Falstart Skalskiego, czyli kują kozy, a żaba nogę podstawia...

komitet.jpg
Może komuś z czytelników ten tytuł skojarzy się z popularną w latach mojej młodości książka autorstwa Bohdana Arcta ,,Cyrk Skalskiego''. Ale sprawa, o której piszę nie zawiera ani krzty żartu czy też dowcipu, gdyż dotyczy poważnego zabiegu propagandowo-wyborczego w wykonaniu skądinąd lubianego przeze mnie i nawet docenianego Jana Skalskiego, prezydenta Światowego Kongresu Kresowian.

A określenie ,,Cyrk” jak wiadomo dotyczyło generała Stanisława Skalskiego, asa polskiego lotnictwa wojskowego w latach II wojny światowej, który wykazał się wysokimi walorami bojowymi w Kampanii Wrześniowej 1939 r. a w szczególności w bitwie powietrznej o Anglię.

Bardzo sobie cenię to co robi pan Jan Skalski dla promocji Kresów Wschodnich, zwłaszcza że wspomaga go skutecznie w tym szlachetnym dziele ciągle po kresowemu urocza małżonka znakomita dziennikarka Polskiego Radia Katowice Danuta Skalska. Niedawno zostałem z ich inicjatywy uhonorowany na Jasnej Górze wyróżnieniem o pięknej nazwie ,,Premium Honoris Cresovianae”. Dodam, że nie zamierzam go zwracać w geście protestu i niezgody na to co uczynił Jan Skalski i kilku szefów różnych stowarzyszeń kresowych w swoiście pojętym akcie przymilania się i schlebiania kandydatowi na prezydenta RP Andrzejowi Dudzie.

Nie żywię także wrogości czy niechęci do pani red. Danuty Skalskiej za to co wypisywała o mnie w internecie w kontekście mojego poparcia w drugiej turze wyborów jakiego udzieliłem Rafałowi Trzaskowskiemu. Odpowiem tylko pani redaktor D. Skalskiej, iż ,,kresowość'” nie jest cechą czy też statusem nadawanym przez wysokie gremia jakiejś upatrzonej czy ulubionej osobie. Kresowość moim zdaniem jest stanem ducha i świadomości najczęściej wzmacnianym korzeniami rodzinnymi, czyli miejscem urodzenia na Kresach. I ten stan ducha nie powinien mieć żadnych barw w politycznych, bo próba ich narzucenia rodzi podziały wśród Kresowian.

Najlepszym przykładem dla mnie, że kresowość to stan ducha i umysłu jest prof. dr Stanisław Sławomir Nicieja, który nie ma w sensie rodowodowym nic z Kresów Wschodnich, ale chyba nikt kto zna jego twórczość naukową publicystyczną, promocyjną i działalność publiczną nie odważy się odmówić Mu kresowości jako dominującej cechy jego bogatej i niezwykłej osobowości. Wiadomo też, że prof. S. Nicieja ma lewicowe przekonania równie mocno ugruntowane jak ludowcowe wartości są obecnie w działalności Jarosława Kalinowskiego, Franciszka Jerzego Stefaniuka, Władysława Kosiniaka-Kamysza czy też niżej podpisanego. A co z tymi osobami, które nie identyfikują się politycznie z żadną partią, ale serca i dusze mają na wskroś kresowe. Wystarczy poznać chociaż cząstkę dorobku naukowego czy publicystycznego pani dr Lucyny Kulińskiej, prof. Czesława Partacza, prof. Włodzimierza Osadczego i wielu innych uczonych twórców, by zrozumieć, że ich barwą polityczną i kolorytem życia intelektualnego i duchowego są tylko polskie Kresy Wschodnie.

Ze wszech miar celowym i uzasadnionym byłoby np. uzyskanie opinii o zamiarze wystosowania Apelu znanej publicystyki walczącej piórem o prawdę o Kresach pani Moniki Śladewskiej będącej dla nas Dolnoślązaków przysłowiową ikoną etosu kresowego. W tym miejscu napisałem o jej ,,walce piórem”, ale przypomnę, że pani Monika Śladewska ma piękną kartę zaszczytnej żołnierskiej służby najpierw w 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK, a następnie w szeregach II Armii Wojska Polskiego. Koniec Wojny zastał ją na Łużycach, skąd zgodnie z rozkazami stosowanych władz wojskowych udała się do Chełma i Lublina, gdzie wkrótce została mianowana podporucznikiem WP.

Z uwagą wsłuchujemy się w to co mówi i pisze pani Monika Śladewska, gdyż jest ona autentycznym autorytetem moralnym i wielką znawczynią spraw kresowych zwłaszcza w kontekście stosunków polsko-ukraińskich. W swojej książce ,,Z Kresów Wschodnich na Zachód'' zasłużona Wołynianka pisze m.in., „Historia powinna służyć nauce i ku przestrodze, tymczasem została podporządkowana polityce. Świadkowie po latach niewiele mają do powiedzenia, czy mieliśmy wpływ na prezydentów, poczynając od Wałęsy, którzy bezmyślnie uczestniczyli w inspirowanej, kolorowej rewolucji na Ukrainie? Wbrew Polskiej racji stanu, politycy III RP stanęli po stronie wskrzeszonych upiorów przeszłości, poparli niebezpieczne siły nacjonalizmu ukraińskiego, osiadłego po wojnie na Zachodzie”.

Czy autorka takich przemyśleń i odważnych poglądów nie powinna być poproszona o swoje zdanie na temat mariażu wielobarwnego i wielowątkowego ruchu kresowego ze środowiskiem politycznym zmierzającym ku dominacji i hegemonii we wszystkich dziedzinach życia naszego narodu i państwa? Moim skromnym zdaniem przy podejmowaniu takich ważnych decyzji powinna być zastosowana mądrość zbiorowa wielu- jeśli nie wszystkich- uczestników debaty publicznej. Takich pominiętych osób, których zdanie mogłoby być cenne jest wiele.

Dziwię, że z ich mądrości i doświadczenia nie skorzystano, zwłaszcza że pan Szczepan Siekierka zna Ich osobiście i z nimi owocnie współpracował. Sam pamiętam, że przy okazji różnych przedsięwzięć okolicznościowych organizowanych także przeze mnie na Zamku Piastowskim w Legnicy (gdy miejsce to nie było jeszcze tanią noclegownią dla robotników sezonowych z Ukrainy i Białorusi) Szczepan Siekierka zaklinał nas by nie mieszać polityki do spraw kresowych, a w końcu sam skutecznie przyłożył rękę do politycznego uwikłania Kresowian w kampanię wyborczą kandydata na prezydenta RP Andrzeja Dudy, nie zauważając na to iż ten wątek tematyczny nawet symbolicznie nie istnieje ani w deklarowanych obietnicach ani w realnym działaniu prezydenta.

Kto więc upoważnił autorów ,,listu wiernopoddańczego'' do kandydata na prezydenta RP Andrzeja Dudy, aby wystosować go w imieniu Kresowian? Pytam więc których Kresowian i jakiej części tej specyficznej społeczności jaką Oni stanowią? Zwłaszcza, że ,,list'' ten został wystosowany jeszcze przed pierwszą turą wyborów, kiedy wyborcy mieli przed sobą paletę kandydatów i mogli sami zorientować się który z nich wykazał zainteresowanie sprawami Kresów.

Przypomnę, że w wystąpieniach pana Andrzeja Dudy nie usłyszałem żadnej deklaracji poparcia dla kresowych postulatów. Takowe propozycje, a więc: problematyka kresowa w podstawie programowej polskich szkół, wycofanie przez stronę ukraińską zakazu ekshumacji ofiar banderowskiego ludobójstwa i utworzenie Muzeum Dziedzictwa Kresowego w Warszawie lub Wrocławiu były obecne w wystąpieniach przedwyborczych W. Kosiniaka-Kamysza, zwłaszcza tych wygłaszanych na Dolnym Śląsku. Konkretną obietnicę utworzenia Muzeum lider ludowców złożył na wiecu przedwyborczym w pałacu Naczelnej Organizacji Technicznej we Wrocławiu w czwartek 25 czerwca 2020 r., czyli na trzy dni przed głosowaniem.

Jakimi przesłankami kierowali się autorzy Apelu do Kresowian i Rodaków wskazując im jako jedynego, właściwego z punktu widzenia interesu kresowego – kandydata jakim w ich przekonaniu był Andrzej Duda? Kto dał Wam prawo do prowadzenia w imieniu Kresowian kampanii na rzecz jednego kandydata i do tego pochodzącego z obozu politycznego który nie wyróżnia się inicjatywami i działaniami, które spełniałyby oczekiwania i postulaty Kresowian rozsianych po całym świecie, ale w dużych skupiskach żyjących w Zachodniej i Północno-Zachodniej części naszego kraju (Śląsk Opolski, Dolny Śląsk, Ziemia Lubuska, Pomorze Zachodnie i Środkowe, Mazury). O tym jakie są główne i całkowicie zasadne postulaty Kresowian można się dowiedzieć z relacji o przebiegu niedawno odbytych Dni Kultury Kresowej w Kędzierzynie-Koźlu.

Całkowicie się zgadzam z prezesem Stowarzyszenia Kresowian Witoldem Listowskim, ofiarnym działaczem kresowym który te postulaty ogłosił na powyższej uroczystości. Ale nie bardzo rozumiem, dlaczego pan W. Listowski też ten apel poparcia dla A. Dudy podpisał, wiedząc, że w wystąpieniach pana Andrzeja Dudy i w programach jego zaplecza politycznego nie było śladów przychylności ani chociażby zaznaczonej obecności tych spraw, które są postulowane przez Kresowian. Może to o jeden krok za daleko? A może zbyt pochopna fascynacja kandydatem, który zapowiadał się na zwycięzcę wyborczego maratonu? Podejrzewam, że w odniesieniu do pana prezesa W. Listowskiego mamy do czynienia z ,,wypadkiem przy pracy”, gdyż znany jest on z tego, że nigdy uniżenie nie hołdował żadnej władzy, zwłaszcza jeśli nie pochylała się ona z należytą uwagą nad bolączkami Kresowian.

Swoje relacje z różnymi ośrodkami decyzyjnymi kształtował w formule twórczego partnerstwa i mniemam, że tak będzie w przyszłości. Jak na razie to mamy zadowolonych z siebie liderów stowarzyszeń, którzy nie skonsultowali swojego czołobitnego apelu z kierowanymi przez siebie organizacjami i nie akceptującą tego stanowiska dość liczną rzeszę działaczy kresowych oraz miłośników Kresów. A więc kolejny podział, niesnaski a może wręcz niesmak.

Czy warto było? Podkreślam z całym naciskiem że szeroko rozumianych spraw kresowych (ochrona polskiego dziedzictwa kulturowego, pamięć o ofiarach banderowskiego ludobójstwa, znaczenie polskiej kilkuwiekowej obecności na Kresach Wschodnich, etos kresowej polskości, i.in.) nie można wiązać tylko z jedną opcją polityczną metodą jakichkolwiek ,,listów wiernopoddańczych'' i górnolotnych apeli do Polaków w kraju i zagranicą wchodząc bez upoważnienia w rolę jedynego upoważnionego (przez kogo?) reprezentanta środowiska kresowego.

Chociaż w rzeczywistości powinienem napisać ,,środowisk'” kresowych, gdyż jest ich wiele, funkcjonujących pod różnymi szyldami i pod kierownictwem liderów artykułujących nie zawsze zbieżne poglądy a na pewno zdradzających osobiste ambicje, co rodzi widoczne gołym okiem animozje personalne. Po cóż więc dzielić dodatkowo te środowiska chyba nie do końca przemyślanym apelem, którym osłabia więzi między Kresowianami nie podzielającymi w swojej większości inicjatorów apelu i jego treści. Mimo tych ,,wpadek'' i manipulacji wierzę, że możliwe, a nade wszystko potrzebne jest w Polsce porozumienie ponad rozdziałami w wielu kwestiach a wśród nich w sprawach kresowych.

Mój optymizm wynika z licznych obserwacji działań Kresowian i ich sprzymierzeńców w minionych latach a także własnych doświadczeń na niwie parlamentarnej i społecznej.

Ale mój punkt obserwacyjny to nie tylko fotel w Sejmie RP czy też miejsce we władzach naczelnych PSL. Materię kresowych uwarunkowań- szczególnie tych zakulisowych i mniej oficjalnych poznawałem blisko współpracując przez okres kilkunastu lat z autentycznym bohaterem kresowym, ostatnim komendantem Polskiej Samoobrony na Ziemi Krzemienieckiej (Rybcza) śp. płk. Janem Niewińskim. Towarzyszyłem mu w wielu poufnych rozmowach z przedstawicielami establishmentu politycznego w czasie których płk Jan Niewiński nieraz z rozpaczą w oczach i z wielką determinacją próbował przebijać mury obojętności i niezrozumienia ze strony partnerów rozmowy.

A odbywały się one w marszałkowskich gabinetach przy ulicy Wiejskiej, w ministerstwach, w urzędach dzielnic i w innych instytucjach gdziekolwiek zdaniem płk Niewińskiego tliła się jakaś nadzieja, że w końcu znajdzie się ktoś ważny i decyzyjny, kto pozwoli na postawienie w Warszawie pomnika ofiar banderowskiego ludobójstwa. Autorem tego pomnika był znakomity rzeźbiarz wielki artysta i patriota Marian Konieczny. Niestety...! Miał rację Czesław Niemen śpiewając ,,Dziwny jest ten świat'' Dodam: Dziwny jest ten kraj, w którym niemal czterdziestomilionowy naród nie może w godnym, reprezentacyjnym miejscu swojej stolicy postawić pomnika upamiętniającego bestialsko pomordowanych 200 tysięcy swoich współbraci.

Oczywiście, oponenci zaraz pośpieszą usłużnie z informacją, że jest przecież upamiętnienie na Skwerze Wołyńskim. Oczywiście, że jest! Ale to jest rzeczywiście na Skwerze Wołyńskim, a nie w jakimś miejscu w stolicy, które odwiedzają tysiące turystów i mieszkańców. W miejscu, które łatwo znaleźć i do którego można bez trudu dojechać. No cóż taką mamy rzeczywistość, w której w pewnych sprawach prowadzona jest gra pozorów. Analogicznie jest ze sprawą muzeum.

Kresowianie oczekiwali, że będzie to Muzeum Dziedzictwa Kresowego zlokalizowane w Warszawie (podobnie jak Muzeum Historii Żydów Polskich ,,Polin'' i Muzeum Powstania Warszawskiego) lub we Wrocławiu. Taki postulat był obecny w programie wyborczym W. Kosiniaka-Kamysza lidera PSL. Tymczasem obecna władza bez konsultacji ze środowiskami kresowymi usiłuje stworzyć Muzeum dawnych Ziem Wschodnich inspirowane programowo przez środowiska ukrainofilskie i zasilane ideowo zwietrzałymi już koncepcjami Jerzego Giedroycia.

Z punktu widzenia pozorów otwartości na postulaty Kresowian ,,wszystko jest w porządku'”. Bo chcieliście drodzy Kresowianie (a kochamy Was szczególnie w okresie wyborów) upamiętnienie ofiar ludobójstwa, to macie je na Skwerze Wołyńskim, bo w centrum Warszawy jest duży tłok, jeśli idzie o pomniki, chcieliście Muzeum Kresowe w Warszawie to będzie Muzeum, wprawdzie nie w Warszawie a w Lublinie i nie o takim profilu programowym jak sobie wymarzyliście, ale jednak będzie Muzeum nawet bez nielubianego przez niektóre kręgi poprawności politycznej słowa ,,Kresy'”. Taką to mieszankę wykrętów, hipokryzji, dwuznaczności i zakłamania serwują nam Kresowianom - rządzący w różnych latach niezależnie od szyldów politycznych. A teraz autorzy apelu proponują Kresowianom poddanie pod władztwo ideowe jednego z tych szyldów który nie może się pochwalić niezłomną postawą w walce o prawdę o Kresach we wszystkich aspektach ich istnienia w przeszłości i w czasie obecnym.

Pokusie politycznej dominacji nad ruchem kresowym nie uległo nigdy Polskie Stronnictwo Ludowe które ten obszar polskiej historii i wrażliwości rozpoznało dużo wcześniej niż inne środowiska polityczne łącznie z tymi które teraz pretenduje do roli hegemona we wszystkich dziedzinach życia państwowego i społecznego. Niektórych nie było jeszcze w ogóle na scenie politycznej. Żeby nie być gołosłownym przypomnę, iż na początku 2006 roku PSL zawarł porozumienie z Kresowym Ruchem Patriotycznym reprezentowanym przez znanych i charyzmatycznych działaczy kresowych z legendarnym płk Janem Niewińskim.

Znamienny był tytuł porozumienia, bo nie zawierał on ukrytych intencji zmajoryzowania Ruchu Kresowego czy też jego zdominowania organizacyjnego i programowego. Tytuł porozumienia, pod którym podpisy złożyli ówczesny prezes PSL Waldemar Pawlak i liderzy Kresowian z płk Janem Niewińskim, brzmiał: „Porozumienie o współdziałaniu dla dobra Rzeczypospolitej Polskiej'”. Konkretyzując zamiary obu stron natychmiast po tym załączono aneks do tego porozumienia, w którym m.in. zawarte było postanowienie ,,podjęcia pilnych starań o wzniesienie w Warszawie pomnika ofiar zbrodni banderowskiego ludobójstwa'”. Była w tym indeksie także dyspozycja organizacyjna: w całym kraju, a szczególnie w środowiskach Kresowian i ludowców, zorganizować uroczystości patriotyczno-religijne przypominające prawdę historyczną o zagładzie Polskich wsi i osiedli na Kresach Wschodnich II RP.

Rok później Rada Naczelna PSL podjęła jednocześnie uchwałę mojego autorstwa (NN44/07) w sprawie godnego uczczenia 65. rocznicy zagłady polskiej ludności wiejskiej na Kresach Wschodnich w latach 1939-1947. W uchwale tej zwraca uwagę następujące sformułowanie: "Za najwłaściwszą formę upamiętnienia uznać należy inicjatywę wzniesienia w Warszawie pomnika autorstwa prof. Mariana Koniecznego'”. Wskazanie tego właśnie pomnika wzięło się stąd, że był on niemal gotowy w pracowni profesora, a niektóre elementy w odlewni żeliwa w Gliwicach. Od tego momentu zaczęło się rozpaczliwe ,,pielgrzymowanie” płk. Jana Niewińskiego po miejscach o których wcześniej wspominałem. Dobrze wiem, że postawienie pomnika w godnym miejscu w stolicy było pragnieniem i treścią ostatnich lat jego pracowitego i szlachetnego życia. Niestety...marzenie i pragnienie niespełnione! No cóż? Takie mamy władze bez względu na jej kolor ideowy.

W takim kontekście warto odnotować taką oto prawidłowość ukształtowaną przez naturalną kolej rzeczy. Od wielu lat wicemarszałkami Sejmu RP są reprezentanci PSL. I to właśnie oni są rzecznikami spraw kresowych w przestrzeni polskiego parlamentu. Tak było w wypadku Jarosława Kalinowskiego, który stał na czele Ogólnopolskiego Komitetu Obchodów 65. Rocznicy Ludobójstwa i budowy pomnika Jerzego Franciszka Stefaniuka, który konsekwentnie walczył o wprowadzenie do stosowanych aktów sejmowych pojęcia ,,ludobójstwa'' czy też Piotra Zgorzelskiego obecnego Wicemarszałka, który ,,staje w potrzebie'' do każdej debaty kresowej.

Jak z powyższego wynika ludowcy mieliby znaczenie więcej przesłanek merytorycznych, historycznych i emocjonalno-sentymentalnych, aby zwrócić się z apelem do Kresowian o poparcie Władysława Kosiniaka-Kamysza jako kandydata na prezydenta RP. Ale myśl taka nawet nie zaświtała w głowach liderów Stronnictwa, którzy bazując na 125-letnim doświadczeniu naszego Ruchu wiedzą, że są w społeczeństwie wartości, które nie mogą być elementem gry i targów politycznych. Bo potraktowanie tych wartości jako produktu marketingowego uderza w kondycję moralną narodu polskiego dewastując ją nieodwracalnie. Inicjatorzy i autorzy apelu zaangażowanie i emocje Kresowian uczynili kapitałem politycznym i nim zadysponowali nie będąc jego właścicielami.

Ale błędy zdarzają się każdemu. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten... Dlatego wierzę, że zarówno pan Jan Skalski jak też i pan Szczepan Siekierka, zechcą uznać że dla nas Kresowian, ich potomków i sympatyków wspólnym mianownikiem zawsze będą polskie Kresy Rzeczypospolitej, a nie żadna partia która w potrzebie (swojej),, puszcza oko'' do nas i na żywotne i czasem trudne pytania udziela wykrętnych odpowiedzi w myśl staropolskiego przysłowia: ,,Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek”.

dr Tadeusz Samborski
Członek Rady Naczelnej PSL
Na zdjęciu: Komitet Obchodów 65. rocznicy ludobójstwa na Kresach. Od lewej: gen. Mirosław Hermaszewski, Jarosław Kalinowski, płk Jan Niewiński.
Myśl Polska, nr 35-36 (30.08-6.09.2020)

Dzial: