Z Rosją przeciwko Ukrainie

bismarck 1c.jpg
Adolf Bocheński (brat Aleksandra i Innocentego Bocheńskich) był przedstawicielem tzw. szkoły mocarstwowej w polskiej myśli politycznej. Był adwersarzem koncepcji Romana Dmowskiego, ale jednocześnie doceniał jej znaczenie. W tekście pt. „Koncepcja Bismarkowska w stosunkach polsko-ukraińskich” (1929) rozważa koncepcję polsko-rosyjskiego porozumienia przeciwko nacjonalistycznej Ukrainie. I pomimo, że ją odrzuca, to uważa, że w pewnych okolicznościach mogłaby by być jedynym rozwiązaniem:

Kwestię mniejszości ukraińskiej w Polsce można ujmować z dwóch punktów widzenia. Mamy na myśli rolę mniejszości ukraińskiej wewnątrz państwa i jej znaczenie w stosunkach między Polską i innymi państwami, a mianowicie Rosją. Oba powyższe zagadnienia znajdują się oczywiście w ścisłym związku wzajemnym i oddziaływają jedno na drugie.

Przypuszczamy jednak, że rola, którą mniejszość ukraińska mogłaby odegrać wewnątrz Polski, jest mniej ważna, jak jej znaczenie w stosunkach międzynarodowych. Składają się na to dwie przyczyny: fakt, że cel ukraiński, którym jest uzyskanie niepodległości, może być zrealizowany tylko na podstawie zmian międzynarodowych, że Ukraińcy ku temu celowi muszą podporządkować swój stosunek do państwa polskiego, oraz fakt, że zasadniczym nakazem polskiej racji stanu jest ukształtowanie zagadnień wewnętrznych tak, aby mogły wywrzeć jak najkorzystniejszy wpływ na naszą sytuację międzynarodową. Stosunek państwa polskiego do mniejszości ukraińskiej jest więc ściśle zależny od dwóch czynników: l) od postulatów międzynarodowych i 2) od postulatów polskiej polityki zagranicznej wziętej w jak najszerszym znaczeniu.

Rola narodu podzielonego między parę mocarstw w historii jest zresztą prawie zawsze na wskroś międzynarodową i zależną od kombinacji politycznych między tymi mocarstwami. Klasycznym przykładem jest tu Polska między Austrią, Rosją i Prusami. Wiadomo mianowicie, że stosunek mocarstw zaborczych do Polski przechodził najrozmaitsze fazy, począwszy od bezwzględnej asymilacji, przez autonomię, do unii personalnej i do nadziei na całkowitą niepodległość. Otóż każda z tych faz była prawie zawsze funkcją pewnej sytuacji międzynarodowej. Tak na przykład polityka puławska Aleksandra I z 1805 r. była spowodowana przez możliwość konfliktu z Prusami i rozwiała się razem z tą konstelacją. Stanowisko antypolskie Bismarcka z 1863 r. było uwarunkowane dążeniem do wyzyskiwania sprawy polskiej dla stworzenia przymierza między Prusami a Rosją. Manifest dwu cesarzy tłumaczy się znów chęcią zaszkodzenia tejże Rosji, pośrednio i bezpośrednio. Podobnie jak niegdyś sprawa polska, tak dziś zagadnienie ukraińskie jest ważnym czynnikiem w stosunkach międzynarodowych. Mamy zamiar zastanowić się tutaj: l) nad rolą, którą powinien odegrać ten czynnik z punktu widzenia polskiej racji stanu i 2) nad głównymi postulatami ukraińskiej racji stanu wobec Polski, Rosji i wzajemnych tych dwu państw stosunków.

***

O ile chodzi o rolę, jaką czynnik ukraiński może odegrać w stosunkach Polski z innymi państwami, to może ona być dwojaka. Irredenta ukraińska zarówno w Polsce, jak i w Rosji może wytworzyć u tych państw poczucie wspólnego niebezpieczeństwa i przyczynić się do ich porozumienia (jest to właśnie rola, jaką w myśli Bismarcka miał odegrać element polski w stosunkach między Rosją i Niemcami). Z drugiej strony mniejszość ukraińska może się stać ważnym czynnikiem defensywno-ofensywnym w rękach państwa polskiego, służąc już to do obrony przed Rosją, już to nawet do degradacji tego państwa. Byłoby to rozwiązanie realizowane w 1920 r.

Powyższe dwie możliwości są klasyczne w historii każdej mniejszości znajdującej się równocześnie w dwu państwach. Wyczerpują one prawie zupełnie historię narodu polskiego jako czynnika międzynarodowego w epoce porozbiorowej. Z jednej strony więc mamy porozumienia trzech państw zaborczych oparte na wspólnym niebezpieczeństwie polskim, jak Metternichowskie 1833 r. i późniejsze Bismarckowskie. Z drugiej strony mamy mnóstwo przykładów przymierza sprawy polskiej z jednym z mocarstw przeciw drugiemu. Będzie to, aby podkreślić tylko najcharakterystyczniejsze momenty, polityka Aleksandra I, polityka Austrii i Niemiec w czasie wojny światowej. Tak samo mniejszość ukraińska może albo posłużyć do porozumienia między Polską a Rosją i stać się tego porozumienia kozłem ofiarnym, albo też stać się sojusznikiem Polski w jej dziejowym pojedynku z Rosją.

Obie te koncepcje znajdują się w powietrzu. Obie przy pomyślnym biegu okoliczności mogłyby być realizowane. Nasuwa się decydujące pytanie: która z nich bardziej odpowiada postulatom polskiej racji stanu.

O ile chodzi o koncepcję Bismarckowską, czyli o wyzyskanie sprawy ukraińskiej dla stworzenia porozumienia między Polską a Rosją, to nie od rzeczy będzie przypomnieć pewną sytuację historyczną. Otóż w czasie wojny światowej koncepcja Bismarckowską przyniosła jako rezultat ostateczny fiasko. Mimo wspólnego niebezpieczeństwa polskiego nie udało się uniknąć konfliktu między Niemcami i Rosją. Wówczas, w tej rozstrzygającej chwili Bethmann i Ludendorff zapragnęli realizować drugą koncepcję i zrobić z Polski sojuszniczkę w walce z Rosją. Ale już było za późno. Dawna polityka Bismarcka zemściła się i armia polska nie stanęła obok armii niemieckiej. Fiasko było oczywiste i zupełne. Pomysł Bismarcka nie przyniósł mu żadnej ze spodziewanych korzyści, natomiast dał wiele mniej lub więcej nieprzewidzianych zwrotów.

Koncepcja Bismarckowską jest dzisiaj broniona, jak wiadomo, przez Narodową Demokrację i pewne czynniki w łonie BB [Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem]. Najjaśniej przedstawił ją Zygmunt Berezowski w swej ciekawej broszurze o polityce zagranicznej Polski. Narodowa Demokracja, i czynniki do niej zbliżone, jeżeli idzie o politykę zagraniczną, obawiając się, słusznie zresztą, konfliktu z Niemcami, pragnie zachować dobre stosunki z naszym sąsiadem wschodnim. Jako jeden z walnych sposobów utrzymania tych dobrych stosunków miałoby służyć porozumienie w sprawie ukraińskiej i współ tłumienie jej w obu państwach. Przyjmijmy, że SSSR poszedłby na taką kombinację. Posito, sed non concesso [łac. „złożone, lecz nieprzyznane"]. Wówczas jeszcze powodzenie tej kombinacji byłoby ściśle uwarunkowane możliwością utrzymania po wieczne czasy dobrych stosunków z Rosją, jeżeli bowiem przyjmiemy, że konflikt z Rosją nigdy nie nastąpi, jednocześnie przyjmujemy, że element ukraiński nie będzie miał dla Polski wartości jako sojusznik.

Gdyby jednak konflikt nastąpił, rezultat koncepcji Bismarckowskiej byłby równie fatalny, jak rezultat polityki niemieckiej w stosunku do Polaków. Wątpliwa korzyść przemieniłaby się wówczas w fatalną szkodę. Los tej koncepcji zależy więc od tego, czy spodziewać się możemy od wschodu wiecznego pokoju. W przeciwnym razie koncepcja ta jest błędna i mogłaby by być uzasadnioną tylko w razie, o ile wszystkie próby ugody z Ukraińcami (próby, których jeszcze nie zaczęto stosować) okazały się absolutnie bezowocnymi.

Jeżeli chodzi o możliwość dobrych stosunków z Rosją, to jest faktem niezaprzeczalnym, że ekspansja tego państwa zdaje się kierować przeważnie na Daleki Wschód. Nie należy jednak zapominać, że Rosja angażowała się już w okresie 1895-1905 wszystkimi siłami na Daleki Wschód i że później z tym większym uporem powróciła do Europy. Nie mamy absolutnie żadnej gwarancji, że podobny proces nie nastąpi i dzisiaj. Analogie można by i dalej przeprowadzić, porównując pakt Kelloga do układu z Austrią w Murzsteg. Nie mamy żadnej gwarancji, czy Rosja rzeczywiście zrezygnowała z naszych Kresów Wschodnich, a nawet z kongresówki, jeżeli zaś bierzemy pod uwagę możliwość powstania frontu przeciw-rosyjskiego, musimy z tego punktu widzenia oceniać kwestię ukraińską. Ukraińcy mogą odegrać w razie wojny rolę, której nie można nie doceniać.

Reasumując powiadamy, że z punktu widzenia polskiej racji stanu koncepcja wyzyskania sprawy ukraińskiej dla porozumienia polsko-rosyjskiego jest wadliwą, ze względu na konieczność brania pod uwagę możliwości konfliktu z naszym sąsiadem wschodnim. Polityka polska w stosunku do Ukraińców, jak i zresztą w innych sprawach, musi kierować się postulatami obrony narodowej w wypadku wyżej przewidzianym. Jesteśmy w zbyt ciężkiej sytuacji, by sobie pozwolić na rozważanie problemów nie z punktu widzenia obrony przed zachłannością sąsiadów. Musimy prowadzić politykę taką, aby przyszłe ukraińskie legiony walczyły nie w szeregach rosyjskich przeciw Polsce, ale w szeregach polskich przeciw Rosji. Musimy ją prowadzić konsekwentnie, by legiony te innym były duchem ożywione do Polski, niż polskie były do Austrii...

Inaczej mówiąc, nawet z punktu widzenia polskiego nacjonalizmu, to jest odłamu, który podporządkowuje wszystko dążeniu do podniesienia narodu i jego państwa w hierarchii międzynarodowej, zaryzykowałbym nawet, że zwłaszcza z punktu widzenia polskiego nacjonalizmu, staranie się o porozumienie z Ukraińcami jest nakazem zdrowego sensu. Tym bardziej, iż wobec siły czynnika polskiego w dzielnicach Rzplitej zamieszkałych także przez Ukraińców, dzielnice te w samym tych Ukraińców rozumieniu nie są narażone na oderwanie od Polski, jak są nimi dzielnice ukraińskie SSSR. Jest tylko kwestią czasu obustronnego i obiektywnego rozważania, uznanie pewnika, iż Małopolska wsch. jest stworzona na to, aby stać się pomostem, nie zaś przepaścią między Polakami a Ukraińcami.

Pozostaje jeszcze do rozpatrzenia jedno zagadnienie, równie ważne jak pierwsze. Mamy na myśli pytanie, czy w jakiej mierze ukraiński interes narodowy, dążenie do podniesienia narodu ukr. w hierarchii międzynarodowej pozwala na zbliżenie z Polską.

***

Nie przypuszczamy, aby jakikolwiek Ukrainiec nie-pozbawiony elementarnych nocyj politycznych nie zdawał sobie z tego sprawy, że porozumienie polsko-rosyjskie musi być klęską dla ukraińskich aspiracji narodowych. Porozumienie to byłoby realizacją tego, co nazywamy koncepcją Bismarckowską. Sytuacja Ukraińców przypominałaby wówczas sytuację Polaków w rosyjskim i pruskim zaborach po powstaniu styczniowym. Była ona wówczas fatalną. W ogóle można powiedzieć, że sytuacja Polaków po rozbiorach była zawsze tym gorszą, im większe porozumienie panowało między państwami zaborczymi. To samo odnosi się do sprawy ukraińskiej. Im bliżej realizacji będzie koncepcja Bismarckowską i porozumienie polsko-bolszewickie, tym gorsza będzie sytuacja Ukrainy.

Logicznym stąd wnioskiem jest, że Ukraińcy w miarę możności powinni dążyć do niedopuszczenia do porozumienia polsko-rosyjskiego w ich sprawie. Widzieliśmy powyżej, że leży ono w interesie polskiej racji stanu. Ale z drugiej strony jasnym jest, że nieprzejednane stanowisko mniejszości ukr. w Polsce wzmacnia ogromnie argumenty stronnictw rosjanofilskich, i zmusza Polskę do szukania innych dróg rozwiązania problemu. Drogi te mogą pójść na Moskwę. Gdyby Ukraińcy galicyjscy rozumieli swój interes, byliby nie tylko lojalnymi obywatelami państwa polskiego, ale również obywatelami polskimi najbardziej imperialistycznie do Rosji usposobionymi. Powyższe rozumowanie jest zastosowaniem do sprawy ukraińskiej rozumowania Dmowskiego sprzed wojny światowej.

Roman Dmowski z dużą logiką uważał wówczas, że Polacy w zaborze rosyjskim muszą być najlojalniejszymi obywatelami tego państwa. Inny stosunek do Rosji musiałby uświadomić Rosjanom niebezpieczeństwo polskie i pchać ich do porozumienia z Niemcami, jak to nastąpiło w 1863 r. Tak Polska zaś, jak dziś Ukraina mogła spodziewać się wszystkiego po antagonizmie państw zaborczych, niczego zaś po ugodzie.

Zdawałoby się, że Ukraińcy mogą wybierać jednak między przymierzem z Polską a przymierzem z Rosją. Na drodze do porozumienia z Rosją stoi jednak przede wszystkim sprawa społeczna. Nacjonaliści ukraińscy, bo z ich punktu widzenia ujmujemy problem, nie mogą być zwolennikami bolszewizacji Ukrainy. Poza tym Rosja może bez porównania łatwiej zasymilować element ukraiński jak Polska. Składają się na to podobieństwa językowe i psychologiczne. W końcu Ukraińcy muszą zrozumieć, iż o ile Rosja zwycięży Polskę, zwycięstwo to będzie tego rodzaju, że wówczas już nie będzie potrzebowała liczyć się z Ukrainą jako ze sprzymierzeńcem. Fenomen podobny nastąpił już raz, a mianowicie w XVII wieku, gdy Ukraińcy przez połączenie z Rosją przygotowali sobie niewolę, i Mazepa za późno zrozumiał, że należało z Polską przeciw Rosji, a nie przeciwnie. Podobne niebezpieczeństwo nie grozi Ukrainie w wypadku, gdyby Polska wzięła górę w pojedynku dziejowym z Rosją. Ogrom Rosji byłby jeszcze tak wielki, że przymierze polsko-ukraińskie nie przestałoby być koniecznością samoobrony. Z powyższych względów wydaje się nam ze stanowiska ukraińskiej racji stanu bardziej wskazane przymierze z Polską, jak z Rosją.

Adolf Bocheński, „Koncepcja Bismarkowska w stosunkach polsko-ukraińskich” [w;] „Imperializm państwowy”, Kraków-Warszawa 2015, ss. 179-185.

Dzial: