Rewolucja Norek

wielomscy 1_36.jpg
Adam Wielomski: Ci, który interesują się historią prawicowych dyktatur pewnie pamiętają, że po śmierci Antonio Salazara w Portugalii nastąpiła „Rewolucja Goździków” (Revoluçao dos Cravos, 1974), po której salazaryści utracili władzę.

Czy jest możliwe, że Jarosław Kaczyński utraci władzę w Polsce w wyniku „Rewolucji Norek” (po portugalsku: Revoluçao de Vison), czyli z powodu zakazu hodowli zwierząt na cele przemysłu futrzarskiego? W momencie gdy piszemy ten tekst (18.09.2020) nic nie wiadomo. Jest jednak pewne, że Jarosław Kaczyński zaryzykował posiadanie większości rządowej, aby… No właśnie, dlaczego? Oczywiście, każdy poważny analityk musi odrzucić sentymentalny obraz, że „Prezes kocha zwierzęta” i cała operacja wynika z jego miłości do kotów. Kaczyński nie ma sentymentów. O cóż więc chodzi? W moim przekonaniu istnieją dwie możliwości, które zresztą wzajemnie się nie wykluczają. Po pierwsze, Polska jest znaczącym producentem skór zwierzęcych, a ich największym eksporterem na świecie są Stany Zjednoczone, gdy importerem, w celu ich przeróbki i późniejszego re-eksportu, są Chiny.

Nie wykluczone, że chodzi o wielkie pieniądze amerykańskich firm i rozgrywkę z Waszyngtonu z Pekinem, a za całą akcją obrony zwierząt stoi prozaiczny rozkaz z Departamentu Stanu, przekazany rządowi przez Georgettę Mosbacher. Skoro Amerykanie decydują czy amerykańskie firmy są lub nie są w Polsce opodatkowane, to dlaczego nie mogą decydować czy będziemy sprzedawać Chińczykom skóry norek? Druga możliwość jest taka, że Kaczyński zdaje sobie sprawę z powiązań branży futrzarskiej z polską prawicą i postanowił rzucić o ścianę swoimi koalicjantami z tzw. Zjednoczonej Prawicy, wymuszając na nich zdradę polskiego interesu gospodarczego, pod groźbą wyrzucenia z rządu, przyśpieszonych wyborów i końca egzystencji politycznej. To, że ileś setek firm zbankrutuje i ileś tysięcy ludzi straci pracę go nie obchodzi, ponieważ zawsze podporządkowywał gospodarkę racji partyjnej. Podobnie jak Piłsudski i sanacja uważa, że dobro własne i własnej władzy jest tożsame z dobrem Polski. Trzeba też przyznać, że znalazł sobie do tej walki dogodny pretekst, gdyż w walce tej cieszy się poparciem wielkomiejskich lewicowych mas, do których przemawia sentymentalna narracja miłości do zwierząt. Dlatego jest projekt poparła Koalicja Obywatelska i Lewica, oczywiście także Partia Razem, nota bene uzyskująca znakomite wyniki wyborcze na warszawskim Żoliborzu.

Magdalena Ziętek-Wielomska: Kilka miesięcy temu, w jednym z wystąpień mówiłam, że kolejnym etapem rewolucji – po rewolucji francuskiej, marksistowskiej i postmodernistycznej – będzie „ekologizm”. Pod tym pojęciem rozumiem biocentryczne spojrzenie na naturę, zgodnie z którym człowiek jest taką samą częścią przyrody jak zwierzęta i zasadniczo niczym się od nich nie różni. Związane jest to z negacją istnienia nieśmiertelnej duszy ludzkiej, jak również osobowego Boga. Napisałam osobowego, gdyż biocentryzm istnieje w dwóch wersjach: materialistycznej i panteistycznej. Z założenia zasadniczej, bo ontologicznej równości człowieka i zwierząt wynika postulat traktowania zwierząt tak samo jak ludzi. Jeśli więc nie wolno zabijać, to zakaz ten ma dotyczyć także zwierząt (aborcja nie jest zabójstwem – według tej ideologii oczywiście).

Stąd bierze się coraz bardziej nachalne propagowanie nie tylko wegetarianizmu, lecz także weganizmu, jak również walka z przemysłem futrzarskim. Z tym powiązane jest także promowanie buddyzmu, jogi etc. Celem tych zabiegów jest zmiana tożsamości ludzi, by ci postrzegali się jako zwierzęta. Wynika to z ideologii, której hołdują możni tego świata: gnozy, która hierarchizuje ludzi na „oświeconych” i człekokształtne zwierzęta, które nie posiadają duszy. Nie wiem, czy ideologii tej hołduje Jarosław Kaczyński. Nie mam jednak wątpliwości, że w czasie, kiedy polska prawica walczyła z „marksizmem kulturowym” w postaci LGTB, on wprowadził Polskę w kolejny etap rewolucji.

Myśl Polska, nr 39-40 (27.09-4.10.2020)

Dzial: