Kontrrewolucji nie będzie

GB 41.jpg
Istotną część wyborców PiS-u, decydującą o jego sukcesach w ostatnich wyborach, stanowi elektorat określający się jako konserwatywny. Dla tej grupy podstawowym czynnikiem decydującym o obdarzeniu któregoś ze stronnictw politycznych swoim poparciem jest troska o zachowanie tradycyjnych wartości. Za strażnika tychże wartości w naszych warunkach pragnie uchodzić właśnie PiS.

Partia Jarosława Kaczyńskiego przez lata walki o dominację w tym segmencie politycznego rynku dorobiła się już nawet właściwej ornamentyki, wspartej i uwiarygadnianej przez twarze etatowych „konserwatystów”. Zasadne zatem wydaje się pytanie jak to się dzieje, że po pięciu latach rządu „dobrej zmiany”, pełnych deklarowanej walki o dobro rodziny i tradycyjne wartości, po pięciu latach heroicznego oporu przed ekspansją ideologii LGBT, ciągle stoimy w tym samym miejscu?

Po pierwsze dzieje się tak dlatego, że pewnych rzeczy najzwyczajniej nie da się zrobić. Na przykład nie da się występować na arenie międzynarodowej w roli podnóżka USA (wasal to w tym przypadku zbyt łagodne określenie) a jednocześnie prowadzić politykę wewnętrzną w doskonały sposób odmienną niż ten kraj. To Stany Zjednoczone są dziś głównym światowym promotorem „postępu” i głównym sponsorem wszelkich dewiacyjnych i libertariańskich ruchów społecznych.

Stąd entuzjastyczne wsparcie Pani Żorżety Mosbacher dla tzw. „listu ambasadorów w sprawie LGBT” i jej późniejsze połajanki wobec Polski w ogóle mnie nie zaskoczyły. Przeciwnie, ja w pełni zgadzam się z Panią Ambasador. Polska w istocie rzeczy znalazła się po „złej stronie historii”, razem z dekadenckimi państwami i ich schyłkowymi społeczeństwami, w środku dogorywającej cywilizacji. W domu wariatów, pełnym coraz bardziej oderwanych od rzeczywistości i coraz bardziej agresywnych pacjentów, z którymi już od dawna nie potrafimy się porozumieć.

Oczywiście tego, na co mogła pozwolić sobie pani Mosbacher nie spróbowałby w żadnym wypadku pan Christopher P. Henzel, kierujący amerykańską placówką w Rijadzie. I to pomimo tego, że władze Arabii Saudyjskiej tzw. „prawa człowieka” traktują w sposób wysoce specyficzny. Saudowie są jednak ważnym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych i faktycznym podmiotem międzynarodowym, czego o rządzonej przez „zjednoczoną prawicę” Polsce nie da się powiedzieć.

Nie mniej ważny od czynników zewnętrznych jest czynnik endogeniczny owego tajemniczego imposybilityzmu. PiS zwyczajnie nie chce konserwatywnej rewolucji. Jest gotowy latami prowadzić heroiczne boje z piewcami zepsucia i dekadencji, co skutecznie zapewnia mu stabilne poparcie. Byle owych bojów nie wygrać.

Pięć lat stabilnej większości nie wystarczyło do zahamowania procedury aborcji eugenicznej. Tymczasem pozornie pro-ekologiczny projekt „piątki dla zwierząt” przebrnął sejmową procedurę w zaledwie kilka dni, szczęśliwie grzęznąc obecnie w senacie. Takie są właśnie priorytety obecnej władzy. Nie nienarodzone dzieci, nie rodzina, nawet nie nieudolnie symulowana walka z ideologią LGBT, ale skrajnie lewacka i porażająco nieodpowiedzialna walka z rodzimymi hodowcami zwierząt.

Dlatego właśnie, kochani rodzimi konserwatyści, z dnia na dzień coraz bardziej upodabniamy się do budzącego Waszą grozę obrazu dekadenckiego Zachodu. PiS w istocie nie dopuszcza do „postępowej” rewolucji, zamiast tego wprowadzając postęp pełzający. Wkraczający codziennie, czasami niezauważenie do naszego życia. Skończmy więc ze złudzeniami: żadnej kontrrewolucji nie będzie. Rządy PiS są tego najlepszym gwarantem.

Przemysław Piasta
1.10.2020