„I love” JOW na klacie nie pomoże

bodak kukiz 1.jpg
„Dzisiaj prezydent podpisał i skierował do Sejmu projekt nowelizacji konstytucji likwidujący barierę prawną uniemożliwiającą wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu.” – donoszą media.

Zastanawiam się, kto Bronisławowi Komorowskiemu podsuwa takie gnioty. Przecież wyborcy Pawła Kukiza, a wiem co piszę, w minimalnym stopniu przykładają wagę do JOW-ów. Oni z najdzikszą radochą pokazują właśnie władzy swój środkowy palec i zdaje się otoczenie prezydenta wciąż tego nie rozumie.
Choćby pan prezydent wytatuował sobie na klacie „I love JOW”, lud kukizowy i antysystemowy i tak tego nie kupi. Lud ten ma teraz ubaw po pachy, patrząc jak ociężały dotychczas pan prezydent, nagle nabrał werwy i wigoru, skacząc jak byk na rodeo.

Gdyby ktoś mądry w sztabie prezydenckim trochę pomyślał, to mógłby zaproponować zrobienie z JOW-ów jedynie preludium do znacznie ciekawszych i głębszych proobywatelskich propozycji. No ale kto tam ma na to wpaść? Nałęcz ze starymi pierdołami z Unii Demokratycznej? Wolne żarty.
Komorowski, pomimo spazmów szczęścia dochodzących z matecznika pisowskiej prawicy, jeszcze dycha i wciąż może te wybory wygrać. Wszystko zależy od tego, co mu tęgie głowy będą suflować. Na razie tak mu suflują, że jest kupa śmichu i chichu.

To zadziwiające, że mając sporą kasę, przeróżnych doradców i PR-owskie firmy do dyspozycji, kampania Komorowskiego rozczarowuje pod każdym względem. A wystarczyłoby naprawdę zrobić dwa-trzy zręczne ruchy, żeby przejąć narrację i zrobić mały reset. Kurs Komorowskiego jest obecnie kursem kolizyjnym. Na skały. Na nich wygodnie rozsiadł się już lud pisowski. I patrzy. Przez lornetki napawa się rzadko oglądanym się widokiem – braku kapitana na pokładzie.

Maciej Eckardt
fot. Jan Bodakowski