Sprawa Anny Zacharian

anna.jpg
Szykuje się kolejny spór prawny z organami państwa polskiego związany z naruszaniem praw obywateli rosyjskich, wydalanych z Polski i obejmowanych zakazem wjazdu do krajów strefy Schengen. W maju 2018 roku Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego przeprowadziła serię zatrzymań i deportacji obywateli Rosji wspierających działalność kierowanego przez Jerzego Tyca stowarzyszenia „Kursk”. Działania te objęły również Annę Zacharian, prywatnie żonę Tyca.

Decyzja ministra spraw wewnętrznych i administracji w tej sprawie zawierała argumentację dość kuriozalną, powtarzaną następnie publicznie przez rzecznika ministra – koordynatora służb specjalnych Stanisława Żaryna i polegającą na twierdzeniu, że działalność Anny Zacharian związana była z uprawianiem „propagandy historycznej”, co zdaniem polskich służb i władz ma stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. W związku z pojawianiem się w sprawie nowych okoliczności, nie wziętych pod uwagę w momencie podejmowania decyzji o deportacji, 16 kwietnia Anna Zacharian zwróciła się do MSWiA z wnioskiem o wznowienie postępowania.

17 czerwca resort rozpatrzył ten wniosek odmownie, stając na stanowisku, że powodem wydalenia z jej z Polski była jej działalność indywidualna, a nie prowadzona w ramach legalnie funkcjonującego w Polsce Stowarzyszenia „Kursk”. Jednocześnie podtrzymał sprzeczną z faktami argumentację, m.in. twierdząc – niezgodnie z prawdą – że obywatelka Rosji na przestrzeni kilku lat przed 2018 rokiem regularnie przyjeżdżała do Polski, podczas gdy pierwszy jej przyjazd miał miejsce w czerwcu 2017 roku. Sprawę skierowano do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

Co ciekawe, jeszcze w 2018 roku wprost o powodach wydalenia Zacharian z Polski mówił publicznie wspomniany Żaryn. Nie pozostawił wówczas żadnych wątpliwości, że sprawa związana jest z prezentowaniem przez Stowarzyszenie „Kursk” odmiennej od tej preferowanej przez władze polskie interpretacji historii najnowszej. Odnosząc się do zaprezentowanych w uzasadnieniu wniosku dokumentów prezentujących działalność stowarzyszenia, Anna Zacharian powiedziała nam, że „Dokumenty te potwierdzają wprost rodzaj działalności wykonywanej przez Stowarzyszenie ‘Kursk’, którą można oceniać krytycznie lub nie, ale która z całą pewnością nie ma żadnych związków z promowaniem ustroju totalitarnego lub szpiegostwem i była aprobowana przez władze państwowe i samorządowe. Osoby współpracujące przy renowacji miejsc pamięci czy też zwracające uwagę na konieczność ich pielęgnowania w żaden sposób nie zagrażają bezpieczeństwu państwa. Nie do obrony jest stanowisko, że stowarzyszenie prowadziło działalność prorosyjską (a zatem antyukraińską, gdyż o to w istocie chodzi), skoro ambasador Ukrainy dziękował stowarzyszeniu za prowadzoną działalność”.

O faktycznych powodach jej wydalenia z Polski w podobny sposób wypowiada się też reprezentujący ją adwokat Maciej Lewko: „Rzeczywistym powodem wydania pierwotnej decyzji były, co oczywiste, poglądy skarżącej oraz jej aprobata dla niektórych działań Stowarzyszenia ‘Kursk’, polegających w szczególności na prowadzeniu remontów miejsc pamięci. Skarżąca poza popieraniem odbudowy pomników i cmentarzy ku pamięci żołnierzy radzieckich i polskich nie popierała żadnych innych działań wspominanego stowarzyszenia i nie ma wiedzy na temat innych inicjatyw tej organizacji. Nie podejmowała ona jakichkolwiek działań skierowanych przeciwko RP, ani ich nie popierała” – odpowiedział na pytania MP pełnomocnik.

Wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie wyczerpana zostanie krajowa droga odwoławcza w tej sprawie. Podobnie, jak w omawianej na naszych łamach sprawie Leonida Swiridowa, uzasadnienie decyzji o wydaleniu z Polski nie zostało samej zainteresowanej zaprezentowane. Tym samym ścieżka dochodzenia swoich praw przed polskimi sądami jest w praktyce zamknięta. Trudno zażalać decyzje, do których uzasadnienia nie możemy się ustosunkować. Determinacja Anny Zacharian jest na tyle duża, że wkrótce sprawa rozpatrzona powinna zostać przez Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu.

Polska po raz kolejny tłumaczyć będzie musiała się z łamania podstawowych standardów obowiązujących w krajach członkowskich Rady Europy. Jak zwykle jednak, okazuje się, że obrona jedynie słusznej polityki historycznej prowadzonej przez partię rządzącą jest z punktu widzenia PiS warta każdej ceny. Nawet wysokich odszkodowań, które przyjdzie wypłacać poszkodowanym z budżetu państwa polskiego.

MP
Na zdjęciu: Jerzy Tyc i Anna Zacharian
2.11.2020

Dzial: