Koniec Państwowego Instytutu Wydawniczego?

PIW.jpg
W końcu, w 2012 roku, Ministerstwo Skarbu Państwa postawiło największego wydawcę dzieł klasyki literatury polskiej i światowej w stan likwidacji – paradoksalnie, bowiem sytuacja finansowa PIW poprawiła się do tego stopnia, że spłacił on zarówno ok. 80% swych długów, jak i przynosi obecnie rocznie ok. 100 tysięcy złotych zysku. PIW nigdy nie zbankrutował, i nie znajdował się w stanie upadłości. Mimo to ma zostać zlikwidowany. Dlaczego?

PIW jest nie tylko najstarszym polskim i ostatnim państwowym wydawcą książek. Nie tylko posiada liczne, bardzo wartościowe prawa autorskie oraz prawa do tłumaczeń. Posiada on także bardzo wartościową kamienicę w samym centrum Warszawy, przy słynnej ul. Foksal. I na tą nieruchomość ostrzy sobie zęby dyrektor zarządzanego wspólnie przez Ministerstwo Skarbu Państwa oraz Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego Instytutu Książki, Grzegorz Gauden. Podległa mu placówka miałaby przejąć część dorobku i dziedzictwa po PIW – a przede wszystkim, jak powiedział sam Gauden w telewizyjnym wywiadzie, kamienicę w centrum stolicy.

Na początku kwietnia powstał jednak Społeczny Komitet Ratowania PIW, który rozpoczął w internecie akcję „Ratuj PIW, ratuj książkę”. Akcja – co zasługuje na szczególne podkreślenie – jest zupełnie apolityczna, nie jest wymierzona w żadnego z ministrów, w rząd czy premiera. Łączy osoby o bardzo różnych poglądach i kojarzone z bardzo różnymi środowiskami, także tymi wspierającymi partię rządzącą i rząd. Organizator i pomysłodawca akcji, Przemysław Pawlak, liczy na to, że uda się skłonić ministerstwo do zmiany planów – nie tylko z powodu zupełnego braku ekonomicznego uzasadnienia likwidacji PIW, ale dlatego, że wspomniany już dyrektor Instytutu Książki w programie „Informacja kulturalna”, emitowanym 8 kwietnia na antenie TVP Kultura, powiedział wprost do kamery słowa „oczywiście marzymy o tym również, żeby przejąć budynek PIW” – dając tym samym do zrozumienia, jakie są jego prawdziwe intencje! Czy narodowa i światowa kultura, dorobek dziesięcioleci i dziedzictwo minionych epok mogą przegrać z finansowymi ambicjami jednego człowieka?

Umieszczony na stronie www.petycje.pl skierowany do ministra skarbu apel „Nie dla likwidacji Państwowego Instytutu Wydawniczego!” w ciągu zaledwie kilkunastu dni podpisało kilka tysięcy Polaków: ludzi kultury i sztuki, naukowców, dyrektorów publicznych instytucji i placówek kulturalnych, parlamentarzystów...

Trzeba reagować na absurd

Z Przemysławem Pawlakiem, inicjatorem apelu „Ratuj PIW, Ratuj książkę” i Społecznego Komitetu Ratowania PIW, rozmawia Michał Soska.

O likwidacji Państwowego Instytutu Wydawniczego mówi się już od wielu lat. Jak to zazwyczaj bywa, argumentem władz była zła sytuacja finansowa, zadłużenie itp. Czy w chwili obecnej PIW faktycznie przynosi straty, czy też jest instytucją państwową, która przynosi zyski?
- PIW przynosi co rok zyski! Nie tylko zyski netto, uwzględniające np. sprzedaż części nieruchomości, ale przede wszystkim zyski z podstawowej działalności operacyjnej, czyli sprzedaży książek. W 2014 r. było to ponad 100 tys. zł. PIW ma też ogromne aktywa: szacowane na parędziesiąt milionów złotych prawa autorskie i wydawnicze, bibliotekę z kompletami XIX-wiecznych czasopism, wartą na rynku antykwarycznym ok. 1-2 mln zł, trudną do wycenienia wartość firmy, czyli m.in. logo, no i oczywiście kamienicę przy Foksal 17 w Warszawie. Zgodnie z informacjami podawanymi przez Likwidatora w 2015 r. zobowiązania przedsiębiorstwa wynoszą zaledwie ok. 1,7 mln zł, w tym te wynikające z opłat za użytkowanie wieczyste, czyli należne Miastu Stołecznemu. Wystarczy sprzedać jedno piętro należące do PIW, by uregulować wszystkie zobowiązania, pozostanie i tak majątek wart kilkadziesiąt milionów. Dlatego w przyszłym roku PIW powinien spokojnie, bez statusu likwidacji, obchodzić 70-lecie i wydawać kolejne wspaniałe książki. Nie pozwolimy bezkarnie zaprzepaścić takiego dorobku tylko dlatego, że ktoś ma ochotę przejąć jedną nieruchomość i część praw autorskich.

Dlaczego więc komuś najwyraźniej aż tak zależy na likwidacji PIW?
- W wywiadzie udzielonym TVP Kultura (emisja w „Informacjach Kulturalnych” 8 kwietnia 2015 o g. 20:00) pan Grzegorz Gauden, dyrektor Instytutu Książki został przyłapany przez dziennikarzy i sam oświadczył, że marzy mu się przejęcie siedziby PIW-u przy takiej prestiżowej ulicy. Dlatego prawdopodobnie państwowy Instytut Książki wydał w 2014 r. ponad 53 tys. zł na opinię poznańskiej prywatnej kancelarii prawniczej, której jedynym celem było doradzenie, jak przejąć część majątku likwidowanego PIW-u. Dlaczego IK nie poprosił o opinię zwierzchnika, czyli Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, skoro MKiDN zatrudnia całe departamenty prawników? Tymczasem w 2014 r. Instytut Książki wydał 3,75 mln zł na remont swoich biur w Krakowie. Po cóż więc mu kamienica w Warszawie, która zresztą też wymagałaby odświeżenia. Czy to jest Instytut Książki, Remontowo-Budowlany, czy może nowy sposób na obrót nieruchomościami? To są dane dostępne w Internecie, w sprawozdaniu IK za 2014 r. Jeśli doszło do nieprawidłowości w dysponowaniu publicznym majątkiem, powinny sprawę zbadać właściwe służby. Oprócz wręczenia urzędnikom obu ministerstw, apelu przeciw likwidacji PIW z listą tysięcy sygnatariuszy, planujemy złożyć wniosek o kontrolę działań Instytutu Książki przez NIK, a może też inne powołane do tego instytucje.

Czy przysłowiowa klamka już zapadła? Czy też jest jeszcze szansa na ratunek PIW – a jeśli tak, to od kogo zależy dalszy los Instytutu: od Ministerstwa Skarbu, Ministerstwa Kultury…?
- To jest bardzo łatwe i szybkie, wystarczy odrobina dobrej woli Ministra Skarbu Państwa, by – tak jak obiecywał jego poprzednik – po doprowadzeniu PIW-u do równowagi finansowej i restrukturyzacji przedsiębiorstwa (radykalnie zmniejszono zatrudnienie, podnajęto część pomieszczeń itp.) wydał zarządzenie uchylające zarządzenie z 2012 r. o postawieniu PIW-u w stan likwidacji. Ministra może wyręczyć Rada Ministrów. PIW jest przedsiębiorstwem państwowym, nie spółką Skarbu Państwa, nie jest w upadłości, nie zbankrutował, jak mylnie głosi Minister Kultury prof. Omilanowska. Jedno zarządzenie i będziemy szczęśliwi, że udało się uniknąć losu Polskich Nagrań, czy likwidowanego Wydawnictwa Ossolineum.

Skąd w ogóle powstał pomysł, by stanąć do tak nierównej, zdawałoby się, walki o PIW? Jakie są powody, dla których zdecydował się Pan stanąć na czele akcji protestu przeciwko planom likwidacji?
- Zwykłem w ten sposób reagować na absurd. Skoro się dowiedziałem o sytuacji, która nie powinna mieć miejsca, to powinienem doprowadzić do tego, by tę sytuację naprawić. Od 2014 r. podpisy pod apelem w tej sprawie zbierali profesorowie w Instytucie Teatralnym w Warszawie, Polskiej Akademii Nauk, Uniwersytecie Wrocławskim, Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku, na konferencjach naukowych. Należało przenieść tę akcję do Internetu i zainteresować nią media. A może nikt do tej pory nie uświadomił urzędnikom wystarczająco dobitnie, że PIW jest Dobrem Narodowym? Państwowy w nazwie, czyli również mój! To dlaczego miałbym nie bronić swojej własności? Dobre wydawnictwo, jak orkiestrę, kompletuje się latami, a zlikwidować można w jeden dzień.

Jak podsumowałby Pan efekty apelu i protestu do chwili obecnej? Jak reaguje społeczeństwo, jak reaguje świat kultury?
- To jest niezwykle budujące, ponieważ odzew społeczny jest ogromny i jednoznacznie pozytywny dla akcji #RatujPIW. Nie tylko klikają, by podpisać apel na portalu petycje.pl, ale dopisują wzruszające i bardzo emocjonalne komentarze, wspomnienia związane z tym wydawnictwem i jego ulubionymi seriami, jak choćby słynna Ceramowska, Plus Minus Nieskończoność, czy Dzieła zebrane Witkacego. Polska inteligencja jednoczy się w tej sprawie ponad podziałami politycznymi, od lewa do prawa. Popierają nas setki profesorów PAN, UJ, UWr, UW, UMCS, KUL, UAM i innych uczelni, politycy, dyplomaci, pisarze, tłumacze, artyści, szefowie instytucji państwowych i samorządowych, dyrektorzy placówek naukowych i kulturalnych, dziennikarze i rzesze „zwykłych” Czytelników.
Nasz apel o zaprzestanie skandalicznej i nieuzasadnionej ekonomicznie, a także społecznie już znienawidzonej likwidacji PIW-u podpisali już m.in. Julia Hartwig, Lech Śliwonik, Leszek Elektorowicz, Roman Taborski, Władysław Bartoszewski, Maja Komorowska, Józef Hen, Jerzy Bralczyk, Jan Miodek, Janusz Degler, Ewa Osińska, Stefan i Krystyna Chwinowie, Antoni Libera, Sergiusz Sterna-Wachowiak, Andrzej Blikle, Ewa Lipska, Janusz Anderman, Jan Woleński, Krystyna Kofta, Jan Ordyński, Hanna Samson, Andrzej Makowiecki, Wojciech Zabłocki, Anna Streżyńska, Andrzej Mencwel, Piotr Sommer, Anna Kuligowska-Korzeniewska, Wojciech Dudzik, Anna Krajewska, Jan Gondowicz, Ewa Guderian-Czaplińska, Zbigniew Majchrowski, Tomasz Bocheński, Wojciech Tomasik, Tadeusz Iwiński, Danuta Kuźnicka, Lech Sokół, Edward Krasiński, Andrzej Blikle, Łukasz Turski, Adam Zagajewski, Jerzy Radziwiłowicz, Henryk Samsonowicz, Wiesław Juszczak, Piotr Mitzner, Leonid Heller, Piotr Matywiecki, Maria Iwaszkiewicz, Stanisław Krasnowolski, Maciej Witkiewicz, Joanna Olczak-Ronikier, Józef Lubacz, Aleksandra Chłapowska-Myjak, Anna Grodzka, Barbara Osterloff, Jacek Dehnel, Barbara Wachowicz, konsul RP Tomasz Morawski, w imieniu Stowarzyszenia Dziennikarzy RP sekretarz generalny Andrzej Maślankiewicz i wielu, wielu innych, którzy nie są obojętni na niszczenie kultury.

Dziękuję za rozmowę – i trzymam kciuki za powodzenie akcji.

Dzial: