Alfred Rosenberg

rosenberg-750x379.jpg
Adam Wielomski: Zawsze byłem zwolennikiem kasacji art. 256, ust. 1 z Kodeksu Karnego (Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa (…) podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2). Skutkiem tego zapisu pod „propagowanie” podchodzi między innymi publikowanie klasycznych tekstów narodowo-socjalistycznych.

Tak dla przykładu, wydawca polskiej wersji Mein Kampf w 2009 został skazany na 3 miesiące więzienia w zawieszeniu na 2 lata i 10.000 PLN grzywny. Skoro książek nazistowskich nie wolno tłumaczyć, rozpowszechniać i posiadać, to na ich temat powstają mity, które rodzą się zawsze, gdy tylko pojawia się „zakazany owoc”. W oczach ciekawskich rodzi się przekonanie, że zakazane prace muszą zawierać niebyle jakie treści, skoro są zakazane, szczególnie u tych, którzy nie władają obcymi językami (wszystkie zakazane prace są przecież w zagranicznych bibliotekach internetowych, np. na amerykańskiej archive.org!). Ostatnie przeczytałem jedną z takich „zakazanych prac”, a mianowicie Mit XX wieku Alfreda Rosenberga, a w tej chwili kończę pisać na temat tego autora duży artykuł naukowy (zaznaczam naukowość – dopisek dla prokuratora). I po lekturze opiszę swoje wrażenia bardzo krótko: intelektualne dno.

Cała teoria „rasy nordyckiej” nie trzyma się kupy, a sam Rosenberg jej istnienie wywodzi od mieszkańców… Atlantydy, dowodząc, że pochodzą od nich Grecy, Rzymianie i Germanie. Wbrew popularnemu mniemaniu, Mit XX wieku nie jest książką na temat starcia rasy nordyckiej z rasą semicką, lecz na temat walki Nordyków z duchem semickim wyrażającym się w chrześcijaństwie, przede wszystkim w katolicyzmie rzymskim w postaci papiestwa, jezuitów, dogmatów grzechu pierworodnego, łaski, sakramentów, etc. Rosenberg jest gnostykiem-marcjonistą, dążącym do wyrugowania z chrześcijaństwa Starego Testamentu, jako pisma żydowskiego. Z tego też powodu, jako rozprawa neo-marcjonistyczna, jego książka znalazła się w 1934 roku na katolickim Indexie. Słowem, książka jest intelektualnie płytka i nie stanowi żadnego zagrożenia ideologicznego dla współczesnego czytelnika, ale zakaz jej drukowania tworzy zbędny urok „zakazanego owocu”.

Magdalena Ziętek-Wielomska: Od pewnego czasu widać na części polskiej prawicy swego rodzaju fascynację „dziedzictwem intelektualnym” narodowego socjalizmu. Prawicę przyciąga silny antyliberalizm i antyamerykanizm pism nazistowskich czy też około-nazistowskich. A ze względu na obecną agendę lewicową, w skład której wchodzi także m.in. anty-rasizm, genderyzm czy internacjonalizm, wielu prawicowcom wydaje się, że naziści to jednak wiedzieli co robili… O kwestii żydowskiej nawet nie wspomnę. Przekonania takie wzmacniane są m.in. przez propagandę sianą przez Zychowicza, zgodnie z którą zdradziliśmy Hitlera i sami jesteśmy winni temu, co się działo po 1939 r. (właściwie aż do czasów współczesnych, bo gdybyśmy poszli z Hitlerem na Moskwę, to podobno i PRL by nie było).

Fascynacja niemczyzną z pierwszej połowy XX w. nie idzie jednak w parze ze znajomością literatury wtedy tworzonej, co słusznie podkreśliłeś. Mało kto na prawicy biegle posługuje się niemieckim a jeszcze mniej jest w stanie czytać książki publikowane szwabachą. Rzecz w tym, że kiedy zadamy sobie trud i sięgniemy po tę literaturę, szybko dostrzeżemy intelektualną miałkość większości tych prac. Tak naprawdę poza patosem, szumnymi hasłami i wielkimi wizjami, nie ma tam żadnej głębszej treści. Może i dostrzegali problemy, z którymi my teraz się borykamy, ale na pewno nie mieli żadnego dobrego i realistycznego pomysłu na ich rozwiązanie ich. Tezy przez nich głoszone w dużej mierze sprowadzają się do tego, co spotykamy we współczesnych teoriach spiskowych… Podobieństwo między tymi teoriami a literaturą III Rzeszy jest zresztą dość zastanawiające.

Myśl Polska, nr 33-34 (16-23.08.2020)
Rubryka: Rozmowy małżeńskie Wielomskich

Dzial: