Trzymać się z dala od Anglosasów

skiwski.jpg
Jan Emil Skiwski (ur. 13 lutego 1894 w Warszawie, zm. 2 marca 1956 w Caracas, Wenezuela) – to jedna z najbardziej tajemniczych i nieznanych postaci polskiej myśli politycznej. Wyklęty przez Londyn i Warszawę za kolaborację z Niemcami – pisał po 1945 roku właściwie do szuflady. Opublikowane właśnie jego pisma dla wielu mogą być kompletnym zaskoczeniem. Po ponad 60 latach nabierają nowego, niezamierzonego znaczenia i świeżości.

Skiwski do 1918 roku przebywał w Rosji, gdzie w 1909 w Moskwie ukończył gimnazjum. Początkowo związany politycznie z obozem sanacyjnym (BBWR i OZN), następnie zadeklarował się jako zwolennik endecji. Po roku 1939 był zwolennikiem współpracy politycznej i wojskowej z Niemcami, współwydawca gadzinówek „Ster”, „Przełom”, wydawanych przy poparciu Niemców. Zwolennik współdziałania z Niemcami przeciwko Sowietom. W kwietniu roku 1943, podobnie jak inni literaci: Ferdynand Goetel i Józef Mackiewicz przebywał w Katyniu, gdzie był świadkiem ekshumacji polskich oficerów zamordowanych przez Sowietów. Uciekł na Zachód, ale i tam nie miał szans, bo dla emigracji też był kolaborantem. Znalazł przystań w dalekiej Wenezueli, gdzie zmarł. Próbował publikować, co kilka razy udało mu się w „Kulturze”. Pisał pod pseudonimami: Karol Ignacy Hołobocki, Rogall. Jednak większa część jego twórczości nie ujrzała światła dziennego.

Skiwski był krytykiem endecji i Romana Dmowskiego, zarzucając mu to, że nie przewidział zwrotu polityki rosyjskiej w kierunku zachodnim i kurczowo trzymał się orientacji na Francję. To typowy zarzut zwolenników orientacji niemieckiej. „Dmowski miał wszystkie dane, by widzieć, że imponujące kolumny naszych sojuszów są kolumnami z tektury malowanymi na granit. A jednak wmawiał nam nieograniczone zaufanie w pewność ich działania. „Śpijcie spokojnie” – tym wezwaniem zawsze można sobie zdobyć posłuch w narodzie, który jak nasz nie lubi się martwić i przyjemnie dźwięczącym hasłem da się zaprowadzić do piekła” – pisał. A o emigracyjnym Stronnictwie Narodowym: „Dzisiejsze wegetujące na emigracji Stronnictwo Narodowe protestowało „najwymowniej ze wszystkich" ugrupowań polskich po zdradzie jałtańskiej. I co z tego? Tym gestem Stronnictwo Narodowe podkreśla tylko swe proalianckie zaślepienie, skoro mimo zatwardziałej zdrady aliantów, propaguje dalej politykę „wierności" tym, którzy zdradzili”.

Krytyka Dmowskiego była przesadzona. Lider ND nie był architektem polskiej polityki zagranicznej w latach 30. Owszem, sądził, że Rosja będzie zajęta na Dalekim Wschodzie, ale jednocześnie przewidywał, że czeka ją wielka przyszłość a Niemcy klęska. Wniosków praktycznych nie sformułował, ale prognoza była trafna. Tymczasem opcja na Niemcy, której zwolennikiem był Skiwski, była nie tylko kardynalnym błędem, to w dodatku była nie do przeprowadzenia w Polsce nawet przez zwolenników takiej polityki. Tak więc te reminiscencje historyczne autora są raczej chybione i podyktowane emocjami. Ale w jego wywodach pojawia się interesujący motyw – teza, że Polska nie ma czego szukać na Zachodzie, nie może wierzyć takim państwom, jak Francja, Anglia czy USA. Przyszłość Polski ma rozstrzygać się na Wschodzie, a kluczowymi państwami dla nas będą Niemcy i Rosja.

Skiwski ostrzegał przez Ameryką. Pisał: „Ameryka jest olbrzymią rozpędzoną maszyną, z którą nie może być żadnych „dyskusji" i która jest nastawiona na pożeranie. Dosłownie: na pożarcie świata (…) Wszystkie sentymentalne „ale" popiskujące w jej stalowych kiszkach nie zmieniają ani na włos planu zakreślonej marszruty. Ameryka choruje na przerost mięśni. Jej potęga materialna wylewa się poza brzegi. Podstawą jej potęgi jest technika i mowy nie ma o zwekslowaniu potęgi amerykańskiej na jakieś „inne tory". Wszystko to prowadzi do wniosku, że Ameryce jest potrzebne przeszkolenie cywilizacyjne europejskie, że natomiast amerykańskie przeszkolenie byłoby dla Europy śmiertelną chorobą”.

Ostrzeżeniom przed USA i Anglią towarzyszyła niechęć do „demokracji”: „Demokracją nazywamy w dzisiejszym świecie taki układ stosunków międzynarodowych, w którym Wielka Brytania ma zapewnione panowanie na rynkach świata. Sprawiedliwością – taki system, który nie pozwala innym narodom dążyć do celów, które osiągnęła Wielka Brytania. Każde wyłamanie się z tej aksjomatyki jest pogwałceniem wszystkich praw boskich i ludzkich. Istnieje wprawdzie jeszcze jedna definicja demokracji oparta na doświadczeniach polskich. Demokracja jest to mianowicie taki system, w którym myśl: „Musimy zniszczyć naszego konkurenta handlowego”, wyraża się w słowach: „Obowiązkiem naszego honoru jest wystąpić w obronie narodu, którego niepodległości zagraża potężny sąsiad”.

I konkluzja: „Tragedią dzisiejszego wieku jest to, że demokracja, będąca wcieleniem kłamstwa, podjęła walkę przeciw Sowietom, które są wcieleniem przemocy. Nie Dobro walczy ze Złem, ale Zło rozbite na dwa wrogie obozy prowadzi walkę wewnętrzną. Czy to nie zapowiada zbliżającego się tryumfu Dobra?”. Z pozoru Rosja jest dla Skiwskiego wrogiem naczelnym, ale tylko z pozoru. Niechęć, a nawet nienawiść do demokracji liberalnej sprawia, że patrzy na Rosję bardziej realistycznie niż wielu obsesyjnych antykomunistów.

Wyśmiewa zachodnie złudzenia co do Rosji: „Alianci wyobrażają sobie, że cała ludność Związku Sowieckiego znajduje się w położeniu więźnia który tylko nad tym myśli, jak wyrżnąć lub zmylić straże i czmychnąć z więzienia. Pogląd nierealny i prymitywny. Prądy opozycyjne w Sowietach istnieją, ale nie są zwrócone przeciw ustrojów sowieckiemu (takie było stanowisko Białych, praktycznie dziś nie istniejące), ale są wyrazem krytycyzmu lub oporu wobec pewne go kierunku polityki rządowej. „Za Lenina było inaczej", „Stalin by tę sprawę lepiej rozwiązał” – takie są formy opozycji w Sowietach”.
Rosja jest więc odporna na wpływy zachodniego liberalizmu i to się Skiwskiemu podoba. Chętnie więc widziałby jakąś formę współpracy Niemiec i Rosji przeciwko Zachodowi. Dlaczego? Bo przeraża go wizja zwycięstwa Ameryki:

„Co tu owijać w bawełnę. Łatwe i szybkie zwycięstwo Ameryki (takie na „mur", o którym marzy dzisiejszy Polak) byłoby katastrofą i dla nas, i dla ludzkości. Nie trzeba być mocarzem wyobraźni, aby zrozumieć, w co obróciłaby się Europa wychodząca spod obucha trzeciej, na czysto przez Wielkie Demokracje wygranej wojny światowej. Europa wyzbyta swych najcenniejszych pomników cywilizacji, zdziczała w nędzy i głodzie, nagle stająca się obiektem amerykańskiej dominacji ekonomicznej. Jej schorzały organizm nie tylko przyjąłby wszystkie zarazki tego, co Amerykanie nazywają swoją cywilizacją, ale przyjąłby je jako objawienie. Nowa katastrofa, gorsza od wojennej, przeorałaby narody europejskie. Stalibyśmy się posłusznym stadem „odbiorców", dzikusów oszołomionych zabawkami dla dorosłych, którymi zarzucałby nas dobry Sam”.

Co więc ma robić Polska? Pisze tak: „Zadaniem polityków emigracji jest pracować nad ułożeniem poprawnych i zgodnych interesem Polski (a nie z polską nieokiełznaną uczuciowością), stosunków z Niemcami, tak jak zadaniem polityków działających w kraju jest analogiczne ułożenie stosunków z Sowietami. Polityka nasza musi być dwuogniskowa, bo naród polski żyje w polu grawitacyjnym dwuogniskowym i musi wyrobić sobie trwale drogi porozumienia z obu sąsiadami. Tylko ulica może taką politykę nazwać „rozbiciem”, bo to odpowiada jej prymitywnym wyobrażeniom o polskiej racji stanu. Ulica nazwała „wspaniałym objawem niezależności i scementowania narodu” to, że odcięliśmy sobie wszelkie możliwości porozumienia ze wschodnim i zachodnim sąsiadem. I przed tym samobójczym gestem spala się do dziś kadzidło niemal w każdym artykule prasowym. Zachowujemy się tak, jakbyśmy żyli między Ameryką a Anglią. Prawdą jest jednak i pozostanie nią na wieki, że żyjemy między Niemcami a Rosją”.

To jest kluczowa myśl Skiwskiego, jego testament polityczny. Polska ma szukać modus vivendi z obu wielkimi sąsiadami i tylko to daje jej perspektywę na samodzielne istnienie. Dominacja Anglosasów nad Polską to złudzenie niepodległości, to nic nie znaczące chorągiewki na samochodach polskich przywódców, to wreszcie groźba używania Polski jako dywersanta na Wschodzie, w ingresie Anglosasów. „Nasze rachuby na przychylność Anglosasów (mimo doznanych i nareszcie uświadomionych zawodów) są wciąż jeszcze przesadne. Czynnikiem, który szczególnie wpływa na ochłodzenie naszych stosunków z Anglosasami i budzi w nich rosnącą do nas niechęć, jest nasza niesforność w normalnym codziennym pożyciu. Jesteśmy w ich oczach ludem, który umie tylko dobrze umierać i który można zawsze pchnąć ku ofiarności, kiedy to będzie i m potrzebne” – dodaje.

Skiwski idealizował Niemcy, uważając, że to naród odporny na wpływy liberalnej demokracji, wciąż widział w Niemcach bojowników i mocarzy, a nie to co się z nimi stało naprawdę. Wizja Niemiec jako zapory przed Anglosasami (w sojuszu z Rosja sowiecką zdominowaną wedle niego przez praktycznych Niemców) nie wytrzymała próby czasu.

Po 1990 roku już nie komunistyczna Rosja zaproponowała Niemcom wielki układ – budowę Europy od Lizbony po Władywostok. Początkowo ta propozycja Władimira Putina wyartykułowana podczas przemówienia w Bundestagu – wzbudziła entuzjazm. Dzisiaj widać gołym okiem, że przedwcześnie. Ideologicznie Niemcy są integralna częścią Zachodu, ze wszystkimi tego konsekwencjami, Rosja zaś stanęła na gruncie wartości konserwatywnych, wrogich liberalizmowi. To pękniecie ideologicznie jest jedną z największych przeszkód uniemożliwiających sojusz Rosji i Niemiec. Po drugie, elity niemieckie wcale nie są tak samodzielne, jak zakładał Skiwski, są „trzymane na smyczy” przez Amerykanów, co unaoczniły nam wydarzenia ostatnich miesięcy. Miał natomiast rację, kiedy przestrzegał przed konsekwencjami dominacji Anglosasów w naszej części Europy. Ta wizja sprawdziła się w całej rozciągłości.

„Imperializm angloamerykański, najgłębiej amoralny, jest oparty na kombinatorstwie politycznym, które zresztą udaje się od wieków. Ta kombinacja jest jednak zanadto skompromitowana, aby długo się jeszcze mogła udawać. Sugestie stamtąd płynące przestają działać. „Uczniowie” coraz lepiej już wiedzą, co myśleć o „dobrym nauczycielu”. Na oślej ławce zostaliśmy my jedni. Wciąż jeszcze wdychamy narkozę komplementów sprzed dziesięciu laty. Imperializm angloamerykański obraca się na sprycie politycznym jak na sztyfcie. Choć szpic się ułamał, ale sztyft wciąż się kręci. Naturalnie wynajdą nowe maski, nowe sugestie. Kombinacja może się tu i ówdzie udać, ale zasada została jednak już rozpoznana” – konkludował.

Przypadek Skiwskiego pokazuje, że najbardziej szaleni reprezentanci naszej myli politycznej z reguły nie mieli racji w swoich czasach, ale po latach ich wizje mogą nabierać nowego wyrazu, nawet wbrew ich zamiarom.

Jan Engelgard

Jan Emil Skiwski, „To, o czym się nie mówi. Szkice polityczne z lat 1946-1956”, oprac. M. Urbanowski, Łomianki 2014, ss. 344.
Myśl Polska, nr 15-16 (12-19.04.2015)

Dzial: