Suwerenistyczny socjalkonserwatyzm

putin 4_0.jpg
Klub Wałdajski gromadzi od 2004 roku czołowych polityków, politologów, ekonomistów, wynalazców, ekspertów i dziennikarzy. Jest przestrzenią dyskusyjną organizowaną przez Rosjan i z myślą o zaistnieniu Rosji na intelektualnej mapie świata.

Udało się to osiągnąć, choć niektórzy twierdzą, że na klubowych spotkaniach dominują przedstawiciele centrowego multilateralizmu, a brakuje reprezentantów kół w sposób bardziej zdecydowany kontestujących obecny porządek międzynarodowy. To już jednak rozważania na inny temat, związany z analizą bogatej panoramy współczesnej rosyjskiej debaty publicznej. Istotna jest sama formuła klubu, zakładająca nie tylko wygłaszane ex cathedra przemówienia, ale również interakcję i dyskusję. W Polsce podobnej formuły, nawiasem mówiąc, nikt nie wypracował, a szkoda.

Jednym z najistotniejszych celów Klubu Wałdajskiego jest prezentacja punktu widzenia władz rosyjskich na kluczowe kwestie globalnej polityki, ekonomii i zasad rządzących stosunkami międzynarodowymi. To właśnie tam po raz pierwszy ogłaszane są istotne założenia doktrynalne rosyjskiej polityki wewnętrznej i zewnętrznej. Rzecz jasna, najbardziej odpowiednią osobą do ich wyartykułowania jest prezydent Władimir Putin. Tak też było na tegorocznym posiedzeniu klubu: rosyjski przywódca wystąpił wprawdzie, z oczywistych względów, w formacie online, co nie zmienia faktu, że z jego ust padły ważne deklaracje, które pozwalają nam na odtworzenie kolejnych elementów, z których składa się program, ideologia i światopogląd współczesnej Federacji Rosyjskiej. Zatrzymajmy się na kilku węzłowych problemach obecnych w wystąpieniu prezydenta Putina z 22 października.

Żaden z przywódców światowych nie może abstrahować od sprawy pandemii i jej długofalowego wpływu na myślenie o państwie i jego roli. Putin wyraźnie dowodzi na przykładzie obecnej sytuacji kryzysowej, że państwo nie zanika i nie jest czymś zbędnym: „wbrew opiniom tych, którzy twierdzili i twierdzą, że rola państwa w zglobalizowanym świecie ulega zmniejszeniu, a w przyszłości w ogóle zastąpione zostanie ono innymi formami organizacji społecznej. Tak, to możliwe, że kiedyś w odległej perspektywie wszystko się zmieni”.

Zatem silne państwo jest potrzebne, choć – jako zwolennik ewolucji form społecznych – rosyjski prezydent nie wyklucza, że kiedyś będzie inaczej. Przypomina następnie, że podstawowym celem jego misji po smucie lat 90. jest właśnie budowa owego silnego państwa, zabezpieczonego przed tendencjami odśrodkowymi i atrofią, której był świadkiem po rozpadzie Związku Radzieckiego. Silne państwo ma charakteryzować się nie tylko efektywną władzą publiczną, gospodarką czy potencjałem militarnym. Powinno również dbać o swoją legitymizację: „Źródłem władzy są, jak wiadomo, ludzie. Formuła ta polega nie tylko na tym, że przychodzą do lokalu wyborczego i głosują, lecz na gotowości do przekazania wybranym władzom szerokich pełnomocnictw, na tym, by postrzegać w państwie, w jego organach i urzędnikach swoich przedstawicieli, których upoważniono do podejmowania decyzji, ale których trzeba z pełnienia obowiązków rozliczać”.

To podstawowe, głęboko demokratyczne założenie nie oznacza, że państwo ma być oparte na jakimś z góry określonym, uniwersalnym szablonie ustrojowym. Wręcz przeciwnie, rosyjski prezydent po raz kolejny wszelki uniwersalizm w tym zakresie zdecydowanie odrzuca, twierdząc, że każdy ustrój powinien opierać się na miejscowych uwarunkowaniach kulturowych, społecznych i unikalnej rodzimej tradycji. To właśnie w takich ramach i zasadach wypracować trzeba zasady współudziału społeczeństwa w sprawowaniu władzy, mechanizm partycypacji.

Władimir Putin nie odrzuca pojęć wypracowanych i być może nadużywanych na tzw. Zachodzie, ale zastrzega: „Prawdziwej demokracji i społeczeństwa obywatelskiego nie można importować. Mówiłem o tym wielokrotnie. Nie mogą one być budowane przez zagranicznych ‘życzliwych’, nawet jeśli uznać ich dobre chęci. To pewnie możliwe w teorii, lecz ja – szczerze mówiąc – jeszcze się z czymś takim nie spotkałem i nie bardzo w to wierzę. Widzimy przecież, jak funkcjonują takie modele demokracji z ‘importu’. Zazwyczaj to po prostu wydmuszka, fikcja pozbawiona treści i nawet minimalnych atrybutów suwerenności. Narodów, którym proponuje się ten schemat, nikt o nic nie pyta. Miejscowi przywódcy są zaledwie wasalami. A wszystkie decyzje za wasala podejmuje, jak wiadomo, patron. Dlatego powtarzam: wyłącznie obywatele mogą w swoim własnym kraju określać swój interes społeczny”.

Instytucje demokracji partycypacyjnej, współczesne odmiany ludowładztwa, są możliwe także we współczesnym świecie. Możemy je nazywać terminami zawłaszczonymi od czasów Karla Poppera przez Zachód, jednak ich treść powinna być zupełnie inna: „Silne, wolne, samodzielne społeczeństwo obywatelskie musi być z definicji zorientowane narodowo i suwerenne. Wyrasta ono z warstw życia ludu, może przybierać różne kształty i kierunki. Jest ono wszakże przejawem kultury, tradycji konkretnego kraju, a nie produktem abstrakcyjnego, transnarodowego rozumu, za którym kryją się cudze interesy”.

Wiele miejsca w Rosji doby kryzysu pandemicznego zaczęły znów zajmować dyskusje pomiędzy tamtejszymi zwolennikami aktywnej roli państwa w gospodarce (za czołowego eksponenta takiej orientacji uważa się wicepremiera Andrieja Biełousowa) a rosyjskimi neoliberałami (np. minister finansów Anton Siluanow, prezes banku Sber Gierman Gref). Władimir Putin sporach tych stara się zajmować pozycję centrową. Nie odrzuca kapitalizmu, nie uznaje go za formację zbankrutowaną. Zauważa jednak, że od drugiej połowy XX wieku leseferystyczny kapitalizm ustąpił miejsca społecznej gospodarce rynkowej, choć pomija znaczenie zwrotu neoliberalnego i monetarystycznego rozpoczętego w krajach anglosaskich na początku lat 1970.

Centryzm prezydenta Rosji widoczny jest w jego stwierdzeniu, że „nie istnieją czyste formy – nie ma ani takiego systemu rynkowego, ani opartego na roli państwa w gospodarce, powinniśmy jednak sami określić sobie poziom udziału państwa w gospodarce. Czym powinniśmy się przy tym kierować? Celowością”. Widać tu odrzucenie wszelkich dogmatów ekonomicznych i podporządkowanie gospodarki aktualnym wymogom, które mogą dynamicznie się zmieniać. W innym miejscu wystąpienia słyszymy też od prezydenta Putina słowa o odpowiedzialności kapitału prywatnego w czasach kryzysu. Widać tu aprobatę dla modelu funkcjonującego w Rosji, w ramach którego najzamożniejsi przedsiębiorcy muszą w chwilach nadzwyczajnych potrzeb i braków wspierać sferę publiczną.

Opinie Putina i rosyjska praktyka gospodarcza wskazują, że dominującą opcją w tamtejszych debatach ekonomicznych wydaje się obecnie być socjalliberalizm różniący się od europejskiego odpowiednika tym, że dopuszcza się znaczącą rolę oligarchii w strukturze własności. Oligarchia ta ma jednak w sytuacjach wyższej konieczności dzielić się ze społeczeństwem wypracowanym przez siebie zyskiem.

Ostatnie wydarzenia w Rosji (spory wokół góry Kusztau w Baszkortostanie, zanieczyszczenie wód przybrzeżnych na Kamczatce) sprawiają, że kwestie ekologiczne znalazły się w centrum tamtejszej debaty publicznej. Nie może tego nie uwzględniać prezydent i jego administracja. Władimir Putin w swoim wałdajskim przemówieniu zadeklarował, że uznaje ocieplenie klimatu na Ziemi na istotny problem. Podkreślił, że szczególnie niebezpieczny może być ten proces w przyszłości właśnie dla Rosji; 65% jej terytorium to obszary wiecznej zmarzliny. Ocieplenie może powodować jej rozmrożenie i związaną z tym emisję metanu, który 28-krotnie bardziej niż dwutlenek węgla przyczynia się do efektu cieplarnianego. Drogą do redukcji problemów ekologicznych powinna stać się zmiana wzorców konsumpcyjnych w kierunku jej radykalnego ograniczenia i walki z marnotrawstwem.

Ta ostatnia kwestia wiąże się ściśle z problemem światopoglądu. Władimir Putin wyraźnie docenia jego rolę, zaznaczając, że w obliczu jego braku świat znalazł się na rozdrożu. „Ludzkość osiągnęła bardzo wysoki poziom rozwoju technologicznego i społeczno-gospodarczego – mówi – jednak jednocześnie zderzyło się ze stratą, rozmyciem wartości moralnych, zanikiem punktów odniesienia i poczucia sensu istnienia, jeśli tak to chcecie nazwać – z zanikiem misji człowieka na planecie Ziemia. Kryzysu tego nie pokonamy przy pomocy negocjacji dyplomatycznych, ani wielkiej konferencji międzynarodowej. Wymaga on przewartościowania priorytetów i ponownego przemyślenia celów. Zacząć trzeba od samego siebie – od każdego człowieka, wspólnoty, państwa, a dopiero później walczyć o ład światowy”. Apel o aksjologię wyraźnie pokazuje, że prezydent Putin wykracza poza poziom programu politycznego i ideologii, przechodząc do sfery metapolityki i filozofii. Nie daje jednak swojej własnej odpowiedzi na pytanie, które zadał o misję i cel egzystencji ludzkości

Wiemy, że Władimir Putin i jego najbliższe otoczenie od lat promują wizję świata wielobiegunowego, przecząc z całą mocą tezom Francisa Fukuyamy i innych, którym wydawało się po upadku Związku Radzieckiego, że nastał czas jednobiegunowy, hegemoniczny. Świat powinien opierać się, zdaniem prezydenta Putina, na multilateralizmie, którego podstawą są istniejące organizacje międzynarodowe, w szczególności Organizacja Narodów Zjednoczonych. Rosyjski przywódca uznaje, że to właśnie jej organy są jedynym forum pozwalającym na skuteczne rozstrzyganie konfliktów i sporów międzynarodowych.

Nie zmienia to jednak faktu, że reformy instytucjonalne ONZ wydają się konieczne. Władimir Putin zauważa, że mamy do czynienia z konsekwentnym wzrostem znaczenia jednych centrów siły (Chiny, Niemcy, Republika Południowej Afryki, Brazylia) przy jednoczesnym spadku potencjału innych, niegdyś potężnych (Wielka Brytania, Francja, Stany Zjednoczone). Reformy organizacji międzynarodowych są tym bardziej konieczne, iż wiele z nich choć są powołane do roli „bezstronnych arbitrów, często działają wychodząc z określonych pobudek ideologicznych, ulegają wpływom pewnych państw, stając się instrumentem w ich rękach. Żonglowanie procedurami, manipulacje prerogatywami i kompetencjami, zaangażowanie, szczególnie, gdy sprawa dotyczy konfliktów rywalizujących mocarstw lub grup państw, stały się niestety powszechną praktyką”.

Wprawdzie rosyjski przywódca nie wymienia tu konkretnych przykładów, jednak można się domyślać, że chodzić może m.in. o Organizację ds. Zakazu Broni Chemicznej, wykorzystywanej do narzucania określonych, niepopartych dokumentami i dowodami interpretacji zdarzeń w różnych miejscach świata (ataki chemiczne w Syrii, otrucie Aleksieja Nawalnego). Putin zdaje się też stawiać na różne dodatkowe formaty współpracy regionalnej w rozwiązywaniu konfliktów i sporów dotyczących określonego obszaru. Jako przykłady skuteczności działań w takiej skali podaje funkcjonującą już od ponad dwóch dekad Szanghajską Organizację Współpracy, ale także doraźne fora mediujące w poszczególnych konfliktach, jak np. format astański stwarzający płaszczyznę do dialogu dotyczącego sytuacji w Syrii.

Proponuje przy tym jasną i czytelną zasadę powoływania tego rodzaju grup: ich uczestnikami powinny być państwa mające nie tylko realne interesy, ale i rzeczywisty wpływ na to, co dzieje się na obszarze konfliktu. Dopuszczenie do stołu negocjacyjnego podmiotów odległych geograficznie, których strefa wpływów znajduje się na innych kontynentach, może doprowadzić do paraliżu wszelkich prób pokojowego uregulowania sporu.

Zmarły niedawno najwybitniejszy z polskich rosjoznawców prof. Andrzej Walicki pisał pięć lat temu, że „konserwatyzm Putina jest zasadniczo różny od ideologii wzmacniających prawicowe tendencje w skali światowej, takich jak wolnorynkowy konserwatyzm amerykańskich republikanów lub agresywny tradycjonalizm prawicowych populistów”. Wladimir Putin wraz ze swoimi współpracownikami formułuje nową, specyficznie rosyjską formułę ideologiczną. Biorąc pod uwagę wartości, na której położony jest w niej szczególny nacisk, nazwijmy ją roboczo suwerenistycznym socjalkonserwatyzmem. Niestety, poza cytowanym powyżej uczonym, niewielu polskich politologów wzięło się za analizę podstaw ideowych współczesnej Rosji. Szkoda, tym bardziej, że materiałów źródłowych dostarcza ostatnio coraz więcej w swoich wypowiedziach sam prezydent Federacji Rosyjskiej.

Mateusz Piskorski
Fot. kremlin.ru
Myśl Polska, nr 45-46 (8-15.11.2020)

Dzial: