Najlepsza decyzja „marszałka”

F14749.k bis 2.jpg
Początek sierpnia 1920 roku był w Warszawie gorący. Nie tyle ze względu na letnie upały, co na atmosferę nerwowego wyczekiwania. Przedwczesny triumfalizm, który na wiosnę rozpalił co bardziej krewkie głowy, prysnął niczym bańka mydlana. Zaledwie trzy miesiące wcześniej nasze wojsko zdobywało Kijów, teraz zaś cofało się przed czerwoną falą, która od pierwszych dni lipca nieustannie parła na zachód.

Warszawę opuszczały kolejne zagraniczne poselstwa. Do końca pozostał tylko nuncjusz papieski arcybiskup Achille Ratti, późniejszy papież Pius XI. Dni cudownie odrodzonej Polski wydawały się być policzone. W takiej atmosferze, 12 sierpnia, Naczelnik Państwa Józef Piłsudski zwołał spotkanie, w którym prócz niego udział wzięli premier Wincenty Witos wraz z wicepremierem Ignacym Daszyńskim i ministrem spraw wewnętrznych Leopoldem Skulskim. To wówczas Piłsudski na ręce premiera przekazał pismo zaczynające się od słów:

Wielce Szanowny Panie Prezydencie!
Przed swym wyjazdem na front, rozważywszy wszystkie okoliczności nasze wewnętrzne i zewnętrzne, przyszedłem do przekonania, że obowiązkiem moim wobec Ojczyzny jest zostawić w ręku Pana, Panie Prezydencie, moją dymisję ze stanowiska Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza Wojsk Polskich...”

Dalej Piłsudski obszernie wyłuszczał przyczyny swojej dymisji, co do dziś daje wyznawcom mitu „marszałka” przesłanki do tworzenia dziesiątek teorii spiskowych i pokrętnych hipotez. Tymczasem w oczach współczesnych zachowanie „Ziuka” było co najmniej... zaskakujące. Szef francuskiej misji wojskowej gen. Weygand, który wtedy przebywał w Polsce, napisał: „(...) wszyscy byli zdziwieni, a ja pierwszy, widząc, że wódz naczelny porzuca kierownictwo całości bitwy (...)”.

Abstrahując jednak od ocen samej gorszącej rejterady Piłsudskiego warto zauważyć, że jej realne skutki były dla Polski zbawienne. Choć Piłsudski niechętnie przyznawał się do swoich braków, doskonale rozumiał, że w kwestiach wojskowych był całkowitym dyletantem. Najwyższy stopień wojskowy nadał sobie sam, własnym dekretem L. 2093 w marcu 1920 r.. „Marszałkiem” został, choć w życiu nie ukończył żadnej uczelni wojskowej. Nie posiadał nawet doświadczenia praktycznego, gdyż prawie nie uczestniczył w działaniach frontowych Wielkiej Wojny. W armii CK służył w stopniu brygadiera, co nawet jeśliby przyjąć na wyrost założenie, że stopień ten odpowiada polskiemu generałowi podporucznikowi, stawiało by to Piłsudskiego stosunkowo nisko w łańcuchu dowodzenia.

Dymisja Piłsudskiego w kluczowym momencie wojny umożliwiła realne przejęcie kontroli nad armią utalentowanym zawodowcom. Dowódcą frontu północnego był gen. Józef Haller, wojskami zgromadzonymi nad Wisłą i Wkrą dowodził gen. Władysław Sikorski. Szefem sztabu Wojska Polskiego był natomiast gen. Tadeusz Rozwadowski, który w wymiarze militarnym jest bezsprzecznym autorem i ojcem tego świetnego zwycięstwa.

W Bitwie Warszawskiej 14 polskich dywizji pokonało w walce 30 dywizji Armii Czerwonej. Wątpliwe jest, czy tak jak chcieliby narodowi bajkopisarze, jedną bitwą uratowaliśmy całą Europę czy świat. Bezsprzecznie jednak własnymi siłami obroniliśmy, z wielkim trudem odzyskaną, niepodległość.

Tymczasem nim dobrze opadł kurz bitwy Piłsudski wrócił do Belwederu. Witos, który kierując się troską o morale żołnierzy nie opublikował dymisji Wodza Naczelnego, zdecydował po bitwie zwrócić ją autorowi. Wspominał to w następujących słowach: „Kiedy zaś minęły ciężkie dni wojenne, pojechałem do Belwederu i oddałem pismo jego autorowi, będącemu wówczas w innym zupełnie nastroju. Biorąc je ode mnie i dziękując za solidne, jak mówił, postępowanie, twierdził, że o tym zupełnie zapomniał”.

Zresztą sam Piłsudski i jego akolici wnet odwdzięczyli się zwycięzcom bitwy warszawskiej. Po zamachu majowym gen. Rozwadowski został aresztowany pod absurdalnymi pretekstami. W więzieniu podupadł na zdrowiu i zmarł wkrótce po jego opuszczeniu. Choć przyczyną śmierci triumfatora bitwy warszawskiej mogło być wycieńczenie organizmu wynikłe z trudnych więziennych warunków, popularna jest też hipoteza o otruciu generała. Nie mniejszych oznak wdzięczności doczekał się faktyczny przywódca narodu czasu tych ponurych dni, a zarazem powiernik wstydliwej tajemnicy Piłsudskiego, Wincenty Witos. Bezprawnie aresztowany i skazany w kuriozalnym „procesie brzeskim” został zmuszony do emigracji z kraju.

Swoistym chichotem historii są zatem coroczne obchody rocznicowe, w których centralną postacią jest... Józef Piłsudski. Przed Belwederem stoi jego okazały pomnik z podpisem „Swemu obrońcy w roku 1920 Warszawa”. Faktyczny autor warszawskiej wiktorii, Tadeusz Jordan Rozwadowski, skutecznie wymazany z kart historii przez wyznawców mitu „marszałka”, pomnika się nie doczekał. Mimo licznych inicjatyw Wincenty Witos wciąż nie został zrehabilitowany i formalnie ciąży na min wyrok skazujący w sfingowanym procesie brzeskim.

Przemysław Piasta
Myśl Polska, nr 33-34 (16-23.08.2020)

Dzial: