictwa wyższego. Protestujący utrzymują, że system ten prowadzi do likwidacji kierunków humanistycznych. Pochód zorganizował Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej.

Komitet informuje, że aż 35 proc. dotacji z budżetu dla uczelni uzależnione jest od liczby przyjętych studentów. Tymczasem liczba studiujących spada, a w związku z tym maleją dotacje. Toteż rektorzy szukając oszczędności likwidują kierunki uznane za mniej popularne. Komitet żąda by kryterium liczby studentów uległo ograniczeniu, zwiększono nakłady na naukę i wyższe uczelnie oraz podniesiono nakłady na stabilne finansowanie nauki kosztem grantów. Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego – Lena Kolarska-Bobińska oczywiście zaprzecza, a z jej wypowiedzi wynika, iż „byczo jest”.

Problem dotyczy nie tylko humanistyki. Wadliwy i wysoce niewystarczający system finansowania prac badawczo-rozwojowych odbija się na wdrożeniach wyników badań, a w rezultacie na gospodarce Polski.

O skomentowanie tego stanu rzeczy zwróciłem się do prof. Artura Bluma (na zdjęciu) z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie:

Panie Profesorze, jak Pan ocenia udział nakładów finansowych na naukę w Polsce? Wiąże się to przecież ze stanem technologicznym naszej gospodarki, a w rezultacie z naszą konkurencyjnością na rynku międzynarodowym.
- Mówiąc precyzyjnie chodzi tu o udział nakładów finansowych na prace badawczo-rozwojowe w PKB. Dr hab. Ryszard Domański z SGH w pracy pt. „W poszukiwaniu ładu gospodarczego” wykazuje, że od końca lat 70. XX wieku w Polsce systematycznie spadają nakłady na naukową działalność innowacyjną w dochodzie narodowym. Ten spadek pogłębia się po zmianach systemowych na przełomie lat 80. i 90.

Jak wyglądają takie wskaźniki w Polsce i innych krajach?
- Liczby są bezlitosne. W Polsce przeznaczamy na ten cel ok. 0,7 proc. PKB („około”, bo zależy to od sposobu liczenia, w każdym razie poniżej 0,5 proc. PKB). Przykładowo w Finlandii i Szwecji ponad 3 proc. (a więc wielokrotnie więcej niż u nas), a we Francji, Holandii, Niemczech czy Szwajcarii przekracza 2 proc. To kolosalna różnica. Obecny stan wdrożeń wyników badań naukowych w podmiotach gospodarczych klasyfikuje Polskę na jednym z ostatnich miejsc w Unii Europejskiej.

Czy kwestia ta wiąże się z ilością uzyskiwanych patentów?
- I w tym przypadku porównania wypadają dla nas fatalnie. W 1985 r. na 5 patentów przyznawanych Niemcom przez polski Urząd Patentowy przypadały dwa patenty przyznawane Polakom przez niemiecki urząd patentowy. 21 lat później, w 2006 r. relacja ta wynosiła 50 : 1 na niekorzyść Polski! A przecież to jedno z kryteriów oceny poziomu technologicznego gospodarki.

Jakie konsekwencje rodzi taki stan rzeczy?
- Począwszy od roku 1990 rośnie import technik materialnych przy katastrofalnym dla nauki spadku intensywności nakładów na badania i rozwój. Generalnie mamy do czynienia z prostym wykorzystywaniem importowanej nowoczesnej technologii o wyższej wydajności, co przynosi zyski jej właścicielowi. Za nowe urządzenia i maszyny płacimy producentowi ceny obliczone na podstawie różnicy między zyskami otrzymywanymi ze starych i nowych urządzeń. Czyli cała nadwyżka wynikająca z przyrostu produktywności przypada jej twórcom i producentom, a nie polskiemu użytkownikowi.

Nie narzekamy jednak na rozmiar inwestycji zagranicznych.
- Między innymi właśnie dlatego. Ponadto jesteśmy krajem z jednej strony o relatywnie wysokim poziomie kwalifikacji pracowników, a z drugiej nisko płatnych, i to reprezentowanymi przez słabe związki zawodowe. W ten sposób tworzymy dodatkowe źródło przechwytywania nadwyżki dla kapitału obcego.

Od początku lat 90. postępuje u nas tzw. prywatyzacja. Polscy autorzy tego procederu zapewniali nas, ile to przybędzie nam nowych miejsc pracy i na jakim poziomie technicznym i technologicznym znajdą się sprywatyzowane zakłady. A tymczasem …
- … tymczasem jedną z poważniejszych patologii związanych z wyprzedażą majątku narodowego jest fakt, że kolejne rządy nie zobowiązywały nowych właścicieli do zlecania rozwojowych prac badawczych polskim ośrodkom naukowym i naukowo-badawczym. W tej sytuacji zagraniczni właściciele w przeważającej z reguły lokują badania w krajach macierzystych.

A jednak jest Pan Profesor autorem wynalazku zrealizowanego już po transformacji, który dotyczył regeneracji trwale odkształconych konstrukcji stalowych metodą sprężania technologicznego. I metoda ta została wdrożona.
- Rzeczywiście, i nawet otrzymałem za to nagrodę z rąk ówczesnego premiera Jerzego Buzka w 1999 r. W czasie krótkiej rozmowy wyraził on podziw, że w trudnych czasach transformacji udało się wdrożyć przedmiot nagrody na skalę techniczną. Przypominam, że wtedy jeszcze większość przedsiębiorstw znajdowała się w rękach państwa. Tak czy inaczej udział przedsiębiorstw w wydatkach na badania i rozwój kształtuje się na minimalnym poziomie.

Problem ten został uwzględniony w Ustawie Prawo o szkolnictwie wyższym, gdzie w art. 4 czytamy: „Uczelnie współpracują z otoczeniem gospodarczym, w szczególności w zakresie prowadzenia badań i prac rozwojowych na rzecz podmiotów gospodarczych w wyodrębnionych formach działalności, w tym w drodze utworzenia spółki celowej …. a także przez udział przedstawicieli i pracodawców w opracowywaniu programów kształcenia w procesie dydaktycznym”.
- Analiza tego zapisu nasuwa wątpliwość, jak będzie realizowana współpraca w zakresie badań i prac rozwojowych. Jest to zapis deklaratywny, ogólnikowy, nikogo do niczego niezobowiązujący. Z drugiej strony, po latach bezruchu w tej dziedzinie, stanowi jakąś próbę wyjścia we właściwym kierunku. Trzeba jednak zwrócić uwagę na słabość otoczenia. Do takiego stwierdzenia upoważnia mnie zebranie zorganizowane w grudniu 2009 r. przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nt. „Innowacyjna gospodarka”, na którym dowiedzieliśmy się od przedstawicieli Ministerstwa o możliwościach realizacji badań, w tym badań stosowanych, ze środków unijnych. W trakcie dyskusji padło pytanie: jeśli ośrodek naukowy dzięki tym środkom opracuje innowacyjne rozwiązanie, to jaka jest możliwość jego produkcji na skalę techniczną? Wtedy ku naszemu zaskoczeniu usłyszeliśmy: nie jesteśmy przygotowani do odpowiedzi na to pytanie.

W takim razie dochodzimy do kwestii systemowych.
- Tak. Trzeba przyjąć zupełnie inną strategię gospodarczą, tzn. opartą na nakładach finansowych wydatkowanych na inwestycje w kapitał ludzki oraz na naukę i prace badawczo-rozwojowe. Towarzyszyć temu musi odpowiednio znacząca stopa inwestycji w technikę rzeczową. To pozwoli na zrównoważony i znaczny wzrost PKB.

Ale wszystkie propozycje ekonomiczne związane ze zwiększeniem nakładów finansowych spotykają się z niezmiennym kontrargumentem: „brak środków finansowych w budżecie”.
- Toteż mojej propozycji nie kieruję do budżetu państwa. Podobnie jak w rozwiniętych państwach Zachodu czy Ameryki w finansowaniu badań naukowych powinien brać udział przemysł i inne korporacje gospodarcze. To opłaca się wszystkim stronom. Uważam, że podmioty gospodarcze działające na terenie RP powinny zostać ustawowo obciążone podatkiem na badania rozwojowe w wysokości, która pozwoliłaby w pierwszym roku jej obowiązywania podwoić nakłady na ten cel, a w kolejnym roku dojść do jednego procenta PKB. Oczywiście celem strategicznym byłoby osiągnięcie wskaźnika 3 proc. PKB. Aby ustabilizować wpłaty, podatek byłby odliczany nie od zysku, ale od obrotu. W efekcie nieliczne – jak dotąd - podmioty gospodarcze współpracujące z uczelniami czy innymi ośrodkami naukowymi miałyby środki celowe na finansowanie badań, natomiast jednostki gospodarcze niewspółpracujące z nimi przekazywałyby pieniądze do MNiSW na realizację grantów badawczych.

Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Zbigniew Lipiński

Blum Artur. Ur. 1941 r. w Krakowie, ukończył Akademię Górniczo-Hutniczą w 1964, r., uzyskał doktorat w 1973 r., habilitację w 1993 r. Profesor AGH od 1998 r., visiting profesor Bright Star University of Techology Brega w latach 1986 – 1988, od 2000 r. profesor w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Krośnie, konsultant naukowy w Ośrodku Badawczo-Rozwojowym Huty „Stalowa Wola” w latach 1974-1982. Ilość prac wdrożonych do produkcji przemysłowej – 65, autor 5 patentów, ilość publikacji naukowych – 82, w tym 5 książek.

Myśl Polska, nr 25-26 (21-28.06.2015)

Dzial: