Polska i Białoruś

belarus_2.jpg
Dziś już chyba tylko ślepiec nie dostrzega podobieństw sytuacji w Polsce i na wschód od niej. Oto bowiem, gdy Warszawa poddawana jest nieustannym naciskom ze strony Stanów Zjednoczonych, które na sztandarach światowej rewolucji niosą już nie tylko demokrację i prawa człowieka, ale stały się także międzynarodowym reprezentantem środowiska LGBT, na Białorusi obserwujemy pierwszy etap procesu „walki o prawa” w postaci próby przeprowadzenia kolejnej „kolorowej rewolucji”.

Tak samo, jak przy okazji każdych wyborów w tym kraju, uaktywnione zostały siły opozycyjne wobec urzędującego w Mińsku reżimu. Tłumy młodzieży, zakrwawione twarze i kobiety bojowniczki, to obrazy, którymi epatowana jest opinia publiczna w Polsce i na Zachodzie. Liderki opozycji chcą „wolności teraz” i żądają natychmiastowego ustąpienia „Baćki”. Zachód nie kryje oburzenia, Rosja dyplomatycznie milczy, mając wszak własne partykularne interesy w ewentualnym odejściu Aleksandra Łukaszenki, zaś strona polska wykazuje póki co zadziwiającą wstrzemięźliwość.

Znamienne jest stanowisko partii rządzącej. Szef Klubu PiS Ryszard Terlecki, na pytanie dociekliwej dziennikarki TVN24 na temat sytuacji na Białorusi, miał stwierdzić: „Ale co pani myśli, że najedziemy Białoruś albo wyślemy tam czołgi?”. Jak mawia znane przysłowie, jedna jaskółka wiosny nie czyni, jednak już ta wypowiedź może wskazywać na pewną zmianę PiS w podejściu do wschodniego sąsiada. Już nie powrót do niedopuszczalnego procederu grania polską mniejszością na Białorusi, ale próba pewnego zdystansowania się.

Być może i w partii rządzącej dostrzeżono, że zarówno Polsce, jak i innym państwom regionu, na czele z Węgrami, na wschodzie zaś Rosji i Białorusi, zagraża to samo niebezpieczeństwo. Nie ma ono już bynajmniej wymiaru geopolitycznego, a cywilizacyjny i kulturowy.

Wracając zaś do białoruskiej opozycji, truizmem wydaje się pogląd, mówiący, że w przypadku jej zwycięstwa, niemal tuż po przejęciu całej gospodarki, „sprywatyzowaniu” czego się tylko da oraz wywołaniu exodusu całej młodzieży na Zachód, w tym i do Polski (vide Ukraina), Mińsk, w zamian za „obronę przed rosyjskim zagrożeniem”, poddany zostałby ideologicznej obróbce.

Na Białoruś skierowany zostałby amerykański namiestnik w rodzaju rezydującej w Polsce Georgette Mosbacher, który pilnowałby, aby prawa Afroamerykanów i mniejszości seksualnych były należycie respektowane. Swoją drogą, zaobserwować można tu zadziwiające podobieństwo do, służącej w drugiej połowie XVIII w. ówczesnym państwom ościennym do ingerencji w sprawy Polski, obrony praw innowierców. Czy wszystko to ustrzegłoby jednak pierwszy na Białorusi, odsłonięty dwa lata temu w Mereczowszczyźnie w obwodzie brzeskim pomnik Tadeusza Kościuszki, pozostaje kwestią otwartą…

Maciej Motas
11.08.2020

Dzial: