Skąd się bierze śmieciowa drożyzna?

odpady.jpg
Koszt wywozu odpadów z gospodarstw domowych stał się w ostatnich latach zauważalną pozycją naszych rodzinnych budżetów. Dlaczego śmieci drożeją? – słyszymy tutaj sprzeczne odpowiedzi. Rząd i samorządy zrzucają na siebie wzajemnie odpowiedzialność za taki stan rzeczy, przerzucając się oskarżeniami, tymczasem problem narasta.

Przyjrzyjmy się zatem z bliska jak koszty wywozu odpadów kształtowały się w ciągu ostatnich kilkunastu lat i jakie czynniki miały decydujący wpływ na obecne, wygórowane stawki. Podstawowym czynnikiem rynkowym decydującym o tym ile płacimy za wywóz śmieci jest koszt składowania tony odpadów na składowiskach odpadów komunalnych, potocznie nazywanych wysypiskami śmieci. W roku 2005 za dostarczenie tony odpadów zmieszanych (niesegregowanych odpadów komunalnych) na niewielkie wysypisko w środkowej Wielkopolsce płaciliśmy 64 złote brutto. W ciągu piętnastu lat rzeczony koszt wzrósł ponad ośmiokrotnie i wynosi obecnie 549 zł.

Największym składnikiem tej kwoty jest opłata za korzystanie ze środowiska, określana corocznie w drodze Rozporządzenia Rady Ministrów, uiszczana przez podmiot prowadzący składowisko. W roku 2005 wynosiła ona 14 złotych i 87 groszy za każdą tonę niesegregowanych odpadów komunalnych. Za tonę analogicznej grupy odpadów w roku 2020 płacimy natomiast 270 złotych a więc osiemnastokrotnie więcej niż przed piętnastoma laty.

Przyznajmy jednak, że drogie śmieci nie są wyłącznie naszym kłopotem. Przeciwnie, problem ten dotyka całą Europę. Na wzrost kosztów składowania, a co za tym idzie podwyżki opłat, znaczący wpływ miał zakaz importu odpadów wprowadzony przez Chiny. Do roku 2017 ChRL była największym światowym odbiorcą odpadów z papieru i plastiku. Po zamknięciu rynku chińskiego opakowania z tworzyw sztucznych i makulatura przestały być pożądanym i poszukiwanym na rynku surowcem wtórnym, stały się natomiast kłopotliwym i kosztownym odpadem.

Na te czynniki musimy nałożyć niekorzystne zmiany prawne do jakich doszło jeszcze w 2012 roku. W starym systemie to właściciel nieruchomości miał swobodę w wyborze firmy, która odbierała od niego śmieci. Wybierał więc na podstawie ustalanych przez samego siebie kryteriów. Z reguły był to operator najtańszy spośród dostępnych na lokalnym rynku. Po zmianie przepisów wybór takiego przedsiębiorcy należy tylko i wyłącznie do gminy.

W drodze przetargu wybiera ona podmiot świadczący usługi na całym jej terenie, lub jego części (w przypadku większych miast). Mieszkańcy gminy odprowadzają jedynie opłatę na rzecz gminy, która staje się płatnikiem dla firmy wywożącej śmieci. Doprowadziło to natychmiastowo do zwiększenia ceny wywozu śmieci i obniżenia się jakości usług. Wzrost cen był wypadkową ceny przetargowej oraz kosztów administracyjnych które pojawiły się po stronie gminy. Z kolei obniżenie jakości usług było skutkiem zerwania relacji pomiędzy dotychczasowym płatnikiem a zarazem wytwórcą odpadów a firmami odbierającymi śmieci.

Te trzy czynniki są główną, ale nie wyłączną przyczyną obecnej śmieciowej drożyzny. Spośród kilkunastu innych, pomniejszych, warto wskazać zwiększające się obciążenia formalne i administracyjne ciążące na firmach wywozowych. Baza danych o produktach i opakowaniach oraz o gospodarce odpadami, zwana popularnie BDO, jest klasycznym przykładem takiego „usprawnienia”. W intencji twórców miała za zadanie uszczelnić system gospodarowania odpadami, zwiększyć skuteczność walki z szarą strefą i dzikimi wysypiskami. Okazała się w tym niezbyt skuteczna, nałożyła za to na działających legalnie operatorów sporo dodatkowych obowiązków sprawozdawczych zwiększając ich koszty działania, a w konsekwencji także koszt wywozu śmieci.

Nieuczciwie jednak byłoby przypisać obecne wysokie ceny wyłącznie decyzjom organów władzy centralnej. Są one w pewnej mierze także efektem zaniechań i nieudolności wielu spośród samorządów. Dla przykładu na Mazowszu na niekorzystne czynniki globalne i krajowe nałożył się kilkuletni brak Wojewódzkiego Planu Gospodarowania Odpadami (WPGO), za uchwalenie którego odpowiada sejmik województwa. Skutkiem tego zaniechania była mała liczba instalacji w regionie i niedostatek mocy, a co za tym idzie wzrost cen za zagospodarowanie odpadów komunalnych. Przyznajmy jednak uczciwie, w wielkiej hałdzie śmieciowych kłopotów działania i zaniechania samorządów stanowią w istocie niewielki, niewarty roztrząsania drobiazg.

Jak widać obecny śmieciowy problem wypracowaliśmy sobie w znacznej mierze sami. Całkowicie niepotrzebne uregulowanie sprawnego dotąd rynku odbioru odpadów w roku 2012, połączone z rosnącymi ponad wszelki umiar opłatami za korzystanie ze środowiska, wpędziło nas na ścieżkę nieustających podwyżek. Jeśli chcemy z niej zejść potrzebne są odważne i przemyślane zmiany w prawie oraz rozluźnienie państwowego fiskalizmu. Tylko czy obecnej władzy wystarczy na to mądrości, odwagi i dobrej woli?

Przemysław Piasta
Fot. Wikipedia Commons
20.07.2020

Dzial: