Kto inspiruje Piotra Tymę?

zapalowski_2.jpg
„Ja czasami zastanawiam się kto inspiruje pana Tymę. Prezesem Związku Ukraińców w Polsce został jako trzydziestolatek i od dwóch dekad bardzo dba, aby ogień konfliktu na linii polsko-ukraińskiej płonął bardzo widocznie. Na szczęście coraz więcej Polaków widzi, iż to co robi jego środowisko to zwykła manipulacja. Pracuje on bardzo mocno nad tym, aby ukraiński szowinizm kojarzyć z ukraińskością” – mówi dr Andrzej Zapałowski

Panie doktorze, sporo dzieje się ostatnio na tzw. odcinku wschodnim. Na Białorusi mamy do czynienia z politycznym kryzysem. Moje pytanie dotyczy strategii jaką przyjęły w tej sprawie polskie władze. Czy według pana jest to strategia słuszna, zgodna z polskimi interesami?
- Polska ma szczególne interesy na Białorusi z uwagę na wspólna historię i liczną polską wspólnotę. Istotą naszego współistnienia jest brak dużych i przestrzennych konfliktów historycznych między Polską a obecną formą państwa białoruskiego. Czasami należy pewne kwestie przemilczeć i dać pracować czasowi. Nie możemy w żadnym wypadku realizować na tym kierunku innych celów niż własne. Białoruś jest w tej chwili naturalnym państwem, które oddziela nas i podobnie Rosję, stając się swoistym stabilizatorem (okręg królewiecki nie wytwarza samodzielnie ośrodka siły). To właśnie Warszawa i Moskwa powinny dbać o to wzajemnie, aby nikt nie wykorzystywał sytuacji wewnętrznej na Białorusi do kreowania trwałych podziałów między naszymi państwami. Białoruś jest istotniejsza dla bezpieczeństwa Polski niż Ukraina, wbrew temu co nam się serwuje w przestrzeni medialnej.

W tym kontekście nasuwa się pytania o naszą politykę wobec Litwy. Od kiedy rządzi PiS obserwujemy proces zacieśniania relacji z Wilnem i próby pacyfikacji polskiej mniejszości w tym kraju, chodzi mi głównie o Akcję Wyborczą Polaków, polegającymi m.in. na dyskredytowania Waldemara Tomaszewskiego i jego stanowiska w sprawie Białorusi, o Rosji nie wspominając.
- Jest to polityka, która została wykreowana przez zachodnie służby specjalne, począwszy od lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Chodziło tutaj o budowanie potencjału nacjonalistycznego, które w razie konfliktu ówczesnego NATO z Układem Warszawskim generowałby elementy dezintegrujące zaplecze frontu. Nie można było tego robić na płaszczyźnie wspólnej tradycji I Rzeczypospolitej, więc należało ją deprecjonować a wzmacniać siły skrajnie nacjonalistyczne, wypróbowane przez Niemców w II wojnie światowej. Litwa jest tego dobitnym przykładem, podobnie jak Ukraina. Analizowałem kiedyś zawartość periodyków wydawanych w drugim obiegu w latach osiemdziesiątych XX w. Bardzo ciekawym elementem jest to, że składy osobowe redakcji się przenikały np. Obóz, Nowa Koalicja, ABC itd. Dodatkowym asumptem było to, że były finansowane ze zbliżonych źródeł. Później osoby związane z tymi periodykami zasiliły naszą dyplomację i ośrodki decydujące o naszej polityce wschodniej. Do dziś np. we władzach PiS są osoby, które pod koniec lat osiemdziesiątych przerzucały pieniądze i literaturę w języku ukraińskim do ówczesnej USRR. Działania Akcji Wyborczej Polaków na Litwie nie wpisują się we wspomniane zadania, więc należy je neutralizować, co też od dekad się czyni.

W tych dniach na Ukrainie przebywał prezydent Andrzej Duda. Znowu padły zapewnienia o strategicznym partnerstwie. Doszło też do ustaleń w sprawach historycznych – jak pan ocenia te rozmowy?
- Pytanie czyj interes jest tam realizowany. O kwestiach strategicznych na Ukrainie zasadniczo decydują oligarchowie a nie władze polityczne. Właśnie z nimi trzeba rozmawiać. Wszelkie umowy i podpisywane deklaracje są tylko deklaracjami. Doświadczenia ostatnich trzech dekad pokazują, że ich realizacja będzie odkładana w czasie aż do ich zdezawuowania. Co do ustaleń w obszarze historii oceniam to jako kolejna formę wybiegu, aby nic rzeczywiście nie zrobić. Jak zwykle wszyscy będą zadowoleni z rozmów a istotnych efektów i tak nie będzie.

Nasi czytelnicy interesują się sprawą pomników upamiętniających polskie ofiary w rejonie Bieszczadów i dawnego województwa rzeszowskiego. Jak w tej chwili wygląda np. sprawa pomnika w Birczy i innych miejscowościach. Był pan swego czasu w ostrym sporze z instytucjami, które nazywały likwidację takich pomników.
- Pomniki w Birczy (bo są dwa) stoją i wygląda na to, że pozostaną. Główny na Rynku nie został naruszony a drugi przy wjeździe do miasteczka staraniem gminy został przebudowany. Podobnie kilka innych pomników zostało odnowionych, ale kilka także urzędowo zdewastowano. Przykładem jest pomnik w Lesku, którego pozbawiono orła, bo był bez korony. W wyniku moich interwencji, gdzie wskazywałem, że np. pomnik „Ognia” także nie ma orła w koronie – doszło do przerzucania odpowiedzialności za to co się stało pomiędzy IPN a samorządem Leska. Nadal monitoruję kilka upamiętnień, ale wiele dało się także zrobić. Tylko w ostatniej dekadzie w gminie Fredropol wybudowano trzy pomniki ofiarom UPA, gdzie byłem współinicjatorem ich budowy.

I na koniec pytanie o naszego „starego znajomego” Piotra Tymę, który niedawno udzielił wywiadu „Dziennikowi Gazecie Prawnej”, w którym ponownie zaatakował środowiska kresowe mówiąc m.in.: „Część środowisk kresowych wprost formułuje tezę, że należy dogadywać się z Rosją, bo Ukraina jest większym zagrożeniem dla Polski – bo jest nacjonalistyczna, banderowska i nie wiem jaka tam jeszcze. Jak słucham dzisiejszych liderów kresowych, to za każdym razem mam wrażenie, że są przez kogoś inspirowani”.
- Ja czasami zastanawiam się kto inspiruje pana Tymę. Prezesem ZUwP został jako trzydziestolatek i od dwóch dekad bardzo dba, aby ogień konfliktu na linii polsko-ukraińskiej płonął bardzo widocznie. Na szczęście coraz więcej Polaków widzi, iż to co robi jego środowisko to zwykła manipulacja. Pracuje on bardzo mocno nad tym, aby ukraiński szowinizm kojarzyć z ukraińskością. Robi zwykłą manipulację polegającą na tym, że jeżeli pokazuje się ukraińskich zbrodniarzy, to jest to atak na pamięć ukraińską. A czym się różnił SS-man niemiecki od ukraińskiego? Przecież w atakach na Wojsko Polskie i cywilów np. w Birczy brali właśnie udział byli SS-mani i byli ukraińscy policjanci w służbie niemieckiej, którzy po przegranej przez Niemcy wojnie okrzyknęli się ukraińskimi powstańcami. Duża część z nich brała udział w holokauście ponad tysiąca Żydów w Birczy trzy lata wcześniej. Ja bym postawił inne pytanie, a mianowicie kto ciągle dba, aby między Polską a Rosją nie doszło do normalizacji stosunków. Jednocześnie podsyca się napięcia między Polakami i Ukraińcami odrzucającymi nazistowski szowinizm!

Rozmawiał Jan Engelgard
fot. profil fb A. Zapałowskiego
12.10.2020

Dzial: