Czy ambasador USA zostanie wezwany na dywanik?

arbeit.jpg
Jak podał portal tvn24.pl James B. Comey – dyrektor FBI – właśnie zadebiutował w dzienniku „The Washington Post”. Gazeta wydrukowała jego przemówienie ze spotkania w Muzeum Holocaustu z przedstawicielami środowisk żydowskich. Szef Federalnego Biura Śledczego Stanów Zjednoczonych stwierdził, że za Holokaust odpowiadają „wspólnicy nazistów z Niemiec, Polski i Węgier”.

Tak więc mamy kolejną odsłonę wrabiania Polski i Polaków – narodu, który obok Żydów i Rosjan najwięcej wycierpiał z rąk nazistowskich Niemiec w czasie II wojny światowej w Holocaust. Pomijam kwestię, że to właśnie USA po II wojnie światowej dały schronienie różnej maści hitlerowcom ze służb specjalnych III Rzeszy niemieckiej, którzy na swoim koncie mieli zbrodnie wojenne.

Retoryka Jamesa B. Comey’a wpisuje się w pojawiające się regularnie w zachodnich mediach stwierdzenia o „polskich obozach koncentracyjnych”. Szkopuł w tym, że tym razem nie napisał tego jakiś niedouczony dziennikarzyna, tylko szef FBI. Głównej instytucji śledczej USA. Co prawda nastąpiła reakcja ambasady polskiej w Waszyngtonie, ale koniecznością wydaje się wezwanie przez polski rząd na dywanik ambasadora USA w Polsce. Niech się tłumaczy. Wszak FBI jest instytucją państwową.

Czy do tego dojdzie? Wątpię. Dlaczego? Ano dlatego, że historia 26 lat „wolnej Polski” po 1989 roku uczy, że to ambasadorowie Stanów Zjednoczonych wzywają na dywanik polskich polityków i ich musztrują. Gorzka to prawda, ale takie są fakty. Nie szanujemy się. Kolejne nasze rządy bez względu na orientacje polityczną nie szanują się w relacjach z USA. Między innymi dlatego przegrywamy w sferze polityki historycznej na arenie międzynarodowej. A przecież kto rządzi przeszłością, ten rządzi teraźniejszością i będzie rządził w przyszłości.

Mateusz Kaim
Myśl Polska, nr 17-18 (25.04-3.05.2015)