Filmowe oszustwo wołyńskie

wolyn-4.jpg
Oświadczenie Janusza Horoszkiewicza dotyczące filmu pt. „Mój przyjaciel wróg” w reżyserii P. Wandy Kościa

Jestem potomkiem parafian z Huty Stepańskiej. Moja rodzina krwią zaświadczyła przynależność do narodu polskiego. Dokonałem 30 upamiętnień ofiar ludobójstwa z rąk OUN-UPA na Wołyniu na terenie byłego powiatu kostopolskiego we współpracy z wołyńskim duchowieństwem prawosławnym i miejscowymi Ukraińcami. Za swoją służbę otrzymałem w 2009 r. od Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa złoty medal Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej. Zagłada Polaków na Wołyniu jest mi znana nie tylko z przekazów rodzinnych, lecz także od co najmniej kilkuset naocznych świadków ludobójstwa, których członkowie rodzin zostali zamordowani, a niektórzy z nich zostali ocaleni przez Ukraińców.
Film „Mój przyjaciel wróg” jest poświęcony różnym postawom ludzkim podczas okrutnej depolonizacji Wołynia dokonywanej przez nacjonalistów ukraińskich.

Występuję w filmie P. Wandy Kościa, na co zgodziłem się rok przed jego montażem w dobrej wierze. Obecnie, po obejrzeniu tego filmu, wyrażam rozczarowanie i obawę o wrażenie, jakie może on wywołać u widzów z powodu kilku epizodów, które sprzyjają fałszywej ocenie wydarzeń na Wołyniu. Wydaje mi się, że to tylko przypadek wynikający z niewiedzy p. Wandy Kościa i niezrozumienia tzw. „rzezi wołyńskiej”.

Uzasadnienie:
Problem pierwszy to przypadki udzielania pomocy przez Ukraińców Polakom w sytuacji dążenia do ich zagłady przez UPA. Nazywamy ich „sprawiedliwymi Ukraińcami”. Zjawisko to zostało wyeksponowane w filmie w sposób sugerujący, że jest to podstawa do pojednania polsko-ukraińskiego i że „Sprawiedliwi Ukraińcy” wszystko załatwiają, że to koniec sprawy banderowskiego ludobójstwa. Takie podejście jest zgodne z ostatnio lansowaną propagandą przez współczesnych poczciwych Ukraińców, dla których banderyzm jest złem, ale nie próbują w żaden sposób z nim rozliczyć się, a tymczasem na Ukrainie rozwija się kult OUN i UPA oraz ich przywódców-zbrodniarzy. Dodam, że urosło wiele legend dotyczących tej pomocy, a nikt z ocalonych nie wspomina o kosztach materialnych, jakie niejednokrotnie przyszło im ponieść, bo nie wypadało o tym mówić.

Problem drugi to działania na Wołyniu sowieckiej partyzantki, które według propagandy banderowskiej były przyczyną zniszczenia polskich wsi przez UPA, a na ten wątek jest w filmie położony nacisk. Stanowczo stwierdzam, że to nie sowiecka partyzantka spowodowała banderowskie ludobójstwo dokonane na Polakach, lecz banderowski pomysł „Ukrainy dla Ukraińców”.

Trzeci problem to ukazanie bitwy w Butejkach pomiędzy UPA a samoobroną z Huty Stepańskiej wspieraną przez sowiecką partyzantkę, która miałaby być dowodem na symetryczne działania Polaków i Ukraińców, a przy tym sugerować czynnik sowiecki jako usprawiedliwienie dla UPA. Niestety film przemilcza okoliczności trwania już w całej okolicy potwornych mordów, wymuszających na zdesperowanych Polakach ataku wyprzedzającego. Odstraszanie było aktem desperacji, bowiem Hucianie walczyli o biologiczne przetrwanie, czego kulminacją była dwudniowa (16-18 VII 1943 r.) walka samoobrony z przeważającymi hordami banderowskimi atakującymi Hutę Stepańską, która uratowała kilka tysięcy Polaków od śmierci, ale nie zdołała ocalić życia kilkuset Polakom od niemowlęcia do starca.

Problem czwarty to zacieranie w filmie ludobójstwa banderowskiego przez przeciwstawienie mu tzw. „polskich bandytów”, którzy niby na równi mieli na sumieniu Ukraińców jak UPA Polaków. Na moje nieszczęście określenie „polscy bandyci” pada z moich ust, ale nie jest moim poglądem ani na przyczyny ludobójstwa, ani nie jest oceną rozmiarów polskiego odwetu. Przeciwnie, uważam, że w stosunku do niewyobrażalnie potwornych mordów w charakterze i skali dokonanych przez UPA i jej ukraińskich współsprawców, polskie reakcje były niewspółmiernie niewielkie. Tymczasem moja wypowiedź została wyrwana z kontekstu długiej opowieści, zniekształcając jej wymowę i stawiając znak równości między ludobójstwem banderowskim i odwetem.

Mając powyższe na uwadze, stwierdzam, że film w moim odczuciu jest szkodliwy dla prawdy historycznej i ludzi nie znających historii wprowadzi w pomieszanie pojęć kto był katem, a kto ofiarą. Przez lata mojej działalności na Wołyniu dążyłem zawsze do pojednania pomiędzy narodami Polski i Ukrainy, ale nie do okłamywania i fałszowania historii. Film zapewne będzie pokazywany również na Ukrainie, a więc dla banderowców będzie usprawiedliwieniem ludobójstwa, w Polsce zaś będzie wspierał aktualną linię historycznego zapomnienia o ludobójstwie wołyńskim w imię dobrych stosunków z Ukrainą.
Janusz Horoszkiewicz

Dzial: