Polska wyabortowana

wielomscy 1_38.jpg
Adam Wielomski: Jarosław Kaczyński uznał, że po kompromitacji PiS w oczach swojego twardego elektoratu wiejskiego w postaci „piątki dla zwierząt” trzeba odrobić straty i odciąć się od sojuszu z lewicą, wyciągając nagle temat ochrony życia poczętego.

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego mnie nie zaskoczył, gdyż nie mógł być inny. Zaskoczył fakt, że Kaczyński zdecydował się doprowadzić do awantury odmrażając tę sprawę i pozwalając TK w ogóle wydać werdykt w tej oczywistej sprawie. Niestety, jak to ujął jeden z anonimowo wypowiadających się polityków PiS, Prezes tym razem „zakiwał się na śmierć”, prowokując „rewolucję licealistek”. Ta infantylna rewolucja oczywiście nie mogła jego rządu obalić, ale zmęczenie pandemią, porażka rządu w walce z nią, postępujący kryzys gospodarczy wynikły z lockdownu, a teraz awantura wokół wyroku TK, spowodowały prawdziwe tąpnięcie poparcia dla PiS. Nie wiem jakim cudem pijarowcy utrzymywali tak długo mit znakomitego rządu, ale mit chyba padł i to ostatecznie. Zaczyna się równia pochyła.

Wraz z równią pochyłą PiS zaczynamy być widzami innego, tym razem bardzo niepokojącego spektaklu. Strategia Jarosława Kaczyńskiego zawsze była i jest taka sama: doprowadzić do radykalnej polaryzacji społecznej, do wrzenia, po czym stanąć na czele jednej grupy przeciwko tym „drugim” (tym, złym). Przez większość swojej kariery politycznej jego problemem było to, że stał na czele grupy kilkuprocentowej (czas PC), potem kilkunastoprocentowej (PiS w opozycji), aż wreszcie – dzięki zmęczeniu rządami PO i banialukami opowiadanymi o Smoleńsku – na czele grupy większościowej. Kaczyński nie posiada pozytywnej wizji programowej, dlatego rządzi jedynie przez podział i rozdmuchiwanie tego, co dzieli. Stąd cały czas walka z „postkomunistami”, z „PO”, z „wrogami zwierząt”, a obecnie z rozwydrzonym „lewactwem” aborcyjnym na ulicach. Problem tylko w tym, że kogo Prezes by nie wskazał, to nigdy nie proponuje pozytywnej wizji Polski, nie cementuje wspólnoty narodowej, lecz ją dzieli i konfliktuje na dwie skrajne grupy. Właśnie dlatego polityka PiS nigdy nie była i nie jest polityką narodową.

Jest to inwolucja (regres) w stosunku do idei narodu. Całość zostaje podzielona na części, z tym, że nie na etnie i plemiona zamieszkujące zwarte terytoria (sytuacja sprzed powstania narodów), lecz na grupy totemiczne, które wzajemnie się nienawidzą, lecz zamieszkują to samo terytorium. Jest to polityka post-narodowa, stworzona na grobie narodu i państwa narodowego pojętych jako najwyższy podmiot lojalności. W miejsce państwa i jego narodu Kaczyński na podmiot najwyższej lojalności kreuje partię, zastępując raison d’État pojęciem raison de partie. Dzięki pyrrusowym zwycięstwom Prezesa, PiS może zdobyć i utrzymać się przy władzy, ale z każdym rokiem kieruje społeczeństwem, które w coraz mniejszym stopniu czuje się jednym narodem.

Magdalena Ziętek-Wielomska: W kontekście ostatnich protestów najważniejszą kwestią jest podział społeczeństwa polskiego na „faszystów” i „marksistów”, przed którym wielokrotnie przestrzegaliśmy. Już od dawna było wyraźnie widać, jak na lewicy propagowany jest negatywny stereotyp „faszysty” a na prawicy negatywny stereotyp „marksisty”. Lewica teraz walczy z domniemanym faszyzmem w postaci kleru, narodowców i „kiboli”. Prawica natomiast z „marksizmem (anty-)kulturowym”. Szczególnie prawicę przestrzegaliśmy przed łykaniem propagandy posługującej się właśnie tym stereotypem sączonym w głowy polskich prawicowców przez różnych publicystów lansujących się na walce z „marksizmem”.

A w momencie, kiedy Prezes Jarosław sam zaczął mówić o antykulturze, sprawa była już ewidentna. Teraz obserwujemy, jak dwa zmanipulowane stada rzucają się na siebie. Najgorsze jest to, że uczestniczą w tym „narodowcy”, którzy są na dobrej drodze do tego, żeby definitywnie skompromitować ideę narodową. Już trwale będą kojarzyć się właśnie z „kibolami”, „bojówkarzami” i skrajnymi klerykałami.
Myśl Polska, nr 45-46 (8-15.11.2020)