USA - pełzający zamach stanu

vote.jpg
Przez cztery lata koalicja; właścicieli wielkich korporacji, banków, mediów, mediów społecznościowych, "elity" partii demokratyczno-socjalistycznej i republikański-socjalistycznej, pracownicy obu partii przypięci do żłobu kasy.

A także globaliści (w rodzaju Sorosa), lewica amerykańska i światowa (mająca widoczną ekspozyturę także w Polsce – przykład środowisko GW, Fundacja Batorego itd.), prawdopodobnie służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo USA, część armii robiły wszystko, aby pozbawić urzędu prezydenta Donalda Trumpa. Nie udało się.

Zaplanowano więc ostateczne rozwiązanie – „wybory”. Wyhodowano tłum pożytecznych idiotów (tak nazywał lewicę zachodnią, ludzi o lewicowych poglądach Lenin). To one miały utopić Trumpa w "głosowaniu". Było ich jednak za mało, wynik nie był pewny, więc wymyślono diabelski sposób na pokonanie Trumpa. Miało się to odbyć przez głosowanie pocztowe.

W tym celu rozpętano kampanię covidową. Wirus miał uzasadnić głosowanie z domu i przez pocztę – udało się to przepchnąć! (Trump od początku mówił, że w ten sposób wybory zostaną sfałszowane). Rozesłano w kluczowych stanach miliony balotów (kart) wyborczych do domów. Kluczową sprawą był fakt, że nikt nie sprawdzał tożsamości „wyborcy”. Niesamowite pole do popisu dla oszustów. Otrzymali je ludzie, którzy nigdy by nie poszli do urn, ale siedząc przy piwie w domu, w momencie kiedy im jeszcze ktoś "pomagał" zagłosowali raz, może dwa, może kilkakrotnie za osoby żyjące, nieżyjące, które przeprowadziły się do innych stanów, niepełnosprawnych na umyśle, itd. Część głosów na Trumpa przepadła w drodze na pocztę! Głosy na Bidena musiano liczyć przez tydzień po wyborach, aby uzyskać oczekiwany wynik.

Wspomniane siły miały plan B. Na kilka dni przed wyborami w kluczowych lewicowych metropoliach handlowcy zaczęli zabezpieczać sklepy płytami, opróżniać sklepy z wartościowych towarów (najlepszym przykładem jest Chicago) Dlaczego podjęto takie działania? Liczono się jednak mimo wszystko ze zwycięstwem Trumpa. Dlatego, gdyby to się stało, planowano wzniecić rozruchy pod hasłem „Każdy głos musi być policzony”. (Hillary Clinton na miesiąc przed wyborami napominała Bidena, aby w przypadku, kiedy zwycięży Trump nie pogratulował mu zwycięstwa – ona wiedziała, że jeżeli "głosy" pocztowe zostaną policzone właściwie to Biden wygra) Wiedzieli, że głosy wysłane pocztą dadzą im wygraną, ale nie byli pewni czy ten proces ustawiania wyborów nie zostanie zatrzymany.

Nie został! Nie do wszystkich szybko dotarło, że plan A się powiódł i w kilku miastach wyszli zawodowi demonstranci i darli mordy, że "każdy głos musi być policzony", El Bobo też nie zaczaił sytuacji i cały czas jak mantra klepał, że "każdy głos musi być policzony" W mediach głównego ścieku to samo. Wczoraj, kiedy było już pewne, że plan A, czyli fałszowanie wyników wyborów, skończyło się sukcesem media starały się stworzyć FAKT DOKONANY i ogłosiły Bidena zwycięzcą. Nie były w stanie poczekać na zatwierdzenie wyników z kolegiów elektorskich. Donald Trump próbuje podważyć sfałszowane "wybory" i przeciwstawić się nominacji marionetek. Czy mu się to uda?

Andrzej Rogalski, Chicago
8.11.2020

Dzial: