Na marszu znów gorąco

marsz.jpg
Spora część, spośród niewielkiej części Polaków, interesujących się sprawami publicznymi trzęsie się z oburzenia. Przedmiotem słusznego gniewu ludu są uczestnicy Marszu Niepodległości, którzy podobno obrzucali racami jakiś balkon doprowadzając do pożaru mieszkania. Być może i ja popadłbym w gniewne spazmy, gdyby nie pewien istotny czynnik. Mianowicie już raz to przerabialiśmy

Pamiętacie wydarzenia Marszu Niepodległości z roku 2013? Ówczesny przemarsz zakończył się głośną awanturą po spaleniu budki strażniczej przy ambasadzie Federacji Rosyjskiej. Jako, że akuratnie przebywałem za naszą wschodnią granicą, miałem okazję obserwować reakcje mediów i zwykłych ludzi na wydarzenia w Warszawie. Zapewniam, że ów incydent został potraktowany niezwykle poważnie, znacznie poważniej niż u nas. Rzecz jasna organizatorzy Marszu Niepodległości tłumaczyli, że to nie oni, że to prowokacja itd. itp. Oczywiście nikt rozsądny im nie uwierzył. Nie uwierzyłem i ja.

Minęły dwa lata. Wybuchła słynna afera restauracyjno-podsłuchowa i na sprawę padło zupełnie nowe światło. Tygodnik "Do Rzeczy" opublikował fragmenty rozmowy, która została podsłuchana w czerwcu 2014 roku w restauracji "Sowa i Przyjaciele". Na nagraniu uwieczniono spotkanie ówczesnej wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej z szefem CBA Pawłem Wojtunikiem. Wojtunik stwierdził tam, że to Minister Spraw Wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz zlecił policjantom spalenie budki przed rosyjską ambasadą. „Widzisz, ale facet nauczył ich, że on dzwoni i on im rozkazuje. I tak samo poszli, spalili budkę pod ambasadą, bo minister osobiście wymyślił taką... wiesz z takiego...” – mówił szef CBA.

Oczywiście nie oznacza to z automatu rozgrzeszenia i odpustu dla wszystkich czynów tak zwanych narodowców. Możliwość, że autorem przedmiotowego podpalenia jest młody patriota chowu osiedlowo-garażowego, przyodziany w patriotyczny dres, jest nadal wysoce prawdopodobna. Choć równie prawdopodobne są inne scenariusze. Szczególnie w kontekście, w oczywisty sposób prowokacyjnego zachowania funkcjonariuszy (na miano policjantów nie zasłużyli), wszelkie hipotezy spiskowe zyskują w moich oczach wyższe niż zazwyczaj prawdopodobieństwo.

Nie zastanawia Was na przykład dlaczego wspomniani funkcjonariusze najpierw brutalnie rozpędzili strajkujących przedsiębiorców i bezwzględnie wzięli się za protestujących rolników, pomimo, że przynajmniej pierwszy z tych protestów nie wykazywał nawet śladu agresji czy uciążliwości. Następnie ci sami „stróże prawa” zupełnie nie zauważyli aktów wandalizmu masowo popełnianych podczas protestów feministek. Natomiast wczoraj zrobili wiele by wywołać awanturę. Jeśli nie wierzycie zapraszam do internetu, jest tam mnóstwo filmików. Na najfajniejszym (w mojej subiektywnej opinii) nasi dzielni obrońcy pałują Bogu ducha winnego starszego pana. Słusznie, co się dziadyga po ulicach pałęta w stanie wojennym, pardon w stanie epidemicznym.

Oczywiście rzeczeni funkcjonariusze, niezależnie od poziomu ich moralności, poszanowania prawa czy zwykłej przyzwoitości, nie mają płacone za myślenie. Jak dostają polecenie pałować to pałują, jak dostają polecenie zachowywać się biernie to grzecznie siedzą w nyskach. Zatem odpowiedzcie sobie Państwo na pytanie – komu w Polsce może zależeć na takim a nie innym kształtowaniu emocji. I kto ma na tyle władzy by to uczynić. Ostrzegam, odpowiedź na te pytania wcale nie musi się Wam spodobać.

Przemysław Piasta
Fot. profil fb Konfederacji
11.11.2020

Dzial: