O JKM i nie tylko…

jkm_0.jpg
Wyrugowanie Korwina z facebooka wzbudziło spory ferment. Jedni poczuli gniew, inni rozczarowanie, lecz co najmniej równie wielu odczuło satysfakcję czy radość. Czyli jak zazwyczaj: zalała nas fala emocji i zabrakło miejsca na refleksję. Tymczasem interesujących wniosków z całej sytuacji można wyciągnąć całkiem sporo.

Po pierwsze, skończył się czas otwartej debaty, zarówno na naszym podwórku jak i globalnie. Pluralizm poglądów, który jeszcze dla mojego pokolenia był wartością sam w sobie odchodzi w niebyt. Przechodzimy do fazy społecznego przekazu opartej wyłącznie na subiektywnym punkcie widzenia. Mniej miejsca będzie zatem na symetryzm i centrowość, więcej na populizm i skrajność. Stosunkowo swobodną debatę zastąpi prymitywny przekaz propagandowy poszczególnych opcji. Zjawisko to występujące już od jakiegoś czasu w mediach tradycyjnych zostaje właśnie przeniesione także na media społecznościowe.

Ograniczenie swobody dyskusji o sprawach wspólnych zmieni społeczeństwa. Narosną antagonizmy, wzrośnie i tak już silna polaryzacja. Proces atomizacji jeszcze bardziej przyspieszy. Kryje się w tym jednak także cień nadziei. Wraz z poczuciem izolacji poszczególnych grup wzbudzi się nowa wspólnotowość, tym razem oparta nie tylko na luźnej spójności przekonań ale wzmacniana wspólnymi celami i zagrożeniami. W ograniczonym zakresie to zjawisko już ma miejsce. Właśnie w tym obszarze może nastąpić zaczyn nowego.

Zmienią się także media społecznościowe. Facebook korzystając z pozycji monopolistycznej przestał tworzyć otwartą społeczność a zaczął ją kreować według własnego uznania. Oznacza to, że wkrótce zabraknie tu dla nas miejsca. Część użytkowników zostanie usunięta, tak jak Janusz Korwin Mikke, część samodzielnie zrezygnuje. Po przekroczeniu pewnej masy pojawienie się konkurencyjnego medium będzie wyłącznie kwestią czasu. Choć chciałbym, żeby nowy portal społecznościowy był platformą swobodnej wymiany poglądów nie mam tutaj złudzeń. Raczej doczekamy się facebooka à rebours, równie komercyjnego i nietolerancyjnego ale nastawionego na konserwatywnego odbiorcę.

Gdzie w tym wszystkim sam Korwin? Złośliwi twierdzą nie bez racji, że niekoronowany „krul internetu” (pisownia oryginalna) padł ofiarą wolnego rynku. Abstrahując od dotkliwego ciosu, jakim dla sędziwego polityka było odebranie potężnego instrumentu kontaktu z wyborcami, nastąpił znacznie subtelniejszy lecz i znacznie celniejszy strzał w głoszone przez niego poglądy. Okazało się bowiem, że prywatne monopole jak najbardziej istnieją. XX-wieczny antagonizm państwowe kontra prywatne staje się anachronizmem.

Dziś znacznie większe zagrożenie dla wolności jednostki niż aparat państwa stanowią ponadnarodowe korporacje. Co więcej, jedynie silne państwa narodowe są w stanie wymusić na ponadpaństwowych molochach respektowanie przepisów prawa. Doszliśmy więc do kuriozalnej sytuacji, kiedy tak bardzo nielubiane przez część skrajnych wolnościowców państwo, staje się jedynym owej wolności strażnikiem, i to wysoce potencjalnym.

Politycznie sytuacja nie zmieni się w szczególny sposób. Janusz Korwin-Mikke jest politykiem u zmierzchu kariery. Nad firmamentem małego wolnościowego światka coraz silnej świeci nowa gwiazda Sławomira Mentzena. Jest on równie błyskotliwy jak Korwin w szczycie kariery a jednocześnie pozbawiony większości jego wad. Taka zmiana pokoleniowa może wyjść wszystkim jedynie na dobre. Tak czy inaczej zmiany, zmiany, zmiany. Te globalne budzą uzasadniony niepokój. Jako jednak, że nie mamy najmniejszej szansy ich zatrzymać warto przyglądać się trendom. Ich trafne zdiagnozowanie jest bowiem kluczem do zajęcia właściwej pozycji. W końcu każda zmiana, niezależnie od tego jak wiele niesie z sobą zagrożeń zawsze otwiera też nowe szanse.

Przemysław Piasta
18.11.2020

Dzial: