Ukraińskim szambem w PO

nowak.jpg
Zatrzymanie byłego ministra transportu w rządzie Donalda Tuska Sławomira Nowaka tuż po wyborach prezydenckich ma oznaczać przyjęcie kursu na zaostrzenie rozprawy z opozycją neoliberalną objętego przez PiS. To działanie czysto wizerunkowe, podobnie jak towarzyszące mu czasowo zarzuty prokuratorskie wobec kilku innych osób związanych z PO, np. samorządowców z województwa opolskiego.

Ma stworzyć wrażenie, że partia Kaczyńskiego faktycznie zdeterminowana jest, by „rozliczać” afery poprzedników, przekonać sceptyków, którzy stawiali tezę o symbiozie kartelu dwupartyjnego PO-PiS.
Jeśli linia ta będzie realizowana konsekwentnie, sama w sobie może doprowadzić do zmiany mechanizmu systemu funkcjonującego od 2005 roku. Apetyty Jarosława Kaczyńskiego, przemożny wpływ narkotyku władzy, pod którym z całą pewnością się znajduje, mogą sprawić naruszenie istoty porozumienia kartelowego. Wystarczy, by doszło do jednego aresztu „za dużo”, do przekroczenia progu akceptacji drugiej strony. W takich warunkach będziemy mogli przypuszczać, że środowisko PO już dziś planować będzie polityczno-prawną dintojrę na obecnym kierownictwie PiS. Istota systemu kartelowego zostanie naruszona.

A przedstawiciele obecnej władzy będą jeszcze bardziej zdeterminowani do wprowadzania metod autorytarnych, pozwalających na zachowanie sterów przez najbliższe dekady. Działa tu proste sprzężenie zwrotne: im większa brawura w zamykaniu przedstawicieli drugiej frakcji w ramach bratobójczej wojny POPiSu, tym większe prawdopodobieństwo pojawienia się świadomości jej przyszłych konsekwencji, nieuchronnych w przypadku utraty władzy. Obecne wzmożenie aktywności ziobrowskiej prokuratury i upartyjnionych służb wskazuje zatem jasno drogę do nasilenia kursu w kierunku neosanacyjnego autorytaryzmu.

Sprawa nieszczęsnego Nowaka ma jeszcze jeden aspekt, nazwijmy go zewnętrznym. Ukraina po przewrocie w roku 2014 przeobraziła się w gigantycznych rozmiarów korupcyjne szambo, które od czasu do czasu wylewa, ochlapując nieczystościami pół Europy. Każdy, kto był zaangażowany w działania polityczne i biznesowe na tym terenie, może paść ofiarą zarzutów podobnych do tych, które przedstawiono niegdysiejszemu „cudownemu dziecku” PO. A na Ukrainie żerowały tuziny polskich działaczy i polityków, którzy początkowo – niebezinteresownie – pielgrzymowali na słynny majdan, by później obejmować stanowiska darowane przez ekipę Petra Poroszenki i spółki.

Czym była ta ekipa, mówił ostatnio jej były członek, czyniąc to w tonie skruszonego gangstera. Były deputowany do Rady Najwyższej Dawyd Żwanija określił ten krąg mianem grupy przestępczej i napomknął w kontekście jej działalności o 5 mln euro łapówki przekazanej tajemniczemu wysoko postawionemu urzędnikowi Unii Europejskiej w ambasadzie w Berlinie w zamian za poparcie dla prezydenckich ambicji Poroszenki. Skruszony polityk zapowiedział, że jest gotów rozszerzyć swoją wypowiedź przed sądem. Kogo jeszcze w Europie obleje kolejny deszcz szamba znad Dniepru? Być może całą plejadę czołówki POPiSu, która aktywnie w sprawy ukraińskie się mieszała, wykonując w 2014 zlecenia administracji amerykańskiej.

Zatrzymanie Nowaka pokazuje też kolejną niebezpieczną tendencję PiSowskiego autorytaryzmu, sprawiającą, że obecne władze polskie stanowią zagrożenie dla własnych obywateli. W cywilizowanym kraju podejrzewany o popełnienie przestępstw w innym państwie poddany byłby procedurze ewentualnej ekstradycji. Władze ukraińskie mogły się o nią zwrócić do strony polskiej. Mogły też, na mocy umowy o pomocy prawnej, dokonać przesłuchania Nowaka, zadając mu pytania strony ukraińskiej. Centralne Biuro Antykorupcyjne stało się jednak w omawianym przypadku przedłużeniem Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU), a Prokuratura Okręgowa w Warszawie – prokuratury ukraińskiej. Stosowanie podobnych mechanizmów, sprzeczne z prawem, doprowadza do zagrożenia bezpieczeństwa każdego polskiego obywatela.

Wystarczy, że służby specjalne i organy ścigania jakiegokolwiek państwa przedstawią mu jakieś zarzuty, a reszty dokona państwo polskie, choć z jego punktu widzenia nie został naruszony krajowy porządek prawny. Jakość służb ukraińskich, jak wiemy, pozostawia sporo do życzenia, więc – w ramach politycznego lub motywowanego biznesowo zlecenia – ofiarą podobnych zabiegów paść może niemal każdy, kto w jakiś sposób prowadził interesy na Ukrainie. Nowogrodzka zaś będzie z satysfakcją ekskrementami z ukraińskiego szamba oblewać wszystkich swych domniemanych lub faktycznych przeciwników.

Mateusz Piskorski
Fot. Wikipedia Commons
Myśl Polska, nr 31-32 (2-9.08.2020)

Dzial: