Polska i Słowianie jako pomost między Europą, Eurazją i Azją?

lodz 1.jpg
Naszym zamiarem jest pokazanie, że choć stosunki polsko-rosyjskie przeżywały w historii trudne chwile, w stosunkach między tymi dwoma państwami i narodami było także wiele pozytywnych aspektów, na różnych szczeblach, które są obecnie zaniedbywane lub zignorowane.

Jaskrawą formę która przybiera przy tym od trzydziestu lat obowiązujący w Polsce dyskurs przekracza często granice norm zwykłego i skądinąd historycznie zrozumiałego odreagowania na dominujący ład powojennego czterdziestolecia. Należy zatem zadać pytanie czy obecnie systematyczny w kołach oficjalnych, medialnych i elitarnych polskich wybór negatywnych epizodów z historii stosunków polsko-rosyjskich nie jest czysto koniunkturalny i czy nie odpowiada szczególnemu interesowi politycznemu obozów politycznych, które w Polsce po kolei rządzą od 1989 roku; czy też wynika z realnego zagrożenia egzystencjalnego dla Polski ze strony Rosji?

Jeśli bowiem przeanalizujemy obecne proporcje pomiędzy inwestycjami wojskowymi krajów NATO i Rosji, okaże się, że Rosja, nawet jeśli dodamy do nich kolejnego, chińskiego rywala Zachodu, nie jest w stanie stworzyć najmniejszego militarnego zagrożenia dla Polski i jej oficjalnych sojuszników, bowiem USA+NATO i ich sojusznicy to powyżej 80% wydatków wojskowych świata. A zatem, pomijając rolę Polski jako systematycznego kupca sprzętu wojskowego zza oceanu, odtworzono na bazie stereotypów historycznych strach mający chyba głównie na celu legitymizację wizerunku wroga dla wyborów dokonanych w dziedzinach gospodarczych, społecznych i strategicznych od 1989 roku. A im szersze kręgi społeczne w Polsce się rozczarowują co do konkretnych rezultatów owych wyborów, im bardziej potrzebny jest obraz wroga kiedy w sytuacji przynależności Polski do NATO i do UE trudno wskazać w polskiej „bliskiej zagranicy” innego bliskiego i wiarygodnego wroga aniżeli Rosja. Stąd m. in. nacisk położony na tą stronę medalu która odpowiada interesom koniunkturalnym, wśród których wymienimy:

- rolę Rosji w rozbiorach Polski; zapomina się o dużo bardziej dynamicznej roli Prus w tych rozbiorach; lub rola ZSRR w rozwoju praktyki «ograniczonej suwerenności» w ramach ogólnoświatowego powojennego układu dwubiegunowego; - okresy, kiedy Sankt Petersburg prowadził politykę rusyfikacji po upadku nieskutecznych powstań polskich, przy zapomnieniu momentów, gdy język polski miał nieomal oficjalny status w imperium rosyjskim, szczególnie na obszarze litewsko-ruskim od czasów rozbiorów Polski aż do 1831 roku.

Twierdzi się na przykład często, że wymuszenie powrotu w Polsce zasady tolerancji religijnej lub powołanie niewątpliwie skutecznej dla państwowości polskiej Rady Nieustającej pod dyktatem Petersburga zostały wymuszone przez Katarzynę Wielką bo rosyjski dwór planował od początku osłabienie państwa polsko-litewskiego, negując przy tym hipotezę, że carycy wtedy mogło chodzić o taką naprawę Rzeczypospolitej, która pozwalałoby jej, przy pomocy oświeconych Polaków, odgrywać pierwszorzędną rolę na wschodzie Europy jako promotorka zasad «despotyzmu oświeconego».
Idea ta, owszem, była niezgodna z ideałami demokratycznymi dziś wyznawanymi i już wtedy w kołach najbardziej radykalnych rzeczników Oświecenia.

Zapomina się przy tym, że wtedy w Polsce te koła były prawie, że tak samo mało liczne, jak we wszystkich innych państwach na wschód od Łaby, ze względu na ówczesną strukturę społeczną, której żaden władca, czy polski czy rosyjski, nie mógł wówczas zmienić od razu. Takie ahistoryczne myślenie służy więc obecnym rządzącym, ale nijak nie pasuje do konkretnych warunków wówczas panujących. Zapomina się, więc także przy tym ideę Aleksandra I na fali jego sukcesów na kongresie wiedeńskim, aby Królestwo Polskie mogło stać się swoistym laboratorium reform oświeceniowych do rozszerzenia potem na Rosję, co pozwala także zapominać przy tym, że Polska była wtedy jedynym krajem Europy, gdzie nie istniała cenzura, a car ją przywrócił dopiero w 1819 roku pod naciskiem polskich biskupów przestraszonych rozwojem polskiej prasy antyklerykalnej. Zresztą istniał od dawna w Polsce zwyczaj wśród wpływowych osobistości wyższych sfer intrygowania z zagranicą, żeby szukać poparcia i uniemożliwić reformy korzystne dla ogółu społeczeństwa.

Tak samo pomija się najczęściej milczeniem opór polskich ziemian wobec zniesienia pańszczyzny, które zostało ostatecznie przeprowadzone przez carat w 1861 roku, najpierw na bezpośrednio anektowanych przez Rosję ziemiach litewsko-ruskich, potem na ziemiach Kongresówki, a jeszcze póżniej przyszła decyzja o uwłaszczeniu chłopów w 1864 roku. Milczenie to odbija się echem do reformy rolnej proklamowanej przez bolszewicki białostocki Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski (TKRP) w lecie 1920 roku. Reforma, którą obiecał także dopiero wtedy rząd w Warszawie, ale która została de facto porzucona po bitwie warszawskiej i wprowadzona naprawdę dopiero w 1944 roku, czyli gdy Armia Czerwona znowu pojawiła się w Polsce.

Choć o tym dziś najczęściej cicho, nie można negować roli rewolucji październikowej w uzyskaniu niepodległości Polski, tak pod kątem prawa międzynarodowego, jak i konsekwencji tej rewolucji w przezwyciężeniu u mocarstwach Ententy nostalgii i chęci odbudowy potęgi partnerskiej carskiej Rosji. Co jeszcze bardziej znamienne, mało kto się interesował tym, co można znaleźć w archiwach na temat wówczas korzystnych dla Polski propozycji pokojowych z wiosny 1920 roku ze strony Rosji bolszewickiej.

Mało kto w Polsce dziś z kolei wie, jaka była rola wkroczenia wojsk polskich do Kijowa w mobilizowaniu rosyjskiej opinii, także tej antybolszewickiej, przeciwko Polsce, a rzadko się wspomina o dość wówczas licznych manifestacjach w Polsce przeciwko dalszemu prowadzeniu wojny z Rosją i o trudnościach, z jakimi spotkało się wojsko polskie z naborem żołnierzy w niektórych środowiskach. Nie wspominając o tym, że TKRP wbrew rozpowszechnionym poglądom, nie zawsze spotykał z nieufnością ze strony ludności polskiej. Wojna polsko-radziecka miała także elementy wojny domowej w Polsce. Niechęć, z jaką spotyka się także sprawa losu jeńców radzieckich w okresie wojny polsko-radzieckiej, świadczy o tym, że istnieje jeszcze wiele białych plam w polskiej historiografii o których wpływowe środowiska nie chcą dyskutować.

Tak samo nie zbadano sprawy Polaków, którym konsulaty polskie w ZSRR, po traktacie ryskim, odmawiały prawa powrotu do kraju z obawy przed wpływami rewolucyjnymi. W ogóle Polska się mało interesowała losem Polaków-emigrantów w głębi Rosji, tak tych z czasów carskich, jak i późniejszych. Podczas gdy wszyscy Polacy wiedzą, że w wielu krajach zachodnich jest liczna Polonia, rzadko uświadamiają sobie, że jest masa Rosjan polskiego pochodzenia, tak samo, jak nie wiedzą o potomkach Rosjan mieszkających w Polsce. Dlaczego? Dlatego, że istnieje pewna niechęć wobec Rosji w Polsce i dlatego, że istnieje także pewien kompleks niższości Polaków wobec Zachodu, który często się rekompensuje w Polsce pogardliwym stosunkiem wobec narodów Wschodu i Południa. Ale także, ponieważ, w przeciwieństwie do krajów zachodnich, Polak w Rosji bardzo szybko się asymiluje w lokalnym środowisku, a Rosjanin w Polsce bardzo szybko staje się Polakiem. Ze względu na bliskość językową, ale także z uwagi na bliskość charakteru i codziennych zwyczajów.

Porównanie poziomu współpracy i wymiany handlowej i kulturalnej Polski z ZSRR na mocy traktatu o nieagresji w 1932 roku z poziomem współpracy z III Rzeszą na bazie podobnego traktatu z 1934 roku pokazuje, że i wtedy, stopień nieufności był nieporównywalnie większy wobec Rosji niż wobec Niemiec, za co Polacy drogo potem zapłacili, szczególnie w latach 1939-1941. Ale i do dziś, Polska uchodzi z tego powodu często na Zachodzie za państwo które chciało współpracować z przyczyń ideologicznych z Adolfem Hitlerem i którego zachowanie w momencie rokowań monachijskich, cokolwiek nie sądzić o przyczynach tego faktu, stanowi istotną czarną plamę na wizerunku, zarówno na Zachodzie, jak i na Wschodzie.

Mimo negatywnych epizodów w historii stosunków polsko-rosyjskich, nie sposób negować, że Polska uzyskała po wojnie nowe i racjonalniejsze granice dzięki postawie ZSRR w okresie trudnych rokowań poczdamskich. Nie można także negować faktu, że Polska uzyskała w ramach bloku wschodniego nieporównywalnie lepszy status na tle innych krajów tego obozu, a wynegocjowany w 1956 roku status wojsk radzieckich w Polsce był nieporównywalnie korzystniejszy dla Polski niż status tychże wojsk w sąsiednich krajach, ale także w porównaniu ze statusem prawnym wojsk amerykańskich przebywających w Europie Zachodniej.

Rosja została zbudowana na terytorium, gdzie warunki życiowe były szczególnie ciężkie, m. in. z powodu zimna i słabej jakości gleby, co powodowało konieczność silnego i protekcjonistycznego państwa. Czy to państwo było ruskie, tatarskie, carskie czy radzieckie, Rosjanin czuł, że musi rozumieć i często bronić istniejącego układu sił politycznych, żeby to państwo nie przepadło w kolejnych okresach smuty i, żeby przetrwało w istniejącym na każdym etapie układzie sił międzynarodowych. Dlatego rosyjska kultura kładzie szczególny nacisk na siłę przetrwania państwa i wychowuje obywateli w kierunku realizmu i poświęcenia dla kolektywu, co może także często oznaczać względny brak zainteresowania losem i rolą jednostki.

W Polsce inaczej, gleba była na tyle żyzna, że w odróżnieniu od Rosji i od Europy Zachodniej, do XIX wieku widmo głodu było rzadkie, co umożliwiło rozwój stosunków międzyludzkich bardziej swobodnych. Stąd demokracja szlachecka i zrywy wolnościowe warstw względnie uprzywilejowanych wobec władcy. Ale, jak to streścił w XIX wieku jeden radykalny ksiądz francuski, «Niech więc wiedzą ci, którzy to ignorują, niech wiedzą wrogowie Boga i ludzkości, i niezależnie od tego, jak się oni nazywają, że między silnymi a słabymi, między bogatymi a biednymi, między panem a sługą, wolność jest uciskiem a prawo jest wyzwoleniem». Prawo, czyli przemoc państwa przeciw przemocy silniejszych jednostek, rodów i klas. A więc «złota wolność» polska stanowiła owszem podstawę rozwoju wielkiej literatury i kultury polskiej i trafiła aż do dworów Rosji, ale jednocześnie ta wolność szybko doprowadziła do ucisku społecznego, od którego Wschód się wyzwalał raz po raz, ze swoimi powtarzającymi się buntami chłopskimi w Rosji, ze swoimi także czasem autorytarnymi chanami, carami i sekretarzami, którzy ukrócili władzę wielmożnych dostojników, czynowników i biurokratów. Stąd reformy społeczne w Polsce częściej przychodziły ze Wschodu, aniżeli z Zachodu.

Pojawienie się z kolei polskich wojsk w Moskwie w XVII wieku może byłoby chętnie tam widziane, skoro pochodziły one z bliskiego kraju, do którego wtedy Moskal żywił szacunek, ale tylko gdyby potrafiły wprowadzić tam jakieś ład po okresie smuty, co im się nie udało. Nie potrafiły zorganizować silnej władzy i wśród wojsk było zbyt dużo najemników niemieckich, więc szybko stały się one symbolem obcej okupacji i obcej wiary.

Istnieje jeden wątek, który niewątpliwie łączył długo Polaków i Rosja. To względna tolerancja religijna. W odróżnieniu od Zachodu, na słowiańskim Wschodzie, brak mocno ugruntowanej kultury wojny religijnej, bo panuje tam na ogół akceptacja wieloreligijności. Katolicki Zygmunt August deklarował legatowi papieskiemu i współziomkom «Nie jestem panem Waszych sumień», nowo nawrócona na prawosławie protestantka z urodzenia Katarzyna Wielka była w swoim państwie legalnym protektorem buddyzmu i islamu. Cała Europa Wschodnia bowiem, niezależnie od różnic w tradycjach państwowych i państwowo-religijnych, ewoluowała stopniowo od średniowiecza do modelu współżycia religijnego wziętego z islamskiej Karty Medyńskiej wykluczającej z zasady dominującą w krajach zachodnich od czasów krucjat i wojen religijnych zasadę «Cuius regio, ejus religio».

Przy badaniu pozytywnych aspektów historii stosunków polsko-rosyjskich, należy pamiętać o roli rynków wschodnich dla rozwoju gospodarczego Polski w XIX i XX wieku aż do pierwszej wojny światowej, na co zwracali szczególną uwagę dwaj wnikliwi obserwatorzy kwestii gospodarczych i geopolitycznych o wyraźnie sprzecznych opiniach politycznych – Roman Dmowski i Róża Luksemburg. Bilans XIX wieku, to okres stałego wzrostu uprzemysłowienia ziem polskich zaboru rosyjskiego aż do 1914 roku, a potem zastoju i peryferyzacji lat międzywojennych i przyśpieszonego na nowo rytmu unowocześnienia infrastruktury w latach PRL, aż do obecnej nowej peryferyzacji po kolejnej względnej utracie rynków wschodnich.

Bilans dwudziestego wieku to walka Polski o zdobycie zauważalnego miejsca w międzynarodowym podziale pracy przy niekorzystnych na ogół terms of trade dla krajów na dorobku, jakim jest m. in. Polska. Prawica narodowa, jak i lewica internacjonalistyczna były w stanie dawniej zauważyć ten stan rzeczy i dziwić się można więc, że, poza paroma badaczami jak Kazimierz Poznański, Witold Kieżun lub Jacek Tittenbrun, mało kto po 1989 roku miał odwagę zastanawiać się nad tymi sprawami.

Tezy geopolityczne i geoekonomiczne radykalnej prawicy narodowej i radykalnej lewicy internacjonalistycznej okazały się bowiem z perspektywy historycznej jak najbardziej racjonalne, skoro dynamika rozwojowa w Polsce zaczęła osiągnąć wysokie tempo dopiero w tych okresach, kiedy Polska miała dostęp do rynków wschodnich. W 1913 roku 93% eksportu Królestwa Kongresowego trafiało do Rosji, a 60% jego importu pochodziło z Rosji. Dotyczyło to przede wszystkim artykułów przemysłowych, w tym tekstylnych, oraz importu artykułów spożywczych i surowców. Polska była przy tym jedną z najbardziej rozwiniętych dzielnic imperium rosyjskiego.

Rozwój sytuacji po rewolucji 1905 roku raczej wzmacniał więc trend ku współpracy z Rosją w społeczeństwie polskim, co można zauważyć zarówno w ewolucji geopolitycznej analizy endecji wobec Rosji, jak i ewolucji lewicy PPS w kierunku współpracy ze społeczeństwem rosyjskim w ramach ruchu rewolucyjnego i wspólnego celu przechodzenia na nowocześniejsze, socjalistyczne i internacjonalistyczne tory. To tłumaczy pewnie dlaczego w 1914 roku tłumy wiwatowały w Warszawie na cześć armii rosyjskiej i dlaczego chłopi na Kielecczyźnie niechętnie przyjmowali legionistów polskich przybyłych z Galicji. Wojna między krajami imperialistycznymi okazała się być wielką katastrofą dla gospodarki polskiej nawet, jeśli w jej wyniku powstało państwo polskie. Do końca 1938 roku nie było ono w stanie nadrobić strat wojennych w produkcji przemysłowej, i to przy wzroście liczby ludności.

Można więc stwierdzić, że Polska i Rosja są, jakby nie było, skazane na siebie a ich skłócenie leży tylko w interesie mocarstw mających interesy sprzeczne z interesami rozwoju sieci współpracy wzdłuż osi eurazjatyckiej, w tym przede wszystkim USA. To tym bardziej godne uwagi w momencie, kiedy rynki i współpraca z firmami Azji są już w zasięgu ręki dla Polaków na taką skalę po raz pierwszy w historii, z powodu względnego otwarcia granic, nowych szlaków handlowych, szybkich kolei oraz budowy tzw. nowego szlaku jedwabnego. Z tą różnicą dla Polski, że Rosja może żyć i prosperować ostatecznie bez Polski i ją ominąć, podczas gdy Polska z trudem może się rozwijać bez Rosji i tranzytu przez Rosję ku i z Azji Wschodniej.

Dziś, w momencie kiedy śródlądowy nowy szlak jedwabny rozwija się i kiedy gospodarki zachodnie są pogrążone w niekończącym się stanie kryzysu i zastoju, co pandemia tylko zaostrzyła, perspektywy rozwoju gospodarczego Polski wymagają współpracy Polski ze wszystkimi potęgami ekonomicznymi Eurazji. Rosja zajmuje w tym kontekście dla Polski miejsce kluczowe. Polska mogłaby bowiem także stać się pożytecznym pomostem dla gospodarek Europy Zachodniej, które nie za bardzo są w stanie wyjść z obecnego impasu w momencie, kiedy dynamika rozwojowa stanęła na całym obszarze krajów wybrzeży obu brzegów północnego Atlantyku. Czy więc nie czas zwrócić na nowo uwagę na wnikliwe spojrzenia dwóch ww. geopolityków i geoekonomistów z początku poprzedniego wieku?

Polacy lubią się szczycić tym, że znajdują się w samym środku Europy (właściwie półwyspu europejskiego), między Oceanem Atlantyckim a Uralem, a tak naprawdę między Atlantykiem a Pacyfikiem. Ale żeby naprawdę stać pośrodku, trzeba przyjąć fakt, że się nie jest peryferyjnym krajem. A tradycyjny kompleks niższości wielu Polaków wobec Zachodu powoduje, że Polska zachowuje się często nie jak państwo, które leży pośrodku, ale jak państwo, które leży na pograniczu, na peryferiach, jest przedmurzem «jedynej słusznej cywilizacji», tej akurat, która dziś przeżywa okres silnego zwątpienia. Polska dziś nie jest ogniwem i pomostem między Zachodem a Wschodem.

Wtedy, kiedy warunki klimatyczne, techniczne i polityczne uniemożliwiały lub utrudniały komunikację śródlądową między Europą morską, a Azją wschodnią, i kiedy środkowa Eurazja nie miała warunków do pełnego rozwoju, Polska rzeczywiście stała na obrzeżu zachodnich centrów rozwojowych, nawet jeśli już Mieszko I podarował cesarzowi niemieckiemu jako prezent wielbłąda, co oznacza, że nawet wtedy, już w zalążkach, istniały kontakty z wnętrzem Eurazji. Ale od czasów przynajmniej Księstwa Warszawskiego, a potem i Królestwa Polskiego, polski przemysł włókienniczy rozwinął się dzięki tzw. rynkom wschodnim, czyli imperium rosyjskiemu. Jej produkty już wtedy docierały aż do Chin. Dziś bilans handlowy się odwrócił na korzyść Wschodu, co tym bardziej wymaga nowego spojrzenia. Roli Polaków w XIX wieku w zagospodarowaniu Azji Środkowej, Syberii, pól naftowych Baku i chińskiego Harbinu nie należy ignorować. Te wszystkie dawne epizody współdziałania polsko-rosyjsko-eurazjatyckiego stanowią znak ogromnego potencjału, który dziś tkwi i który może się rozwijać na fali nowych technologii. Autostrady, kolejnictwo, rurociągi, komunikacja lotnicze, satelity itp. otwierają nowe perspektywy współpracy i współgospodarowania.

Polska, czy weźmie w tym aktywny czy nawet tylko bierny udział, stanie się siłą rzeczy krajem strategicznym na drodze z Azji wschodniej do Europy, co m. in. popychać ją będzie do ułożenia realistycznych chociażby stosunków z Rosją i sąsiadujących z nią i z Polską innych krajów. Polska już przegapiła z powodu niechęci czysto politycznych i koniunkturalnych szansę, by stać się kluczowym ogniwem w transporcie energii do Europy Zachodniej : ominęły ją i Nord stream i South Stream / Turkish Stream. Polska może także zaszkodzić sobie oddając Bratysławie, Rydze lub miastom niemieckim szanse, by stać się głównymi bazami przeładunkowymi towarów ze Wschodu.

Kraje leżące między Europą nadmorską, a eurazyjską masą śródlądową, czyli kraje głównie słowiańskie, leżały kiedyś na peryferiach świata rozwiniętego, na obrzeżu krajów korzystających z dostępu do mórz otwartych i oceanów. Tym bardziej, że od końca średniowiecza oś rozwoju świata przesuwała się ciągle z basenu Morza Śródziemnego w kierunku północnego Atlantyku i wyspiarskich krajów anglosaskich. Azja Wschodnia także zaczęła tracić od XVII wieku swoją dynamikę rozwojową. Czyniło to z krajów słowiańskich kraje na peryferiach rozwoju, na peryferiach kapitalizmu i dominującej wówczas kultury mieszczańskiej. Dziś, po okresie socjalizmu realnego, kraje słowiańskie nadrobiły część swego opóźnienia, a Azja się zdekolonizowała i przeszła na tory dynamicznego rozwoju. Względne otwarcie granic oraz rozwój nowych technologii umieszczą więc kraje śródlądowe Eurazji w samym środku, między dwoma strefami rozwiniętymi.

Niezależnie od różnic kultury politycznej oraz pewnych balastów doświadczeń wyniesionych z historii oraz wyborów politycznych, czynniki zbliżające kraje i społeczeństwa na obszarze Eurazji są obiektywnie silniejsze od czynników pchających je ku izolacji i wzajemnej nieufności. Przyszłość pokaże czy obiektywizm weźmie górę nad subiektywizmem, ale można sądzić, że przy obecnym stanie zastoju i kryzysu na Zachodzie, potrzeba znalezienia jakiejś szybkiej alternatywy zmuszać będzie do rozsądku, tym bardziej, że obok rozsądku, można dodać sporo emocji i pozytywnych wyzwań związanych z rozwojem nowych perspektyw i budową nowego ładu. Aby obiektywizm i racjonalizm zwyciężyły nad ciągle podgrzewanym, archaicznym już subiektywizmem, należy także obalić jednostronne spojrzenie na historię i rozważać ją ze wszystkimi jej niuansami. Dzisiejsze białe plamy historii w polskiej historiografii i polskiej geopolityce uniemożliwiają Polakom patrzenie na mapę taką, jaka ona jest i na historię taką, jaka ona była, czyli zmienną, ewolucyjną i pełną twórczych w sumie sprzeczności. Taka jest dialektyka życia.

prof. Bruno Drwęski

Prof. Bruno Drwęski (ur. 1955 w Montrealu) – francuski politolog i historyk pochodzenia polskiego, pracownik Narodowego Instytutu Języków i Cywilizacji Wschodnich (INALCO) w Paryżu.

Powyższy tekst jest skrótem referatu, który został wygłoszony 23 października w Zielonce na konferencji «Polska-Rosja : źródła problemów» zorganizowanej przez Wyższą Szkołę Współpracy Międzynarodowej i Regionalnej, pod patronatem „Myśli Polskiej”.

Myśl Polska, nr 45-46 (8-15.11.2020)

Dzial: