Mityczny wzrost PKB

danek africa.jpg
Prawie każda grupa trzymająca władzę uprawia podobną propagandę: stara się przekonać rządzonych, że tak dobrze, jak za jej panowania, nie mieli chyba jeszcze nigdy. Niedawno słuchałem, jak polityk partii rządzącej Polską roztaczał wizję wspaniałego rozwoju gospodarczego naszego kraju pod rządami Platformy Obywatelskiej.

Inni dyskutanci w telewizyjnym studiu próbowali mu wykazać, że nie ma racji. Polityk replikował: mówiąc o rozwoju gospodarczym, powinniśmy wiedzieć, o czym rozmawiamy; trzeba przyjąć jakieś kryteria oceny rozwoju ekonomicznego; w tej kwestii jako kryterium powszechnie stosuje się wzrost PKB, a wzrost PKB w okresie naszych rządów jest znaczny.

Rzeczywiście, wzrost PKB to najczęściej przywoływany miernik rozwoju gospodarczego i bogacenia się społeczeństw – nie wiadomo dlaczego, bo całkowicie mylący. Aby dojść do takiego wniosku, nie trzeba być ekonomistą, wystarczy chwilę logicznie pomyśleć. PKB dla danego kraju w przyjętym okresie, np. w ciągu roku, oblicza się z reguły jako sumę wydatków konsumpcyjnych jego mieszkańców, wydatków na inwestycje, wydatków z budżetu państwa oraz nadwyżki eksportu nad importem.

W założeniu im większy wzrost tej sumy, tym bogatsi stają się mieszkańcy kraju, bo jeśli coraz więcej wydają, to znaczy, że coraz więcej mają do wydania. Iluzoryczność tego założenia widać gołym okiem. Wzrost tak obliczanego PKB może zupełnie nie wynikać ze wzrostu zasobności społeczeństwa. Ba, może występować również w okresach ekonomicznej stagnacji, czy wręcz regresu gospodarki i spadku zamożności. Wystarczy na przykład, by w badanym okresie wzrosły ceny najbardziej podstawowych artykułów – takich, z których zwyczajny nabywca czy gospodarstwo domowe w praktyce nie może zrezygnować, nawet jeżeli wzrostowi ich cen nie towarzyszy wzrost jego zarobków – jak żywność czy paliwo do samochodu. Wzrost cen towarów podstawowego znaczenia sprawi, że większość ludzi będzie zmuszona wydawać na nie coraz więcej, choćby musiała w tym celu wpaść w spiralę zadłużenia, nękać rodzinę prośbami o pieniądze, żebrać albo dokonywać kradzieży. PKB wzrośnie, ale realny poziom zamożności obniży się, bo przy wyższych cenach rzeczy niezbędnych i niezmienionej wysokości płac normalnemu człowiekowi coraz trudniej będzie wiązać koniec z końcem.

Może też zaistnieć inna sytuacja: w wyniku – na przykład – systemowych zmian ekonomicznych nastąpi wzrost wydatków wywołany rzeczywistym wzrostem dochodów, ale tylko dla mniejszości najbogatszych i najlepiej zarabiających. Nawet jeśli wskutek tych samych przemian cała reszta społeczeństwa zubożeje, a jej dochody i wydatki zmaleją, wzrost wydatków warstewki plutokratów może się okazać na tyle duży, że PKB na papierze wzrośnie, choć naprawdę sytuacja materialna większości mieszkańców kraju pogorszyła się.

Przypadki konkretnych krajów najwymowniej pokazują, jak mitologia PKB ma się do rzeczywistości. Za największą afrykańską potęgę ekonomiczną uznaje się powszechnie Republikę Południowej Afryki. W 2012 r. gospodarka RPA wytwarzała 1% światowego PKB. Czy jednak fakt ów znajduje przełożenie na jakość życia w tym państwie? Odpowiedzi udzielają inne dane statystyczne. RPA od lat jest światowym liderem statystyk przestępczości, wyprzedzając pod tym względem nawet pozostałe państwa afrykańskie. W 2000 r. w RPA popełniono 20.000 zabójstw, 26.000 usiłowań zabójstwa, 50.000 gwałtów, 95.000 rozbojów, 87.000 włamań do siedzib przedsiębiorstw i 298.000 włamań do domów mieszkalnych, 260.000 poważnych napadów i 239.000 zwykłych napadów, a ogółem 2,4 miliona poważnych przestępstw przy ówczesnej liczbie ludności wynoszącej 42 miliony osób.

Statystyka obejmuje wyłącznie przestępstwa zarejestrowane, zatem rzeczywista skala wymienionych zjawisk była jeszcze większa, np. jak szacuje policja, zgłaszany jest tylko co piąty gwałt. Część przestępstw popełniają sami policjanci, a jedna z przyczyn (choć oczywiście nie wyłączna) tego stanu rzeczy tkwi w dotkliwym niedofinansowaniu organów porządku publicznego: jeszcze niedawno zatrzymani przez policję z powodu braku środków finansowych na sprzęt przeważnie nie byli w ogóle fotografowani, co już na wstępie paraliżowało wiele dochodzeń. Policyjne analizy z 1998 r. przypisywały 14% wszystkich przestępstw nielegalnym imigrantom, których liczbę oceniano nawet na osiem milionów. Wszystko to w państwie o imponującym PKB.

Najwyższy skok PKB w Afryce notowała ostatnio Nigeria. Średni roczny wzrost PKB tego państwa w latach 1999-2014 sięgał 8,6%. Zachodni ekonomiści i dziennikarze gospodarczy niemal do wczoraj piali peany na cześć najszybciej rozwijającej się gospodarki Czarnego Lądu. Pomijali tylko jeden fakt: państwo to najdosłowniej się rozpada. Wahabici dokonują ataków terrorystycznych na chrześcijan, a ci odpowiadają akcjami odwetowymi przeciw muzułmanom. Spory obszar w północno-wschodniej części państwa kontroluje partyzantka Boko Haram, bezkarnie uprowadzając z ulic setki dziewcząt za jednym zamachem. Na południu od 1990 r. tli się konflikt zbrojny w delcie Nigru, sprowokowany brutalnym traktowaniem miejscowej ludności przez brytyjski koncern Shell, który od 1958 r. eksploatuje tamtejsze złoża ropy naftowej. Według rządowych statystyk 40% mieszkańców Nigerii żyje poniżej granicy ubóstwa, a 74% poniżej średniej stopy życiowej. I w czym pomógł Nigeryjczykom rekordowy wzrost PKB?

Przypuszczam, że następnym państwem chwalonym za szybki wzrost PKB okaże się Etiopia: zachodnie firmy coraz częściej przenoszą tam swoje fabryki z Chin czy Bangladeszu. Ów prastary wschodnioafrykański ośrodek chrześcijaństwa i ojczyzna unikalnej, starożytnej cywilizacji jest obecnie krajem, gdzie tak zwany koszt pracy należy do najniższych na świecie. Etiopia była długo dotknięta klęską głodu, więc Etiopczycy są gotowi pracować za jedzenie. Miesięczna płaca robotnika fabrycznego w Etiopii jest średnio dziesięć razy niższa niż w Chinach, dlatego nawet chińskie przedsiębiorstwa przenoszą do niej swoją produkcję. Napływ zagranicznych inwestycji sprawi, że etiopski PKB wzrośnie, być może nawet rekordowo (bo wystartuje z bardzo niskiego poziomu). W rzeczywistości jednak Etiopia pozostanie kolejnym poletkiem eksploatacji dla zagranicznego kapitału, wykorzystywanym ze względu na swoją biedę i bezbronność.

Nie tylko na powyższych przykładach można się przekonać, iż ani PKB, ani jego procentowy wzrost nie stanowią miernika realnego dobrobytu czy pomyślnego rozwoju sytuacji gospodarczej. Aby wiarygodniej ocenić te ostatnie, należy zastosować zupełnie inne mierniki, takie jak pełne zatrudnienie (lub stopień zbliżenia do niego) czy upowszechnienie dostępu do usług publicznych.

Na koniec warto odnotować pewną prawidłowość. Jakie państwa spoza bloku zachodniego są z reguły chwalone w Ameryce czy Unii Europejskiej za „racjonalną” politykę gospodarczą? Są to zwykle kraje, które wpuszczają do siebie zachodnie koncerny na warunkach podyktowanych przez same koncerny i pozwalają im na wszystko, w tym na uchylanie się od płacenia podatków. Kraje, które „nie windują sztucznie kosztów pracy”, to jest utrzymują swoje prawo pracy na poziomie nie nakładającym na pracodawcę w miarę możliwości żadnych zobowiązań wobec pracownika, takich jak obowiązek zapewnienia mu bezpiecznych i zdrowych warunków pracy, wypłaty wynagrodzeń o określonej wysokości, opłacenia pracownikowi ubezpieczeń społecznych, ograniczenia czasu pracy – dzięki czemu pozostają rezerwuarem taniej i dyspozycyjnej siły roboczej na potrzeby zachodnich firm. Kraje, które otwierają swój rynek wewnętrzny na napływ zachodnich towarów (nawet jeżeli państwa zachodnie utrzymują swoje rynki zamknięte na ich towary), nie stawiają żadnych wymogów co do jakości i ceny tych towarów, nie nakładają na nie opłat celnych, czyli w żaden sposób nie próbują wspomóc krajowych wytwórców w nierównej konkurencji z zachodnimi molochami, co określa się mądrze mianem „deregulacji” i „nieinterwencji”.

Kraje, które prowadzą prywatyzację, to znaczy wyprzedają majątek narodowy, często za cenę znacznie poniżej jego wartości, zachodnim koncernom lub krajowym wielkim biznesmenom mocno powiązanym finansowo z zagranicą. Z czyjego punktu widzenia jest to „racjonalna” i „skuteczna” polityka? Zachód obsypuje pochwałami tych, co pracują na jego, a nie na własną zasobność. To oni zazwyczaj zbierają najlepsze recenzje za rzekome osiągnięcia gospodarcze. Mitologia PKB pozostaje elementem tej ekonomicznej propagandy.

Adam Danek
Myśl Polska, nr 21-22 (24.05-31.05.2015)
Na zdjęciu: slumsy w RPA

Dzial: