Od Jana Matłachowskiego do lustracyjnego szaleństwa

teczka.jpg
Właśnie minęła kolejna rocznica urodzin Jana Matłachowskiego (1906-1989), którego uważam za jednego z najzdolniejszych działaczy narodowych. Z ruchem narodowym związał się w szkole średniej, a następnie studiując prawo i historię na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie oraz na Uniwersytecie Warszawskim.

Jako wyróżniający się swoją aktywnością zajmował czołowe miejsce pośród działaczy Stronnictwa Narodowego, Młodzieży Wszechpolskiej, a także jako organizator robotniczych Związków Zawodowych „Praca Polska” w Borysławskim Zagłębiu Naftowym. Po rozłamie w ruchu endeckim w 1934 został mianowany przez Romana Dmowskiego prezesem organizacji młodzieżowych związanych ze Stronnictwem Narodowym, w tym Związku Akademickiego Młodzież Wszechpolska.

Sam Roman Dmowski i włączył go nawet do elitarnego zespołu doradczego zwanego potocznie „siódemką”, a później „dziewiątką” (obok Zygmunta Berezowskiego, Tadeusza Bieleckiego, Władysława Folkierskiego, Jędrzeja Giertycha, Mieczysława Jakubowskiego, Kazimierza Kowalskiego, Stefana Sachy i Mieczysława Trajdosa). W czasie wojny Matłachowski dał się poznać jako dobry konspirator i członek władz krajowych obozu narodowego (ps. „Ostoja”).

Działał m.in. w Narodowo-Ludowej Organizacji Walki, Tajnym Uniwersytecie Ziem Zachodnich, Tymczasowej Komisji Rządzącej Stronnictwa Narodowego, Wojennym Zarządzie Głównym Stronnictwa Narodowego i Tymczasowej Narodowej Radzie Politycznej. W grudniu 1945 r. zbiegł na Zachód i osiadł w „polskim Londynie”, gdzie angażował się w działalność kombatancką i polityczną (w latach 1954–1958 wydawał m.in. czasopismo „Tygodnik”). W 1951 wycofał się jednak z czynnej działalności w emigracyjnych strukturach Stronnictwa Narodowego wobec kontrowersyjnej tzw. „sprawy Bergu”.
Odrzucił i potępił współpracę emigracji z służbami USA. Wobec zaistnienia w Polsce warunków umożliwiających repatriację, w 1961 powrócił wraz z innymi do kraju. Po przybyciu do Polski znalazł i tu pewne możliwości szerzenia i głoszenia poglądów narodowych, skupiając w swoim mieszkaniu odwiedzającą go młodzież. W spotkaniach uczestniczyła cała czołówka działaczy endeckich lat 70 i 80. W latach 80. działał w Polskim Związku Katolicko-Społecznym (PZKS). Działał na rzecz wskrzeszenia Stronnictwa Narodowego. Zmarł 6 listopada 1989 roku po doprowadzeniu do reaktywowania Stronnictwa Narodowego, dwanaście dni przed I Zjazdem Delegatów Stronnictwa Narodowego. Czy można mieć piękniejszy życiorys?

I jak zwykle przy takich okazjach wybiło szambo. Kilku moich mniej rozgarniętych znajomych, którzy sami siebie identyfikują z Obozem Narodowym udostępniała materiały sugerujące że Matłachowski był „komunistycznym agentem”. Co więcej postanowili również mi przesłać te materiały pt: „Matłachowski był agentem bezpieki, tajny współpracownik Maksym” Zresztą co jakiś czas otrzymuje w wiadomościach podobne „materiały”. Przepełnione nienawiścią rzygowiny rodem z szamba IPN-u. Teksty oskarżające różne zasłużone osoby o współpracę z służbami specjalnymi Polski Ludowej. Dotyczyły one już – Wiesława Chrzanowskiego, Jana Zamoyskiego, Stanisława Karolkiewicza, Witolda Kieżuna, Zdzisława Ścibor-Rylskiego, Napoleona Siemaszki, Bogusława Rybickiego, Bogusława Jeznacha, Bogusława Kowalskiego, o. Konrada Hejmo, o. Mieczysława Alberta Krąpca czy ks. Henryka Czepułkowskiego.

Przesyłanie takich tekstów do mnie nie ma większego sensu, bo ich nie czytam z samej zasady. I zawsze odpisuję nadawcom to samo – że za drugim razem zakończymy naszą znajomość. Mam dosyć zgrai oszołomów z masturbujących się do jakiś niekompletnych papierów sprzed 70, 60, 40 lat. Mam dosyć wypocin ludzi wierzących, że dalej walczą z jakąś komuną, bolszewizmem, KGB, ZSRR. Część z tych ludzi, prawdopodobnie z niskich pobudek lub wskutek totalnego zaćmienia umysłu emocjami, domaga się dalszej lustracji i dekomunizacji – które są jawnymi narzędziami służącymi do działań antypolskich. Jednocześnie osoby te potrafią gloryfikować jawnych współpracowników obcych służb jak Kukliński czy Jeziorański.

Nie widzą tego, że lustracja i dekomunizacja spowodowały sporą depolonizację naszych Ziem Zachodnich. Że likwiduje się pomniki 1 i 2 Armii Wojska Polskiego, polskich osadników, krzewicieli polskości na tych terenach po 1945 roku. Że znikają z naszej przestrzeni publicznej ulice i place Wilhelma Szewczyka, Arki Bożka, Jerzego Ziętka czy Jana Rychela. A najbardziej mnie smuci przy tej okazji brak oporu ze strony naszego środowiska. Jest powszechne „milczenie owiec”.

Brakuje mi jasnego stanowiska – nie chcemy lustracji i dekomunizacji. To temat podrzucony przez Przeciwnika. A nawet jest gorzej, spora część ludzi odwołujących się do idei narodowo-demokratycznych powiela te antypolskie wypociny, przesyła je dalej, publikuje, nadaje im rangę czegoś istotnego. A nas przecież nas powinna jak najbardziej interesować lustracja, ale ta prawdziwa. Chcielibyśmy poznać nazwiska tych co pracowali i pracują dla CIA, Mossadu, BND, MI6 i tym podobnych służb. Również w czasie, gdy zachodnie służby finansowały tzw. „opozycję demokratyczną” w PRL. To są bowiem prawdziwi zdrajcy.

Łukasz Marcin Jastrzębski
Rubryka: Z lewej burty
Myśl Polska, nr 37-38 (13-20.09.2020)

Dzial: