Moje pięć spotkań z Januszem Sanockim

sanocki 3.jpg
Zmarł Janusz Sanocki, miał zaledwie 66 lat. Dłuższe rozmowy na żywo i przez telefon odbyliśmy tylko pięciokrotnie. Za każdym razem zachował się jak trzeba. Pomimo tego że nie byliśmy blisko, a był mi bliski.

W 2001 w Nysie, odbywały się prawybory. Pojechaliśmy z grupą kolegów, nie tyle popierać konkretną partię co popsuć krwi antypolskim formacją na czele z Unii Wolności. Młodzi, naiwni, radykalni. Janusz Sanocki przestał być w tamtym roku burmistrzem miasta, ale był osobą znaną i szanowaną. Unia Wolności przy rynku prowadziła kampanię, rozdawali reklamówki z logiem partii. Myśmy im najpierw skutecznie uniemożliwili korzystanie z nagłośnienia, a potem użyliśmy swojego bo oznajmiać wszem i wobec że ta pusta reklamówka jest symbolem tego że już wszystko sprzedali i puszczają Was z pustymi torbami. Januszowi Sanockiemu się to strasznie spodobało, został z nami do samego wieczora i czynnie pomagał w głoszeniu tego czym była prywatyzacja.

Po raz drugi spotkaliśmy się dwa lata później na spotkaniu Komitetu Obrony Polskiej Ziemi "Placówka" z protestującymi przeciwko prywatyzacji pracownikami cukrowni. My przyjechaliśmy z kol. Bohdanem Porębą. Jacyś ludzie z rolniczej Solidarności bluzgali Porębie że był w partii. Kazali mu wyjść z sali. Sanocki wstał i powiedział, że również chciał się zapisać do partii, po czym zapytał zebranych w dosadnych słowach: „Czy wam k... Poręba i Sanocki rabują majątek?”.

Po raz trzeci było to spotkanie organizowane przez kol. Tadeusza Mazanka. Janusz Sanocki przyjechał i mówił mądrze i długo. Ale promował jednomandatowe okręgi wyborcze, ja nie jestem do nich przekonany. Spieraliśmy się mocno. Nawet za bardzo. Ale po tym wszystkim, podszedł i powiedział "Jak przesadziłem, to bardzo przepraszam. Taki mam temperament" Ja również przeprosiłem. Dziś wiem że to ja powinienem podejść pierwszy.

Czwarty raz to było po moim tekście w obronie aresztowanego Mateusza Piskorskiego. Janusz Sanocki poprosił mnie o numer. Zadzwonił już po chwili. Mówił, że musimy się organizować. Że trzeba protestować, pisać, alarmować. Gorączkował się, że nie do przyjęcia jest sytuacja że wsadza się człowieka, że to czysty stalinizm. Że on jako poseł nie ma w tym sojuszników, ale sprawy nigdy nie zostawi. Autentycznie martwił się o innych działaczy Zmiany z Warszawy i Lublina.

Piąty raz to była kwestia pomników z okresu Polski Ludowej. Janusz Sanocki wywodzący się z opozycji okresu Polski Ludowej stanął w ich obronie. Gratulował mi tekstów, powiedział, że również coś napisze w "Myśli Polskiej". Bardzo cenił to pismo, i pracę redaktora Jana Engelgarda. Napisał tekst "Nie burzmy pomników, nie fałszujemy historii". Później tekst przedrukował Konserwatyzm.pl – wielu jego kolegów z okresu działalności opozycyjnej w PRL-u mu tego nie wybaczyło. Wywlekli jakieś śmieciowe informacje.

Pięć razy zachowałeś się jak trzeba. Pięć na pięć. Zaszczytem było dla mnie poznanie pana Janusza.

Łukasz Marcin Jastrzębski

Na zdjęciu – Janusz Sanocki na obchodach rocznicy zbrodni wołyńskiej organizowanych w 2018 roku w Legnicy przez Tadeusz Samborskiego (trzeci z prawej), także publicystę Myśli Polskiej. Drugi z prawej Leszek Miller.
8.12.2020

Dzial: